r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Zapowiedzieli koniec prywatnych aut – jeszcze nie odważyli się zapowiedzieć końca prywatnych domów

Strona główna AktualnościSPRZĘT

Marks się śmieje zza grobu, gdy socjalizm okazuje się być wiecznie żywy. Kluczowa dla socjalizmu idea uspołecznienia dóbr znalazła fanów w korporacyjnej Kalifornii, gdzie twierdzenia Johna Zimmera, szefa Lyfta, głównego konkurenta Ubera, spotkały się ze niemałym aplauzem. Ogłosił on bliski koniec ery prywatnych samochodów, które zastąpione zostaną flotami autonomicznych aut. Najpierw Kalifornia, potem USA, a wreszcie cały świat – transportowa rewolucja zmieni miasta, styl życia, a wreszcie samo społeczeństwo.

„Trzecia Rewolucja Transportowa” opublikowana została na łamach Medium.com i warto ją polecić każdemu, kto zainteresowany jest urbanistyką czy motoryzacją. Autor przedstawia trudne do obalenia argumenty na rzecz swojej wizji, przypominając jak duże obszary zostają zawłaszczone przez transport samochodowy, jak niski jest wskaźnik wykorzystania prywatnych aut, jak wielki postęp poczyniono w dziedzinie autonomicznych aut i o ile sieci publicznych pojazdów (takich jak autonomiczne taksówki Lyfta) obniżyć mogą koszty podróży.

Trendy, przynajmniej w USA, wydają się potwierdzać poglądy Zimmera. Kolejne pokolenia jakoś coraz mniej garną się do posiadania swojego auta, a nawet coraz mniej osób stara się uzyskać prawo jazdy. W 1983 roku w USA 46% nastolatków miało prawo jazdy, dziś odsetek ten nie przekracza 24%, to nieszczęsne pokolenie „millenialsów” jest o 30% mniej zainteresowane kupnem samochodu, niż ich poprzednicy. Gdy na taką scenę wjadą floty autonomicznych, usieciowionych aut, potrzeba posiadania własnego samochodu zniknie. Z czasem prywatne samochody podzielą los DVD.

r   e   k   l   a   m   a

Na rzecz takiego korporacyjnego „uspołecznienia” środków transportu przemawiać ma większe bezpieczeństwo (gdyż ludzie to fatalni kierowcy), dbałość o środowisko (gdyż te usieciowione pojazdy przyszłości będą oczywiście elektryczne), ulepszenie miast (gdyż znikną miliony miejsc parkingowych) i oszczędność (dziś Amerykanie mają wydawać więcej na auta, niż na jedzenie). Co więcej, korporacyjna własność flot autonomicznych aut jest znacznie bardziej realistyczna niż to, co widzi się Elonowi Muskowi, chcącemu współdzielenia prywatnych aut. Użyczanie nieznajomym prywatnych pojazdów to po prostu dla większości ludzi dyskomfort.

W amerykańskich mediach pojawiły się już pierwsze pochwały tej wizji. Na łamach The Next Web możemy przeczytać zachwyty jednego z redaktorów, przekonanego, że komputery są lepszymi kierowcami niż ludzie (bo najważniejsze dla nich bezpieczeństwo, a nie popisywanie się) i wierzącego, że wspaniale byłoby zastąpić każdy otwarty parking parkiem, a każdy wielopoziomowy parking przystępnymi cenowo budynkami mieszkalnymi. Niestety autor peanów na cześć wizji Lyfta nie śmiał pomyśleć o kolejnym etapie rewolucji – zastąpieniu prywatnych mieszkań flotą zunifikowanych, wynajmowanych na godziny skrzyń mieszkalnych, gdzie obywatele mogliby odpoczywać i spać, niezależnie od tego, gdzie akurat są.

O to bowiem rozbija się cały problem zachwytu nad flotami autonomicznych, powiązanych aut. Kreślą one wizerunek nowego człowieka przyszłości, o którym wiadomo wszystko. Już dziś cała jego rozrywka, poglądy, znajomości są polami, po których jeżdżą korporacyjne żniwiarki informacji, redukujące dzięki technikom Big Data tego nowego człowieka do jego profilu reklamowego, możliwego do zaoferowania reklamodawcom. Za sprawą flot autonomicznych aut, zastępujących prywatne samochody, cały ten system uzyska także wgląd w jego podróże, a zarazem skuteczniej zamknie go w przestrzeni miejskiej.

Współczesny mieszkaniec poddanego dyktatowi motoryzacji miasta mimo wszystko wciąż może zapakować do bagażnika swojego auta namiot, sprzęt do nurkowania czy wspinaczki, zapędzić do środka psa i ruszyć w siną dal. Nie meldując się nikomu, nikogo o nic nie prosząc, tankując jedynie na stacjach benzynowych po drodze (których sieć jest tak gęsta, że dotrze wszędzie, gdzie zechce) – może być panem swojej przygody, sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Nikt mu nie wypomni, że auto jest nieposprzątane, że gdzieś za fotelem walają się kubki po kawie, a kanapa pełna jest sierści.

Tymczasem człowiek ze świata Trzeciej Rewolucji Transportowej staje się człowiekiem w praktyce uwięzionym w mieście. Dotrzeć może tylko tam, gdzie oficjalnie sięga sieć autonomicznych pojazdów – nie zamówi kursu 500 kilometrów w dal za miasto, chyba że po stawce taksówkowej, mało przyjaznej dla dalekich podróży. Nie kupi też w przystępnej cenie dla takich pozamiejskich podróży własnego auta, bo tych po prostu na rynku nie będzie – firmy motoryzacyjne skupią się na produkowaniu pojazdów dla autonomicznych flot, bardzo drogich, nastawionych na intensywną eksploatację.

Owszem, pewnie będzie można znaleźć jeszcze jakieś stare pojazdy z naszych czasów, tyle że ten nowy człowiek nie będzie potrafił ich prowadzić, być może będzie to nielegalne. Jeśli zaś jakieś autonomiczne auta prywatne pozostaną, to przestaną być dostępne dla klasy średniej, nie mówiąc już o robotnikach czy studentach. Za tym przyjdzie upadek rozproszonej sieci stacji paliwowych i w praktyce zamknięcie mniej uczęszczanych szlaków komunikacyjnych.

Zresztą… po co ryzykować z wyjazdem poza miasto, skoro w miejsce parkingów założono tyle pięknych parków (oczywiście w zasięgu sieci 5G), do których dojechać można po pacnięciu w aplikację Lyfta?

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.