r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Zachęcanie do piractwa jako forma sprzeciwu wobec wysokich cen podręczników?

Strona główna AktualnościINTERNET

Co roku media biją na alarm z powodu rosnących kosztów wyprawki szkolnej. Obecnie, w zależności od poziomu nauczania, cena kompletu podręczników waha się w granicach od 300 do nawet 500 zł. Zupełnie odrębną kategorią są książki używane w szkolnictwie wyższym, gdzie trzycyfrowe kwoty za sztukę wcale nie są ewenementem. I to nie tylko w Polsce — podobny trend można zauważyć choćby w Stanach Zjednoczonych. Jeden ze studentów Uniwersytetu Południowej Florydy postanowił wytoczyć wojnę podręcznikowym kartelom i rozpowszechniać podręczniki za darmo.

Tristan Lear powołał w tym celu grupę Textbook Liberation Project (TLIB), w skład której weszło kilku wolontariuszy. Ochotnicy ze smartfonami i laptopami w ręku zaaranżowali prowizoryczne stoisko przed wejściem do księgarni Barnes & Noble, z którą uczelnia podpisała umowę, a następnie wszystkim zainteresowanym służyli poradami, w jaki sposób znaleźć w Internecie podręczniki w postaci pirackich plików PDF. Co ciekawe, prawdopodobnie prawo nie zostało w żaden sposób złamane — w myśl zapisów Digital Millenium Copyright Act, częściową odpowiedzialność za naruszenie praw autorskich ponosi osoba, która na stronie internetowej udostępnia pliki lub odnośniki do nich. Ja natomiast na żywo uczę ludzi, w jaki sposób mogą znaleźć potrzebne linki — podkreśla różnicę Lear. Jak twierdzi, uznanie tego za naruszenie praw autorskich byłoby komiczne, ponieważ sugerowałoby, że samo rozmawianie o udostępnianiu plików jest łamaniem prawa.

Przedstawiciel Barnes & Noble przegonił TLIB sprzed siedziby księgarni, powołując się na zapis w umowie z uczelnią, który gwarantuje całkowity brak reklam innych produktów na terenie kampusu. Nic więcej nie udało mu się wskórać. Lear może przekazywać informacje, nie można tego zabronić. Póki do tego ogranicza swoją działalność, wszystko jest w porządku — skomentował sytuację Ahad Diba ze służb porządkowych, które interweniowały w tej sprawie.

r   e   k   l   a   m   a

Sami studenci nie są przekonani co do moralnego aspektu działalności TLIB. Jeden z nich zwraca uwagę na to, że choć ceny podręczników są absurdalne, można kupować książki używane, a nie uciekać się do piractwa. Z takim myśleniem nie zgadza się twórca akcji, który uważa, że Internet pozwala nawiązać znacznie lepszą więź między autorami a uczniami niż wydawnictwa. Podstawy rachunków różniczkowego i całkowego nie zmieniły się od setek lat, a mimo to co trzy lata wydawcy przygotowują nową wersję podręcznika, która jest o 20 proc. droższa od poprzedniej. To prawie jak oszustwo, […] a student w zasadzie nie ma wyboru, czy może kupić podręcznik. Właśnie dlatego nazywam wydawnictwa kartelami — twierdzi Lear.

Na razie wszystko może wyglądać w porządku, ale jeśli jego akcja przesiąknie do innych uczelni, a wydawcy w tym czasie dopracują metodę podmieniania poszczególnych słów w e-bookach, sytuacja stanie się nieciekawa. Aż strach pomyśleć o trafieniu pod skalpel chirurga, który uczył się z pirackich podręczników, gdzie pewne słowa były przekręcone w stosunku do oryginału…

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.