r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Wstępniak na nowy tydzień. Hybroty i animaty – ślepa uliczka postępu czy lęk przed żywą tkanką?

Strona główna AktualnościDOBREPROGRAMY

Materiał poświęcony budowie komputerów i sieci ze szczurzych mózgów wywołał spore kontrowersje, sądząc zarówno po komentarzach, jak i e-mailach, które otrzymałem – i prawdę mówiąc, niczego innego się nie spodziewałem. Nasza kultura jest bowiem pogrążona w swoistej schizofrenii. Z jednej strony akceptowane jest używanie maszynowych metafor w mówieniu o żywych organizmach, cyfryzacja życia i doświadczenia, z drugiej strony wszelkie próby konsekwentnego pójścia dalej za tymi metaforami, zaprzęgnięcia życia w procesy, które do tej pory ćwiczyliśmy tylko na nieorganicznej materii, wywołują poruszenie, a nawet oburzenie. Czy jednak nie chodzi tylko o to, że szczurzy mózg wpięty w sieć, która nagle okazuje się osiągać lepsze rezultaty niż pojedynczy szczur po prostu nie przypomina nam w nieprzyjemny sposób o naszej własnej śmiertelności?

Dobrze znany polskim fanom „twardej” science fiction Peter Watts na potrzeby swojej trylogii Ryfterzy wymyślił m.in. „mózgosery” – organiczne komputery, hodowane in vitro z żywej ludzkiej tkanki nerwowej, pozbawione jednak struktury anatomicznej mózgu. Mózgosery były odpowiedzią cywilizacji na trudne dla klasycznych komputerów von Neumanna wyzwania, w szczególności zapewnianie bezpieczeństwa informatycznego w Internecie przyszłości, przeżartym do szpiku malware, w którym jakikolwiek niemutujący dość szybko kod zostanie szybko złamany przez semiinteligentne robaki. Trylogię „Ryfterów” przeczytałem dopiero w zeszłym roku, ale pomysł na „mózgoser” (wśród wielu innych bardzo ciekawych pomysłów tego utalentowanego pisarza-naukowca) przypomniał mi coś, o czym czytałem dawno dawno temu w opowiadaniu „Noteka 2015” Konrada T. Lewandowskiego. Ta nagrodzona Zajdlem historia opowiada o napaści Stanów Zjednoczonych na Polskę, w której konieczne okazuje się wprowadzenie demokracji, i prowadzonej przez nas wojnie obronnej, w której m.in. wykorzystywane są kroczące miny przeciwpancerne, sterowane systemem nerwowym pająka – i wykorzystujące instynkt drapieżniczy tego zwierzęcia.

Fantastyka fantastyką, ale jak faktycznie może wyglądać wykorzystanie organicznych mózgów (lub tworów mózgopodobnych) do sterowania maszynami? To co przedstawili Lewandowski i Watts okazuje się mieć odpowiedniki w laboratoriach, i to całkiem ciekawie działające. Urządzenia z organicznymi komponentami zdążyły już nawet otrzymać własną, bardzo udaną nazwę w literaturze przedmiotu – animaty. Co ciekawe jednak, prace nad nimi jednak najwyraźniej utknęły w miejscu, gdyż większość istotnych prac opublikowana została w poprzedniej dekadzie. Czy animaty to ślepa uliczka, czy też po prostu badaczy (przynajmniej na Zachodzie) skłoniono do zaniechania kontrowersyjnych etycznie prac?

r   e   k   l   a   m   a

Jeszcze w 2004 roku, gdy nikomu nie śniło się o upowszechnieniu dronów, naukowcy z University of Florida pochwalili się zbudowaniem systemu sterowania symulowanym myśliwcem F-22, którego centralną część stanowił hybrot, czyli hybrydowy robot, kontrolowany przez komputer składający się z części elektronicznych i organicznych, w tym wypadku szczurzych neuronów. Pierwsze takie hybroty zbudowano jednak kilka lat wcześniej, w Georgia Institute of Technology – tysiące szczurzych komórek nerwowych osadzono w krzemowym czipie połączonym ze wzmacniaczem. Wzmocnione sygnały komórek nerwowych były przekierowane do kroczącego robota, wyposażonego w czujniki światła, z których informacja zwrotna trafiała do neuronalnego konstruktu. Autorzy tego rozwiązania znaleźli też sposób na utrzymanie komórek nerwowych przy życiu dłużej niż przez kilkanaście dni. Zamykając je w hermetycznym pojemniku z błoną przepuszczającą dwutlenek węgla, a blokującą parę wodną, wydłużyli czas „życia” hybrotów do nawet dwóch lat.

Jedna z ostatnich znaczących prac nad animatami pochodzi z 2008 roku. Wtedy to badacze z University of Reading przedstawili hybrota ze szczurzą tkanką nerwową, który był w stanie jeździć po labiryncie bez wpadania na ściany. Na stronach wiodących amerykańskich ośrodków, prowadzących nad tymi zagadnieniami badania w latach 2001-2010, nic nowego nie ma. Świt szczuromózgich robotów nigdy nie nastąpił. A przecież nie jest tak, że syntetyczne sieci neuronowe zrewolucjonizowały świat, na każdym kroku mamy lepsze, krzemowe neuroczipy. W sprawność współczesnych robotów wciąż jest kiepska. Mimo ogromnych pieniędzy inwestowanych w rozwój autonomicznych systemów uzbrojenia ich umiejętności odróżniania wrogów od przyjaciół są gorsze niż pierwszego z brzegu rekruta, więc nic dziwnego, że kluczowe decyzje wciąż pozostają w rękach ludzkich operatorów, nerwowej tkanki w kostnej obudowie.

Wygląda więc na to, że mimo tego, że od dobrych kilku lat mamy czipy inspirowane budową mózgu, oprogramowanie, które uczy się świata wykorzystując symulowane zbiory cyfrowych neuronów, czy nawet projekty, których celem jest symulowanie całego ludzkiego mózgu na maszynie o mocy obliczeniowej liczonej w eksaflopsach, wcale ten postęp nie przynosi takich rezultatów, na jakie liczono jeszcze dekadę temu. Coraz więcej neuronaukowców ośmiela się mówić, że obliczeniowa symulacja mózgu nigdy nie będzie mózgiem, że mózg jako obiekt fizyczny nie jest czymś, co można skutecznie symulować na elektronicznych maszynach. Fascynacja obliczeniową teorią umysłu sprawiła, że na długie lata wysiłki zostały skierowane tylko na tę jedną ścieżkę, mimo że wydaje się dziś jeszcze bardziej ślepa, niż to co robiono z animatami dziesięć lat wcześniej. Kto więc pierwszy ośmieli się powrócić do eksperymentów z żywą tkanką, kto pierwszy wyhoduje funkcjonalny mózgoser? Biorąc pod uwagę klimat towarzyszący tego typu badaniom na Zachodzie, myślę, że przyjdzie to do nas z Azji.

Wracając na ziemię i do naszej bardziej dobroprogramowej tematyki, miło mi poinformować, że już niebawem będziemy mieli dla Was kolejny konkurs, tym razem jednak poświęcony oprogramowaniu raczej niż sprzętowi. Mam nadzieję jednak, że wartość nagród sprawi, że docenicie jego założenia. Przyjrzymy się także bliżej smartzegarkowi, który mimo że nie został zrobiony przez Apple, jest nie mniej kultowy, a także przetestujemy praktycznie ukończone już Windows 10 pod kątem ergonomii i usability tego systemu, w porównaniu do poprzednich wersji „okienek” oraz nowoczesnych linuksowych dystrybucji. W ten deszczowy, wakacyjny dzień serdecznie zapraszam do lektury.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.