Trzecia część migracji linuksiarza z Helsinek do Redmond. Dzisiaj będzie już nieco poważniej i z większa ilością kombinowania.
Ten wpis jest kontynuacją mojej "odwrotnej krucjaty".
Co się odwlecze, to nie uciecze
Z małym poślizgiem, ale bez obaw, ciągle jestem na placu boju. Kolejnym punktem na liście jest dostęp do moich danych zgromadzonych na partycjach ext3/ext4/jfs, czasem także tych zdalnie dostępnych via sshfs (piękna sprawa). Liczy się tylko pełen dostęp, żadne półśrodki (jak np. jedynie odczyt). Tak samo jak pod Linuksem mogę pracować z partycjami NTFS, tak samo chciałbym korzystać z linuksowych systemów plików pod Windows.
Interoperacyjność to raczej pięta achillesowa Windows. Jako środowisko dominujące, to Windows z reguły wyznacza standardy i wymusza zgodność u innych ze sobą. Tak jest zresztą w praktyce.