Mija kolejny tydzień od premiery Ubuntu 9.10. Nadszedł czas, aby przekonać się, czy nowe Ubu okazało się niewypałem, czy jednak jest "warte świeczki".
Sama instalacja nie sprawia trudności, nawet użytkownikowi o IQ drożdżówki. Kreator jest przyjemny, dobrze objaśniony. Dodatkową zaletą jest fakt, iż podczas instalacji możemy serfować po internecie, sprawdzając np. nowe newsy na Dobrych Programach :)
Pierwsze uruchomienie i wita nas nowy splash. Sprawia wrażenie, jakby nieco nawiązywał do splasha "Jedynego Systemu", ale to już kwestia gustu. Następnie wita nas... no właśnie. Kolejny splash. Znany nam z poprzednich wydań, pasek pod logo Ubuntu po chwili się zatrzymuje i ukazuje się nam ekran logowania. Jest dość schludny, troszkę odstraszający, jeśli chodzi o kolorystykę, ale da się przeżyć. Wpisujemy swoje hasło i do dzieła. Ale co to? Znów "pasek" się pojawia. Po dosłownie kilku sekundach pojawia się nam ukochany pulpit.
Wielokrotnie widziany motyw "Human" przeszedł metamorfozę. A właściwie się nieco "opalił" - cała kolorystyka nabrała odcieni brązu, jest ciemniejsza.