r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Znaleziono kolejne szkodniki w Google Play. To bardzo pomysłowe adware

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Sklep Google Play zawierający aplikacje dla najpopularniejszej platformy mobilnej wciąż boryka się z poważnymi problemami związanymi z bezpieczeństwem użytkowników. W ostatnich dniach specjaliście z firmy Avast poinformowali, że udało się im wykryć kolejne adware, jakie zainfekowało przynajmniej kilka milionów urządzeń. Interesujący jest sposób działania tego szkodnika.

Teoretycznie oprogramowanie typu adware nie wydaje się aż tak bardzo szkodliwe – mowa o tych aplikacjach, które w sposób nieproszony wyświetlają reklamy i zachęcają do pobierania plików reklamowych. Rzecz w tym, że telefon to nie to samo, co zwykły komputer. Aplikacje tego typu uzyskują dostęp do wielu informacji prywatnych jak np. adres naszej skrzynki pocztowej, numer telefonu, lista kontaktów, a nawet treści wiadomości. Wszyscy jesteśmy o tym ostrzegani podczas instalowania programu, ale jasnym jest, że wielu użytkowników mechanicznie zatwierdza instalację interesującej ich aplikacji, bez sprawdzania, czego takiego ona wymaga.

Specjaliści z Avasta odkryli, że trzy dostępne od dłuższego czasu aplikacje (gra Durak, IQ Test oraz Russian History) to tak naprawdę adware. Początkowo wszystko wydaje się nieszkodliwe – aplikacje działają prawidłowo, nie są wyświetlane żadne reklamy. Sytuacja zmienia się, gdy poczekamy kilkanaście dni. Po tym czasie będą one wyświetlały powiadomienia, do tego od razu po odblokowaniu urządzenia. Szkodniki wykorzystują socjotechnikę: wyświetlane informacje to ostrzeżenia, że urządzenie może być zainfekowane lub pełne materiałów pornograficznych. Przekierowują one do stron, które pobierają kolejne szkodniki, a także starają się zachęcić nas do zapisania do usług SMS Premium. Adware to robi także coś jeszcze – przekierowuje użytkowników do aplikacji w Google Play które… nie są szkodnikami, a służą do ich usuwania. Oczywiście nie będą one w stanie wykryć tego adware, ale efekt psychologiczny jest najczęściej uzyskiwany, w użytkowniku buduje się zaufanie.

r   e   k   l   a   m   a

Wspomniane aplikacje były dostępne w sklepie od dłuższego czasu i zainfekowane zostało przynajmniej 15 milionów urządzeń. Warto dodać, że samo Google tkwi przy stanowisku, że antywirus na Androidzie nie jest do niczego potrzebny. Wystarczające miałyby być mechanizmy wbudowane w system, które są w stanie wykrywać szkodliwe aplikacje. Rzecz w tym, że jak widać nie zawsze radzą sobie one tak, jak życzyliby sobie tego użytkownicy. Nie jest to zresztą pierwszy przypadek, gdy szkodliwe oprogramowanie trafia do sklepu Play. Zupełnie inną kwestią jest natomiast skuteczność oprogramowania antywirusowego, a także jego wpływ na szybkość działania systemu mobilnego, która już nawet bez niego często jest powodem do narzekań i skarg użytkowników.

Teoretycznie już przy dodawaniu programu do sklepu następuje jego skanowanie i sprawdzanie pod kątem bezpieczeństwa. Zasady Google oczywiście wykluczają możliwość umieszczania w Play aplikacji szkodliwych, ale nie oznacza to wcale, że takowych tam nie ma. O ile firma jest radzi sobie naprawdę świetnie przy wyrzucaniu aplikacji, której uderzają w jej interesy i starają się np. chronić prywatność użytkowników, o tyle zupełnie nie radzi sobie z prawdziwymi zagrożeniami. Kolejne przykłady tylko potwierdzają, że korporacja nie dba o własny sklep i problem bezpieczeństwa zrzuca na użytkowników.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.