Chwila relaksu: Earth 2140

Czasami mam nieodpartą ochotę, aby w coś pograć. Zdarza się to obecnie niezbyt często, ale jednak bywa no i przytrafiło się w ostatnich dniach. FPSy już mnie nieco znudziły za sprawą sporadycznie uruchamianego, a niezbyt klimatycznego Battlefielda, oraz ostatnio zainstalowanego ponownie Enemy Territory - no ileż można strzelać i strzelać i strzelać... co w tym w ogóle interesującego? Postanowiłem więc spróbować czegoś innego, ale wybór był nad wyraz trudny. Co prawda nie jestem "na czasie" z nowymi tytułami, ale nawet nie jest mi to potrzebne, bo większość z nich nie ma za grosz klimatu i niespecjalnie nadawałaby się jak dla mnie. Rzuciłem więc okiem w przeszłość, tym bardziej, że akurat znalazło się kilka dolarów do wydania na PayPal, więc mogłem przekopać katalog gier pewnego serwisu oferującego może i niezbyt nowe, ale naprawdę dobre gry.

Earth 2140 - to właśnie tytuł gry stworzonej przez studio Reality Pump i wydanej w 1998 roku przez TopWare Interactive. Można by ją nazwać klasycznym RTSem, w którym interfejs przypomina nieco ten doskonale znany z całej serii Command & Conquer'ów. Tytuł ten jednak takiej wielkiej popularności nie zdobył, moim zdaniem niesłusznie. Z grą pierwszy raz miałem styczność... baaardzo dawno temu, gdy od jednego ze znajomych pożyczyłem grudniowe wydanie bodajże CD-Action z 1999 roku. Właśnie w nim znalazłem pełną wersję Earth 2140, do tego z całym zestawem dodatkowych map i oficjalnym rozszerzeniem. Już wtedy gra przykuła mnie do ekranu na ładne kilkadziesiąt godzin, lecz zbyt wielkich sukcesów nie osiągnąłem, pomimo rozgrywki na naprawdę najniższym z możliwych poziomów. Tak wygląda historia mojej "znajomości" z grą, no ale może skończę wreszcie ględzić i przejdę do setna sprawy.

Grafika

Spoglądamy na kalendarz i widzimy, że obecny rok to 2140 (nie, to co widzicie w zasobniku systemowym to tylko żart, wcale nie jest 2010 i wcale nie będzie końca świata za dwa lata, przed nami jeszcze dużo czas). Ziemia wydaje się pustkowiem, zniszczona wieloma wojnami, które zwieńczył trzeci globalny konflikt doprowadzający ekosystem do niemalże całkowitego wymarcia. Nie oznacza to jednak zaprzestania walk - na świecie, a raczej tym co z niego zostało, działają dwie walczące ze sobą frakcje - ED, Dynastia Euroazjatycka, powstała z popiołów dawnej Rosji, oraz UCS, Unia Cywilizowanych Stanów, państwo kontrolowane przez system sztucznej inteligencji, którego fundamentami były pozostałości niektórych stanów ameryki. Pomimo ogromnych zniszczeń, w wyniku których ludzie tak naprawdę żyją już jedynie pod ziemią, żadna ze stron nie chce odpuścić. Wojna totalna o panowanie nad zniszczonym światem i jakimikolwiek zasobami surowców czy technologii trwa, nie widać końca. Właśnie tu do akcji wkraczamy my jako gracz - wybieramy odpowiednią stronę konfliktu i stajemy przed całym szeregiem zróżnicowanych zadań do wykonania. Oczywiście mają one na celu osłabienie, a nawet całkowite wyeliminowanie przeciwnika.

Oczywiście nie każde z nich wygląda tak schematycznie, jak w niektórych innych grach: zbuduj bazę, obroń ją, zbuduj armię, zmiażdż przeciwnika. Często dostajemy do dyspozycji bardzo skromne siły piechoty (androidy bojowe), oraz kilka silniejszych jednostek wsparcia i... to wszystko. Musimy poradzić sobie poprzez odpowiednie zaplanowanie akcji, przejęcie kilku struktur przeciwnika i dopiero wtedy można myśleć o wyprowadzeniu frontalnego ataku. W grze co prawda znajdziemy dwie frakcje, ale jak to zwykle bywa, większość rozwiązań i w jednym i w drugim wypadku dosyć dobrze się pokrywa: przykładowo ED posiadają całe zaplecze pancerne, od najlżejszych do bardzo ciężkich czołgów, zaś USC rzuca przeciw nim armie mechów bojowych różnych typów. Budynki to również analogia, choć na najbardziej niszczycielskim szczeblu występuje pewna subtelna różnica - jedna ze stron konfliktu postanowiła używać broni nuklearnej, która w ogólnym rozrachunku poważnie "szkodzi" wszystkiemu w zasięgu wybuchu, druga natomiast woli szwajcarską precyzję i skupiony atak poprzez wiązkę plazmową. Ciężko tę grę opisywać, każdy kto grał w coś z serii C&C (np. Red Alert 1, 2) czy też Starcrafta doskonale zna ten klimat: niesamowicie szybkie wydawanie rozkazów, ciągłe machanie myszką, nerwowe spoglądanie na stan gotówki oraz mapę główną... po prostu nie da się tego opisać. Jest to rasowy RTS, ale jednak tak przepełniony akcją, że nie sposób się tu nudzić.

Nie jest to gra nowa, a więc nie znajdziemy jakichś strasznie skomplikowanych opcji. Co prawda tradycyjnym skrótem CTRL + X możemy tworzyć grupy oddziałów, jest wybór podstawowego zachowania jednostek, ale poza tym niewiele tu udziwnień. Nawet wynalazki "wynajdują się w pełni automatycznie" gdy tylko postawimy odpowiedni budynek. Zresztą, nie byłoby na to zbyt wiele czasu, a więc może dobrze, że producent nie dał nam takiej możliwości? Grafika... powiedzmy sobie tak: gra miała premierę dwanaście lat temu. Czy to Wam wystarcza? Hm.. a wiecie w ogóle drodzy czytelnicy, czym jest w ogóle 2D? Jeżeli nie, no to chyba warto się przekonać, że kiedyś naprawdę powstawały gry, w których obraz nie był przestrzenny, a które nie potrzebowały dzięki temu komputera o ogromnej mocy obliczeniowej. Muzykę mogę natomiast z czystym sumieniem ocenić. Jest ona po prostu dziwna :] Na ekranie toczy się ogromna batalia, dziesiątki czołgów i mechów wzajemnie się eliminują, a w tle słyszymy bardzo delikatną nutkę. W innym momencie żadna walka nie jest prowadzona, spokojnie wydobywamy surowce i słyszymy dosyć ostre i dynamiczne kawałki elektronicznych taktów. Nijak to do sytuacji nie pasuje, ale buduje właśnie ten niesamowity klimat, którego w Earth 2140 pomimo upływu wielu lat, po prostu nie brakuje - wylewa się przez monitor, głośniki, ścieka z klawiatury i pokrywa całą myszkę.

Klimat jest zresztą najważniejszym elementem tej produkcji, jak i całej serii gier Earth. Wydanych sześciu dolarów, bo właśnie tyle kosztowała mnie gra, w ogóle nie żałuję - można by ją znaleźć taniej z płytką na allegro. No ale po co? Raz, że z pewnością pojawiłoby się miliard problemów z kompatybilnością (zaś tu mam gotową grę, skonfigurowaną tak, aby działała odpowiednio z Windows XP, Vista, a nawet 7), a dwa, że twórcom naprawdę to się należy - jak można przeczytać chociażby na wiki, pomimo niewielkiej popularności, na przestrzeni wielu lat sprzedano około 2 milionów egzemplarzy tego tytułu. Jeżeli kiedyś natraficie na taki sam dylemat jak ja i akurat RTS wam się spodoba, to z czystym sumieniem polecam. Jeżeli natomiast preferujecie coś innego, to zalecam zajrzenie w przeszłość i powrót do gier sprzed dziesięciu, a nawet dwudziestu lat. Na głowę biją one najnowsze produkcje, oczywiście nie w sferze audiowizualnej, ale jednak. Pamiętajcie jednak - to wciąga jak narkotyk! 

gry

Komentarze (0)

Dodaj komentarz