Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Publikowanie filmów z YouTube

Chciałbym krótko odnieść się do kilku stwierdzeń, jakie padły w artykule oraz komentarzach (właściwie jednym) do niego. Oczywiście miał to być jednorazowy i krótki wpis, ale się rozrósł, stąd podzieliłem go na dwa oddzielne. Pierwszy jest bardziej lifestylowy, a drugi bardziej rzeczowy.

Otwarte drzwi i pozwolenie na wejście

W treści autor artykułu napisał między innymi.

Autor popularnych filmów zapomina, że swoją popularność uzyskał nie tylko dzięki artystycznym zaletom, ale może przede wszystkim dzięki popularności serwisu YouTube. Tymczasem decydując się publikować swoje materiały w YouTube, w dużym stopniu tracimy kontrolę nad tym, co się będzie z nimi działo.

Nie podejmuje się dyskusji z faktem, czy autor filmów opisanych w treści artykułu wypromował się dzięki serwisowi YouTube. Oczywiście zgadzam się ze stwierdzeniem, że po wypuszczeniu czegokolwiek do Internetu, tracimy nad tym łatwą kontrolę. Z tego względu można powiedzieć, że ułatwiamy ewentualnym naruszycielom ich niecny proceder. Nie tracimy jednak żadnych praw ani możliwości walki o nasze racje, dobre imię etc. Tym bardziej nie tracimy praw autorskich.

Po pierwsze nie możemy utracić autorstwa – autor na zawsze pozostanie autorem. Po drugie jeden słaby zamek w drzwiach (a nawet jego brak) nie oznacza zaproszenia do domu (zawsze można założyć więcej zamków). Kiedyś pamiętam, że w sławnym samochodzie Fiat 126p drzwi tak nieszczęśliwie zamarzły, że nie dało się ich zamknąć na klucz. Dlatego ten samochód stał przez dwa dni otwarty na parkingu. Jednak nikt go nie zabrał. Gdyby ktoś go buchnął – byłaby to kradzież (był wart więcej niż 250 zł). Tak samo nie można stwierdzić, że kto udostępnia swoją twórczość w miejscu, gdzie nawet średnio rozgarnięty pięciolatek potrafi ją pobrać i pobrany egzemplarz opublikować gdzieś indziej, nie powinien mieć żalu o to, że to zrobi. Nie sądzę, żeby wszyscy tu piszący wzruszyli ramionami (pomimo dosyć dużej prostoty przekopiowania treści), gdyby inne portale wykorzystywały nieodpłatnie ich artykuły.

Jak wcześniej pisałem: nie mnie oceniać, czy autor filmu zrobił słusznie walcząc z rozpowszechnianiem swojego dzieła. Wyłącznie do twórcy należy decyzja, czy dochodzić swoich praw. Nikt nie ma obowiązku, aby walczyć o swoje (może poza Skarbem Państwa). Jeżeli twórca uważa, że bardziej opłaca się mu nie reagować na naruszenia i pozwolić na szeroki obrót jego utworami – jego sprawa. Jak mawiali rzymianie Ius civile vigilantibus scriptum est.

O sądach sądów

To, czy wgranie przez użytkownika Wrzuty.pl klipu wideo z YT na swoje konto w serwisie jest naruszeniem powyższych warunków, musieliby już rozstrzygnąć prawnicy – ale bez sądowego wyroku w tej sprawie, oskarżanie innego serwisu o „kradzież” w tym kontekście jest nadużyciem.

Niestety nie znalazłem nic o tym, co napisał twórca tego pięknego filmu
(może za słabo szukałem) wobec „złodziei”, a także nie wiem jak, opisał ich działalność. W związku z tym nie jest mi łatwo odnieść się, jaki mają wydźwięk.

Dlatego tutaj chciałbym się skupić na powiązaniu wyroków sądowych z rzeczywistością i powszechnym poczuciem słuszności. Stwierdzenie, że ktoś np. jest złodziejem lub „ukradł coś” nie wymagają zgody żadnego sądu. Nie zależnie od tego, czy to prawda, czy nie możliwość posługiwania się takimi terminami zależy raczej od uczciwości i dobrego wychowania. Na marginesie: unikanie nazywania rzeczy po imieniu jest dla mnie jednym z bardziej irytujących nowomodnych zwyczajów. Przypomina mi to wiersz Romana Gorzelskiego zatytułowany „Otoczaki”.

Po drugie sam fakt udowodnienia (lub nie) czegoś przed sądem nie oznacza, że tak właśnie jest. Pomijając nawet, to co ma być podstawą orzekania tj. dowody, czy rodzaj prawdy (materialna czy formalna), w toku procesu pojawiają się różne problemy proceduralne wypaczające ocenę rzeczywistości. Żeby daleko nie szukać, wspomnę o prekluzji, domniemaniach, zakazach dowodowych. Jakby tego było mało, należy pamiętać, że sędziowie są tylko ludźmi, mają swoje sympatie, poglądy, czy też różne doświadczenia. Dlatego ich oceny nie zawsze są idealne. Wpływają na nie, często nawet nieświadomie, również elementy emocjonalne. Nie zawsze sędziowie są też specjalistami w dziedzinach związanych z prowadzonym sporem. Chyba każdy się zgodzi, że inaczej szkodę wynikającą z oszczerstwa na portalu internetowym oceni, ktoś, kto go sam używa, a inaczej ten, kto nie ma komputera. Dlatego też mimo wysiłków i starań samych sędziów wyroki nie zawsze oddają rzeczywistość. Częściej wynik postępowania przed sądem. Nie bez powodu istnieją apelacje, odwołania, zażalenia i kasacje.

Dodatkowo chciałbym zauważyć, że mimo że ktoś zabierze coś, nie musi odpowiadać za kradzież. Może tak się stać nawet pomimo zebrania odpowiednich dowodów. Nasz „złodziej” może być np. za młody, niepoczytalny, czas ścigania już mógł minąć albo wystąpił kontratyp. W takiej sytuacji pomimo dokonania czynu (zaboru mienia) nie zostanie on uznany za winnego.

Na zakończenie tego fragmentu – nie zauważyłem, żeby ani autor tego filmu, ani „oczerniony” portal dochodził „sprawiedliwości”. Może się mylę a może nie. Z opisanych działań portalu wynika, że to nie sam portal umieścił utwór tego pana, a ktoś zupełnie inny. Nie zmienia to i tak głównego pytania: skąd osoba wrzucająca miała plik (egzemplarz utworu), który mógł być w skrócie odtwarzany publicznie, ale o tym w następnej części. 

internet inne

Komentarze

0 nowych
DjLeo MODERATOR BLOGA  17 #1 06.12.2014 21:42

Przeczytałem ten wpis i między Bogiem a prawdą, nie wiem jakie do końca jest Twoje stanowisko w tej sprawie. :) Wpis pozostawia chyba więcej pytań niż odpowiedzi. Skłaniam się ku twierdzeniu, że trochę negujesz słowa eimiego w jego publikacji (podany cytat) i częściowo też podważasz komentarz usera. Ale w sumie to już nie wiem. Zamieszałeś mi tym wpisem w głowie. :) Czekam na ten bardziej rzeczowy..

Autor edytował komentarz.
Semtex   17 #2 06.12.2014 23:07

@DjLeo: Autor jest prawnikiem, resztę dopowiedz Sobie sam ;) :D

DjLeo MODERATOR BLOGA  17 #3 06.12.2014 23:22

@semtex: Też prawda...

Luki_2   8 #4 07.12.2014 00:29

@DjLeo jak dla mnie już ten wpis jest dość rzeczowy i wydaję mi się, że doskonale rozumiem, co przekazać chce autor artykułu. Mam tylko nadzieję, że czytelnicy nie zaczną autora atakować, ponieważ już w tym wpisie chyba zauważam, iż chce on przekazać coś, co jest sprzeczne z ideami typu "ceny gier za wysokie, mogę piracić", "lubię tą muzykę, ale jednak ściągnę sobie, bo płyta swoje kosztuje" i wcale nie dziwię się temu sprzeciwowi.

Autor edytował komentarz.
DjLeo MODERATOR BLOGA  17 #5 07.12.2014 00:59

@Luki_2: To akurat o czym mówisz nie podlega wątpliwości. :)

eimi REDAKCJA  16 #6 07.12.2014 09:41

Jako że to mnie tu inwokowano, to coś spróbuję odpowiedzieć.

1) "niecny proceder"? Zabrzmiało jakby chodziło o odbieranie kanapek sierotom. Moim zdaniem warto takie oceny pozostawić twórcom religijnych kodeksów prawnych, ew. dziennikarzom tabloidów.

2) z autora tego wpisu wycieka platonizm, sugeruje nam otóż, że istnieje jakaś rzeczywistość aktów poddanych ocenie prawa (która jest, jest idealna), i jest też praktyka sądowa, która jest sobie jakąś tam czynnością społeczną i idealna nie jest - czasem sędziowie mogą wydać wyroki "niesłuszne".

No cóż, platonizm jest nie do ubicia w naszej cywilizacji. Z mojej, funkcjonalistycznej perspektywy, nie ma czegoś takiego jak "wypaczenie rzeczywistości". Rzeczywistość prawna powstaje przez praktykę sędziów, nie istnieje bez nich. O tym "jak jest" - nie mogę się wypowiedzieć, bo nie jestem Mariuszem Maksem Kolonko, nie wierzę w istnienie czegoś takiego jak "prawda".

3) Skoro quidquid latine dictum sit, altum videtur, to qui iure suo utitur, neminem laedit czy jakoś tak. Użytkowników YouTube nie muszą obchodzić czyjekolwiek prawa autorskie, o ile podejmowane przez nich czynności mieszczą się w zakresie dopuszczonym przez regulamin YouTube. Jeśli autorom materiałów wideo nie podoba się ten regulamin, nie widzę przeszkód by sobie sami kupili serwer, napisali witrynę wideo z odpowiadającym im regulaminem, uruchomili na niej Flash Media Server czy inną Wowzę, opłacili ruch sieciowy.

Nie ma przymusu wydawania swoich materiałów w YouTube, a przecież volenti non fit iniuria. Złośliwie zauważę, że w pewnym sensie to burzący się na ten stan rzeczy autor klipów w YouTube "piraci" - chce korzystać za darmo z usługi Google'a, a nie chce uznać warunków użytkowania.

A czy "share'owanie" klipów z YT w innych serwisach wideo jest zgodne z regulaminem YT, czy nie... to już zupełnie inna kwestia, co więcej stroną w tej kwestii jest YT, a nie autor klipu.

lemniskata   8 #7 09.12.2014 17:23

@DjLeo:
Przede wszystkim przepraszam, że nie odpisywałem. Na pewno wszyscy czekali...
Po pierwsze można posumować ten tekst w dwu zdaniach,
1) Pewnych rzeczy się nie robi, bo to złe, niewłaściwe, naganne, zakazane, a nie niemożliwe. Tak jest z kopiowaniem np. filmów.
2) Nie trzeba czekać na wyroki sądów, żeby się wypowiadać o czynach innych. Niestety ocena zachowań nie ogranicza się przed sądem do tego „co jest”.


Moje zdanie jest takie, że każdy, kto czuje może reagować, nawet jeżeli nie utrudniał tego zbytnio. Oczywiście trzeba być gotowym na konsekwencje, jeśli się przesadzi.
Tak trochę: „Mów co myślisz, myśl co mówisz.”

Nie oceniałem jeszcze wrzucania filmów z YT na inne serwisy...

Autor edytował komentarz.
lemniskata   8 #8 09.12.2014 17:24

@eimi: Niestety nie wchodziłem w żadne przemyślenia filozoficzne. Nie myślałem też ani o teorii strun, ani o zasadzie nieoznaczoności, nawet o GUT. Po prostu był to opis, z doświadczenia, dla tych, którzy nie koniecznie na co dzień mają kontakt sądami. Niezależnie od wszystkiego miało to oznaczać, że bardzo duże znaczenie dla wyroków ma przebieg postępowania.

Nie ma możliwości, żeby ktokolwiek został skazany za „kradzież” (Art. 278. § 1. Kodeksu karnego brzmi: Kto zabiera w celu przywłaszczenia cudzą rzecz ruchomą) w przypadku rozpowszechniania utworów, a co najwyżej za przestępstwo – nie czyn z art. jakiegoś tam.

Co do konkretów: mi. in. regulaminu YT będzie później.

P.S.: „niecny proceder” miał zabrzmieć jak dowcip.