r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Wstępniak na nowy tydzień: życie czy smartżycie? Wybór nie należy do ciebie

Strona główna AktualnościDOBREPROGRAMY

W minionym tygodniu miałem okazję wziąć udział w organizowanym w Katowicach przez Forum Młodych panelu dyskusyjnym, poświęconym szeroko rozumianym smart-urządzeniom i ich wpływowi na życie. Nie bardzo wiedziałem, czego należy się spodziewać po współpanelistach, redaktorze z magazynu Connected Life oraz współtwórcy startupu Snowcookie – ale założyłem, że będę miał do czynienia raczej z entuzjastami tych wszystkich nowoczesności. A jak było faktycznie? Gdyby ocenić to jednym zdaniem, to powiedziałbym: „więcej pytań niż odpowiedzi”. Dyskusja ujawniła, że pod nieobecność krytycznej refleksji nad techniką, wysoko rozwinięte kraje podążają ku radykalnej transformacji życia codziennego – ale jeśli pominąć marketingowe hasła „lepiej”, „szybciej”, „łatwiej”, to nikt nie wie, co ta transformacja miałaby z nami zrobić. Zastanówcie się, czy chcielibyście mieszkać w smart-mieście?

Z tymi smart-rzeczami mieliśmy kłopot już natury definicyjnej – dla red. Macieja Pobochy z Connected Life wyróżnikiem tej klasy urządzeń ma być zdolność do komunikowania się z innymi maszynami (a więc każdy smartwatch od każdego chińskiego producenta byłby jednak smart-rzeczą). Ja przyjąłem bardziej konserwatywną postawę, wynikającą z idei przetwarzania bez granic (ubiquitous computing), w którym smart-rzeczą jest każde urządzenie, które może uruchamiać dostarczone mu z zewnątrz oprogramowanie (a więc większość smartwatchy to jednak tylko zegarki elektroniczne z wbudowanymi kilkoma funkcjami do komunikacji ze smartfonem). Wbrew pozorom rozróżnienie nie jest czysto akademickie, gdyż przekłada się na umieszczenie w tej całej rodzinie urządzeń elektronicznego sensorycznego smart-pyłu, zintegrowanych układów mikroelektromechanicznych czy też systemów automatycznego sterowania przestrzenią miejską. Zwrot ku smart-życiu, w jego ekstremalnej wersji, oznaczać miałby więc docelowo budowanie lemowej etykosfery.

Przypomnę, jak z tą etykosferą w „Wizji lokalnej” u Stanisława Lema było:

r   e   k   l   a   m   a
(…) Składają się na nią bystry, produkowane w zakładach strukturowych i bystrowniach. Nad centralną dyspozycją mocy stoi rządowy duumwirat – Pierwszy Inhibitor i Pierwszy Hedomatyk. Ich zdania się równoważą, bo jeden dba o prewencję zła, więc ograniczanie czynów, a drugi o podaż dobra, i tym samym maksimum swobód. Fach Tiuxtla, bystretyka, to nie zasady moralne wpajane bystrom, lecz sztuka wcielania etyki w fizykę.

Piękne słowo – bystry (jako rzeczownik w liczbie mnogiej), znacznie sprawniejsze w języku polskim niż kalki z angielskiego i dobrze ujmujące oczekiwane właściwości tych smart-devices. U Lema bystry kierować się miały nade wszystko zasadą ochrony życia, i wydaje się też, że zwolennicy smart-life też kładą na to nacisk. Od kol. Pobochy dowiedziałem się o autonomicznych dronach, które drogą powietrzną dostarczą defibrylatory do dotkniętych zawałem szybciej, niż mogliby dojechać na miejsce ratownicy, czy też opaskach zakładanych dzieciom, które śledzą ich położenie i ostrzegają rodziców, gdy ich potomek opuści wyznaczony mu teren zabawy. Takim dobrem chroniącym życie miałyby też być kamery monitoringu miejskiego, obserwujące przechodniów i gdy komuś dzieje się coś złego, wysłać odpowiednie służby.

Dziś takie rozwiązania to wciąż prototypy, w najlepszym razie pilotażowe wdrożenia, ale przyszłością, pożądaną przyszłością, mają być całe bystre miasta (Smart Cities), które łączą taką technikę, odpowiednie formy władzy i mieszkańców w strukturę wyróżniającą się bystrą ekonomią, bystrą mobilnością, bystrym środowiskiem, bystrymi ludźmi i bystrą władzą (tak przynajmniej mówi definicja IEEE Smart Cities). Miasta takie miałyby z jednej strony ograniczyć wpływ swojej populacji na środowisko naturalne, z drugiej strony zapewnić mieszkańcom życie wysokiej jakości. Klasyczna utopia? Nawet jeśli, to IBM i wiele innych firm wydają na to miliardy, a władze krajów takich jak Indie i Chiny planują budowę od podstaw setek miast, w których nawet banalna czynność wyrzucenia śmieci będzie częścią wysoce zautomatyzowanego, bystrze sterowanego procesu.

Kto Lema czytał, pewnie wie jak skończyła się zabawa rasy Luzan z ich bystrami. A jak skończyć się może nasza zabawa z bystrą techniką? Sam Lem wydawał się być przekonany, że postępu technicznego jako takiego kontrolować się nie da:

Kiedy się uruchamia pewien rozwój, nadaje się temu, co powstaje, autonomię w nie znanych z góry granicach, jakby się powoziło końmi, które słuchają lejców i bata i galopują posłusznie, wcale się nie narowiąc, lecz będą właśnie gnały coraz prędzej, i droga, jaką was powiozą, będzie wam coraz bardziej nie znana, a różnica tylko ta, że końmi można zawrócić, a cywilizacją nie bardzo.

A dokąd dopiero te konie nas mogą zawieźć, jeśli nawet na samym początku nie zastanawiamy się nad drogą? Jeśli fani smart-rewolucji dnia codziennego nie mają dobrych odpowiedzi na pytanie, co robić, gdy dostarczony przez drona defibrylator zostanie użyty przez przechodnia na człowieku nie z zawałem serca a np. z nagłym zatrzymaniem krążenia (to nie jest to samo) i jak wyrobić samodzielność i niezależność w dzieciach, które całe dzieciństwo przeżyją z lokalizującą je smart-opaską, to raczej nie ma co się spodziewać odpowiedzi na to, jak będzie wyglądał człowiek smart-miasta, otoczony ze wszystkich stron wyręczającą go w techniką. Tym bardziej, że granic tego wyręczenia nie ma, kolega z Connected Life zapewniał, że na wszystko jest odpowiednia aplikacja – aplikacje dzięki którym będziemy lepsi w sporcie i aplikacje dzięki którym będziemy lepiej spać, a nawet aplikacje, które rozwiążą nasze problemy miłosne. Widząc jego entuzjazm jestem przekonany, że szczerze w to wierzy – i ludzi przekonanych, że więcej techniki to sposób na lepsze życie musi być sporo.

W tych pięknych wizjach czystych i bystrych miast, w których wszystko jest łatwe i przyjemne, nie do końca się jednak wyjaśnia, co trzeba zrobić ludziom, by nie tylko byli o tym przekonani, ale też faktycznie byli w stanie żyć w takim świecie. Na wizualizacjach zobaczymy młodych i zdrowych, przechadzających się między centrami handlowymi i restauracjami, czy wsiadających do elektrycznych pojazdów. Widzimy artystów, naukowców i lekarzy, uśmiechniętych i spełnionych w swojej ubystrzonej do granic możliwości pracy. Nie ma tu miejsca na osiedlowego pijaczka, ulicznego sprzedawcy warzyw czy śmieciarza. Dzieci na tych ulicach też raczej nie widać. Czy wszyscy są więc artystami, naukowcami i lekarzami? A jeśli nie, to czym żyją osoby pozbawione wszelkich życiowych wyzwań, dla których nie ma już żadnego zajęcia? Dla nich pewnie jest fajnie – ale nuda coraz większa, by zacytować Witkacego. Ciekawe, jaki zdaniem projektantów bystrych miast los ma czekać tych, którzy zdecydują się wyrwać ze swojej nudy?

Odpowiedzi na te i inne problemy smart-życia póki co nie ma – i pewnie ich długo nie będzie. Ich rozwiązań będziemy szukać naprędce dopiero wtedy, gdy już w smart-życiu znajdziemy się zanurzeni po uszy. To jednak przecież nic nowego. Tak samo było przecież w pierwszych dekadach ery atomowej, gdy kruchy pokój między mocarstwami wyłonił się z „szalonej” doktryny MAD, wzajemnie gwarantowanego zniszczenia. Skoro zatem przeżyliśmy erę atomu, to może i przeżyjemy erę bystrów, kończąc ją ze sceptycyzmem wobec nadmiernie wyręczającej nas techniki podobnym temu, jaki dziś mamy wobec energii atomowej.

Tymczasem w dobrychprogramach, jak może już zauważyliście, od zeszłego tygodnia pokazujemy rozmaite metody wykorzystania oprogramowania do tego, by w jakiś tam sposób ulepszyć codzienne życie. Zaczęliśmy od narzędzi pomocnych w fotografii („smartfonowa fotografia”) oraz sporcie („ćwicz ze smartfonem”), ale nie będą to jedyne dziedziny, którym się w ten sposób zajmiemy. Jak to się ma do moich ostrzeżeń przez smart-techniką? No cóż, jak Lem zauważył – końmi można zawrócić, a cywilizacją nie bardzo. Od smart-życia odwrotu nie ma, więc starajmy się dobrze ujeżdżać te wszystkie techniczne nowości, korzystając z nich optymalnie, na własnych warunkach. Jutro może okazać się dla społeczeństwa szokiem – ale może my zniesiemy ten szok lepiej.

Zapraszam więc serdecznie do kolejnego tygodnia z naszym portalem.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.