Pochwała programu dobrze napisanego

Był taki ciąg zdarzeń. Wbrew solennym obietnicom danym samemu sobie, około 3. października postanowiłem eksperymentalnie i dogłębnie spie... Ubuntu 10.04.1 aby mieć pretekst do instalacji 10.10. Com uczynił. Miałem kłopoty z nowym wydaniem i wielkie chęci obsmarowania najnowszego Ubuntu kilka razy na blogu. Niestety, za każdym razem, po długiej bezowocnej walce i krótkim googlaniu, okazywało się, że to nie systemu wina a moja (no, może poza nieszczęsnym a krótkotrwałym niewykrywaniem DVD, związanym z jakimś nie takim udev i zależnościami). W zamieszaniu nie zauważyłem (niemontowania DVD też bym nie zauważył, gdyby nie goście - nie używam praktycznie napędów optycznych, wiele miesięcy w tym roku spędziłem z odłączoną nagrywarką), że nie działa mi Adobe'owskie środowisko A.I.R. Tzn. zauważyłem, późno, akurat po zainstalowaniu Moblockera (jeden z przejawów Hadopi panic u mnie) i tegoż Moblockera błędnie winiłem. Winiłem, mimo że IPLA nie łączyła a Moblock nie wyrzucał żadnych blokowanych IP.

Beware!

Sztrzeżcie się, o wy, którzy używacie Cairo-Docka! Przecudnej urody buga od niepamiętnych czasów stosowanie go wywołuje. Objawia się on przezroczystościami okienek wideo programów napisanych w Qt - a to: SMPlayera, Skype'a, eee..., aaa... i innych. Są dwa obejścia problemu. Tzn. jedno w dwóch formach. Jedna forma jest prostsza ale gorsza a druga up... bardziej skomplikowana ale lepsza.
Pierwsza:
export XLIB_SKIP_ARGB_VISUALS=1 smplayer &

w konsoli albo
env XLIB_SKIP_ARGB_VISUALS=1 smplayer %U

w menu.
Druga:
sudo bash -c "cat > /usr/bin/smplayer.helper" <<EOF export XLIB_SKIP_ARGB_VISUALS=1 exec smplayer.real "\$@" EOF sudo chmod 755 /usr/bin/smplayer.helper sudo mv /usr/bin/smplayer{,.real} sudo ln -sf smplayer.helper /usr/bin/smplayer

Wszyscy przeklejają

W ciągu trzech dni na kilkudziesięciu blogach już to widziałem. Przepisuje jeden od drugiego, nawet nie sprawdzi (na sobie). Nie, nie jestem taki cwany, żebym był sam dostrzegł, należę do tych, co klęli. Autorzy blogów mało, że nie czytają, co kopypastują, to jeszcze nie czytają komentów pod blogonotkami. Komentujący zwracają uwagę a błąd wisi:

echo 'deb http://download.tuxfamily.org/gericom/libreoffice /' | sudo tee - /etc/apt/sources.list

Powstała już nawet legenda netowa, że LibreOffice usuwa OpenOffice. To nie LO usuwa OO, tylko ta jedna komenda wszystko, zastępuje cały zastany tekst w/etc/apt/sources.list jedną linijką deb http://download.tuxfamily.org/gericom/libreoffice /

Powinno być:
echo 'deb http://download.tuxfamily.org/gericom/libreoffice /' | sudo tee -a /etc/apt/sources.list 

Saga o kabelkach

1. Dzyyyń!!!...

2. Wyłącz, odczekaj i włącz komputer.

3. Wyłącz.

4. Sprawdź kabelki.

5. Włącz.

6. Wyłącz.

7. Mówiłem: "Dokładnie sprawdź kabelki!"

8. Włącz.

9. Możesz zacząć się martwić.

10. "Najpierw wyłączymy, odczekamy i włączymy komputer..." - zacznie wezwany specjalista, poczem odwróci czymś twoją uwagę i zrobi reinstall. 

Jak zostałem wyznawcą kultu cargo

Drugie u-mnie-nie-działa było o Flash Playerze w Firefoksie a ściślej różnych Firefoksach. O różnym zachowywaniu się tego samego Flash Playera w różnych Firefoksach. W trzech. W Ff4, gdzie nagle zrobił się przezroczysty, w Ff3.6, gdzie nic się nie stało, i w Swiftfoksie, gdzie zniknął (jak to u mnie, zniknął subtelnie, w about:plugins był a jutubie i ...tubie go nie było). W wypadkach takich zażywam aspiry... dodaję env XLIB_SKIP_ARGB_VISUALS=1 do komendy startowej przeglądarki w menu lub XLIB_SKIP_ARGB_VISUALS=1 w konsoli. Tym razem nic to nie dało. Jako że w Operze i Ff3.6 flasz nadal był, nie oddałem się przeciągłym modłom do boga Google'a a zmieniłem wyznanie. Doszedłem do wniosku, że ktoś to zrobi i umieści i się zaktualizuje. Wziąłem przykład z cierpliwie czekających wyznawców kultu cargo. Pobożność maja cargowa nagrodzona została już po kilku dniach w 50% (zaktualizowano Ff4 do nowej bety - 7 bodaj). Niestety Swiftfoksa aktualizują nie częściej jak Wine w wersji Wine+Winepulse. Przyjdzie cierpliwie poczekać.
...
To był problem drugi. 

Problem czyli Nagły-Atak-Podmorskich-Glist-z-Kosmosu czyli U-Mnie-Nie-Działa albo Działa-Jak-Chce 2

Redakcja nie lubi jak na blogu zadaje się pytania nie dając odpowiedzi, więc na trzy zadane sobie pytania na jedno odpowiem. Od kiedy Adobe udostępniło AIR i Flash Playera w różnych formatach, w tym w paczkach deb, spotykają mnie z nimi różne przygody. Spakowany firmowo Flash Player, np., nie lubił się odinstalowywać. Pal sześć flasza, jest tyle repozytoriów z własnymi paczkami instalatorów, że któraś zadziała niedenerwująco. Nie ma za to, poza stroną Adobe, dostarczyciela AIR.
Tu, nagle, przejdziemy do meritum. Ostatnim numerem wykręconym mi przez paczki ze strony Adobe jest instalowanie się dyskretne. Kryją się przed Synaptikiem. Potem, mimo że prawidłowo się instalują (reagują na APT-owe komendy z terminala), Synaptic wyrzuca błędy instalacyjne niespełnionych zależności.
Odpowiedź: AdobeAIRInstaller.bin. AdobeAIRInstaller.bin tworzy w locie paczkę deb widzianą przez Synaptica.
Uwaga: Ubuntu. 10.04.cośtam. 64bit.

...
Pozostałe dwa pytania poczekają. 

O wyższości Debiana nad Ubuntu z punktu widzenia zwolennika traya względem indicatora

Canonical ma wolę dawać dowody twierdzącym, że psuje Gnoma. Na przykład Canonical uparło się wciskać do gnomowego panelu indicatora czyli aplet powiadamiania. Aplet powiadamiania zajmuje się:

niedziałaniem,
niedziałaniem tak jak trzeba,
zajmowaniem miejsca na panelu,
dublowaniem funkcji obszaru powiadamiania
oraz uszczęśliwianiem juzera niepotrzebnymi mu funkcjami.

Po krótkim czasie użytkowania, jak wielu innych, pozbyłem się tego cudownego wynalazku i, jak wielu innych, zauważyłem, że zostałem pozbawiony wygodnej regulacji głośności. Istnieje powtarzany często zabobon internetowy, jakoby sprawę ratowało w takim przypadku zainstalowanie gnome-volume-control-applet. Problem w tym, że jest to najwyraźniej pakiet nieistniejący. Nie spotkałem go w żadnym repo.

Prawdą natomiast jest, że sytuację ratuje zainstalowanie zainstalowanie gnome-media, gnome-media-common, libgnome-media, gnome-applets-data, cpufreq0 i libnotify1 z Sida.

Fedora:Ubuntu 1:0

Bywają takie dni, kiedy człek naiwny a podpuszczony słowy BenderaBendingaRodrigueza:

Ale ":(){ :|:& };:" u mnie nie działa...
Jedyne co otrzymuję to:
"bash: fork: Resource temporarily unavailable"

postanawia niezłomnie sprawdzić odporność swojego systemu, dzięki czemu (po restarcie) dowiaduje się, że jądro jego waniliowe jest.
Jądro waniliowe jest to:
"Standardowy pakiet jądra w Debianie. Zawiera prawie wszystkie sterowniki obsługiwane przez Linuksa, zbudowane w postaci modułów. Są to między innymi sterowniki dla urządzeń sieciowych, urządzeń SCSI, kart dźwiękowych, urządzeń Video4Linux..."
(W Debianie? A nie tylko w popsutym pod względem bezpieczeństwa Ubuntu? Czasami wydaje mi się, że Debian warriors przekonani są święcie, że w ich systemie nie ma nawet sudo.)
Jądra waniliowe oprócz wielu zalet ma i tą wadę, że limit nproc ustawiony mają domyślnie na unlimited.
Po przemierzeniu otchłani internetu (10 do 15 minut) składamy do kupy modus operandi:
1. Otwieramy
sudo gedit /etc/security/limits.conf

2. Wpisujemy

Jak żyć bez 99 od końca najbardziej wkurzającego ficzera w Ubuntu

Po wyszukaniu w Synapticu wszystkiego, co jest zainstalowane a co ma "indicator" w nazwie i wyrzuceniu tego wszystkiego, odkrywamy, że nadal mamy wszystko pod ręką, co nam do obsługi Ubuntu potrzeba oprócz głośniej/ciszej. Być może w zakamarkach U są jakieś konfiguratory ale ja nie wiem gdzie są te zakamarki. Wiem za to, co pod tym adresem leży na Google Code. Instalujemy i dopóty używamy na złość deweloperom z Canonical, dopóki biblioteki pasują.
Jest też jeszcze pulseaudio-mixer-applet, tegom jednak nie próbował. 

100 najbardziej wkurzających ficzerów Ubuntu, 100 najprzydatniejszych ficzerów w Fedorze i odwrotnie - No 100

Natchnął mię do notki opis walki blogera Szmitasa z Ubuntu-pomoc.org z niewzruszalnymi domyślnymi ustawieniami indicatora. Zamiast jednak wywalać kopertę, zastosowałem inną stategię i wywaliłem z koperty Evolution. Skorzystałem z linijki kodu krążącej po necie, niesłusznie uważanej za ustanawiającą Gmaila w Ubuntu jako domyślnego przy pisaniu e-maili. W istocie ustanawia ona Gmaila otwieranego w Firefoksie jako domyślnego. Dowód to, że wszyscy przepisują a nikt nie czyta. Kod leci:

perl -MURI::Escape -e '$to = shift;$to =~ s/^mailto://i;exec("opera", "https://mail.google.com/mail/?view=cm&fs=1&tf=1&cmid=22&to=".URI::Escape::uri_escape($to) );' '%s'