Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Zawiodłeś mnie, Microsofcie...

1. Wstęp

Nie będę celowo podawał tutaj swoich danych, powiedzmy że to jeszcze jest jedna z powszechnie obowiązujących cech w Internecie. Mogę jednak powiedzieć o sobie że byłem swoistym "fanbojem" firmy Microsoft tak mniej więcej od czasów Windows 98. Był to dla mnie system w którym stawiałem pierwsze kroki w świecie komputerów i jednocześnie był to dla mnie system który ukształtował moje podejście i nawyki do komputerów. Jestem stosunkowo młodą osobą, nie pamiętam Amigi, Atari i poprzednich komputerów. Dla mnie pierwszym systemem z którego korzystałem był właśnie Windows 98:

Było to dla mnie całkowicie nieznane, jednak patrząc z dzisiejszej perspektywy, był to dla mnie jeden z najciekawszych systemów i jednocześnie najbardziej czytelny i przejrzysty. Pamiętam jak grałem na nim w pierwsze gry, jak w szkole podstawowej składałem na nim pierwsze dokumenty zaś charakterystyczny dźwięk logowania do tej pory wywołuje we mnie nostalgię. Od tamtej pory Windows kojarzył mi się właśnie z tą solidnością, czytelnością i profesjonalnym podejściem do tematu szeroko pojętej branży IT. Właściwym tematem jest to jak ta firma zmieniła się na przestrzeni tych lat, nie tylko pod względem logo...

2. Windows

W 2003 roku otrzymałem swój pierwszy komputer. Z dużym monitorem CRT firmy LG który lubił krótko buczeć przy włączaniu, 256 MB pamięci RAM, 40 GB dyskiem twardym, kartą graficzną GeForce 4 MX i Windowsem XP na pokładzie. Nie pamiętam jak było z legalnością tego systemu (pomijając fakt że przez pierwsze trzy lata używania tego komputera nie miałem dostępu do Internetu) jednak od tamtej pory wsiąknąłem w komputery, dyskretnie odkładając inne zainteresowania (jakie mógł mieć 13 latek) na bok.

Od tamtej pory wsiąkłem. Potrafiłem siedzieć całymi dniami przed komputerem, grzebać w systemie, bawić się grami (chociaż GeForce na wiele nie pozwalał, jednak Captain Claw, Age Of Empires II i drugą część Harry'ego Pottera wspominam z nostalgią), uczyć się HTMLa na Pajączku dołączonym do któregoś numeru KŚ i składać pierwsze papierowe prace do szkoły najpierw na Microsoft Works a potem skądś przywędrowała do mnie wersja Office'a 2003. Wtedy Windows XP był ucieleśnieniem wszystkiego, czego potrzebowałem w komputerze aż do roku 2010. Przez siedem lat, z krótkimi przerwami na zabawę Ubuntu, byłem wiernym użytkownikiem Windowsa i z dnia na dzień rosła moja miłość do tego systemu. Czytelność jak w Windows 98 (z pięknym interfejsem Luna), stabilność tego systemu, to że praktycznie wszystko na nim działało i nawet taka głupia rzecz jak ikony sprawiały że czułem się jak w domu. Dobrym domu. Domu w którym jest wszystko jak należy, wszystko jest na swoim miejscu i wszystko jest dostosowane do każdego użytkownika, od 5 letniego dziecka do prawie 40 letniego rodzica.
Po drodze wymieniono komputer na poleasingową Toshibę, jednak na niej wywaliłem GNU/Linuxa i wrzuciłem z powrotem XP. Bo to było dla mnie ucieleśnienie pracy przy komputerze.

Po drodze również skończyłem gimnazjum, liceum i udałem się na studia. Na drugim roku studiów, po dwóch lub trzech miesiącach odkładania kupiłem swój pierwszy prywatny komputer. Był to oczywiście laptop, dosyć dobry model Samsunga o nazwie R530 z 4 GB RAM i 512 GB dyskiem twardym (i chyba również z kartą nVidii). Był tam Windows 7 Home Premium. Naprawdę dobry system. Pamiętam że po przyjechaniu z nowym sprzętem do domu do rana siedziałem i niczym małe dziecko się nim bawiłem. Wtedy też odkryłem pocztę na Outlooku (wtedy jeszcze Hotmail) do której emigrowałem z wysłużonej od 2006 Interii i po czasie odkryłem również OneDrive (wtedy jeszcze SkyDrive). Po raz kolejny wsiąkłem co tylko bardziej rozpaliło moje uczucia do firmy Microsoft.

Po raz pierwszy w życiu wtedy odkryłem że istnieje takie coś jak ekosystem w komputerach. Że poczta email, pakiet biurowy i sam system operacyjny mogą być ze sobą doskonale zgrane i działać bez przeszkód. Może wtedy to troszkę kulało, jednak wtedy jeszcze tak było. W Windows 7 podobało mi się dosłownie wszystko. Od nowoczesnego jak na tamte czasy interfejsu, do rzeczywistego Plug&Play (podłączam kabel USB od drukarki by po chwili móc drukować) przez swoistą opiekę Microsoftu nad użytkownikiem. Nie zważając na reklamy porzuciłem Firefoxa na rzecz Internet Explorer 9, co tylko było strzałem w dziesiątkę, gdyż nie widziałem lepszej integracji przeglądarki z systemem kończąc na w miarę znośnym Windows Media Player i skutecznym Microsoft Security Essentials. Praktycznie przez cały czas używania Samsunga używałem Windowsa 7. Oczywiście że próbowałem z ciekawości na nim stawiać Gentoo (ach to zmarnowane, deszczowe popołudnie) i inne dystrybucje, jednak podobnie jak w przypadku Windows XP, tak i w tym, wracając do Windowsa 7 czułem się jak w domu.

Po jakimś czasie używania Samsunga tak z niczego nagle zafascynowałem się muzyką elektroniczną i stwierdziłem że jeżeli chcę być profesjonalnym producentem to muszę zmienić sprzęt. I tak oto zostałem właścicielem Lenovo G510, z którego dzisiaj piszę ten tekst. Oczywiście, jako wielki miłośnik produktów Microsoftu, entuzjastycznie przyjąłem zmiany w interfejsie Windows 8, jednak w trakcie testów "Technical Preview" przyszedł zgrzyt. Menu start nie działało tak ładnie jak na filmach promocyjnych, brak przycisku start skutecznie dezorganizował mi pracę zaś odniosłem wrażenie jakby Samsung dostał ostrej zadyszki podczas korzystania. Oczywiście na plus można było odnotować minimalizm wprowadzony od tamtej edycji (białe litery na jednym kolorze) i współpracę z innymi usługami, jednak to było nie to. Po powrocie do Windows 7 zmęczony byłem IE i zacząłem się bawić przeglądarkami (Firefox - Chrome - Opera - Firefox - Opera i ostatnio znów Chrome). W międzyczasie kupiłem nowy sprzęt, wspomniany wcześniej Lenovo G510 już z Windowsem 8.1 na pokładzie.

Po przydługawym pierwszym uruchomieniu Lenovo doznałem zachwytu. Miałem w końcu nowego Windowsa! Ten sam stary dobry Explorer (który zostałem rychło wymieniony na Chrome), system ściśle zintegrowany z OneDrive i to Menu Start. Jednak nie było już takiego "efektu WOW" jak za poprzednimi edycjami.

Windows 8.1, którego jestem użytkownikiem, zaczął pokazywać po prostu różki. W przeciwieństwie do Windowsa XP czy Windowsa 7 mój wybór zaczął być ograniczany. System wyraźnie zwolnił. Menu Start, które na początku mi się podobało, z czasem zaczęło być kulą u nogi. Przy każdej instalacji nowego oprogramowania to menu zaczęło być coraz mniej czytelne. Podobna sprawa z "rozgrzebanym" Panelem Sterowania. Nie wiem kto wymyślił żeby część opcji była w zwykłym Panelu Sterowania zaś część w "Ustawieniach systemowych" dostępnych spod Metro UI. Nie spodobało mi się to, zwłaszcza że Panel Sterowania był niezawodny, zaś "Ustawienia..." lubiły się wieszać, wymagały ich często restartu i były klasycznie nieczytelne. Tymczasowym lekarstwem na to okazał się program Classic Shell, jednak nie lubiłem protez. Z dnia na dzień przestawało mi się podobać na Windowsie 8.1, pomijając to że jest to system stabilny, jednak nieudany miks zwykłego GUI a Metro UI sprawia że są problemy często przy podstawowych zadaniach jak pisanie tekstu na podzielonym ekranie (czego używałem przy pisaniu pracy dyplowych, tj. książka w PDFie lub przeglądarka na jednego połowie zaś Word na drugiej połowie).

Zbliżał się rok 2015 i otrzymałem pierwsze newsy na temat Windowsa 10, systemu Microsoftu który miał być wyczekiwaną odpowiedzią na prośby użytkowników. Wtedy mój zapał związany z muzyką elektroniczną osłabł zupełnie (od czasu do czasu lubię cały album "Oxygene" Jarre'a) i interesowałem się na przemian literaturą i IT. W Wordzie 2013 miło mi się pisało różne rzeczy i redagowało profesjonalne dokumenty zaś dostawałem coraz to nowe wiadomości dotyczące nowego Windowsa. Że ma być lepszy od 8.1. Że ma wrócić klasyczne Menu Start! Ale największym newsem było to że ma być za darmo!! Czym prędzej ustawiłem się w wirtualnej kolejce po nowego Windowsa i bodajże już 30 lipca korzystałem z Windowsa 10.

Pewnie jak na faceta ogłaszającego się mianem "fanboja" Microsoftu spodziewaliście się peanów na cześć nowego systemu. Początkowo było miło. Nowe Menu Start po krótkiej konfiguracji było znośne tj. w końcu ograniczyłem je do jednej kolumny i było w porządku. Zawiódł mnie Edge. Przeglądarka która działa szybko jednak miałem wrażenie że została stworzona chyba dla sześcioletnich dzieci. Poza zmianą dostawcy wyszukiwania, strony startowej i wyboru dwóch kolorów nie da się w tej przeglądarce zmienić nic. Edge miał być godnym następcą Internet Exlorera, jednak okazał się po prostu wpadką. Jedyne co mi się w nim podobało to minimalistyczny interfejs (który da się uzyskać na innych przeglądarkach) i sprawna współpraca z systemem. Jednak po krótkim użytkowaniu owa przeglądarka przestała sobie radzić ze stronami, zaczęły się "przywieszki" łączące się z zadyszką systemu po czym zmieniłem ją na Firefoxa (a potem na Chrome).

Windows 10 nie okazał się systemem podczas którego projektowania wysłuchano głosów użytkowników. Może się teraz podsłuchuje tych użytkowników, w to nie wnikam, jednak nie wysłuchano ich. Dwa panele sterowania jak były tak nadal są, i to jeszcze bardziej pomieszane niż było wcześniej. Lubię mieć również aktualny system operacyjny, gdyż to moim zdaniem jest gwarancją bezpieczeństwa. Jednak po raz pierwszy od czasów używania komputerów nie spotkałem się z przypadkiem podczas którego aktualizacja systemu bez odpowiedniej konfiguracji potrafi obciążyć tak łącze że nie tylko jest problem z używaniem internetu na moim komputerze, ale także na innych w domu. Jednak żarty się skończyły, gdy po prostu zaczęła się jakoby wtrącać poprzednia wersja systemu, tj. 8.1.

Windows 10 zaczął mieć konflikty ze sterownikami domyślnie zainstalowanymi w systemie co poskutkowało że po raz pierwszy od około 2008 roku zaliczyłem BSOD (Blue Screen Of Death - niebieski ekran śmierci - potocznie nazywany błąd krytyczny systemu) . Z racji tego że sytuacja zaczęła się nagminnie powtarzać to wyłączyłem Windows Update, pobrałem czyste iso Windowsa 10 i dałem mu drugą szansę. Zrobiłem na OneDrive backup najważniejszych rzeczy i przeinstalowałem Windowsa.
Za drugim razem było o wiele lepiej. System ruszył z kopyta i miałem wrażenie że nie używam dwuletniego laptopa a że używam całkiem nowego sprzętu. Powoli zacząłem się przyzwyczajać do ustawień, przemilczałem brak dobrowolnej zgody na aktualizację jednak podczas niej, gdy sobie rozmawiałem na Skype z moją drugą połówką nagle ekran zrobił się całkiem niebieski, ukazała się emotikona oznaczająca smutek i znów zaliczyłem BSOD. Zacząłem się zastanawiać o co chodzi. Uruchomiłem ponownie komputer i po chwili znów. I tak kilka razy. Enigmatyczny symbol błędu dużo mi nie powiedział, więc zacząłem kluczyć aż dotarłem do Windows Update i zauważyłem że przy próbie aktualizacji domyślnego oprogramowania antywirusowego występuje błąd krytyczny.

Od razu zaznaczam że nie jestem zwolennikiem nadmiernej zmiany ustawień w systemie. Lubię jak coś działa i kiedy rzadko muszę grzebać pod maską - zwyczajnie nie mam na to czasu. Jednak tym razem dodałem jakiś wpis do rejestru (lub zainstalowałem program) który wyłączył mi Windows Update i dzięki któremu mogłem ściągnąć i zainstalować Comodo. Jakoś to później działało, jednak niesmak pozostał. Potem zaliczyłem problemy z dźwiękiem, mikrofonem i strasznie przegrzewającym się laptopem (który o dziwo pod Windows 7 i 8.1 pod tym względem pracował wyśmienicie) i dałem trzecią, najkrótszą szansę Windows 10. Ten "fanboj", który jeszcze siedział we mnie od tamtego czasu, jeszcze walczył jednak chyba w końcu dorósł i definitywnie porzucił Windows 10.

Nie mogę do tej pory pojąć, jak to się mogło stać że Windows, marka która do Windowsa 7 kojarzyła mi się wręcz z kunsztem wykonania oprogramowania na PC (Office'a uwielbiam) mogła tak upaść. Nie piszę o systemach mobilnych, gdyż mój portfel nie zawsze był zgodny co do mojego "fanbojstwa", jednak zastanawiam się czy to owe 98% rynku PC nie przyczyniło się do nadmiernego zadufania Microsoftu w dziedzinie systemów operacyjnych i sprawienia że tacy fani jak ja, po prostu mają go dosyć? Nie mogę się do końca przekonać do GNU/Linuxa - chcę żeby mi wszystko działało jak należy a nikt mi nie wmówi że tak jest (wiem z własnego doświadczenia). Wydaje mi się że na chwilę obecną najbliżej mi preferencjami do Chromebooków. Nie, nie zamierzam być już "fanbojem" Google'a, aczkolwiek i tak przemigrowałem do ich usług. I coś czuję że gdy mój Lenovo wyzionie ducha, to kupię sobie jakiegoś niedrogiego Chromebooka bo ostatnio mój komputer jest wygodną maszyną do pisania i jednocześnie wirtualnym bankiem.

3. Outlook

Oczywiście jak na rasowego "fanboja" Microsoftu przystało to nie trudno się domyślić że wkrótce zacząłem korzystać w Hotmail a potem z Outlook. Nie chcę przytaczać tutaj szczegółowej historii tego z czego korzystałem wcześniej (Interia-Onet-GMail a potem właśnie Outlook) jednak to co mnie przekonało w Outlooku to szybkość, brak spamu i ładny wygląd interfejsu. Dzięki temu mogłem porzuć Thunderbirda (który średnio się z Outlookiem dogadywał) a nareszcie wygodnie korzystać z poczty poprzez przeglądarkę internetową. Interfejs do tej pory pozostał niezmieniony, jednak przeprowadziłem się z Outlooka na GMail, nawet kosztem nieposiadania imienia w formie pełnego imienia i nazwiska.
Może to zabrzmi jak wyznanie laika a może jak lament stereotypowego "fanboja" Microsoftu, jednak Outlook mi się klasycznie zepsuł.
Na początku problem z ich appką na Androidzie. Appka nie potrafiła odpowiednio pobierać wiadomości, samoistnie wysyłać je go kosza lub nawet nie łączyć się z serwerem nawet gdy było Wi-Fi o niezłej przepustowości. Przymknąłem na to oko, zainstalowałem K-9 i się uspokoiło. Jednak jak się okazało, nie na długo. Po jakimś czasie dostałem smsa od operatora sieci komórkowej że wciąż czekają na fakturę, która lubiła przychodzić na pocztę skąd ją drukowałem. Zastanowiło mnie to po czym zalogowałem się najpierw na maila, jednak nie było w nic pobranych. Coś mnie tchnęło i zajrzałem do kosza. A tam, biorąc czysto analogiczne porównanie, piętrzył się stos nieprzeczytanych wiadomości, nawet od osób prywatnych, które Outlook sobie automatycznie usunął nie pytając o zgodę! Nie pomogło ustawianie flag czy reguł zaś uznałem za niewygodne korzystanie z poczty na zasadzie że najpierw sprawdzam kosz a potem właściwą skrzynkę odbiorczą.
Na przykładzie długoletniego używania jednego adresu email można też zauważyć jak w przeciągu około sześciu lat zmienia się człowiek. Moje adres na Outlooku z czasem wylądował gdzieś w dziwnej bazie osób które mogą być zainteresowane ratowaniem zgnębionych dziewczyn z Afryki, pomocy spadkobiercom w zamian za procent w spadku czy masa dziwnych reklam. Nie pomogło blokowanie nadawców (chociaż lądowało to w spamie) i inne środki. Outlook mi się zaśmiecił.
Coraz większa dziwnych wiadomości, samoistne usuwanie ważnych wiadomości wraz z uciążliwym mobilnym dostępem sprawiły że zacząłem szukać alternatyw. I tak przeszedłem na Gmail, chociaż mój adres składa się ze spółgłosek mojego imienia i nazwiska to jednak chodzi jak należy, mam do niego dostęp z każdego miejsca zaś biorąc pod uwagę fakt że Google cały czas pracuje nad swoim wachlarzem usług to może być tylko lepiej. Nie ukrywam że nieco trudno było mi oderwać się od Outlooka - praktycznie całe studia, obydwie prace dyplomowe plus fajne połączenie z innymi usługami Microsoftu trzymały mnie przy tym adresie ale w końcu przerwałem to. Zauważyłem że im człowiek starszy tym ceni sobie porządek i harmonię, a to przestało gościć na moim Outlookowym koncie.

4. OneDrive

Moją pierwszą styczność w chmurami zaliczyłem podczas korzystania z niedziałającej już usługi Ubuntu One. Używając tego spodobał mi się sam fakt że mogę mieć wirtualnego pendrive'a do którego będę mógł mieć dostęp z całego świata. Jednak z czasem odkryłem Google Drive zaś po zakupie Samsunga z Windowsem 7 poznałem coś takiego jak SkyDrive (przemianowane potem na OneDrive). Okazało się że Microsoft daje mi za free 15 GB (a potem 30 GB) miejsca na pliki wraz z fajną integracją z pocztą email. Czego chcieć więcej? Używałem od tamtego czasu aż do tej pory. Aż do momentu kiedy niby rozesłali maile o potwierdzenie chęci posiadania tych 30 GB (podejrzewam czemu nie otrzymałem...) zaś potem zapowiedzieli okrojenie tej pamięci do 5 GB.
Amatorsko zajmuję się pisaniem prozy i ktoś może mi powiedzieć że te 5 GB wystarczy mi w zupełności, jednak prawda jest taka że lubię czuć komfort pracy, zaś na chmurze nie trzymam tylko tekstów. Z czasem 5 GB zaczęło by być mało i prawda jest taka że tylko czułbym delikatny dyskomfort podczas każdorazowego wrzucania plików na OneDrive. Z racji tego że założyłem sobie konto na Gmail to przeniosłem swoje pliki do Google Drive. Zdjęcia fajnie są w odpowiednim serwisie Google'a, plikami miło zajmują się dokumenty Google zaś to wszystko z... 15 GB danych (przy czym nie naliczają miejsca za zdjęcia), integracją z Gmail i telefonem z Androidem. Nie potrzebuję więcej i czuję się dobrze z tym.

5. Co nam zostało z tych lat...

Ktoś mnie zapyta "to czemu w takim razie siedzisz na Windowsie i biadolisz jaki to Microsoft zły". Nie biadolę że Microsoft jest zły, raczej ubolewam że z czasem jakość usług dostarczanych przez Microsoft spadła, jednak mają odpowiednie rzeczy dzięki którym mogą nadal mi dostarczyć usług.
Windows. Nie stać mnie komputer z logiem Apple (póki co) a postawmy sprawę jasno - prędko systemy z rodziny GNU/Linux nie zdominują rynku komputerów osobistych. Powód? Oprogramowanie, a raczej jego brak. Nie ma odpowiedniego pakietu biurowego do poważniejszych operacji i innych, bardziej poważnych programów. Dla takiego laika jak ja mógłby GNU/Linux być, jednak im jestem starszy tym bardziej zależy mi na czasie więc potrzebuję że podłączam jakieś urządzenie i działa, korzystam z jakiejś usługi w sieci i działa. Tak, linuksy są bezpieczniejsze i szybsze. Ale przed nimi jeszcze długa droga. Obecnie zamierzam z mojego Lenovo korzystać dopóki nie wyzionie ducha. Umiem się posługiwać GNU/Linuksem więc nie ma dla mnie problemu przejście na lżejszą dystrybucję, jednak w wypadku kiedy będę miał naprawdę łatwy dostęp do drukarki, usług sieciowych i chociażby Google Drive.
Microsoft Office. Prawda jest taka że jeszcze dużo minie czasu zanim LibreOffice, OpenOffice czy dokumenty Google'a będą mogły posłużyć za profesjonalne narzędzie do pisania prac dyplomowych, zarządzaniem baz danych czy operacjami na arkuszach kalkulacyjnych. Outlook zawarty z pakiecie Office jest bardzo dobrym czytnikiem wiadomości email, Lync jest przydatny dla klientów korporacyjnych w których jeszcze długo będzie królował Office, z racji możliwości, narzuconych standardów, przyzwyczajenia i stabilności. Nie ważne czy będzie to Office 2007, 2013 czy ten 2016. Jeszcze nigdy Office nie wyłączył mi się podczas pracy na dokumencie a napisałem dwie prace dyplomowe na tym programie i podejrzewam że gdybym miał pisać kolejne to pewnie bym nadal wybrał Worda.
Skype. Możecie się śmiać. Nie mogę przekonać mojej drugiej połówki do zmiany programu do kontaktowania się na odległość, zaś i ja niespecjalnie mam na to ochotę. Skype mi umożliwia to czego wymagam od programu tego typu. Przymykam oko na to jaki jest ociężały i że wyświetla reklamy, jednak jeszcze nie poznałem naprawdę sensownej alternatywy dla tego rodzaju oprogramowania.
Office i Skype. Czy coś jeszcze? Bing do mnie nie przemówił, chociaż podobał mi się design, Lumii nigdy nie miałem i patrząc na specyfikacje tych telefonów pewnie nie będę miał, Xbox mi nie potrzebny podobnie jak i reszta mniej znanych usług których nie jestem w stanie wymienić. Co mi zostało w takim razie z tamtych lat? Został Windows, na razie 7 a potem wbrew pozorom 8.1 gdyż ma dłuższe wsparcie. Został Office, jednak częściej przebywam na Dokumentach Google i LibreOffice, jednak nigdy w nich nie podjąłbym się napisania czegoś związanego z nauką. Został Skype, na razie nie widać alternatywy. No dobrze, i została jeszcze kilkuletnia czarna myszka z Microsoftu, widać że wysłużona ale nadal bardzo dobrze pracująca.
Mam nadzieję że nie zostanie mi narzucona łatka że z Microsoftu przeszedłem do Google'a. Fakt, wybrałem kilka ich usług, ale tylko dlatego że dla mnie są po prostu lepsze i fajnie ze sobą zintegrowane. Jeżeli w stu procentach się przekonam do Dokumentów Google i mój Lenovo wyzionie ducha to zamierzam kupić Chromebooka, zwłaszcza jak będzie obsługiwał aplikacje z Androida.
Dziękuję za dotarcie aż tutaj i mam nadzieję że nie przynudzałem ani że nie wyszedłem na gościa pokroju "fanboj MS stał się fanbojem Google". Czekam na komentarze i przepraszam za ewentualne błędy stylistyczne, ortograficzne bądź merytoryczne. 

windows oprogramowanie

Komentarze

0 nowych
KoczurekK   10 #1 11.06.2016 09:04

„śmierći”
;-;

EDIT: „jednak w wypadku kiedy będę miał naprawdę łatwy dostęp do drukarki, usług sieciowych i chociażby Google Drive. ”
1. Mi działa od kiedy używam Linuksa?
2. -||-
3. https://www.thefanclub.co.za/overgrive

Autor edytował komentarz w dniu: 11.06.2016 09:15
tylko_prawda   11 #2 11.06.2016 12:40

"Microsoft Office. Prawda jest taka że jeszcze dużo minie czasu zanim LibreOffice, OpenOffice czy dokumenty Google'a będą mogły posłużyć za profesjonalne narzędzie do pisania prac dyplomowych, zarządzaniem baz danych czy operacjami na arkuszach kalkulacyjnych. Outlook zawarty z pakiecie Office jest bardzo dobrym czytnikiem wiadomości email, Lync jest przydatny dla klientów korporacyjnych w których jeszcze długo będzie królował Office, z racji możliwości, narzuconych standardów, przyzwyczajenia i stabilności. Nie ważne czy będzie to Office 2007, 2013 czy ten 2016. Jeszcze nigdy Office nie wyłączył mi się podczas pracy na dokumencie a napisałem dwie prace dyplomowe na tym programie i podejrzewam że gdybym miał pisać kolejne to pewnie bym nadal wybrał Worda. "
A jak z WPS Office?

  #3 11.06.2016 13:43

Ja w Windows 10 nie mam łatwego dostępu do drukarki.
Windows nie umie jej wykryć. Po instalacji fabrycznych sterowników HP, po każdym wydruku wychodzi komunikat, że nastąpił błąd. Mimo że wydruk się udał.

Na Linuksie instalacja sterowników jest trudniejsza (hp-setup), ale po wszystkim działa super.
Na Androidzie jest i łatwa instalacja i działa super.

raanst   7 #4 11.06.2016 14:56

@KoczurekK:

Ad. 1 - może na Twojej, u mnie GNU/Linux nigdy nie może się dogadać z urządzeniem wielofunkcyjnym Brother a zwłaszcza ze skanerem
Ad. 2 - połączyłeś się kiedyś przez Sambę z innymi komputerami
Ad. 3 - tylko rodzi się jedno pytanie, dlaczego mam płacić 5 dolców za dostęp skoro pod Windows (lub Chrome OS) mam za darmo?

raanst   7 #5 11.06.2016 14:57

@tylko_prawda: Ostatnio jak tego używałem to kwestia lokalizacji tego oprogramowania była na niskim poziomie, zaś nie wiem jak to się zachowuje przy dłuższych i skomplikowanych plikach.

4lpha   10 #6 11.06.2016 15:26

Jeżeli tak jak napisałeś, darzyłeś zagraniczne korpo uczuciem, to poważnie zastanawia mnie twoje funkcjonowanie w społeczeństwie :)

KoczurekK   10 #7 11.06.2016 15:44

@raanst: 1. Ja mam coś innego (zaraz sprawdzę co dokładnie) i działa zarówno drukowanie i skaner (to drugie już nie, ale przez fizyczne uszkodzenie a że skanerów nie używam nie spieszy mi się z wymianą).
2. Tak, mam w domu jeszcze laptopa z Windowsem, który często korzysta z zasobów na RPi2 i czasem udostępnia też coś stacjonarnemu PC.
3. Jest sporo klientów google drive, jeśli nie chcesz tamtego możesz użyć Grive, albo konsolowego drive (chyba tak nazywało się to drugie).

  #8 11.06.2016 16:00

@4lpha: było to raczej przywiązanie jak na zasadzie przywiązania użytkowników do rzeczy spod szyldu nadgryzionego jabłka ;)

  #9 11.06.2016 20:24

@4lpha: To nie tak, raczej była to zażyłość na podobnej zasadzie jak użytkownicy Apple lubią produkty tej marki ;)

  #10 11.06.2016 23:54

@raanst: moze viber zamiast skype

  #11 12.06.2016 09:39

W moim przypadku przejście na Win nie ma sensu. Skoro za oprogramowanie zapłaciłem więcej niż za licencję Windowsa (co w końcu też nie jest dużą sumą) ale co gorsza nie ma linuksowych/applowych odpowiedników a pod wine to może chodzić Saper co najwyżej :/ Oczywiście - jest maszyna wirtualna. Ale jak się pracuje na jednym monitorze jest to dość karkołomne. No i w moim przypadku musiałbym się męczyć na Core2Duo. Naprawdę bardzo dużo przemawia za pozostaniem na Windows. Na pewno nie przekonuje mnie do tego polityka samej korporacji, ale to była by dziecinada gdybym popłakał się, zacisnął zęby i przeniósł się na Linuksa. Znam oba systemy bardzo dobrze i bardziej pasuje mi Windows. NIe dane mi było używać OSX i możliwe że to byłby idealny system dla mnie. Gdy ma się 40+ grzebanie w systemie żeby coś działało jest ostatnią rzeczą którą człowiek chce robić w wolnym czasie. Kiedyś człowiek kompilował kernela, edytował skrypty. Szkoda czasu. System ma być dla nas (nawet jeśli czasami może zbyt wiele informacji od nas wyciągać) a nie odwrotnie. Mam sporo znajomych z IT i wbrew pozorom posiadacze systemu Linuks są wśród nich mniejszością. Chyba więcej ma OSX. Ale po prosu to ludzie często już z rodzinami i jak już napisałem spędzanie czasu na "optymalizacje" systemu i szukanie zamienników na siłę to nie jest coś na co mają czas. Ale jako wielki fan linuksowej konsoli mam nadzieję że kiedyś może coś wyjdzie z tej opensourcowej rewolucji. Póki co nie jest to system dla każdego.

marcin82   9 #12 12.06.2016 10:22

@zenek73

No to przecież bierze się dystrybucję dla początkujących, a nie Gentoo albo Archa ... Klepiecie bzdury że konsola i czarny ekran to potem ludzie tak myślą. Szukanie zamienników na siłę? Czego? Photoshopa spiraconego do usunięcia czerwonych oczek na zdjęciu z kotleta?

Tak - linuks jest systemem dla każdego. Trzeba tylko zmienić trochę myślenie.

Autor edytował komentarz w dniu: 12.06.2016 10:23
  #13 12.06.2016 11:34

Jeszcze ~rok temu komputer osobisty bez Microsoftu wydawał mi się być nieporozumieniem. Win8 był zwiastunem tego, że świat okien się dla mnie wali, 10 natomiast ostatecznym potwierdzeniem. Pół roku klikania z Panem Pingwinem i jedno wiem - do Windy na co dzień nie wrócę, no way. Inna sprawa, że zawsze odcinałem się od programów i usług M$, a pakiety biurowe jakiekolwiek są mi totalnie nie w smak. [;

  #14 12.06.2016 11:35

Pytanie kluczowe w przypadku pingwiniastego brzmi nie "czy coś da się zrobić na Linuksie", tylko "jak to zrobić" i często jest to świetna łamigłówka intelektualna ;)

Red_Shoehart   9 #15 12.06.2016 11:53

@KoczurekK: Działa ci ten OverGrive?

marcin82   9 #16 12.06.2016 12:08

@Grupa Szybkiego Reagowania
Wisi mi to kalafiorem! Nie piszesz na temat więc nie mamy pola do dyskusji ...

Autor edytował komentarz w dniu: 12.06.2016 12:10
Mk13   16 #17 12.06.2016 12:10

Mechanizm antyspamowy w Outlooku jest, hmm, gówniany. Przepraszam, ale nie ma innego słowa adekwatnego do jego opisu. Wiadomości z fakturami albo od osób prywatnych potrafi wpieprzyć do spamu, a maile z powiększaniem penisa potrafią wylądować w głównej skrzynce.

KoczurekK   10 #18 12.06.2016 13:00

@Red_Shoehart: Tyle co używałem na Ubuntu 15.10 mi działał, ale po 2-3 miesiącach przeniosłem się na dropboxa.

Red_Shoehart   9 #19 12.06.2016 13:04

@KoczurekK: Z tego co zainstalowałem, należy program wykupić :/ obecnie używam MEGA.

Red_Shoehart   9 #20 12.06.2016 13:06

@Grupa Szybkiego Reagowania: Super, fantastycznie, ale nikogo to nie obchodzi.

dragon321   10 #21 12.06.2016 13:06

Niezły wpis. Z kilkoma rzeczami się jednak nie zgodzę.

"Nie mogę się do końca przekonać do GNU/Linuxa - chcę żeby mi wszystko działało jak należy a nikt mi nie wmówi że tak jest (wiem z własnego doświadczenia)."
Tylko, że właśnie tak jest. Niestety, obecnie zależy to od sprzętu. Są sprzęty, na którym poleci od kopa, bez żadnego kombinowania(jak np. mój laptop), a są takie, na których trzeba się bawić, a w najgorszym wypadku wcale nie pójdzie. Zupełnie jak w Windowsie, tylko ze względu na popularność więcej jest tego działającego od kopa.

Na swoim laptopie większość Linuksów, jakie testowałem, pracowały od kopa, bez żadnego kombinowania i cały czas tak działały, nie przestawiało im się po jakiejś tam aktualizacji, jak to Windowsy lubiały robić. Jedyne co robię po instalacji Ubuntu, to wgrywam kopie swoich danych i programy, których używam. Tyle. Żadnej zabawy ze sterownikami, żadnego kombinowania by coś działało - bo po prostu działa. Mam 2 komputery w domu. Jeden laptop i drugi starszy już trochę PC. Na obu Ubuntu śmiga bez żadnych problemów.

Jeszcze odnośnie Microsoft Office.
Nie rozumiem gadania, że LibreOffice nie jest w stanie go zastąpić, bo brak mu funkcjonalności. Owszem, arkusz kalkulacyjny, czy program do baz danych jest tutaj sporo funkcjonalniejszy w pakiecie Microsoft, ale nie rozumiem, w czym taki Word jest lepszy niż Writer. Może, w jakiś mega zaawansowanych funkcjach, ale zadaj sobie pytanie - ile użytkowników MO z nich korzysta?

Problemem LO nie jest wcale to, że ma za małą funkcjonalność, bo jego funkcjonalność spokojnie zaspokoiłaby ponad 50% użytkowników MO. Problemem jest to, że nie obsługuje formatów Microsoft, a różni klienci, pracodawcy, urzędy itd. bardzo lubią oddawać/przyjmować prace wyłącznie w formatach MS.

Na szczęście ta tendencja nieco już zanika. W kilku państwach niektóre urzędy zrobiły migracje z MO na LO, a i sam dostając dokumenty, dostaje je w pdf, czasem nawet niektórzy dają w formacie odt(natywny dla LO).

KoczurekK   10 #22 12.06.2016 13:10

@Red_Shoehart: Szedłem z tym poradnikiem (https://www.thefanclub.co.za/how-to/ubuntu-google-drive-client-grive-and-grive-t...) i było ok, teraz nie przetestuję bo w ppa nie ma wersji dla 16.04. Wprawdzie na 15.10 też nie było ale teraz nie mam weny na zabawę z obchodzeniem tego.

A mega spoko, tylko firma jest wątpliwa więc dropbox bardziej mi pasuje.

Red_Shoehart   9 #23 12.06.2016 13:14

@KoczurekK: To dziwne, bo program pod LM 18 działa...

Red_Shoehart   9 #24 12.06.2016 13:18

@KoczurekK: Stoję na tym etapie...https://zapodaj.net/db3548ca63b74.png.html a jakoś nie chce mi się płacić.

KoczurekK   10 #25 12.06.2016 13:51

@Red_Shoehart: Ja to instalowałem z tego ppa (https://launchpad.net/~thefanclub/+archive/ubuntu/grive-tools) i tu nie ma dla Ubuntu >15.04, może dodanie opłat to jakiś świeży ficzer?

przemo188   8 #26 12.06.2016 22:15

@raanst: Jaki jest problem ze skanerem? W Xsane wyskakuje błąd typu, że nie znalazł urządzenia?

Prosta usterka w oprogramowaniu.

Dwa rozwiązania, które pomogą:

sudo chmod o+wr /dev/bus/usb/00*/*

Lub edytować plik konfiguracji:

np. poprzez edytor gedit:

sudo gedit /lib/udev/rules.d/40-libsane.rules

Dopisać w tym pliku :


# Brother scanners
ATTRS{idVendor}=="04f9", ATTRS{idProduct}=="01ea", ENV{libsane_matched}="yes"

Restart komputera. Woala. Skaner śmiga jak marzenie. A program Xsane pokazuje swoje możliwości.Błąd chyba wynika z tego, że sterowniki Brothera nie dopisują się do koniguracji sprzętowej.

Więcej tutaj: http://ubuntuforums.org/showthread.php?t=1967467

Autor edytował komentarz w dniu: 12.06.2016 22:15
bialyikar   3 #27 18.06.2016 02:53

Ja się zastanawiam zawsze co te osoby mówiące, że np. LibreOffice, czy też Gimp są niewystarczającymi zamiennikami robią w tych ich programach. Powiem tak, na przykładzie programów graficznych. Czytałem o artystce, która zawodowo pracuje w Gimpie i jest w stanie zrobić wszystko, Cały czas śledzę innego artystę, który pracuje między innymi w Kricie, która jest dość zaawansowanym programem malarskim. Czytałem opinie zawodowych fotografów, którzy twierdzili, że Linuksowe oprogramowanie do obróbki Raw jest bardziej zaawansowane nić windowsowy Lightroom. Idąc dalej... taki skład filmów. Na Linuksa jest pełno oprogramowania, od prostych, po KDENLive (dla średnio zaawansowanych hobbystów), po Lightworks na którym powstawały takie filmy jak Pulp Fiction, Moulin Rouge, Gangs of New York i wiele innych, kończąc na Blenderze. Grafika 3D, też jest kupa oprogramowania zaczynając od bezpłatnego Blendera! Programy muzyczne... cała kupa. A to przecież są zastosowania średnio zaawansowane. Zgodzę się, że na Linuksie czasami coś nie działa, ale na Windowsie też, a jeśli ktoś twierdzi inaczej, to widać, że jest "młody" w temacie komputerów.

  #28 06.07.2016 18:45

Ja tam moją pracę dyplomową i wiele innych tekstów naukowych pisałem w LO, więc nie wiem dlaczego autor takie bzdury sieje