Z serii poradnika młodego hakera. Linux i konsolowe aplikacje z przymrużeniem oka ;)

Jak wiadomo, Linux kojarzy się z konsolą, poleceniami-tasiemcami i migającym kursorem na czarnym tle. Przynajmniej w tej bardzo niezorientowanej części naszego społeczeństwa w wieku ponad przedszkolno-gimnazjalnym, gdzie prym wiodą "Ce-eS", jakieś mniej lub bardziej darmowe MMO, najnowsze siekanki-ściganki i gigabajty darmowego porno i równie twórczej i kreatywnej muzyki (umc umc umc lub łubu dubu bejbe dubu).

Ubuntu 9.10 - hit czy kit?

Mija kolejny tydzień od premiery Ubuntu 9.10. Nadszedł czas, aby przekonać się, czy nowe Ubu okazało się niewypałem, czy jednak jest "warte świeczki".

Sama instalacja nie sprawia trudności, nawet użytkownikowi o IQ drożdżówki. Kreator jest przyjemny, dobrze objaśniony. Dodatkową zaletą jest fakt, iż podczas instalacji możemy serfować po internecie, sprawdzając np. nowe newsy na Dobrych Programach :)

Pierwsze uruchomienie i wita nas nowy splash. Sprawia wrażenie, jakby nieco nawiązywał do splasha "Jedynego Systemu", ale to już kwestia gustu. Następnie wita nas... no właśnie. Kolejny splash. Znany nam z poprzednich wydań, pasek pod logo Ubuntu po chwili się zatrzymuje i ukazuje się nam ekran logowania. Jest dość schludny, troszkę odstraszający, jeśli chodzi o kolorystykę, ale da się przeżyć. Wpisujemy swoje hasło i do dzieła. Ale co to? Znów "pasek" się pojawia. Po dosłownie kilku sekundach pojawia się nam ukochany pulpit.

Wielokrotnie widziany motyw "Human" przeszedł metamorfozę. A właściwie się nieco "opalił" - cała kolorystyka nabrała odcieni brązu, jest ciemniejsza.