Karta internetowa w BZ WBK – jak to działa?

Mocno zdeprymowany ostatnimi niepowodzeniami z Origin i Paypal (przy zakupie jakiejkolwiek produkcji wymagano ode mnie karty kredytowej spod znaku Mastercard/VISA, której ogólnie rzecz biorąc nie posiadam), postanowiłem znaleźć jakąkolwiek alternatywę, tak abym mógł cieszyć się interesującymi mnie grami.

Oczywiście najprostszym krokiem byłoby założenie karty kredytowej. Konto bankowe mam (Pekao), w zasadzie wystarczyłoby skoczyć do banku i taką kartę zamówić. Problem w tym, że nie zamierzam płacić za coś, co używam stosunkowo sporadycznie. Jestem posiadaczem karty debetowej Maestro i jest ona na chwilę obecną wystarczająca – mogą nią zapłacić praktycznie wszędzie – idąc przez galerie handlowe, dyskonty spożywcze typu Biedronka (sprostowanie - w Biedronce nie zapłacimy kartą, miałem na myśli ogólną sieć sklepów spożywczych :)

Diablo 3 – wrażenia z bety

W związku z tym, że swego czasu nie załapałem się na zamknięte beta-testy Diablo 3, a świat obiegła wiadomość, że w ten weekend w produkcję Blizzardu będzie mógł zagrać każdy, czym prędzej postanowiłem ściągnąć i zobaczyć czy taki Diabeł straszny, jak go malują.

Nie będę ukrywał – fanem tej serii nigdy nie byłem. Nie to, że uważam iż jest to gra zła, co bardziej dlatego, że od wszelkiej maści produkcji typu hack&slash, po prostu się odbijam. Jednak legenda Diablo ma to do siebie, że nie sposób obok tej gry przejść obojętnie, nawet jeśli fanem gatunku się nie jest. A do tego Blizzard – czy to może się nie udać?

Ano może. Pierwszy kontakt z grą jest… trudny. Rzecz, która najbardziej rzuca się w oczy – grafika – absolutnie nie zachwyca. Niestety, Diablo 3 prezentuje się pod tym względem mocno przeciętnie, żeby nie powiedzieć słabo. Już nie chodzi tu o baśniowość, którą zarzucają Blizzardowi fani pierwszych części. Te były mroczne, straszne i ciemne i nie trudno zgodzić się z faktem, że D3 wygląda przy nich po prostu… bajkowo. Patrząc na tę produkcję, oczami pamięci sięgam takiego tytułu jak Torchlight.

O ACTA słów... Znowu?

Nie oszukujmy się - o ACTA powiedziano już chyba wszystko. Zarówno na portalach internetowych, jak i na blogach, a także w wszelkich mediach typu telewizja, radio, gazeta - wszędzie ACTA. A więc nie chcąc tworzyć kolejnego milionowego wpisu znów o ACTA, postanowiłem napisać coś o... POLAKACH!

Polacy to dziwny naród. Można rzec - bardzo specyficzny. Na ogół jeden drugiego nienawidzi, jeden drugiemu oczy wydrapie za 5zł leżące na chodniku, jeden drugiemu życzy jak najgorzej. Polacy są narodem zawistnym, nieprzyjacielskim, zazdrosnym, można rzecz - niedopieszczonym. Rzecz prawdziwa - lata krzywd odcisnęły na nas swoje znamię. Wiecznie byliśmy na drugim miejscu, a wieczne bycie drugorzędnym partnerem sprawiło, że gdy komuś się nazbyt powodzi, to łatwo przypina się łatkę złodzieja, złoczyńcy, bezprawego sku******, który się dorobił kradnąc. Zresztą opinia o Polakach “na świecie” - pijaki, złodzieje, chamy, chociaż na ogól pracowici ludzie, którzy dbają o przyszłość swoją i swoich bliskich. Taa... Ale czy ja nazbyt nie wrzucam wszystkich do jednego wora? No właśnie...

Wyciek haseł na GG - opinie i “fakty”

Jak już zapewne wiecie (chociażby z newsa na DP), wczoraj miał wyciek co poniektórych haseł użytkowników najpopularniejszego w Polsce komunikatora, a mianowicie Gadu-Gadu. Wbrew pierwszym komentarzom, nie był to żaden atak ze strony hakerów, a jedynie sprytnie opracowana metoda słownikowa. Spośród milionów kont GG, sprytni “włamywacze”, wyłonili blisko 10 tysięcy kont, których hasła były nie tyle łatwe do odgadnięcia, co po prostu... debilne.

Bo jak można mówić, że TAKIE hasła są jakimkolwiek zabezpieczeniem?

  • “12345”,
  • “123456”,
  • “111111”,
  • “monika”,
  • “qwerty”,
  • “abc123”,
  • “lukasz”,
  • “myszka”,
  • “paulina”
  • “bartek”

Sam o całej akcji dowiedziałem się z... Wykopu

Jak rezygnowałem z internetu w Orange cz.4 (i ostatnia)

No dobrze. Podsumujmy - problemy z Orange były spore, w między czasie po wielu telefonach i mailu, otrzymałem 50% rabat na usługę Orange Freedom oraz odmówiono mi możliwości zerwania umowy. To w takim mega skrócie :) Co było dalej?

Wiedząc już, że sytuacja się raczej nie zmieni (na pewno nie w najbliższym czasie), z całym tym faktem postanowiłem się... pogodzić. Zapewne wielu zada pytania - dlaczego? Dlaczego nie walczyłeś o swoje, nie próbowałeś podjąć jakiś bardziej konkretnych kroków? Odpowiedź jest krótka - brak czasu.

W pewnym momencie dość intensywnie pracowałem, miałem na głowie wiele spraw osobistych i kompletnie na dalszy plan odeszła cała ta sprawa z Orange. Do tego zaakceptowanie 50% rabatu, poniekąd zamykało sprawę - jeśli go przyjąłem, to również liczyłem się z tym, że problemy mogą występować, wydaje się to dość logiczne. Do tego dochodził też fakt, że awarie, podczas których nie miałem dostępu do sieci całe dnie, nagle się skończyły. Przez prawie półtora miesiąca ich nie miałem, toteż nie za bardzo było na co narzekać.

Jak rezygnowałem z internetu w Orange cz.3

Dzień następny. Mniej więcej przed południem, będąc w pracy, widzę dzwoni nr prywatny na komórkę. Raczej nie komornik i raczej nie policja, więc pewnie Orange. Dzwoni do mnie pani zajmująca się internetem Orange Freedom. Z tego co jej wiadomo, mam problem z działaniem tego internetu, składałem zażalenie,że coś jest nie tak, więc o co dokładnie chodzi? Mówię jej o tych awariach, wolnym necie, problemach z prędkościami, że jestem niezadowolony z usług oferowanych mi przez firmę Orange i że oczekuję jakiś zmian.

- ja
- technik Orange (miał się ze mną skontaktować technik czy ta pani nim była - nie wiem)

- Oczywiście przyjmujemy pana zażalenie i w toku ostatnich badań stwierdziliśmy, że problem rzeczywiście może występować. Na chwilę obecną pańskie problemy są związane z przebudową/rozbudową (tutaj nie chcę skłamać) sieci i problemy, z którymi ma pan do czynienia, będą prawdopodobnie występować przez cały okres tej operacji. W związku z tym, chcielibyśmy zaproponować panu zniżkę w wysokości 50%, na okres tejże przebudowy.

Chwila zastanowienia...

Jak rezygnowałem z internetu w Orange cz.2

Jak już pewnie zauważyliście, postanowiłem podzielić mojego bloga na kilka części. A że i tak będą jeszcze z co najmniej dwie (głównie dlatego, że nie chcę Was zanudzić jedną, wielką częścią), to i postanowiłem napisać coś niecoś o telefonowaniu do BOKu.

Co ciekawe, po opublikowaniu pierwszej części wpisu na DP, zgłosił się do mnie pewien pan (a w zasadzie to dwóch panów). Docent wie o co chodzi, więc cicho :) Jedyne co mogę powiedzieć, że była to dla mnie bardzo miła niespodzianka i na pewno opiszę ją w jednej z części tego bloga. Ale żeby miało to jakiś sens, pojawi się to w odpowiednim czasie.

Jedyne co mogę jeszcze dodać, to fakt że do tej pory, to co czytacie miało miejsce w przeszłości, dziś kilka rzeczy zostało już wyjaśnionych, ale o nich w częściach kolejnych...

No i nadszedł dzień, w którym postanowiłem powoli kończyć moją przygodę z firmą Orange. Zdawałem sobie sprawę, że nie będzie to ani łatwe, ani szybkie ani też przyjemne - dla obu stron, chociaż dla mnie przede wszystkim. A już na pewno będzie mnie to trochę kosztować. Głównie chodziło tu o połączenia z obsługą Orange. Te to istna parodia.

Jak rezygnowałem z internetu w Orange cz.1

Dnia 29 czerwca 2010r., stałem się posiadaczem internetu Orange Freedom (nie mylić z Free). Prędkość, którą wybrałem, tj. 6MB, kompletnie mi odpowiadała, a i wtedy (ponad rok temu), opłaty 75zł/mc,  były całkiem OK (czytaj - konkurencja nie oferowała nic lepszego). Dodatkowo na plus zaliczałem fakt, że wszystko było na liniach TP i Orange Freedom miał latać równie dobrze, co Neo u znajomych, toteż długo się nie zastanawiałem i umowę podpisałem. Od razu uprzedzam pytania - nie mam możliwości wzięcia niczego innego, poza Neostradą, Orange, Netią i beznadziejnym netem radiowym. To jedyne słuszne i jedyne możliwe w moim przypadku rozwiązania...

Na początku było OK. Internet chodził bardzo dobrze, prędkości pobierania rzędu ok. 700kilo/s. Surfowanie, jak i pobieranie plików było prawdziwa przyjemnością, czasy ping były dla mnie zadowalające jako gracza, również dynamiczne IP cieszyło (chociaż można mieć i stałe).

Minecraft 1.8 wydany!

No cóż, to chyba jedna z najbardziej ekscytujących nowinek dla wszystkich fanów Minecrafta. W końcu, po długich chwilach oczekiwania, wersja 1.8 została wydana!

Oczywiście, wielka premiera nowej wersji gry może budzić wielkie zaciekawienie wśród graczy w tę grę nie grających. Nowa wersja? I co z tego? To chyba dobrze, nie?

W przypadku Minecrafta nie do końca jest to takie oczywiste, ponieważ z każdą zmianą gracze dostają całą masę nowych rzeczy, a do tej pory najbardziej oczekiwana i najdłużej wydawana wersja, a więc 1.8, wprowadzała tych zmian nie dość że najwięcej, to i tych najbardziej oczekiwanych.

ChromePlus 1.6.3.0 wydany!

Nastała długo wyczekiwana chwila przez wszystkich fanów tej przeglądarki - w końcu (31 sierpnia), po prawie trzech miesiącach czekania, światło dzienne ujrzała wersja 1.6.3. Co wprowadza?

Najistotniejszą rzeczą, o której trzeba wspomnieć, to fakt, że w końcu ChromePlus przeskoczył ze starej wersji Chromium (1.6.2 bazowała na Chromium 11.0.696.77), na wersję 12.0.742.122. Wprawdzie nadal jest to o jedną wersję w plecy względem Google Chrome, ale już tylko jedną, a nie jak to do niedawna miało miejsce - AŻ o 2!!!

W związku z tym, doczekaliśmy się m.in.

-akceleracji sprzętowej 3D CSS
-nowe zabezpieczenie przed pobieraniem niebezpiecznych plików
-możliwość usuwania ciasteczek gromadzonych przez Flash bezpośrednio z poziomu przeglądarki
-nowa strona ustawień synchronizacji
-usunięcie oprogramowania Google Gears

Poza tym, poprawki bezpieczeństwa oraz usunięcie sporej ilości błędów czyli typowy standard.

Kolejną rzeczą, na którą warto zwrócić uwagę (i która też od razu rzuca się w oczy), jest zmiana loga przeglądarki. Te, podobnie do loga Google Chrome, przybrało jednolite barwy.