LastPass - chmurowy menadżer haseł - czy już się uzależniłem?

Każdy z nas wie, jak działają nowoczesne gadżety - dopóki ich nie posiadamy wydają się niepotrzebnym wodotryskiem, wręcz zbytkiem łaski. Takie podejście wywraca się do góry nogami kiedy zaczynamy z takiego gadżetu regularnie korzystać bo z czasem okazuje się, że bez niego jesteśmy niczym bez ręki. Czy dotyczy to także używanych przez nas aplikacji? Najwyraźniej tak...

Od ponad pól roku używam "chmurowego" menadżera haseł LastPass. Wcześniej, przyznaję, byłem dosyć sceptyczny wobec takiego podejścia do zarządzania hasłami. Teraz ciężko mi się bez tego obejść. Rozumiem zagrożenia wynikające z przechowywania haseł w "chmurze" ale mimo to wybrałem wygodę. Nie trzymam tu haseł do moich kluczowych zasobów ale i tak mam już tu ponad setkę par loginów/haseł do różnych stron, z których korzystam. Dopóki nie zinwentaryzowałem stron, z których korzystam, to nie zdawałem sobie sprawy ile ich jest. Sami na pewno wiecie jak to jest i jak łatwo przychodzi nie pamiętać o tych, z których nie korzysta się na co dzień.

Pomiędzy krzesłem a klawiaturą II

Nie wiem do końca od kiedy, zorientowałem się, że wiele osób, które luźno lub lepiej znam, a które do tej pory obchodziły "komputery i internety" szeroki łukiem - ostatnio się zinformatyzowały. Z mojego punktu widzenia dziwnie się zachowują.

Ot, objawia się to na przykład tym, że diagnozę awarii polegającej na braku Internetu rozpoczynają od obdzwaniania znajomych z pytaniem czy u nich też nie ma? Innym razem ktoś prosi mnie żebym komputer z monitorem połączył kablem hdmi – po wielu podstępnych pytaniach z mojej strony okazało się, że nowo-informatyzowany-user wydumał sobie, że jakość streamu video z tvncnbc zależy od kabla którym podłączony jest monitor. Czasem to naprawdę irytujące, kiedy sprzedawca opóźnia wysyłkę kupionego przeze mnie na Allegro przedmiotu bo nie rozumie jak działa payU... ;)

Morał z tego jest taki, że faktycznie doczekaliśmy czasów, kiedy komputery a właściwie Internet trafił pod strzechy i jest już używany powszechnie. Nie ma się więc co dziwić, że zwykli ludzie traktują to wszystko zwyczajnie.

PIPA i SOPA czyli jak protestują za Oceanem

Tym razem dość nietypowy, jak dla mnie wpis bo zamiast dzielić się z Wami własnymi przemyśleniami i doświadczeniami postanowiłem podzielić się materiałem filmowym, na którym Clay Shirky występuje w obronie wolności słowa, wolności tworzenia oraz wolności do dzielenia się, które przeciwstawia biernej konsumpcji treści.

Na stronach TED można zobaczyć ten materiał, także w wersji z polskimi napisami.

http://www.youtube.com/watch?v=iRcHTg6RIbc

 

Kopiowanie nie jest kradzieżą! Zrozumcie to!

W debacie o ACTA jaka przetacza się przez Internet powiedziano już prawie wszystko. Napisałem prawie bo zabrakło wyjaśnienia tego, że ściąganie kopii utworu z Sieci nie powinno być mylone z jego kradzieżą! To manipulacja!

Definicja pojęcia

Sednem tradycyjnego pojęcia kradzieży jest wyjęcie rzeczy spod władztwa właściciela.
W przypadku kopiowania utworów w Internecie takie zjawisko nie występuje.

Różnica jest taka jak pomiędzy obrabowaniem skarbca banku a nie opłaceniem raty kredytu w terminie.

Analogia

Rabunek pozbawia bank pieniędzy, a nieopłacenie raty jest naruszeniem umowy kredytowej zawartej z bankiem. Broniący restrykcyjnych norm prawnych lobbyści chcieliby aby ten kto naruszył umowę zawartą z bankiem był przez prawo traktowany tak samo jak bankowy rabuś. Dlatego lansuje się określenie takie jak: "kradzież" lub "piractwo".

Moim zdaniem używanie tych pojęć prowadzi właśnie do antagonizmów i eskalacji problemu.

UAC w Windows 7 - dodajemy wyjątki

UAC - czyli Kontrola konta użytkownika (User Account Control) - każdy użytkownik Siódemki (oraz Visty) na pewno widział podobny obrazek:

Mimo pewnych kontrowersji związanych z możliwością obejścia tego zabezpieczenia (chodzi o metodę 'DLL injection'), trzeba przyznać, że UAC bardzo zmniejsza szanse na nieautoryzowane przez nas (użytkowników) zmiany w systemie. Niestety, często nasze zaufane aplikacje, które uruchamiamy celowo aktywują mechanizm kontroli konta użytkownika przez co jesteśmy zmuszeni do częstego klikania co w dłuższym okresie czasu zwykle powoduje naszą irytację. I wtedy często, pod wpływem tej irytacji po prostu wyłączamy UAC...

Zamiast wyłączenia lub ograniczenia działania UAC, proponuję alternatywne podejście i dodanie takich (zaufanych) aplikacji do bazy wyjątków UAC

Jako przykład posłuży 'iPlus Manager' – aplikacja operatora sieci komórkowej Plus do zarządzania usługą bezprzewodowego dostępu do Internetu (plik wykonywalny, który uruchamia mechanizm UAC to "iPlusManager.exe").

Gimp, PSE, kompresja jpg i czerwona elipsa - podsumowanie

W moim poprzednim wpisie opisałem jak na własnej skórze przekonałem się, że migracja desktopu z Windows 7 do Linuksa jest krokiem do tyłu. Wpis wywołał lawinową ilość komentarzy a niektórzy z komentujących sugerowali mi konieczność kontrolnych wizyt u lekarzy specjalizujących się w urologii, okulistyce i psychologii. W końcu jednak obyło się bez takich konsultacji bo diagnoza jest w zasadzie prosta: ten system, w wydaniu desktopowym - nie jest dla mnie. Podkreślę - problemem nie jest system - tylko ja - jego użytkownik.

Jednym z przykładów jakim się w poprzednim wpisie posłużyłem, dla mnie zupełnie pobocznym ale jak się potem okazało - dla niektórych - kluczowym okazał się ten obrazek:

Tu muszę odszczekać co tam napisałem a i przy okazji sprostuję też często powtarzaną lecz całkowicie błędną opinię, o tym, że Gimp ma gorsze algorytmy kompresji jpg od programów Adobe. Bo jak się okazało:

Algorytm kompresji jpg jest standaryzowany i co za tym idzie, w każdym programie jest taki sam

Migracja do Linux

Przeczytałem gdzieś, coś, (wiem, wiem, łasica) co poruszyło moją wyobraźnię. Było to coś w treści któregoś blaga lub w komentarzu do niego, było to coś o migracji z systemu i rozwiązań Microsoftu na Linux. Często się na takie idee trafia ale zwykle chodzi w nich po prostu o to, że "się jakoś da". Ty razem jednak to coś przekraczało zwykłe "jakoś się da".
Tym razem migracja z Windows do rozwiązań z pod znaku Pingwina została przedstawiona jako święta droga. Obok takiego czegoś nie mogę przejść obojętnie. Zacząłem więc rozważać jak wyglądałaby taka migracja gdybym to ja zechciał się zmigrować z używanego aktualnie Win7 do Ubuntu, Mandrivy albo Minta - którego ze znanych mi dystrybucji lubię bardziej, wolę też KDE od Gnome a Unity to, hmm, dziwoląg – miała być wstążka ale coś nie wyszło?
Tak czy siak – podstawą jest konsola i MC – ten na szczęście w każdym distro jest taki sam.

System

Instalacja Ubuntu (pewnie każdego rozwijanego aktualnie desktopowego distra - także

Drogie dziatki...

Wstajecie rano, odpalacie swoje komputery i zonk – nie ma połączenia z Internetem. Łapiecie za komórkę aby zgłosić uszkodzenie operatorowi i drugi zonk – komórka nie może zalogować się do sieci. Po dłuższej chwili bezmyślnego wpatrywania się w wyświetlany na ekranie komunikat "no operator" przypominacie sobie, że w pokoju rodziców stoi takie zabytkowe 'coś', które staruszkowie nazywają "telefonem stacjonarnym". Co prawda przez ten zabytek nie można zmienić swojego statusu, zobaczyć o czym właśnie myślą znajomi i sprawdzić e-maila – ale chyba można zgłosić dostawcy Internetu awarię.

Po dłuższej walce ze stacjonarnym telefonem (jak się to 'coś' obsługuje?!) prosicie o pomoc ojca. Ten przykłada słuchawkę do ucha, klepie kilka razy w widełki i mówi: "Nie ma sygnału". Dociera do Was, że telefon stacjonarny też nie działa. Pewnie jakaś duża awaria – myślicie – zobaczymy co na ten temat wie TVN24. Na ekranie włączonego pilotem telewizora widać tylko biały szum... Jak się czujecie?

Mniej więcej tak właśnie czuł się 10-letni januszek, kiedy dokładnie 30 lat temu wprowadzono w Polsce Stan Wojenny.
 

Kiedy Admin przychodzi z wizytą

Posprzątałem wczorajsze skarpetki z podłogi, wytarłem kurze, przetarłem mokrą szmatą podłogi, na stół zarzuciłem nowiusieńki obrus, który swoją śnieżną białością nadał przyzwoitą skromność staremu i sfatygowanemu meblowi.

Z pudełka po sportowych trampkach wyjąłem zawinięte w gazetę rytualne oprzyrządowanie oraz mój najcenniejszy skarb i relikwię świętą: włos z brody RMS, zatopiony w specjalnym tworzywie, nazywanym sztucznym bursztynem. Kopertę z ekologicznego papieru, do której włożyłem banknot o najwyższym dostępnym nominale, położyłem z prawej strony relikwii, która zajmowała miejsce na środku stołu.

Pobiegłem do garderoby, włożyłem świąteczne ubranie czyli flanelową koszulę i lekko przyciasne jeansy a do tego tenisówki. Wróciłem do salonu, wszedłem na krzesło i szmatką z mikrofazy przetarłem oledowy ekran wiszącego na gwózdku eratquemasa, przy okazji sprawdzając czy przy ostatniej kompilacji użyłem odpowiednio koszernej wersji jądra.

Odstawiłem krzesło i rozejrzałem się po salonie. Wszystko przygotowane i zapięte na ostatni guzik.

Rzut oka na: Photoshop Elements 10

Na stronach Adobe jest już dostępna wersja trial Adobe Photoshop Elements 10. Ściągnąłem, zainstalowałem i porównałem do używanej przeze mnie wersji 9.

Co nowego w edytorze? Kilka nowych efektów i szablonów. Z wartych uwagi: Depth Of Field-Simple (symulacja głębi pola) i Picture Stack (stos obrazków). Dodatkowo narzędzie 'Crop' zostało uzupełnione o dodatkowe pomocnicze linie kadrowania, np złotego podziału. Dodano nowe opcje pracy z tekstem, który w tej wersji można dopasować do ścieżki (niestety narzędzie ścieżka służy tylko do tego, pióra póki co w PSE nie zaimplementowano).

Co nowego w Organizerze? Funkcja wyszukiwania obiektów - z moich testów wynika, że o wiele dokładniej działa na filmach