Coś działa, coś nie działa

Jakiś czas temu stwierdziłem u siebie wielką niechęć do babrania się w bebechach IT, które to, babranie, uznałem za nuuudne. Postanowiłem używać a nie kompilować. Jako zrelaksowany używacz wytrzymałem do 19. czerwca. 19. czerwca z premedytacją, tradycyjnie, rozkaszaniłem iksy do imentu, aby nie chciało mi się naprawiać, jednym z wielu znanych mi trefnych repo. Czułem się niedopieszczony przez rzeczywistość, która coraz większymi kooołami omijała repozytoria Lucid, siejąc nowinkami pośród następnych liter alfabetu a pustki pozostawiając niezapełnione w backport.
Zatem cóż Narwal?
Nie wiem, używam nadal Gnome classic. Poza tym jak zwykle, coś działa, coś nie działa. Nadal Canonical przytrafiają się perełki niedziałających programów w oficjalnym repo. Gnome-gmail z oficjalnego repo nie działa, trzeba sztukować PPA. W sumie też nuuuda. 

O przerzucaniu wtyczek z przeglądarki do przeglądarki c.d.

Flash player z Chrome do Chromium

Na askubuntu.com użytkownik bdr529 podał:
Zainstaluj Chrome.
Potem:
sudo cp /opt/google/chrome/libgcflashplayer.so /usr/lib/chromium-browser/plugins

Potem:
sudo chmod ugo+x /usr/lib/chromium-browser/plugins/libgcflashplayer.so

Zrestartuj Chromium z nowym playerem.
Odinstaluj Chrome (albo i nie).

Lepszy flash player z Chrome od Google'a na miejsce gorszego w Firefoksie od Adobe

Zainspirowany powyższym Alin Andrei na swoim blogu zaproponował:
Zainstaluj Chrome.
W konsoli:
mkdir -p ~/.mozilla/plugins ln -s /opt/google/chrome/libgcflashplayer.so ~/.mozilla/plugins/

Niespodziewajka

Chyże postbety Opery wydanie dało okazję sprawdzić, czy fix mój przetrzymał aktualizację. Przetrzymał, działa, "mailto:" nadal linkuje do "Gmail - Tworzenie wiadomości". Miłe poczucie niezmarnowanego czasu.

...
Apdejt I czyli Niespodziewajka II czyli niemiłe poczucie zmarnowanego czasu:
Działa na sposób "działa ale". Działa zależnie od parametrów linku "mailto:". Kiedy jest określony nadawca, czyli ja, działa. Kiedy jest określony odbiorca - badrequestuje. Prostracja.

...
Apdejt II czyli Niespodziewajka III - "Gmail Compose" działa. Restart przeglądarki u mnie był wymagany. Koniec męczarni. 

Podróż ubunciarza Fffatmana przez ziemię niczyją w czas kolejnej wojny gugielsko-operskiej czyli wydania bety Opery 11.10

Dickens był napisał: "Marley was dead: to begin with. There is no doubt whatever about that." - co nasze wykłada się: "Rozszerzenie Opery "Gmail Compose" nie działa i nie ma co do tego żadnych wątpliwości (a jak kto nie wierzy, niech sprawdzi)." No i pal sześć, nie raz i nie dwa sam kod wtyczek/rozszerzeń wykrzaczał mi przeglądarki, podczas gdy wprowadzenie zmian z palca okazywało się trywialne. Zapytany wprost wujek G udzielał mnóstwa podpowiedzi, których zastosowanie dawało "Bad Request" (jeżeli dawało cokolwiek - cóż, wojna to wojna). W tym "Bad Request" była jednak nadzieja. Opera > Menu > Ustawienia > Preferencje > Zaawansowane > Programy > mailto > Edytuj > Otwórz za pomocą innej aplikacji > Wybierz > opera > OK działa, problem to parametr. Gdzie parametr? Tutaj?

Pochwała programu dobrze napisanego

Był taki ciąg zdarzeń. Wbrew solennym obietnicom danym samemu sobie, około 3. października postanowiłem eksperymentalnie i dogłębnie spie... Ubuntu 10.04.1 aby mieć pretekst do instalacji 10.10. Com uczynił. Miałem kłopoty z nowym wydaniem i wielkie chęci obsmarowania najnowszego Ubuntu kilka razy na blogu. Niestety, za każdym razem, po długiej bezowocnej walce i krótkim googlaniu, okazywało się, że to nie systemu wina a moja (no, może poza nieszczęsnym a krótkotrwałym niewykrywaniem DVD, związanym z jakimś nie takim udev i zależnościami). W zamieszaniu nie zauważyłem (niemontowania DVD też bym nie zauważył, gdyby nie goście - nie używam praktycznie napędów optycznych, wiele miesięcy w tym roku spędziłem z odłączoną nagrywarką), że nie działa mi Adobe'owskie środowisko A.I.R. Tzn. zauważyłem, późno, akurat po zainstalowaniu Moblockera (jeden z przejawów Hadopi panic u mnie) i tegoż Moblockera błędnie winiłem. Winiłem, mimo że IPLA nie łączyła a Moblock nie wyrzucał żadnych blokowanych IP.

Beware!

Sztrzeżcie się, o wy, którzy używacie Cairo-Docka! Przecudnej urody buga od niepamiętnych czasów stosowanie go wywołuje. Objawia się on przezroczystościami okienek wideo programów napisanych w Qt - a to: SMPlayera, Skype'a, eee..., aaa... i innych. Są dwa obejścia problemu. Tzn. jedno w dwóch formach. Jedna forma jest prostsza ale gorsza a druga up... bardziej skomplikowana ale lepsza.
Pierwsza:
export XLIB_SKIP_ARGB_VISUALS=1 smplayer &

w konsoli albo
env XLIB_SKIP_ARGB_VISUALS=1 smplayer %U

w menu.
Druga:
sudo bash -c "cat > /usr/bin/smplayer.helper" <<EOF export XLIB_SKIP_ARGB_VISUALS=1 exec smplayer.real "\$@" EOF sudo chmod 755 /usr/bin/smplayer.helper sudo mv /usr/bin/smplayer{,.real} sudo ln -sf smplayer.helper /usr/bin/smplayer

Wszyscy przeklejają

W ciągu trzech dni na kilkudziesięciu blogach już to widziałem. Przepisuje jeden od drugiego, nawet nie sprawdzi (na sobie). Nie, nie jestem taki cwany, żebym był sam dostrzegł, należę do tych, co klęli. Autorzy blogów mało, że nie czytają, co kopypastują, to jeszcze nie czytają komentów pod blogonotkami. Komentujący zwracają uwagę a błąd wisi:

echo 'deb http://download.tuxfamily.org/gericom/libreoffice /' | sudo tee - /etc/apt/sources.list

Powstała już nawet legenda netowa, że LibreOffice usuwa OpenOffice. To nie LO usuwa OO, tylko ta jedna komenda wszystko, zastępuje cały zastany tekst w/etc/apt/sources.list jedną linijką deb http://download.tuxfamily.org/gericom/libreoffice /

Powinno być:
echo 'deb http://download.tuxfamily.org/gericom/libreoffice /' | sudo tee -a /etc/apt/sources.list 

Saga o kabelkach

1. Dzyyyń!!!...

2. Wyłącz, odczekaj i włącz komputer.

3. Wyłącz.

4. Sprawdź kabelki.

5. Włącz.

6. Wyłącz.

7. Mówiłem: "Dokładnie sprawdź kabelki!"

8. Włącz.

9. Możesz zacząć się martwić.

10. "Najpierw wyłączymy, odczekamy i włączymy komputer..." - zacznie wezwany specjalista, poczem odwróci czymś twoją uwagę i zrobi reinstall. 

Jak zostałem wyznawcą kultu cargo

Drugie u-mnie-nie-działa było o Flash Playerze w Firefoksie a ściślej różnych Firefoksach. O różnym zachowywaniu się tego samego Flash Playera w różnych Firefoksach. W trzech. W Ff4, gdzie nagle zrobił się przezroczysty, w Ff3.6, gdzie nic się nie stało, i w Swiftfoksie, gdzie zniknął (jak to u mnie, zniknął subtelnie, w about:plugins był a jutubie i ...tubie go nie było). W wypadkach takich zażywam aspiry... dodaję env XLIB_SKIP_ARGB_VISUALS=1 do komendy startowej przeglądarki w menu lub XLIB_SKIP_ARGB_VISUALS=1 w konsoli. Tym razem nic to nie dało. Jako że w Operze i Ff3.6 flasz nadal był, nie oddałem się przeciągłym modłom do boga Google'a a zmieniłem wyznanie. Doszedłem do wniosku, że ktoś to zrobi i umieści i się zaktualizuje. Wziąłem przykład z cierpliwie czekających wyznawców kultu cargo. Pobożność maja cargowa nagrodzona została już po kilku dniach w 50% (zaktualizowano Ff4 do nowej bety - 7 bodaj). Niestety Swiftfoksa aktualizują nie częściej jak Wine w wersji Wine+Winepulse. Przyjdzie cierpliwie poczekać.
...
To był problem drugi.