Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Otwarte Zasoby - Projekt Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji

10 grudnia 2012 roku Minister Administracji i Cyfryzacji – Michał Boni zapowiedział rozpoczęcie prac nad ustawą o otwartych zasobach. Ustawą, która w założeniu ma z jednej strony zapewnić dostęp do książek, danych, dzieł sztuki, zdjęć, nagrań filmowych czy muzycznych, w których powstanie zainwestowane zostały publiczne pieniądze, z drugiej zaś - przyczynić się do rozwoju społeczeństwa informacyjnego, w którym główne źródło wiedzy i rozrywki stanowi Internet.

"Dostęp do zasobów informacyjnych jest warunkiem rozwoju społecznego. Dzięki temu ludzie będą mieli szansę na tworzenie innowacyjnych rozwiązań, szkoły będą lepiej uczyć, powstaną też narzędzia wspierające aktywność obywatelską. W końcu – dzięki otwartym zasobom opłacać się będzie korzystać z Internetu i w Internet inwestować. Otwieranie zasobów to bowiem projekt tworzący popyt i podaż na usługi cyfrowe" [1] – tak o założeniach do projektu ustawy o otwartych zasobach mówił podczas posiedzenia Komitetu Rady Ministrów ds. Cyfryzacji Igor Ostrowski – Wiceminister Administracji i Cyfryzacji. Ministerstwo chce wykorzystać 2013 rok na konsultacje społeczne i wprowadzenie nowego prawa, tak by nowe przepisy zaczęły obowiązywać już od 2014 r.

Cele projektowanej ustawy

W chwili obecnej (kwiecień 2013 r.) projekt ustawy ma na celu wyznaczenie ogólnych ram udostępniania i ponownego wykorzystania zasobów publicznych, zwłaszcza wprowadzenie norm prawnych jednolicie określających zasady nabywania i udostępniania owych zasobów tj.

  • zasobów, do sfinansowania których wykorzystano publiczne pieniądze
  • zasobów stworzonych przez podmioty publiczne:
    • Jednostki sektora finansów publicznych
    • Państwowe organizacje nieposiadające osobowości prawnej
    • Inne osoby prawne, które utworzone zostały do zaspokajania potrzeb o charakterze powszechnym, ale niemające ani handlowego ani przemysłowego charakteru, jeżeli jednostki wymienione w punktach 1. i 2. finansują je w ponad 50%, bądź posiadają w nich ponad połowę akcji albo udziałów, lub sprawują nad nimi nadzór (poprzez nadzorowanie lub prawo powoływania ponad połowy składu rady nadzorczej bądź zarządu).
    • Związki wymienionych powyżej jednostek (np. związki miast i gmin).

Innymi słowy - głównym i najważniejszym celem ustawy jest zobligowanie państwowych instytucji do udostępniania zasobów stworzonych za publiczne pieniądze.

Według Ministerstwa, wprowadzenie ustawy ma na celu również rozwikłanie kwestii pojęć "zasób publiczny: i "informacja publiczna". W chwili obecnej, istnieje bowiem niejasność prawna, przez którą utrudnione jest stosowanie przepisów przez instytucje publiczne i sądy. Ustawa ma również doprecyzować sposoby wykorzystania znajdujących się w domenie publicznej utworów i wprowadzić normy regulujące zasady udostępniania baz danych, tworzonych bądź finansowanych przez instytucje publiczne. Jej zapisy mają wprowadzić zasady uniemożliwiające wtórne "zamykanie" treści wcześniej "otwartych", co w praktyce ma oznaczać zmniejszenie ochrony produktów, które powstały w wyniku wykorzystania publicznych zasobów.

31 grudnia 2012 roku Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji rozpoczęło konsultacje społeczne założeń do ustawy. Do 5 lutego (pierwotny termin wyznaczony na 21 stycznia został przedłużony [2]) 2013 r. każdy zainteresowany pracami nad projektem, mógł zgłosić swoje uwagi poprzez stronę mamzdanie.org.pl. Ponadto, Ministerstwo przesłało projekt do ponad pięćdziesięciu podmiotów, wśród których znalazły się między innymi: Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, Instytut Pamięci Narodowej, Polskie Towarzystwo Informatyczne, Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan, Filmoteka Narodowa, Biblioteka Narodowa, Związek Nauczycielstwa Polskiego, Polska Akademia Nauk, Stowarzyszenie Autorów ZAiKS, Telewizja Polska, Polskie Radio i Izba Wydawców Prasy.

Głosy sprzeciwu

W wyniku konsultacji pojawiło się wiele krytycznych opinii. Fundacja ePaństwo wytyka Ministerstwu fakt, iż w art. 61 konstytucji znajduje się definicja informacji publicznej, według której każda informacja i każdy dokument w publicznej sprawie jest informacją publiczną. Na potwierdzenie tej tezy, fundacja przytacza Wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Bydgoszczy z dnia 9 września 2009 roku (sygn. akt II SAB/Bd 19/08) [3], który uznał że "Informację publiczną stanowi więc treść wszelkiego rodzaju dokumentów odnoszących się do organu władzy publicznej, związanych z organem bądź w jakikolwiek sposób dotyczący organu, bez względu na to co jest ich przedmiotem. Są nią zarówno treści dokumentów bezpośrednio wytworzonych przez organ, jak i te, których organ używa przy realizacji przewidzianych prawem zadań (także te, które tylko w części dotyczą organu), nawet gdy nie pochodzą wprost od niego". Wobec tego utworzenie nowej kategorii "informacji niebędącej informacją publiczną" będzie – zdaniem ePaństwa – tworzyło stan niezgodny z konstytucją i porządkiem prawnym.

Innym zarzutem wobec projektu, stawianym między innymi przez Polską Izbę Książki [4] jest ograniczenie mechanizmów rynkowych, co w konsekwencji może prowadzić do efektu odwrotnego do zamierzonego, i obniżyć dostęp do wiedzy, nauki i kultury. Istnieje ryzyko, "państwowej reglamentacji praktycznego dostępu do wiedzy, oraz do drastycznej ingerencji w wolności i prawa majątkowe podmiotów uczestniczącym na rynku np. wydawniczym". Wynikiem takiego działania może być obniżenie jakości i upaństwowienie wszelkich udostępnianych zasobów.

Kolejnym argumentem Polskiej Izby Książki przeciwko projektowi ustawy w bieżącej formie, jest brak rzetelnej oceny kosztów generowanych przez wprowadzenie ustawy. Biorąc pod uwagę skalę zapowiadanych zmian, koszty mogą być liczone w miliardach złotych. Ponadto, ministerstwo nie przeprowadziło oceny skutków, które odczuje biznes i społeczeństwo.

Projekt krytykuje [5] również Minister Kultury Bogdan Zdrojewski, który w liście do Ministra Administracji i Cyfryzacji zwraca uwagę na nieścisłości w założeniach. Brakuje bowiem doprecyzowania, czy zakres ustawy obejmuje tylko przyszłe zasoby, czy również zasoby już istniejące. Wobec tych obaw, nie jest jasne, czy instytucje publiczne (takie jak chociażby uczelnie, biblioteki i archiwa czy muzea) będą mogły wcielić w życie nowe przepisy, nie ponosząc znacznych nakładów finansowych.

W swoim liście, minister Zdrojewski napisał: "W stosunku do pewnego, bliżej przez samego projektodawcę niezdefiniowanego zakresu zasobów przestają obowiązywać podstawowe zasady prawa autorskiego wynikające nie tylko z ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, ale także z wiążących RP umów międzynarodowych". W opinii szefa resortu kultury, projekt zakłada nadanie instytucjom publicznym uprawnień "zbyt daleko idących" w zakresie praw wyłącznych twórcy. Zgodnie z propozycjami Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji zasoby publiczne będą mogły być wykorzystywane również w celach komercyjnych. W opinii Ministra Zdrojewskiego, może to doprowadzić do sytuacji, w której korzyści majątkowe wynikające z wykorzystania i rozpowszechniania zasobów publicznych będą czerpały wyłącznie osoby trzecie – przedsiębiorcy, nie zaś faktyczni autorzy owych zasobów.

Jeszcze dalej w swojej krytyce posuwa się Stowarzyszenie Autorów "ZAiKS", według którego projekt ustawy i jego założenia w ogóle nie nadają się do kontynuowania prac nad nimi. Stowarzyszenie twierdzi również, że nie ma też potrzeby otwierania całej działalności artystycznej, która została opłacona z publicznych środków. "System, w którym autorzy pozbawieni będą prawa rozporządzania utworami i wynagrodzenia autorskiego z eksploatacji utworów, doprowadzi do pogorszenia ich sytuacji ekonomicznej, wpłynie dezorganizująco na ich aktywność twórczą, ograniczy możliwości rozwoju artystycznego twórców. Wszystkie te zjawiska stanowią zagrożenie dla polskiej kultury". Anna Biernacka – Radca Prawny, wypowiadając się w imieniu Krzysztofa Lewandowskiego – Dyrektora Generalnego ZAiKS-u, w liście otwartym [6] skierowanym do środowisk twórczych formułuje pięć krytycznych tez wobec projektu MAC. Wśród nich pojawia się zarzut w stosunku do filmu [7] prezentowanego na stronie Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji, który w opinii Biernackiej zawiera zmanipulowany przekaz i błędnie sugeruje, iż udostępnianie przez twórców swojej twórczości prowadzi do wzrostu kreatywności w społeczeństwie.

W podobnym tonie wypowiada się Krajowa Izba Producentów Audiowizualnych, która konsultacje społeczne do projektu ustawy o otwartych zasobach, nazywa "projektem ustawy o zamknięciu zasobów publicznych i wywłaszczeniu twórców na rzecz biurokracji i znajomych królika" [8]. Izba w bardzo ostrym tonie wypowiada się na temat projektu i jego założeń, sugerując między innymi, iż MAC traktuje twórców i artystów jako wroga publicznego, a samego projektu boi się konsultować z organizacjami filmowców, muzyków, plastyków czy fotografów, a jedynym wyjątkiem – jakby dla zachowania pozorów otwartej dyskusji – jest ZAiKS.

Wśród zarzutów pojawia się między innymi dążenie do zbiurokratyzowania tworzenia kultury, zaś pomysł tworzenia wzoru umów z twórcami nazywany jest "komicznym". Autorzy opinii wątpią w kompetencje i dobre zamiary osób zaangażowanych w stworzenie projektu. Świadczyć ma o tym ogólnikowość zawartych w nim zwrotów, likwidacja systemu udzielania bezzwrotnych pożyczek i dotacji, czy nawet patronatów nad wydarzeniami artystycznymi. Ponadto, sprzeciw budzi również "odbieranie twórcom praw nabytych i upoważnianie do komercyjnego obrotu tymi prawami państwowe molochy, tworząc jednocześnie furtkę, by te prawa wyprowadzać do firm prywatnych lub zaprzyjaźnionych organizacji i fundacji".

Ponadto, Krajowa Izba Producentów Audiowizualnych krytykuje projekt za "rozmontowywanie europejskiego systemu prawa autorskiego" przy jednoczesnym powoływaniu się na dyrektywę unijną wzywającą do jego poszanowania. Brak zaufania i wiary w dobre intencje spowodowany jest także deklaracjami Ministra Boniego, mówiącymi o resecie i pracy nad projektem "punkt po punkcie" a następnie niezaproszenie do rozmowy przedstawicieli środowisk, które mają największe obawy wobec niego.

Poparcie dla projektu

Pomimo wielu głosów sprzeciwu, nie wszystkie instytucje i organizacje odrzucają ten pomysł. Wiele z nich – w znacznej części lub w całości – popiera pomysł ministerstwa. Wśród nich znalazła się między innymi Koalicja Otwartej Edukacji, której członkowie podczas spotkania z Ministrem Edukacji Narodowej – Krystyną Szumilas wyrazili "gotowość wspierania Ministerstwa oraz podległych instytucji we wdrażaniu modelu otwartych zasobów edukacyjnych". Owo wsparcie ma polegać między innymi na wsparciu Ministerstwa "wiedzą ekspercką dotyczącą innych rozwiązań prawnych, standardów technologicznych, kwestii związanych z dostępnością dla osób niepełnosprawnych oraz praktyki tworzenia, wyszukiwania i wykorzystania otwartych zasobów edukacyjnych". Co prawda, poparcie dotyczy główne kwestii elektronicznych podręczników – niemniej jednak, kluczową rolę w ich wprowadzaniu i rozpowszechnianiu ma stanowić właśnie projektowana ustawa o zasobach publicznych.

W przeciwieństwie do Stowarzyszenia Autorów "ZAiKS", które podobnie zresztą jak Krajowa Izba Producentów Audiowizualnych chciałoby zamknąć prace nad projektem i całkowicie odrzuca potrzebę stworzenia nowych przepisów regulujących te kwestie, Polska Izba Książki nie przekreśla projektu całkowicie. Fakt faktem, nie zgadza się z większością jego obecnych założeń, natomiast rozumie i popiera ideę otwartych zasobów.

Podobnego zdania jest również Jarosław Lipszyc z Fundacji Nowoczesna Polska, który na Facebooku namawiał do brania udziału w konsultacjach społecznych w portalu mamzdanie.org.pl, bowiem istniejące dzisiaj ustawy regulujące dostęp do informacji publicznej są niewystarczające i nie działają tak, jak działać powinny.

Swoje poparcie dla projektu wyraził również Alek Tarkowski – Dyrektor Centrum Cyfrowego Projekt: Polska. Jak powiedział w rozmowie z Polską Agencją Prasową – "Jest to krok w dobrą stronę" [9]. W opinii organizacji, dzięki wprowadzeniu Ustawy o otwartych zasobach, Polska stanie się jednym z pionierów we wdrażaniu tego typu rozwiązań na świecie. Już w tej chwili, – co zauważa zarówno Ministerstwo jak i potwierdza Tarkowski, wiele instytucji dzieli się swoimi zasobami. Potrzeba jednak systemowych rozwiązań, bowiem wciąż pozostają instytucje, które nie widzą potrzeby dzielenia się zasobami, lub nie wiedzą, jak mają to robić. "Z punktu widzenia interesu publicznego nie jest to dobra sytuacja. Należy zmierzać do tego, żeby były jakieś minimalne warunki wynikające z tego, że coś jest finansowane publicznie. Najprostsza reguła jest taka: sfinansowane publicznie – to dostępne publicznie" – mówił Tarkowski.

Wspólnym mianownikiem, zarówno u popierających jak i wyrażających obawy przed nowym projektem jest chęć digitalizacji wszelkich zbiorów. Dyrektor ds. Relacji z partnerami zewnętrznymi Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych, Witold Szczęsny, w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria [10] przyznaje otwarcie, że opowiada się zdecydowanie za udostępnieniem dzieł, które już nie są chronione prawem autorskim. Od razu zaznacza jednak, że wprowadzenie ustawy pozbawiającej praw twórców dzieł napisanych kilka czy kilkanaście lat temu mogłoby przynieść trudne do oszacowania straty.

Poza wymienionymi instytucjami, poparcie dla idei otwartych zasobów wyraził także (między innymi) Główny Urząd Statystyczny, który jest w posiadaniu ogromnych wszelkich danych statystycznych. GUS zapowiedział, że wszystkie zebrane przez nich informacje, będą przez niego udostępniane na licencji umożliwiającej wykorzystanie ich zarówno w pracach naukowych jak i do analiz tworzonych na potrzeby firm.

Podsumowując

MAC, z Ministrem Michałem Bonim na czele, wpadło na naprawdę dobry pomysł, w założeniu poszerzający i ułatwiający dostęp do informacji publicznych. Wątpliwości budzi jednak sposób, w który Ministerstwo chce owe założenia zrealizować.

Wiele z poruszanych w zgłaszanych uwagach kwestii, w toku konsultacji społecznych zostało przez Ministerstwo wyjaśnionych. Przykładem może być dotychczas niesprecyzowana kwestia objęcia nowymi regulacjami utworów powstałych przed wprowadzeniem ustawy w życie. W odniesieniu do tego problemu, resort już zapowiedział, że ustawa będzie dotyczyła tylko nowych utworów. Nie zmienia to jednak kwestii pozostałych wątpliwości, które projekt w obecnym kształcie tworzy. Należy jednak pamiętać, że prace nad ustawą są w bardzo wczesnym stadium rozwoju, a Ministerstwo dąży do rozwiania wszelkich wątpliwości. Według mnie, pomimo ewidentnych braków, nowego prawa nie należy porzucać, bowiem jest duże prawdopodobieństwo, iż zaproponowany efekt końcowy będzie wprowadzał zmiany, które przyczynią się do szerszego dostępu do wiedzy w całym społeczeństwie. 

internet inne

Komentarze

0 nowych
dansys80   4 #1 04.05.2013 09:48

Ciekawe jak to się wszystko skończy, oby na chęciach się nie skończyło.

dansys80   4 #2 04.05.2013 09:48

Ciekawe jak to się wszystko skończy, oby na chęciach się nie skończyło.

  #3 04.05.2013 22:51

Ciekawe skąd te double odpowiedzi... ;p

Shaki81 MODERATOR BLOGA  38 #4 05.05.2013 19:00

"MAC, z Ministrem Michałem Bonim na czele, wpadło na naprawdę dobry pomysł" - a pewnie z realizacją już ta różowo nie będzie, bo jak zwykle będzie coś co pójdzie nie tak.

gowain   19 #5 05.05.2013 19:10

@Shaki81 opór stawia "skostniały aparat władzy", czytaj wszelkie osoby, które są wychowane w duchu urzędnika poprzedniego ustroju - oni twierdzą, że co państwowe, to państwowe - a państwowe, nie znaczy dla pospólstwa. Boni chęci ma dobre, ale słuchając co chwilę o kolejnych zapowiedziach, jak to będziemy mieli "zcyfryzowane" społeczeństwo, a kolejny rok widząc opóźnienia i przekładanie, mam obawy, że w pewnym momencie projekt pójdzie do tzw. zamrażarki, a w kolejnej kadencji zostanie zapomniany. Wyskoczy kolejny minister, wymyśli prawie to samo, ale nazwie inaczej i wszystko zacznie się od początku... Dlatego w takich sprawach chwalę UE - tam jak zadeklarujesz coś, to musisz wykonać, inaczej pieniądze przepadną, a jeszcze mogą Cię czekać kary. U nas niestety odpowiedzialność za słowa urzędników państwowych jest na zerowym poziomie.

Autor edytował komentarz.