r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Wstępniak na nowy tydzień: w informatyce uważajmy na słowa – a nuż mają problem z gender?

Strona główna AktualnościDOBREPROGRAMY

Przyznam, że nie wiem, dlaczego w anglofonii określa się dziś słowem „technology” przede wszystkim firmy związane mniej lub bardziej z informatyką, i nie ma w tym gronie firm związanych np. z lotnictwem, energetyką jądrową czy chemią organiczną – chyba że akurat zrobią coś mniej lub bardziej powiązanego z mikroprocesorami, nie mówiąc już o mobilnych aplikacjach. Ta osobliwa pozycja sektora „tech” zredukowanego do informatyki przejawia się jednak nie tylko w nazewnictwie. Tak jak śledzę szeroko rozumiany postęp techniczny w wielu dziedzinach związanych z transhumanizmem, tak jedynie w tej naszej dziedzinie informatycznej widzę, jak toczy się walka o język, właściwy sposób mówienia, a najogólniej mówiąc to, co Amerykanie nazywają „sprawiedliwością społeczną”. Jakie to szczególne cechy informatyki uczyniły z niej takie pole bitwy?

Zeszłotygodniowa afera o nieprzyjazny język Linusa Torvaldsa (i szerzej, dopuszczalność „seksistowskich i homofobicznych” wypowiedzi w dyskusjach społeczności twórców linuksowego kernela) wywołała wśród Was duże poruszenie; dyskusja po raz kolejny pokazała, że w naszym kraju kulturowo bliżej nam jednak do Finów niż Amerykanów – i ugrzecznianie na siłę relacji międzyludzkich nie znajduje wielkiej aprobaty. Nie była to jednak przecież ostatnio jedyna afera o to, co dopuszczalne w naszych kręgach. Gracze dobrze pamiętają aferę Gamergate, programiści wciąż mogą pamiętać skandal wokół słowa „dongle” na jednej z konferencji poświęconych Pythonowi czy usunięcie z GitHuba języka-parodii C+= (C plus Równość), pełnego odniesień do tzw. kultury gwałtu i patriarchatu. O oburzeniu jakie wywołała wypowiedź Satyi Nadelli dotycząca kobiet, podwyżek i dobrej karmy prezes Microsoftu chyba do tej pory nie zapomniał.

Branża IT nawet nie próbuje walczyć z tym wywiedzionym z amerykańskich uniwersytetów wirusem memetycznym, lecz wręcz przeciwnie, wydaje się na każdym kroku mu poddawać – firmy informatyczne przyjmują rygorystyczne regulaminy dotyczące tego, co dopuszczalne w pracy, wykładają też niemałe pieniądze na „programy równościowe”, mające doprowadzić do zwiększenia udziałów mniejszości rasowych oraz kobiet w ich kadrze. Aktywnie działają też niezależne organizacje, takie jak Women in Technology, robiące co tylko możliwe, by zachęcić kobiety do pracy akurat w tym biznesie, który Anglosasi nazywają „Technology”. I ponownie, nie chodzi tu o to, by testowały szczepionki czy projektowały bieżnik na oponach, z jakiegoś powodu ważniejsze ma być programowanie np. w Railsach.

r   e   k   l   a   m   a

I grupy opensource'owe wcale nie wydają się na wirusa odporniejsze. Tam gdzie nie ma uzbrojonego w plugawy język Linusa, tam organizacje takie jak Mozilla czy GNOME przestają się kierować zasadami efektywności i opłacalności w pracach nad oprogramowaniem, a na piedestał wynoszą kwestie obyczajowe. Nie tylko zresztą one, te programy równościowe wśród organizacji, którym przecież się nie przelewa i które powinny oglądać uważnie każdy grosz, są coraz powszechniejsze. A śmiać się z tego nie wolno, przynajmniej w mediach społecznościowych, bo dowcipy obrażające kobiety mają być objęte szczególną kontrolą na Twitterze oraz Facebooku. Lepiej się też nie śmiać na łamach serwisów takich jak The Verge – bo jeszcze całkowicie wyłączą system komentarzy, nie mogący znieść agresywnego i negatywnego tonu.

Myślicie, że osiągnęliśmy granice śmieszności? A ja myślę, że wszystko dopiero przed nami. We wrześniu Google przedstawiło otóż nowy wydajny algorytm kompresji o nazwie Brotli, mający zastąpić wysłużone Deflate. W nazwie nic dziwnego, utworzono ją od nazwy szwajcarskiego „małego chlebka”, problemów być nie powinno – jednak nie w naszych czasach. Jeden z programistów pracujących nad nowym algorytmem (notabene Fin, Jyrki Alakuijala) poinformował na łamach forum Mozilli, że jako nazwę dla tego typu kompresji zarezerwowano „bro”, a nie „brotli”, i docelowo .bro będzie rozszerzeniem nazwy skompresowanych w ten sposób plików, a bro ma być nazwą działającego z linii komend narzędzia do kompresowania i dekompresowania plików brotli.

To wystarczyło, by do okropnego słowa zlecieli się bojownicy o sprawiedliwość społeczną. Inżynier Mozilli zauważył, że słowo „bro” ma problem „genderowy”, a jego używanie, nawet nieintencjonalne jest przejawem mizogynizmu i nieprofesjonalizmu. Dla wyjaśnienia, chodzi o kulturę „braciaków” uznawaną dziś za niesłuszną, gloryfikującą przemoc, przedmiotowe podejście do kobiet i imprezowy tryb życia, kwitnącą przede wszystkim wśród amerykańskich bractw studenckich. „Brogrammer” stało się synonimem tych właśnie okropnych seksistowskich programistów, przez których kobiety nie mogą pracować w branży technologicznej.

Efekt dyskusji był łatwy do przewidzenia. Google się wycofało. Nie będzie „.bro”, będzie „.br”, tak jak w krajowej domenie Brazylii. Alakuijala wyjaśnił – zapytałem swoją przyjaciółkę-feministkę z obszaru kultury północnoamerykańskiej o „bro” i była przeciwko. Znaleźliśmy kompromis i nie mówmy już o tym. Pragmatyczny Fin może jednak szybko odkryć, że to nie wystarczyło. Już teraz ludzie robią sobie żarty, pisząc, że nazwa zmieniona została na kod kraju znanego przede wszystkim z depilacji, tak więc użycie Brotli będzie określane jako „wydepilowanie plików”. Dla organizacji przekonanych, że depilacja włosów na ciele u kobiet to jedna z najgorszych form opresji patriarchatu, .br też więc może być powodem do protestów.

I w takiej oto dziwnej, coraz dziwniejszej kulturze żyjemy. To zresztą też nie było dobre zdanie – zaczęło się od dużej litery „I”, mającej przecież falliczny kształt. Czekamy, aż ktoś to zauważy.

Zapraszam więc na kolejny tydzień z naszym portalem. Zainteresować się w nim chcemy przede wszystkim oprogramowaniem dla małych firm, jak również dla tych, którzy samodzielnie zmagają się z działalnością gospodarczą. Przedstawimy wam też interesujące pomysły z polskiego oddziału Intela oraz rozpoczniemy nowy konkurs z bardzo ciekawymi nagrodami :).

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.