Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Cyberwojna anonimowych

Ostatnimi czasy dużo więcej słychać o "hakerach", anonimowych, 4chan i tym podobnych grupach społecznościowych.

Czym jest 4chan?

Otóż jest tym czego nigdzie indziej nie można znaleźć, miejscem gdzie anonimowo możemy pisać wszystko a jak wiadomo ludzie myśląc że są anonimowi są zdolni powiedzieć/zrobić dużo więcej aniżeli podpisując się prawdziwymi danymi.

Cyberwojna

Jak już wspomniałem ostatnio słychać o anonimowych więcej a to wszystko za sprawą Wikileaks. Czy działania wymierzone w różne korporacje są słuszne? Nie mnie to oceniać, jednak należałoby zwrócić uwagę, że swoje ataki nie kierują tylko przeciwko firmom, które zaczęły utrudniać życie Julianowi Assange.
Ataki są też wymierzone w zwykłych użytkowników, którzy na swoje nieszczęście znajdują się pośrodku, no cóż wojna wymaga ofiar, na szczęście w tym przypadku nie są to realne kule.
Jednak broń w postaci ataków DDoS jest bardzo skuteczna i generuje już realne straty.
Zwiększony ruch na zaatakowanych w ten sposób serwerach przekłada się na realne pieniądze, w końcu rosną koszty hostingu usług.

Po takich atakach korporacje (Visa, Paypal, Mastercard) wycofują się z wcześniejszych deklaracji i umożliwiają korzystanie z ich usług wspomnianej powyżej osobistości.

Generalnie nie ma się co dziwić takim reakcjom, ujawniono w końcu trochę dokumentów, które są niewygodne. Pewnie gdyby prezydent USA miał swój "magiczny" guzik to po ujawnieniu takich danych odrazu by z niego skorzystał i odciął cały internet. Na szczęście internet narazie rządzi się innymi prawami.

Jako że w realnym świecie walka z wieloma korporacjami, z którymi walczą anonimowi jest prawie nierealna, to korzystają oni z dobrodziejstw XXI wieku, które działają lepiej niż niejedna realna broń. W końcu w dzisiejszych czasach trudno się nie obyć bez internetu, także ataki na korporacje mogą wywrzeć jakieś zmiany, tylko czy na lepsze?

Sama grupa anonimowych zachowuje się jak anarchiści, nie uznają władzy. Jakby nie patrzeć chyba tylko w internecie jest możliwe zebranie tak dużej liczby osób, które niezależnie od swoich poglądów zdecydują się wspólnie podjąć działania blokujące pracę różnych firm.

Szkoda tylko, że jak do tej pory nie próbują wywrzeć np zmian cen paliwa... 

Komentarze

0 nowych
  #1 20.12.2010 19:13

Ojejku to straszne, może jeszcze mają walczyć o darmowy chleb, to nie jest intytucja charytatywna tylko 4chan.

trux   11 #2 20.12.2010 20:30

4chan to nie jedyne miejsce, gdzie można pisać anonimowo. Jest kilka tego typu sieci, chociażby Tor i Freenet.
Do 21 października działało Onionforum, które w niewyjaśnionych okolicznościach zniknęło z sieci.

Osobiście cieszę się, że udało się przeprowadzić ataki DDoS, bo to pokazuje, że zwykli obywatele są w stanie walczyć z bezprawiem.
Internet na szczęście nie znajduje się w jednym miejscu, bo rząd USA z pewnością wysłał by tam swoich żołnierzy rozpoczynając kolejną wojnę.

MaRa   8 #3 21.12.2010 10:17

Paliwo drożeje, bo ropa staje się coraz bardziej deficytowym towarem. Coraz trudniej się ją wydobywa. To chyba jeden z głównych celów wojny w Iraku (drugi cel - kto zarabia na dostawach dla armii?)

Gdyby rządy nie robiły niczego, czego mogłyby się później wstydzić, to nie miałyby nic do ukrycia, Wikileaks nikomu by nie przeszkadzało. Są pewne informacje, które powinny pozostać tajne, np. dane personalne agentów (ze względu na ich bezpieczeństwo). Ale nie może być tak, że rząd co innego mówi, co innego robi.

To nie jest anarchia. Demokracja z założenia powinna funkcjonować jak firma - jest firma czyli państwo, są akcjonariusze czyli obywatele, jest walne zgromadzenie akcjonariuszy czyli wybory, jest zarząd czyli rząd, jest rada nadzorcza kontrolująca zarząd w imieniu akcjonariuszy czyli parlament.
Czyli nie ma "ludzi u władzy", oni nie są nikim ważnym, żadnymi elitami, są tylko pracownikami, wyłonionymi w drodze konkursu (wyborów). Dzięki temu zarządzanie dobrem wspólnym (państwem) można powierzyć specjaliście, a samemu zajmować się swoimi sprawami. W przypadku demokracji bezpośredniej (możliwej do zrealizowania przy obecnej technice) każdy obywatel musiałby głosować nad każdą ustawą, a do tego nikt nie czasu ani ochoty.

  #4 21.12.2010 12:33

@deepone... możesz podać jakieś wiarygodne źródło mówiące o tym że Visa i Mastercard wycofały się ze swoich wcześniejszych decyzji odnośnie Wikileaks?

Co do Anonimowych to duży niesmak pozostawił incydent z atakiem na Electronic Frontier Foundation (organizacja działająca na rzecz wolności internetu) tylko dlatego iż organizacja ta miała inne zdanie co do sposobów walki o wolność słowa.

Airborn   8 #5 22.12.2010 01:19

Akurat wszelkie ataki DDoS idealnie wpisują się w definicję terroryzmu. Ot grupka ludzi o poglądach różnych od poglądów władzy przeprowadza ataki na infrastrukturę uniemożliwiając jej prawidłowe działanie. Dla mnie, jako odbiorcy treści, nie jest ważne jakie są ich poglądy czy przesłanie, ważne jest to, że działają na moją szkodę.

Co gdy takie działanie doprowadzi do sytuacji, w której dwie grupki tzw. 'anonimowych', kierowane różnymi poglądami, zaczną wzajemnie DDoS'ować wszystko co popadnie?

tomimaki   6 #6 22.12.2010 16:53

Visa, Paypal i Mastercard to hipokryci. Zablokowali konta Wikileaks, ale "wciąż można przy użyciu kart płatniczych wspomnianych instytucji finansowych jawnie dotować takie organizacje rasistowskie, jak Ku Klux Klan."
http://www.guardian.co.uk/news/blog/2010/dec/07/wikileaks-us-embassy-cables-live...

  #7 22.12.2010 17:02

Żyjemy w ciekawych czasach. Na naszych oczach dokonują się kolejne przemiany Internetu. Godnym zauważenia jest fakt, że część internautów spontanicznie przyłączjących się do ataków DDoS dobrowolnie zainstalowała klienta botnetu czyli program LOIC, jednocześnie godząc się z wszystkimi tego konsekwencjami. Jednym słowem zaufała grupie Anonymus. Grupie zupełnie obcych, nieznanych nikomu ludzi, występujących w obronie wolności internetu , a może grupie której członkowie chcieli trochę narozrabiać lub po prostu zaistnieć w Sieci. A co będzie, jeśli pod szczytnymi hasłami uda się komuś zbudować taki "dobrowolny" botnet na tyle duży, że doprowadzi to do paraliżu np. kilka dużych banków lub choćby giełdę i w konsekwencji wywoła totalny chaos w globalnej wiosce? Strach się bać.