Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Jak rezygnowałem z internetu w Orange cz.1

Dnia 29 czerwca 2010r., stałem się posiadaczem internetu Orange Freedom (nie mylić z Free). Prędkość, którą wybrałem, tj. 6MB, kompletnie mi odpowiadała, a i wtedy (ponad rok temu), opłaty 75zł/mc,  były całkiem OK (czytaj - konkurencja nie oferowała nic lepszego). Dodatkowo na plus zaliczałem fakt, że wszystko było na liniach TP i Orange Freedom miał latać równie dobrze, co Neo u znajomych, toteż długo się nie zastanawiałem i umowę podpisałem. Od razu uprzedzam pytania - nie mam możliwości wzięcia niczego innego, poza Neostradą, Orange, Netią i beznadziejnym netem radiowym. To jedyne słuszne i jedyne możliwe w moim przypadku rozwiązania...

Na początku było OK. Internet chodził bardzo dobrze, prędkości pobierania rzędu ok. 700kilo/s. Surfowanie, jak i pobieranie plików było prawdziwa przyjemnością, czasy ping były dla mnie zadowalające jako gracza, również dynamiczne IP cieszyło (chociaż można mieć i stałe). Jednak po pewnym czasie zaczęły się problemy - coraz częstsze awarie, gdy nie miałem dostępu do sieci przez co najmniej 24h, straszne zwolnienia, w szczególności w godzinach popołudniowych oraz w weekendy, problemy z prędkościami, wysokie, a co gorsza skokowe czasy ping - to wszystko sprawiało, że moja cierpliwość była wystawiana na wielką próbę.. Z tymi problemami użerałem się przez cały rok, w mniejszym lub większym stopniu, jednak pewne 3 tygodnie z hakiem pod rząd z ciągłymi problemami, absolutnie przebrały miarkę i z usług firmy Orange postanowiłem zrezygnować. Nałożyło się na to wiele czynników, ale głownie chodzi tu o to, ze w pewnym okresie internet był mi bardzo potrzebny, a Orange miało inne plany... Jednak nie ma tak łatwo - za zrezygnowanie z winy użytkownika musiałbym zapłacić sporą karę. Dla ciekawskich - gdybym miesiąc po podpisaniu umowy, zerwał ją, zapłaciłbym ponad... 3 tysiące złotych. Jaja jak berety? Tak... Kwota ta z miesiąca na miesiąc się zmniejsza i dziś, na 8 miesięcy przed końcem umowy (łączna umowa na 2 lata), to ok. 1000zł. Niestety, stwierdziłem że nie zamierzam takowej kwoty firmie Orange wypłacać, zwłaszcza, że winę za te wszystkie problemy ponosi Orange właśnie - ja wywiązuje się ze wszystkiego, co obowiązuje mnie w umowie. A Pomarańcza - nie!

Ale po kolei. Na czym polegały te awarie? Początkowo na tym, że MINIMUM raz w miesiącu (zdarzało się, ze dużo częściej), przez cały dzień nie miałem internetu. Po prostu przez cały dzionek, jedyne co widziałem, to czerwono palącą się diodę na routerze, informującą mnie o tym, że dziś, zamiast surfowania po sieci, pozostał mi pasjans... Oczywiście, gdyby to pojawiało się sporadycznie, nie byłoby żadnych problemów, ale tego typu awarie pojawiały się zdecydowanie za często, a swego czasu było to zwykłe przegięcie pały. Nie może być tak, że płacąc grubą kasę za stały dostęp do sieci, ja tego dostępu nie mam. Nie i koniec! Dlatego zawsze w ruch szedł telefon i próba skonsultowania się z kimś z Orange. Dzwonię, pytam się grzecznie co jest? Czego internetu nie mam? Co się dzieje? Wtedy znużony zazwyczaj głos, informuje mnie, że mam do czynienia z kolejną awarię na kierunkowym 91, w tej chwili usterka jest usuwana i muszę uzbroić się w cierpliwość. OK. Gdy zdarzyło się to po raz pierwszy, byłem spokojny. Nawet, gdy miałem do czynienia z tym problemem drugi i trzeci raz - byłem całkowicie wyluzowany. Ale gdy ten problem zaczął się pojawiać zbyt często, wtedy coś zaczęło we mnie pękać. W szczególności, gdy widziałem rachunek za neta - za 24h, podczas których nie miałem dostępu do sieci, Orange odliczało sobie na oko - kilkadziesiąt groszy... Śmiechu warte. Najczęściej były to przerwy jedno, dwu dniowe (chociaż raz padł rekord, internetu nie miałem jakieś 4-5 dni), ale wszystko to sprawiało, że Orange traciło w moich oczach bardzo wiele.

Do tego wszystkiego dochodziły “zamuły” neta w godzinach popołudniowo-wieczornych oraz w weekendy. Najprościej wytłumaczyć to jednym - przeciążona sieć. Orange napchało tylu userów, że linie nie wyrabiały (nie są one pierwszej młodości :D). Koniec końców -  bawiąc się różnego typu zabawkami typu speedtest itd., podczas zwolnień sieci, zamiast prędkości obiecanej mi w umowie, miałem średnio od 2, do 10 razy niższą . Zdaję sobie sprawę, że żaden usługodawca nie jestem mi w stanie zapewnić w 100% tego, co spisano, ba nawet w 90% (o których swego czasu było dość głośno). Ale już tych 70-75% bym jednak wymagał. Bo jak nie, to cena chyba powinna iść w dół? Logicznie tak, praktycznie nie - Orange ma gdzieś, jak Ci net leci - dostęp do sieci jest? Jest. To się pan odpier-papier.

Dlatego też postanowiłem załatwić cała sprawę za porozumieniem stron, czyli bez kary obowiązującej mnie, jako klienta przy zerwaniu umowy. Jak to się po kolei odbywało? To w następnych częściach, które już niebawem.

Część 2

 

Komentarze

0 nowych
underface   14 #1 12.10.2011 18:19

trzeba walczyć o swoje, w końcu za coś się płaci:D
ciekawe czy jak by umowa była podpisywani na ilość dni za które płaci użytkownik (powiedzmy za dzień 2 zł) to tez by robili takie przerwy?? Pewnie nie. Wtedy to by się okazało ze luty ma 30 dni :D

Czekam na 2 cześć z ciekawości jak to wszystko się zakończyło
pozdrówka

Semtex   18 #2 12.10.2011 19:56

Zrobiłeś "telenowelę", przerwałeś w najciekawszym momencie, czekamy na "part 2"....

gowain   19 #3 12.10.2011 20:13

Wystarczy pismo do UKE i zaraz zaczyna się inna rozmowa z telekomem. Ten sam problem by był jakbyś miał internet u TPSA czy Netii. Wszystko co działa na łączach TPSA. Po prostu szafy TPSA nie wytrzymują takich obciążeń. Miałem mniej więcej podobną sprawę, tyle, że u mnie przez 7 dni w tygodniu w godzinach tzw. szczytu internet zamiast 2mb działał z prędkością 0,2mb. Pierwsze pismo do UKE i zaraz odpowiedź z UKE i TPSA, że TPSA obiecuje rozbudowę węzła, a do tego czasu (3 miesiące ze względu na formalności) mam internet za darmo. Dobiegał termin 3 miesięcy i wysłałem jeszcze jedno pismo do UKE. I podziałało. Szafa TPSA została rozbudowana, karty, jakieś porty itp. Wszystko ładnie śmiga - żadnych opóźnień.

Podstawa to pisać do UKE, bo od tego tam ludzie są i ich się boją telekomy, bo mogą przywalić spore kary.

gowain   19 #4 12.10.2011 20:15

a co do zamiany internetu z TPSA na Orange... przecież to jedna i ta sama firma - France Telekom...

  #5 12.10.2011 21:34

@sebt
"dlaczego akurat Orange jest oczerniany"
Chlopak ma internet z Orange to chba normalne, ze narzeka na Orange a nie na T-mobile albo Plus.

Kpc21   10 #6 12.10.2011 22:07

" Prędkość, którą wybrałem, tj. 6MB, kompletnie mi odpowiadała,"
Przecież nawet obecnie w Orange Freedom nie jest dostępna taka przepustowość, maksimum to 20 Mb/s.

@gowain "Wszystko co działa na łączach TPSA. Po prostu szafy TPSA nie wytrzymują takich obciążeń."
Nie do końca. Infrastruktura TPSA jest tylko na pewnym odcinku do punktu styku, dalej już wszystko idzie po szkielecie Orange (lub takim, z którego Orange korzysta, chyba ATMAN).

freeq52   8 #7 12.10.2011 22:12

@Kpc21

Oczywiście chodzi o 6 Mb/s

LordRuthwen   6 #8 13.10.2011 08:31

Hehe, wiem czym to się skończy - małżonka brała u nich Business Everywhere, który nie działał w tej lokalizacji, o którą chodziło a w teorii miało tam działać cudnie.
Sprawa się już o sąd opierała jak dali sobie spokój... no... powiedzmy, że dali spokój :)

kamil_w   11 #9 13.10.2011 10:41

Skoro mówią, że awaria jest na ich kierunkowym 91, to znaczy, że to problem w Orange, a nie TP. Ja od dawien dawna mam Neostradę (od lutego 2003) i narzekać na nią mogłem tylko 2 razy:
- Gdy po podpisaniu umowy na prędkość 6Mb/s okazało się, że ich łącza w mojej okolicy takiej prędkości nie wytrzymują (był to rok bodajże 2007). Po wizycie technika zaproponowali mi, żebym jednak wziął usługę 2Mb/s i tak też zrobiłem.
- Obecnie mogę narzekać na dość częste zrywanie połączenia, ale ciężko mi określić czy jest to wina TP czy firmware'u zainstalowanego w moim routerze (router - Linksys WAG200; firmware - openwag 1.3).

Ciągle śmieszy mnie jednak kwestia dostawy Internetu do mojego domu przez UPC. Mój dom znajduje się jakieś 10m od bloku należącego do sąsiedniej ulicy. Tam internet od UPC jest dostępne. U mnie w domu już nie. Jakby nie mogli pociągnąć tych paru metrów kabla. ;/

ulth   4 #10 13.10.2011 10:46

UPC działa w blokach i nie nagną tego dla jednego potencjalnego użytkownika. Nie opłaci im się. Te parę metrów kabla to mimo wszystko jakiś wydatek i i inwestycja.
Co do kierunkowego, nie ma "ich" kierunkowego, można mieć telefon gdziekolwiek stacjonarny a kierunkowy będzie ten sam.
Po prostu pech, że w okolicy infrastruktura w złym stanie była (ok. Kamienia Pomorskiego).

Sidhmor   7 #11 13.10.2011 14:51

Ja już dawno zrezygnowałem z usług TP i podobnych, wielkich firm. Idziesz do punktu i tam nawet na kogo nakrzyczeć nie ma, bo nikt za nic nie odpowiada:-)

Od ponad roku korzystam z usług lokalnego dostawcy. Mam radiówkę i musze powiedzieć, że lepszego neta i serwisu nigdy jeszcze nie miałem. Net śmiga tyle co w umowie, a często nawet szybciej. Jest jakiś problem, jeden telefon i zwykle w kilka minut wszystko wraca do normy.

Dwa dni temu pojawił się problem z nierównym transferem. Zadzwoniłem i okazało się że wymieniają u siebie sprzęt i jutro najpóźniej bedzie wszystko ok. Na następny dzień sami od siebie przyjechali, bo zauważyli że po zmianie sprzetu u nich nadal mamy złe transfery... bezpłatnie wymienili w klika minut antene i wszystko wróciło do normy:D

Polecam lokalnych dostawców:-)

Druedain   14 #12 14.10.2011 00:46

Ja miałem tak kwadratowe jaja z Dialogiem, że mógłbyś na nich badać kwadraturę koła. Niestety kiedy przed rokiem wycofywaliśmy się ze współlokatorami z umowy z winy dostawcy nie pomyślałem by coś o tym skrobnąć. W każdym razie nam się trafiały kilkudniowe spadki wydajności, że ciężko było pocztę sprawdzić w uproszczonym interfejsie Gmaila. Co ciekawe rozmowa z ludźmi w Dialogu szybko przywracała usługę. I chyba tylko to, bo nie miał u nas nikt cierpliwości czekać bezczynnie, aż sami się naprawi po miesiącu.

Apogeum w naszej sytuacji był przypadek pełnego miesiąca w takim stanie, kiedy to w umowie chyba było 20Mibit/s. Wtedy wyszło na jaw, że mamy zaległe rachunki i oni dlatego tak. Udowodniono im, że racji nie mają. Net wrócił, dostaliśmy nawet pismo od kogoś tam, kto nam dziękuje za owocną współpracę, przeprasza za zaistniałą sytuację i liczy na nową umowę. Chyba z automatu wszystkim takie bzdury piszą, bo nie wierzę, że ktoś mógłby mieć tupet w taki sposób próbować sprawę załatwiać, bo samą chęć zatrzymania klienta bym jeszcze zrozumiał, ale to by już musiało się odbywać na innych warunkach.

Zaistniała sytuacja miała miejsce we Wrocławiu. Więcej szczegółów nie znam, bo nie było mnie kiedy umowę podpisywano. Po prostu płaciłem i korzystałem z neta :P Jak wszystko działało to było w końcu „bardzo okej”.

  #13 15.10.2011 18:26

@Kpc21

Orange używa szkieletu tpnetu.

Ja miałem internet z orange 2Mbps na rok i nie miałem żadnych problemów. Nie licząc tego że hasło nie wchodziło i musiałem zadzwonić do biura obsługi klienta, powiedzieli że hasło się w systemie zawiesiło. Podali nowe i nie miałem więcej żadnych problemów.