r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Wstępniak na nowy tydzień: zachwycać się Androidem, którego nie dostaniesz, czy iść własną ścieżką?

Strona główna AktualnościDOBREPROGRAMY

Miniony tydzień upłynął pod znakiem konferencji deweloperskiej WWDC, podczas której Apple zapowiedziało swoje wielkie nowości dla systemów iOS i OS X. Użytkownicy sprzętu z Jabłuszkiem mogą być spokojni – co Apple obieca, to Apple dostarczy, a co dostarczy, to najprawdopodobniej będzie działało na ich urządzeniach. Nieco wcześniej mieliśmy podobną konferencję deweloperską I/O, podczas której swoje obietnice przedstawiło Google. Tu jednak z tym spokojem może być gorzej. Kto te wszystkie nowości faktycznie zobaczy poza garstką posiadaczy flagowych smartfonów oraz ludzi, którzy w przyszłości kupią nowy sprzęt? Obietnice związane z Androidem One najwyraźniej nie wypaliły, Android Wear, który miał podbić segment urządzeń ubieralnych, okazał się być obarczony tymi samymi problemami co starszy brat – czy naprawdę w tej sytuacji walczące o swoje miejsce na rynku BlackBerry powinno skazywać się na zależność od wielkiego G?

Z Androidem One, jak zapewne pamiętacie, zaczęło się bardzo szumnie. Smartfon dla miliardów – tak Google określało publicznie swój projekt, w ramach którego we współpracy z miejscowymi producentami miały powstawać niedrogie, ale nowoczesne, stale aktualizowane urządzenia z Androidem. Głośno nie mówiło się tego, że chodzi o uniknięcie powtórki z Chin, gdzie owszem, Android podbił rynek, ale Google nic z tego nie ma. Producenci tanich chińskich słuchawek wyzwolili Androida, uniezależniając go od usług Google, łącząc z własnymi sklepami, oferując preinstalowane popularne w Chinach aplikacje. Nie mówiło się też głośno, że Android One ma być próbą naprawienia paskudnej sytuacji z aktualizacjami systemu, za sprawą których Apple może regularnie się chwalić, jaką to spójną i w zunifikowany sposób migrującą na nowsze wersje platformą jest iOS.

Wyszło jak zawsze. Jednym z największych niezależnych producentów sprzętu z Androidem One został indyjski Micromax, aktywny też na rynku indonezyjskim. Daleko mu było jednak w skali działania do działającego na globalną skalę Samsunga czy śmiało rozpychającego się chińskiego Xiaomi. Mimo szumnych deklaracji o rozpoczęciu współpracy, szybko okazało się, że wśród miliona miesięcznie produkowanych przez indyjskiego partnera Google smartfonów jedynie niewielki odsetek to model zrobiony w ramach inicjatywy Android One. Micromax szybko miał sobie zdać sprawę z tego, że ścisła współpraca z Mountain View to dla niego katastrofa. Cytowany przez Wall Street Journal informator miał powiedzieć, że producenci musieliby nie mieć mózgów, by w to wejść.

r   e   k   l   a   m   a

Łatwo zrozumieć takie podejście. W segmencie najtańszych urządzeń, gdzie marże są znikome, producenci potrzebują albo wielkiego wolumenu sprzedaży, albo dodatkowych możliwości zarobkowania. Niczym nie różniące się od siebie słuchawki z Androidem One nie dawały ani nadziei na wielki wolumen sprzedaży (Google „wkręciło” w ten projekt już kilkunastu takich zmuszonych do konkurowania ze sobą lokalnych producentów, nie gwarantując im przy tym wyłączności na krajowe rynki), ani na dodatkowe zarobki np. z umów parterskich z telekomami – systemu nie można było modyfikować ani dołączać własnych aplikacji. I tak oto informator WSJ donosi, że Micromax już drugiego smartfonu z Androidem One nie zrobi, a w dodatku podpisał umowę z Cyanogenem, dającą mu i większą swobodę adaptacji systemu do własnych potrzeb.

Podobnie zawodne okazały się niedawno obietnice z Androidem Wear. Urządzenia ubieralne (póki co głównie smartzegarki) miały otrzymywać aktualizacje regularnie, niezależnie od producentów czy operatorów telekomunikacyjnych, przez cały okres życia urządzenia. Niedawno pojawiła się kolejna aktualizacja systemu, oznaczona numerkiem 5.1.1 (bazująca na Androidzie 5.1.1). Aktualizacja to nietrywialna – w stosunku do poprzedniej wersji, 5.0.1 przynosi liczne usprawnienia interfejsu, obsługę gestów „ruchowych”, możliwość uruchamiania aplikacji stale obecnych na ekranie, oraz co szczególnie istotne, wreszcie pozwala na korzystanie z połączeń Wi-Fi. Można powiedzieć, że jedna aktualizacja – a zupełnie nowy smartzegarek.

O ile oczywiście aktualizację taką dostaniesz. Początkowo trafiła ona tylko na nowiutkiego LG Watch Urbane. Najpopularniejszy zegarek z Android Wear, Motorola Moto 360, aktualizacji nie dostał. To znaczy dostał… po google'owemu. Rozwijana za zamkniętymi drzwiami aktualizacja systemu, głośno zachwalana podczas konferencji deweloperskich, trafiła w końcu do repozytorium Androida z dopiskiem „a teraz radźcie sobie sami”. Inżynierom z LG kod udało się dostosować w miarę łatwo. Motoroli nie wyszło, na firmowym Twitterze możemy sobie tylko poczytać zapewnienia o staraniach, bo póki co wydajność nie taka jak oczekiwano. A potem producenci dziwią się, że zainteresowani smartzegarkiem kupują Apple Watcha.

I tak oto wracam do kwestii BlackBerry. „Jeżyna” niedawno pojawiła się w moim domu, z Q10 korzysta moja żona. Z aktualizacjami oprogramowania jest równie dobrze jak w wypadku Apple, niewielka liczba modeli sprawia, że kanadyjski producent może jednocześnie dostarczyć na wszystkie wspierane urządzenia istotne ulepszenia systemowe, a nie tylko działać w myśl zasady „sprzedaj i zapomnij”, dominującej w świecie zielonego robocika. Zrzucenie niewdzięcznej roboty z aktualizacjami Androida na producentów sprzętu kompletnie się nie sprawdziło, a Google do tej pory nie potrafi przyznać, że nie tędy drogą. Jedynym chyba producentem, który robi TO dobrze, jest NVIDIA, regularnie aktualizując firmware swoich urządzeń SHIELD – ale programistyczny potencjał „zielonych” jest daleko przecież większy, niż przeciętnego OEM-a.

Jednak przecież BlackBerry też bliżej pod względem programistycznego potencjału do Nvidii, niż jakiegoś mało znanego producenta z Indii. Może więc Kanadyjczycy faktycznie byliby w stanie stworzyć smartfony klasy premium z Androidem, zarazem wyróżniające się formą jak i przynoszące regularnie aktualizacje systemowe na bazie kodu udostępnianego przez Google – a do tego jeszcze własnościowe ulepszenia, niedostępne na innych androidowych urządzeniach? Byłby to gambit podobny do tego, co zrobiła Opera ze swoją przeglądarką. Porzucamy silnik, którego rozwój kosztuje nas zbyt wiele, skupiamy się na robieniu tego, co wyróżnia nas w oczach klientów. To ryzykowne podejście, tym bardziej że jądro BlackBerry OS-a, czyli QNX, jest perłą w koronie firmy, wykorzystywaną nie tylko w smartfonach, ale przede wszystkim dziś w systemach wbudowanych w motoryzacji i aeronautyce – ale może faktycznie by się sprawdziło, tak jak najwyraźniej się sprawdziło w wypadku Opery (własnościowy silnik Presto był wykorzystywany przecież nie tylko w desktopowych produktach, ale też właśnie w systemach wbudowanych, telewizorach, konsolach itp.).

Sam mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, i BlackBerry OS zachowa swoją tożsamość, ulepszając jedynie warstwę kompatybilności z Androidem. Wiązanie się z Google na dłuższą metę będzie korzystne przede wszystkim dla Google, dokładnie tak samo, jak wiązanie się z Microsoftem okazało się na dłuższą metę korzystne przede wszystkim dla Microsoftu. Wielkie OEM-y rynku PC w zasadzie w swojej ofercie produktów niczym się nie różnią, konkurując głównie ceną, z tymi samymi komponentami, tym samym oprogramowaniem. Microsoft jednak przynajmniej dbał o o swoich partnerów – Google najwyraźniej ich interesem przejmuje się znacznie mniej.

Tyle o wielkich świata IT. Co u nas? Jak zauważyliście, zaczęliśmy publikować pierwsze materiały poradnikowe, oznaczone ikonką narzędzi na otwierającym zdjęciu. To zapowiedź większych zmian, chcemy byście czerpali z naszych łam nie tylko nowe wersje oprogramowania i nowe wieści, ale też też wiedzę praktyczną. Dalej będziemy też kontynuować cykle tematyczne, w tym cieszące się sporym zainteresowaniem opisy oprogramowania dla dzieci, aplikacji do smartfonowej fotografii oraz wspomagania sportu i kultury fizycznej. Ale oczywiście to nie wszystko. Obiecany w poprzednim tygodniu konkurs rozpocznie się lada moment – i już teraz powiem, że powinien być gratką dla graczy. Do udziału w nim zapraszam oczywiście nie tylko graczy, śledźcie publikacje w naszym portalu, by dowiedzieć się więcej.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.