r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Wstępniak na nowy tydzień: zielono mi, czyli ARM-owy przyczółek na biurku

Strona główna AktualnościDOBREPROGRAMY

Jeśli oglądaliście ostatni odcinek naszego programu na żywo, pamiętacie zapewne tego chromebooka od Acera. Niewielki, raczej niepozorny laptop w białej obudowie wzbudził wśród Was zainteresowanie większe, niż się spodziewaliśmy (to przecież Windows 10 miało być clou programu). I ja podszedłem do sprawy z większymi emocjami, niż chciałbym się przyznać. Po prawdzie bowiem, na widok tego białego plastiku nie poczułem czegoś, co regularnie odczuwam na widok współczesnego sprzętu PC – nie poczułem nudy.

Pal diabli Chrome OS-a, czyli kolejną inkarnację fantazji Johna Gage'a z Sun Microsystems, któremu przypisuje się ukucie tej słynnej frazy The network is the computer. Wyrafinowane rozwiązanie nieistniejącego problemu, zaserwowane nam przez Google, jest zapewne zgodne z wytycznymi menedżerów z Mountain View, ale zarazem już na starcie niepotrzebnie upośledza coś, co mogłoby być tak wyczekiwaną rewolucją na rynku komputerów osobistych.

Pamiętacie pierwszego iPhone'a? Wieść niesie, że w środku miał być procesor Intela. Dostępne w tamtych czasach ARM-y, wykorzystywane przez Nokię, BlackBerry czy Palma, były za słabe, by spełnić wymogi Jobsa. Były prezes Chipzilli Paul Otellini przyznał po ustąpieniu ze swego stanowiska, że szef Apple'a zwrócił się do niego w tej sprawie. Intel odmówił, uznając, że rynek urządzeń mobilnych jest – i będzie – niewiele warty i produkcja tanich, energooszczędnych procesorów nie jest dla firmy warta świeczki. Jedna z najgorszych decyzji biznesowych w historii, prawda? Wkrótce po przegapieniu iPhone'a Intel sprzedał swój pion projektujący ARM-y Marvelowi.

r   e   k   l   a   m   a

Dzisiaj Intel robi co może, by uciec od konsekwencji tamtej decyzji. Lider produkcji mikroprocesorów dla anemicznego w ostatnich latach rynku desktopów i serwerów z zazdrością patrzy na kwitnący rynek mobilny i z niepokojem na czasy, w których coraz więcej ludzi odkrywa, że dla nich, jako konsumentów treści, PC nie jest specjalnie potrzebny. Nie pomagają niebieskie plansze pokazywane inwestorom, z których można się dowiedzieć, że intelowe czipy x86 są lepsze pod każdym względem od konkurencji – gdyż to Intel dysponuje niedościgłym procesem produkcyjnym. Nie pomaga rozdawanie za darmo (a podobno nawet za dopłatą) procesorów Atom producentom tabletów – mimo setek modeli wprowadzonych w tym roku na rynek, tablety z logo Intel Inside wciąż są jakimś marginesem rynku. Nie pomaga też wcale „wynajdywanie” Internetu Rzeczy, czy też inteligentnego Wszystkiego – jednej z najmniej inteligentnych idei, jakie branża komputerowa spłodziła. Nawet „piękne” bransoletki MICA nie pomagają, mimo że zostały zatwierdzone, bo spodobały się żonie Briana Krzanicha, obecnego prezesa Intela.

A co do tego ma ten mały biały chromebook? To pierwszy od lat masowo produkowany komputer osobisty, który jest wolny od Intela (pomijając te chińskie laptopy z czipami MIPS produkowane dla guru Wolnego Oprogramowania, Richarda Stallmana). Zaraz pewnie powiecie – jak to, a AMD? No cóż, AMD tutaj tylko wzmacnia monopol x86 na rynku PC. Nie jest to sytuacja jak z czasów ośmiobitowców, gdy mieliśmy ciekawe, zupełnie odmienne, rywalizujące ze sobą układy Ziloga (Z80) i MOS-a (6502). Do chromebooka trafił pierwszy nadający się na desktop procesor ARM, 32-bitowa Tegra K1 – i mimo tego, że NVIDIA nie dysponuje niedościgłym procesem produkcyjnym, zaskoczył mnie swoją wydajnością.

Jasne, to nie jest ultrabook z Core i7, a nawet Core i3 w środku, ale – jest to lepsze od Atomów i Celeronów, wydajnością CPU dorównuje czipom Pentium. O wydajności grafiki nie ma nawet co mówić, 192 rdzenie GPU Kepler nie dają zintegrowanej grafice Intela większych szans (a jeśli by mieć do tego korzystające z CUDA oprogramowanie, to i wydajność obliczeniowa znacząco rośnie). To wszystko z czasem pracy na baterii rzędu 10-12 godzin (oczywiście bez wyłączania Wi-Fi). I to jest pierwsza generacja Tegry K1 – za rok być może już zobaczymy w pełni 64-bitowe Tegry (Denver), z energooszczędnymi rdzeniami GPU Maxwell, produkowane w procesie 16 nanometrów. Niedościgły proces produkcyjny Intela przestaje być tak niedościgły.

Gdyby jeszcze nie ten nieszczęsny Chrome OS... ale i na to jest recepta. W tym tygodniu pokażemy Wam, jak z chromebooka Acera zrobić pełnowartościowy komputer osobisty, a nie tylko terminal do webowych aplikacji. W tej cenie nie znajdziecie bowiem porównywalnego pod względem jakości wykonania i parametrów technicznych sprzętu. To prawda, użycie ARM-a w komputerze osobistym wiąże się z wieloma kłopotami z oprogramowaniem, nie zrobicie nawet na takim „ulepszonym” chromebooku tego samego, co na laptopie z Windows – ale czy faktycznie potrzebujecie robić to samo? Na to pytanie już każdy sobie musi odpowiedzieć indywidualnie. Dla mnie taki chromebook stanowi uzupełnienie peceta, nie zamiennik, moje potrzeby po pewnych przeróbkach spełnia w stu procentach.

Tyle o chromebookach, ARM-ach i Intelu. Wielu z Was z niecierpliwością czeka na wyniki testów jąder od e X t 7 3. Przeciągnięcie się w ich czasie to wina moja, nie ich twórców. Nadmiar różnych redakcyjnych obowiązków ;-). Poświęcony temu artykuł pojawi się już dzisiaj. Testy zostały ukończone – a ich wyniki okazały się dla nas zaskoczeniem. Pozostało mi przygotować tylko trochę wykresów.

Zapraszam do kolejnego tygodnia z naszym portalem.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.