r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Wstępniak na nowy tydzień: „uberyzacja” usług – czy będzie jak z Napsterem?

Strona główna AktualnościDOBREPROGRAMY

Rewolucja pożera własne dzieci – to nieco wyświechtane hasło w dziedzinie nowoczesnej techniki trzyma się jednak nieźle. Pierwsze generacje innowacyjnych rozwiązań schodzą ze sceny zadziwiająco szybko, zepchnięte przez nieco bardziej dopracowaną konkurencję, nieco lepiej przemyślane produkty. I nie broni nawet przed tym słynny efekt sieciowy – po prostu grono użytkowników innowacyjnych usług nie jest dość liczne, by „zamurować” rynek. Dziś, gdy finansiści ekscytują się postępującą „uberyzacją” gospodarki, czyli wypieraniem tradycyjnych firm przez korzystające z nowoczesnych narzędzi informatycznych rozproszone sieci usługowe, warto im przypomnieć, że Uber i jemu podobne nie może być ostatnim krokiem – ma zbyt wiele słabych punktów, pozwalających na jego zablokowanie, czy nawet likwidację.

Rynkową wartość Ubera z początkiem grudnia tego roku oceniono na 62,5 mld dolarów. Kwota oszałamiająca, jak na dostawcę aplikacji mającej kojarzyć świadczących na własną rękę dostawców usług transportowych z klientami za pomocą aplikacji mobilnych wpiętych w scentralizowaną serwerową infrastrukturę. Wartość ta może się jedynie powiększyć – pieniądze z ostatniej rundy finansowania pójść mają nie tylko na ekspansję na nowe rynki (w szczególności lukratywne wielkie chińskie miasta), ale też uruchomienie takich usług jak dostawy zakupów internetowych czy wreszcie rozwój autonomicznych taksówek, które obyłyby się już bez ludzkich kierowców.

Takie kwoty robią wrażenie nawet na czołowych finansistach tego świata, którzy już dziś zapowiadają, że „uberyzacja” dotknie kolejne dziedziny gospodarki. Po usługach taksówkarskich, pierwsze ulec mają usługi finansowe. Anthony Jenkins, były szef brytyjskiego Barclaysa prorokuje, że w ciągu 10 lat sektor finansowy będzie musiał zmniejszyć zatrudnienie nawet o 50%, o tyle samo ograniczając też liczbę fizycznych oddziałów.

r   e   k   l   a   m   a

Bat na siebie bankierzy sami zresztą zaczęli kręcić już wiele lat temu, gdy starając się wypaść na innowacyjnych w oczach swoich klientów, tak bardzo zachwalali uruchamianie usług internetowych i korzystanie z aplikacji mobilnych. W sytuacji, gdy coraz rzadziej jest powód do odwiedzenia siedziby banku, nawet kredyt można uzyskać wypełniając formularz w przeglądarce, po co utrzymywać organicznych pracowników do kontaktu z klientem, skoro i tak ich rolę może przejąć wirtualny awatar bankowej sztucznej inteligencji? Nie mówią przecież ci pracownicy niczego, co wykraczałoby poza zatwierdzony przez zarząd schemat rozmowy.

Bankowość internetowa, jako pierwsze dziecko cyfrowej rewolucji w tym sektorze, już więc zaczyna być podgryzane przez drugą falę – banki istniejące wyłącznie w Internecie. Tu flagowym przykładem jest chętnie porównywany do Ubera Number26, niemiecki startup, który od przyszłego roku chce zaoferować najważniejsze usługi bankowe nie tylko w Niemczech i Austrii, ale też na rynkach Francji, Włoch, Hiszpanii, Grecji i Słowacji (a niewykluczone, że w przyszłości pojawi się także w Polsce). Number26 nie ma żadnego fizycznego oddziału, ma za to aplikacje mobilne na iOS-a i Androida. To wystarczyło, by w ciągu kilku miesięcy od startu zdobyć 80 tys. klientów i uznanie licznych partnerów z branży – startup chce przez swoją aplikację oferować usługi dla niego póki co niemożliwe (nie posiada licencji bankowej), takie jak np. kredyty czy transfery dużych kwot pieniędzy.

O ile usługi finansowe pozostają wciąż pod specjalnym nadzorem – i trudno dziś jeszcze osiągnąć tu taki poziom rozproszenia jak w wypadku transportu osobowego, to wiele innych dziedzin gospodarki w epoce permanentnego kryzysu ulega takim przemianom znacznie szybciej, wpisując się w ducha sharing economy. W Stanach Zjednoczonych Airbnb stało się realnym konkurentem dla sieci hoteli i moteli, pozwalając prywatnym osobom na oferowanie obcym niedrogiego płatnego noclegu w swoich posiadłościach, i to mimo tego, że władze robiły co mogły, by zdelegalizować taką działalność. Mimo przeszkód, działa to bardzo dobrze – tylko w tym roku Airbnb pozyskało ok. 1,5 mld dolarów finansowania od prywatnych inwestorów, zaś amerykańskie stowarzyszenie hotelarskie AH&LA ostrzegło, że rozproszone systemy noclegów mogą zmniejszyć w przyszłym roku obroty branży hotelarskiej o nawet 30%.

Podobnych projektów pojawia się dziś z miesiąca na miesiąc coraz więcej. Taskrabbit stał się popularnym w Stanach centrum outsource'owania niewielkich prac domowych w swoim sąsiedztwie. Francuski BlaBlaCar, pozwalajacy kierowcom zabierać płatnych autostopowiczów, działa w kilkunastu krajach (w tym w Polsce), zapewniając tanie przewozy milionom ludzi. Italki.com stało się sposobem na znalezienie indywidualnego nauczyciela języków obcych przez internetową platformę, z kolei ukraiński startup Preply.com (także i u nas już działający) reklamuje się jako sposób na skomunikowanie korepetytorów z uczniami, także z bliskiej okolicy. W Warszawie zaś podobno bardzo dobrze radzi sobie pozamiatane.pl, za sprawą którego każdy będzie mógł zostać sprzątaczką (lub zamówić sobie tanią sprzątaczkę). Do tej listy sharing economy wchodzą właśnie pierwsze zdecentralizowane „domy uciech” – niedawno w Berlinie i kilku innych niemieckich miastach wystartowała aplikacja Ohlala, pozwalająca na umówienie się na płatną randkę. Niech nikt nie ma wątpliwości co do natury tej randki – 240 euro za dwie godziny z Tobą to standardowa stawka nie za miłą rozmowę przecież.

Można sobie wyobrazić, że wraz z postępem technicznym takie platformy będą powstawały dla wielu innych usług, praktycznie wszystkiego, co można zdecentralizować. Ostatnio w amerykańskich serwisach głośno zrobiło się o LeTote.com, internetowej wypożyczalni odzieży, pozwalającej płacącym stały abonament wybrać sobie z katalogu nowe ciuchy i dodatki na każdy dzień, prosto pod drzwi. Można sobie wyobrazić, jak bardzo luksusowe sklepy z odzieżą będą z podobnych usług niezadowolone – zapewne tak samo jak taksówkarze z miast, w których pojawił się Uber i jego naśladowcy. I podobnie jak Uber usługi te będą blokowane, a może nawet działający w nich dostawcy usług ścigani przez prawo i fiskusa. To jest bowiem dopiero druga fala internetowej gospodarki, topiąca stare biznesy i opływająca regulacje, ale wciąż możliwa do powstrzymania odpowiednim „falochronem”.

Piętą achillesową tych wszystkich destabilizujących klasyczną gospodarkę usług jest bowiem to, że w ogóle istnieją jako konkretne usługi, za którymi stoją konkretne spółki, spółki, które można zlikwidować bądź zablokować instumentami prawnymi. Jaką to wartość dodaną w relacji klient-kierowca zapewnia Uber? Zapewne łatwość wyszukiwania, łatwość płatności i względne bezpieczeństwo, mające brać się z „weryfikacji tożsamości”. Jednak sam postęp techniczny może zdecentralizować także i te aspekty, całkowicie eliminując z rynku pośredników. Wyszukiwanie przez rozproszoną wyszukiwarkę, działającą w modelu P2P, płatności przez zdecentralizowane systemy kryptowalutowe z wykorzystaniem wpisanych w sam protokół mechanizmów escrow, czy zaufanie budowane w anonimowych systemach rekomendacji.

O tym, że nie jest to niemożliwe, niech świadczy historia samej wymiany plikami w Internecie. Początki to serwery FTP, do których dostęp mieli wybrańcy, których likwidacja była bardzo łatwa. Potem pojawił się rewolucyjny Napster, pierwsza popularna usługa P2P, która pozwoliła ludziom wymieniać się muzyką (czy też, jak kto woli, kraść muzykę). Napster upadł pod ciężarem problemów prawnych – Metallica i Dr. Dre mieli po prostu przeciwko komu wytoczyć proces. Kolejne sieci P2P były jednak coraz mniej zależne od pojedynczego operatora. Kultowy u nas Elektroniczny Osioł, sieć eDonkey2000, pozwalała klientom na wybranie pomiędzy różnymi koordynującymi wymianę plików serwerami – na miejsce jednego zlikwidowanego przez policję, pojawiały się kolejne, serwer bowiem uruchomić mógł każdy, korzystając z darmowego (choć własnościowego) oprogramowania. Z czasem w popularności Osiołka prześcignęły torrenty, początkowo zależne od trackerów, jednak w końcu porzucające wszelką centralizację, pozwalające na rozproszone indeksowanie i śledzenie rojów peerów wymieniających pliki. Jak do tej pory wszelkie próby likwidacji torrentów spełzają na niczym – lokalne blokowanie kończy się szybkim uruchomieniem licznych obejść.

Taki sam los może w przyszłości czekać Ubera, BlaBlaCaa, pozamiatane, Ohlalę i im podobne. Wcześniej czy później władze zorientują się, jak wiele pieniędzy ucieka opodatkowaniu przez te coraz popularniejsze, działające na granicy szarej strefy usługi – i wypowie im wojnę, albo nałoży tyle ograniczeń i regulacji, że przestaną się one po prostu opłacać. Na ich miejsce już jednak będą czekać zamienniki, które oprócz aplikacji na smartfona nie będą potrzebowały niczego więcej. Władzy pozostanie jedynie walka ze swoimi obywatelami, z każdym z osobna, bez możliwości zablokowania usług sharing economy jednym pociągnięciem pióra pod ustawą.

Fundamenty pod takie przełomowe oprogramowanie trzeciej fali już położono – w najbliższych miesiącach możemy spodziewać się premiery finalnej wersji OpenBazaaru, rozproszonej platformy handlu elektronicznego, której po prostu nie da się wyłączyć. To spełnienie snów agorystów: każdy, kto uruchomi aplikację, będzie mógł zaoferować dowolne usługi i towary każdemu zainteresowanemu, opłacane bezpośrednio w bitcoinach, bez żadnej marży pośrednika. Nie znaczy to, że od razu zastąpi on rozwiązania uberopodobone – w wielu wypadkach wygodnie jest dysponować scentralizowanym oprogramowaniem – ale tam, gdzie akurat władze ich zakażą, obywatele będą dysponowali alternatywą. Kto zresztą wie, czy nawet bez zakazów, samo obniżenie kosztów, związane z pozbyciem się pośrednika, nie sprawi, że taki sterowany tylko rozproszonym oprogramowaniem transport prywatny (i co tam jeszcze) stanie się atrakcyjnym, tańszym zamiennikiem usług uberopodobnych.

To już ostatni wstępniak w tym roku, więc z tej okazji dziękuję Wam za czytanie (i komentowanie) tego wszystkiego, co miałem Wam w ten sposób do przekazania – mam nadzieję, że nie nudziliście się zbyt często. Póki co, ostatni tydzień roku trwa, więc już teraz zapowiem, co nowego. Spodziewajcie się obiecanego kolejnego odcinka ofensywnego bezpieczeństwa, w którym zajmiemy się tajnikami gromadzenia pakietów sieciowych tak, by później sprawdzić, co można z nimi zrobić za pomocą współczesnych kart graficznych. Przyjrzymy się też dokładniej najciekawszym gadżetom techniki komputerowej z roku 2015 roku i pokażemy najlepsze gry do grania w Sylwestra (i nie tylko w Sylwestra, ale też na innych hucznych imprezach). Będą też u nas inne, przydatne na te specjalne okoliczności treści :). Zapraszam!

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.