Moja przygoda z Linuxem

Dzisiaj będzie krótko, przynajmniej tak mi się wydaje. Do wpisu tego zainspirowały mnie coraz liczniejsze posty na innych blogach i portalach typu "Windows vs Linux", "Seven vs Ubuntu" itd. Wiecie co? To ciągłe odgrzewanie kotleta / rozgrzebywanie mrowiska naprawdę zrobiło się już nudne i człowiekowi się ani czytać nie chce, ani tym bardziej komentować, bo coraz to nowsze informacje posiadają coraz to mniej konkretów, a za to aż emanują łasicowym podejściem (kto był na HotZlocie, wie o co chodzi). Sam jestem od samego początku posiadania komputera klasy PC użytkownikiem systemu Windows - dlaczego? A no w sumie wtedy było się małych dzieciakiem i o niczym się nie wiedziało, zresztą nikt w rodzinie się na tym nie znał, więc system będący (chociażby teoretycznie) najbardziej user-friendly musiał na sprzęcie zagościć. Nie oznacza to jednak, że jestem fanatykiem i oddanym "kibicem" firmy z Redmond: staram się podchodzić do tego wszystkiego z dystansem, pewne ich rozwiązania mi się podobają, inne natomiast nie bardzo, ot chociażby Internet Explorer, którego kijem na kilometr, do tego w rękawiczkach, się po prostu nie tykam. No dobra, ale co to ma do Linuxa?

Otóż okazuje się, że bardzo wiele. Lubię eksperymentować, dlatego też mój system jest najczęściej nieźle zawalony, instalacja różnych programów czy całkowite przeinstalowywania pakietów zdarza się praktycznie codziennie. Na szczęście od pewnego czasu staram się również chociaż oględnie czyścić niektóre ich pozostałości, dzięki czemu nie muszę co dwa tygodnie robić gruntownej reinstalacji całego oprogramowania. Eksperymentowanie moje dotyczy również innych systemów operacyjnych. Moim zdaniem uruchomienie czegoś takiego na maszynie wirtualnej nie odda nam pełni zalet i problemów jakie mogą się nam przytrafić, więc zawsze "w zapasie" było około 25-30 GB nieprzydzielonego miejsca na dysku, abym mógł sobie na nim postawić np. Ubuntu. W tym roku padł chyba rekord, ponieważ przestałem wyrzucać płyty po instalacji jakiejś dystrybucji jak miało to miejsce do tej pory - po prostu zmieniałem je na tyle często, że znudziło mi się ciągłe pobieranie danych z internetu, do tego przy niezbyt dobrym łączu jakim dysponuję.

Ogólnie na stół laboratoryjny poszedł w głównej mierze Debian i jego odłamy - Kubuntu oraz Ubuntu (chciałem zabawić się zarówno z KDE jak i Gnome bez ręcznego kombinowania), a z niego również Mint. Poza tym spróbowałem również OpenSUSE, ale najwyraźniej nie spodobała mu się karta graficzna zawarta w laptopie. Szczerze, to najbardziej spodobał mi się zaraz po instalacji właśnie Mint. Dlaczego? Z powodu śmiesznego detalu - pasku umieszczonego jak w Windowsie (tak, w tym momencie możecie wybuchnąć śmiechem). Niby rzecz malutka, a od razu człowiek zmienia podejście. Dalsze kroki były identyczne przy niemal każdej dystrybucji jaką testowałem: instalacja windowsowych czcionek, flasha, przeglądarki taką jaką mam na Windowsie (Firefox), komunikator, klient poczty, klient FTP, VirtualBox (choć ani razu nie użyłem na żadnym Linuxie), potem zmiana podstawowych ustawień dotyczących zasilania, logowania, sieci bezprzewodowej - słowem, wszystko co robi się "tradycyjnie".

Po tym wszystkim system był niemal gotowy do pracy - musiałem jeszcze pobrać WINE i odpalać z jego poziomu niektóre aplikacje do których jestem po prostu za bardzo przyzwyczajony aby zrezygnować. Zacząłem również majsterkować przy wyglądzie. Od kiedy pojawiła się Vista, w Windowsie jest dostępne Aero. Na początku byłem do tego bardzo sceptycznie nastawiony jako fan minimalizacji i overclockingu. Później jednak z podkręcaniem skończyłem, uświadomiłem sobie, że wcale nie bierze to dużych zasobów, a jednak jest dla oka przyjemne. Chciałem więc posiadać coś takiego również pod Linuxem, najlepiej aby działało i wyglądało identycznie jak pod okienkami. Zresztą, w międzyczasie rozpocząłem poszukiwania motywów, styli, dźwięków i ikonek, które upodobniłyby nieco surowego (moim zdaniem) Linuxa do "kolorowego" Windowsa. Tak sytuacja wyglądała wiele razy i dzięki internetowym poradnikom, blogom, a także wyrozumiałości użytkowników kilku for internetowych, najczęściej efekty były całkiem niezłe, choć może jeszcze nie idealne. Batalia zakończona, system i oprogramowanie praktycznie w pełni darmowe, gotowe do pracy.

Przychodzi jednak co do czego, trzeba coś konkretnego zrobić, uruchamiam komputer i przy wyborze systemu wybieram Windowsa... dlaczego?! Otóż niemal zawsze myślę sobie: kurde, naprawdę nie mam teraz czasu na jakiekolwiek, choćby najmniejsze problemy czy brak wiedzy z mojej strony do skonfigurowania tego czy owego. Wracam więc do sprawdzonego rozwiązania, do którego jestem przyzwyczajony i właśnie na nim pracuję. Czas poświęcony na żmudne konfigurowanie i personalizowanie Linuxa diabli wzięli, bo górę i tak wzięła przeszłość, po raz kolejny. W końcu, jakieś trzy tygodnie temu, gdy sytuacja znowu tak wyglądała podczas ustawiania skórki pod Ubuntu powiedziałem sobie: co ty do cholery robisz? Ustawiasz to na pokaz? Przecież i tak nie będziesz tego używał. Do zabaw z bashem czy innymi funkcjami tego typu możesz sobie postawić nawet Debiana w wersji minimal na VirtualBoxie, z pewnością będzie szybciej. Trudno było się z samym sobą nie zgodzić, więc usunąłem partycję, przeczyściłem MBR i włączyłem wolny obszar do partycji z danymi - ostatecznie powiedziałem Linuxowi na komputerze osobistym NIE.

Warto byłoby na koniec powiedzieć nieco, aby nie wywołać kolejnej wojny, a więc wytłumaczyć co niektórym mniej "kumatym", w jakim w ogóle celu powstał ten wpis. Znam wiele zalet, które przemawiają za porzuceniem w cholerę okienek, ale co z tego, skoro pomimo wszystkich ich wad, po prostu pracuje mi się na nim najwygodniej? Nie pracując tracę natomiast czas, a strata czasu to strata pieniędzy - nie chcę być przesadnym materialistą, ale taka jest właśnie brutalna zasada jaką rządzi się ten świat. Denerwujące jest więc to, że co niektóre osobniki wpychają na siłę inne rozwiązania i nie potrafią zrozumieć, że najważniejsze i tak są przyzwyczajenia i upodobania (i żeby było jasne, osoby takie występują po obu stronach "barykady", zresztą nie tylko tej postawionej podczas wojny systemów). Oczywiście w wielu wypadkach taka zmiana będzie jak najbardziej na plus, nie tylko ze względów ekonomicznych, ale czy zostanie zrealizowana, powinno się zostawić w gestii usera końcowego. Niech każdy używa tego co dla niego najbardziej wygodne, a wszyscy będą zadowoleni. Rzecz jasna wojny się nie skończą, wystarczy jedna informacja o chociażby najmniejszym poślizgu jednej ze stron, a z drugiej już słychać śmiechy i widać lecące warzywa... No niestety, taka jest nasza natura i tego raczej nie zmienimy. 

oprogramowanie

Komentarze (40)

avatar | 26.07.2010 18:33
Podobne zjawisko: http://hatalska.com/2010/04/23/efekt-sw-mateusza/

Używanie Windowsa nie leży w naturze człowieka. Chodzi raczej o to, że umysł opracowuje pewne schematy zachowań, a przy zmianie sytuacji (np. zmianie systemu operacyjnego) musi utworzyć sobie nowy schemat, według którego postępuje. Widać to np. przy zmianie organizacji ruchu, większość kierowców pierwszy raz po ustawieniu nowych znaków próbuje tam jechać po staremu. Nie dlatego, że nie zwracają uwagi na znaki drogowe, tylko mają w umyśle utworzony pewien model danej ulicy, który zazwyczaj ułatwia poruszanie się, pozwala skupić uwagę na sytuacji na drodze.
avatar | 26.07.2010 18:41
Tak, to by się zgadzało. Gdybym od początku używał Linuxa, to wpis zapewne byłby zatytułowany "Moja przygoda z Windowsem"...

Teraz gdybym naprawdę chciał przestawić się na inny system, to musiałbym postawić wszystko na jedną kartę - wywalić okienka, wrzucić Linuxa i używać, a jak problemy to przezwyciężać (tak jak kiedyś ucząc się Windowsa). No ale nie ma na to czasu :|
avatar
bunny1985__ (niezalogowany)
| 26.07.2010 18:54
Ble.... "Łasicowata mowa". Toż to brzmi paskudnie, a nazywacie tak tanie sztuczki retoryki. Nie ma lepszego określenia? Tych "trików" nie wymyślono na zlocie - musi być lepsza nazwa.


avatar | 26.07.2010 18:56
Albo zainstalować jakiegoś długo wspieranego linuksa, który działa bez problemów na danym sprzęcie, obok Windowsa i siłą woli zmusić się do wybierania linuksa.

Używałeś Linuksa jako zabawki, ciekawostki, a nie jako narzędzia pracy. Myślę, że po kilku dniach odwyku i używania wyłącznie linuksa można też do niego przywyknąć. Zawsze można sobie wyobrazić, ze to taka nowa wersja Windowsa:)

Jest jeszcze kwestia programów, może się trafić taki jeden co potrzebny i akurat do linuksa nie ma. Szczególnie dla osób zawodowo zajmujących się grafiką niespecjalnie się nadaje. Ale z resztą zastosowań da sobie radę - z internetem, kolekcją fotografii cyfrowych, empetrójek, filmów.
avatar | 26.07.2010 19:17
Jak ktoś bardzo zawodowo się grafiką to może mieć rzeczywiście problem, ale do tego co mi potrzebne, to wystarczy zapewne Gimp, którego staram się używać od pewnego czasu...

W sumie, skoro na OOo i Gimpa mogłem się przerzucić, to może i na linuksa dałoby radę? Ehh... no powiedziałem sobie NIE i wychodzi na to, że jednak będą kolejne próby... Musiałeś komentować? :D
avatar | 26.07.2010 20:04
w ramach ciekawostki napiszę od siebie:
do pracy używam linuxa, a dokładniej tego paskuda, nielubiącego Twojej karty graficznej - OpenSuse, który na moim lapku śmiga jak szalony, a w ramach dodatku mam postawione dwie maszyny wirtualne z XPkiem z dwoma wykluczającymi się wersjami oprogramowania

do grafiki rastrowej używam Gimpa, do wektorowej Inkscape, do przeglądania internetu wszystkich trzech głównych konkurentów IE - Firefoxa, Chrome i Opery (kolejność nieprzypadkowa)

i co mogę stwierdzić? to samo co Ty - kwestia przyzwyczajenia

PS. aha... XP'ka włączam na vboxie również po to, żeby odpalić C&C: Tiberian Sun :P
avatar | 26.07.2010 20:09
@lukasamd możesz zrobić tak jak ja kopia partycji win -> format -> linux na 2 miesiące od tak aby zobaczyć jak się pracuje.

Na obecną chwilę mogę powiedzieć, że win postawię ponownie, ale tylko do gier, wine uznaję za porażkę i stwierdzam, że nie mam po co się z tym bawić (gram bardzo mało). Jak nie będę zadowolony z linuksa zawsze mogę wrócić na win ... może później macos?
avatar | 26.07.2010 20:26
Musiałem:)

Najlepiej to wybrać sobie jakąś dystrybucję z długim wsparciem i tego się trzymać, nie próbować ciągle instalować nowości. W Windowsie przez lata nic się nie zmienia i nikt nie narzeka.
Dla nowości to albo wirtualny komputer, albo płyty live. Albo system jest do podziwiania, albo do pracy, wszystkie wodotryski to i tak się nudzą po kilku dniach.

-----
Moim zdaniem linuks ma przyszłość, bo koncepcja jego tworzenia jest przyszłościowa - każdy może go modyfikować i dostosowywać do nowych warunków, co stwarza szanse rozwoju licznym firmom. Kończą się czasy monopolu jednego producenta, który przecież nie może zatrudnić wszystkich programistów świata.
A wystarczy poznać jednego linuksa, by potrafić używać wszystkich. Jest analogia z samochodami - marki i modele się różnią, lecz wystarczy nauczyć się w ogóle prowadzić samochód by łatwo dostosować się do każdego z nich.
avatar | 26.07.2010 22:36
Zawsze gdy zadaję to pytanie, wywołuje ono złość i awanturę, może teraz będzie inaczej?

Pozwól że zapytam:

Co żeś tyle czasu konfigurował? Napisałeś o skórce i instalacji programów... Co jeszcze?


Podam dla porównania:
Mi instalacja i konfiguracja windowsa xp ostatnio zajęła ok 4 godzin czasu - nie licząc instalacji.
Co zajęło tyle czasu?
Szukanie programów w sieci, żonglowanie płytami i aktywacje. Restartów było z 10...
Śmieszne jest to że przy samych aktualizacjach system zaliczył ze trzy restarty... ;O
Do tego pobrać klucz od avasta itd itd itd... Kompozycja pozostała standardowa. Co Ty na to?

I owszem, komp z windą nie służy mi do celów desktopowych ale ja nie posiadam znowu tam jakichś hiper, mega marsjańskich narzędzi co by obiad same gotowały...

Desktop na Linuksie to zależy... Ostatnio nie licząc instalacji to było ok 40 minut wraz z czasem instalacji programów i nie licząc czasu instalacji systemu.
Najpierw wgrałem pliki konfiguracyjne programów (zachowane hasła, historia - kadu, iceweasel, opera itd), ściągnąłem i zainstalowałem operę, dodałem repo, non-free, wybrałem czego szukałem i miałem z głowy.
W przypadku gdybym nie miał configów programów,może straciłbym jeszcze z 10, max 15 minut.
avatar | 26.07.2010 23:40
I ja dorzucę pare groszy. Ogólnie Linuksem interesuję się od bardzo dawna, zawsze pociągało mnie nieznane i nigdy dość mi było kolejnych niewielkich grzebań w konfiguracjach itp. Zaczynałem, kiedy Mandriva zwała się jeszcze Mandrake, a pierwsze Ubuntu jakie ściągnąłem było w wersji 5.10.
Tyle tytułem wstępu.

Powiedzmy rok temu (nie pamiętam dokładnie) zainstalowałem sobie po raz kolejny Ubuntu i postanowiłem uczynić go swoim głównym systemem. Po ok 2-3 tygodniach tak wsiąkłem w ten system, w środowisko Gnome, że przy wyborze systemu mój wybór trafiał w Ubuntu, a nie w Windowsa (zdaje się że Viste). A jak już Windowsa odpalałem to wydawał mi się taki obcy, niewygodny. Gdzie są moje ulubione programy?, mówiłem sobie. Jak tu się poruszać?

Ponieważ komputera używam głównie do słuchania muzyki, oglądania filmów, przeglądania internetu oraz do pracy nad stronami internetowymi, to w moim przypadku mogłem śmiało przesiadać się z jednego systemu na inny.

Linuksa w tej chwili nie używam, ponieważ mój laptop coś nie lubi się z tą rodziną systemów. Dlaczego? Nie wiem. Nie będę też tutaj opisywał symptomów, bo nie o to chodzi. Chodzi mi o to, że, oczywiście moim skromnym zdaniem, do standardowych zastosowań i Windows i Linux nadają się wyśmienicie, a to, którego systemu będzie się używało, zależy w głównej mierze od przyzwyczajenia i przywyknięcia do środowiska, na którym się pracuje.
avatar | 26.07.2010 23:43
Ja trzymam instalatory najważniejszych programów i sterowniki na dysku na drugiej partycji, w wolnym czasie aktualizuję, więc w razie czego mam od razu dostępne.
Instalacja Win7 - ok. 15 minut, instalacja całego oprogramowania niecała godzinka, nie robię restartów, nie są potrzebne.

Problem w tym, że jak w Linuxie już wszystko ustawię to i tak mi nie pasuje... po prostu, bo nie jest Windowsem (a gdybym siedział non-stop na Linuxie, to zapewne Windows by mi nie pasował bo nie jest pingwinkiem).
Ludzie zrozumcie, że ja tu żadnego systemu nie oceniam, bo to jest bez sensu - na początku napisałem co sądzę o wpisach typu A vs B.
avatar | 27.07.2010 0:44
A ja nie narzekam. Jest mi dobrze na Linuksie, podoba mi się tutejszy (GNOME'owy) system okien, wiele pulpitów, pracuje mi się na nim o wiele wygodniej niż na windowsie.
avatar | 27.07.2010 10:03
Ja miałem podobnie. Ale pewnego pieknego dnia po instalacji Windows XP sterowników, programów i ustawieniu tego wszystkiego przypomniałem sobie ze zapomniałem zainstalować bluetooth. No i zonk. Po instalacji sterowników bluescreen i przy każdym uruchomieniu też.
Tak sie wnerwilem, że zainstalowalem linuksa a dokładnie Mint. Przez cały miesiąc miałem tylko go. Troche na poczatku denerwował ale przyzwyczaiłem sie. Niestety jednak potrzebowałem XP. Niektóre nawet proste programy nie lubia Wine. Wiec XP dostał 5GB z dysku. A caly stuff na dysku trzymam na partycji ext4 żeby jednak mnie nie kusiło odpalać XP do normalnej pracy.

Troche bolało to przejście ale już nie wróce na stałe na XP.
A i to że w /home trzyma linux wszystkie ustawienia profilu to jest cudo. Przywracasz ten katalog i wszystko wyglada jak przed reinstalacja. Gratulacje za to.
avatar
razor nik (niezalogowany)
| 27.07.2010 10:30
A ja mimo usilnych prób nadal nie moge zainstalowac wifi na moim ubuntu. Mimo kilko poradników zawsze wywala jakis blád i znowu szukam kolejnego poradnika i tak w kólko... Narazie jeszcze sie nie poddaje ale zaczyna mnie irytowac ta strata czasu...
A bardzo chce popracowac na tym ubuntu ale bez netu to troche lipa a przeláczanie miedzy systemami nie jest szczególnie dobrym rozwiázaniem. Ale nic to pewnie kiedys sie uda...
Ps. Nie ma w tym ironii czy sarkazmu...
avatar | 27.07.2010 10:51
Ja na starym laptopie FS Amilo 2030d mialem podobnie. Grafika nie dzialala, a dokladnie to nie dzialalo nic oprocz 800x600, wifi dzialalo ale znowy wentylator sie nonstop krecil na najwyzszych obrotach.
Nie dalo sie na nim pracowac.

Teraz na netbooku Samsung NC10 wszystko smiga.
Co prawda nie dzialaja przyciski od wlaczanie i wylaczania wifi ale mi to nie potrzebne.
avatar | 27.07.2010 11:19
@lukasamd - mnie Ubuntu również nie pasuje. Najlepiej obsługuje sprzęt, ale takie jakieś... brzydkie. Teraz używam Minta, jest trochę lepiej. Chociaż nie ma to jak Gnome w Fedorze lub Debianie, tam nie kombinują na siłę.
avatar | 27.07.2010 12:16
Mi jakoś ubuntu przestało się podobać. Wersja 10.04 jest taka dziwna. A to matrycy nie mogę przyciemnić, a to coś jest nie tak ze sterownikami od grafiki. Mam od jakiegoś czasu Fedorę i przestałem narzekać.
avatar | 27.07.2010 12:22
Jak daleko pamięcią sięgam, na pecetach w Polsce królowały DOS z Windowsem - no z początku to był DOS+NC. Pojawienie się Windows 95 było naprawdę (r)ewolucją w samej obsłudze jak i możliwościach wykorzystania pulpitu - Windows 3.x miał dość okrojone możliwości "na dzień dobry", chociaż istniało kilka niezłych zamienników "program manager'a". Epoka "ośmiobitowców" to też klawiatura i ekran oraz masa "pików i połków", które zapaleńcy cytowali z pamięci. Stąd starsi użytkownicy podchodzą bardziej naturalnie do tego, że coś trzeba zrobić w konsoli lub wyedytować plik konfiguracyjny. "Nowi" są tacy, że czasem nieumyślne przesunięcie paska z "menu start" na inna krawędź lub jego rozszerzenie powoduje, że ogarnia ich "lęk przed nieznanym".
avatar
Tasaczny (niezalogowany)
| 27.07.2010 13:01
Maxi_S Dokładnie!

C64 Amiga to było coś potem pojawiły się pecety z 80486DX2 to był szok! DOS premiera Windows 3.11 potem rewolucja z 95, nieudany 98 poprawiony 98SE. O linuxie nikt nigdy nie słyszał, na Maki nie patrzał, a gdyby nie to że Steve Jobs to ceny były by podobne do Pieców a wtedy panowanie windowsa mogło by być zagrożone. Na Linuxa przeszedłem gdyż na 7 mam za słabego kompa XP do już dla mnie za mało a Visty nie dotykam ;| Na początku miałem problem gdyż też wybierałem windowsa przy uruchamianiu ale już się przyzwyczaiłem a 10.04 mi się bardzo podoba tylko mam problemy z grafą oby rozwiązali to w 10.10 :D
avatar | 27.07.2010 13:25
›lukasamd
"Problem w tym, że jak w Linuxie już wszystko ustawię to i tak mi nie pasuje... po prostu, bo nie jest Windowsem (a gdybym siedział non-stop na Linuxie, to zapewne Windows by mi nie pasował bo nie jest pingwinkiem)."

Pisałeś coś innego:

"Otóż niemal zawsze myślę sobie: kurde, naprawdę nie mam teraz czasu na jakiekolwiek, choćby najmniejsze problemy czy brak wiedzy z mojej strony do skonfigurowania tego czy owego. Wracam więc do sprawdzonego rozwiązania, do którego jestem przyzwyczajony i właśnie na nim pracuję. Czas poświęcony na żmudne konfigurowanie i personalizowanie Linuxa diabli wzięli, bo górę i tak wzięła przeszłość, po raz kolejny. "

Więc spytam ponownie: Co tak żmudnie konfigurowałeś?

"nie robię restartów, nie są potrzebne."

po nadchodzącym SP też nie trzeba będzie robić? Przy instalacji sterowników na 100% konieczny jest restart, to samo tyczy tematu antywirusa.

Z tego co napisałeś w tym komentarzu wynika że jesteś albo po prostu przyzwyczajony albo po prostu lubisz windowsa.
a z tego co napisałeś w nocie, wynika że Linux jest zbyt czasochłonny więc nie chcesz na niego marnować czasu - O co Ci chodziło bo nie rozumiem...

"Ja trzymam instalatory najważniejszych programów i sterowniki na dysku na drugiej partycji, w wolnym czasie aktualizuję"

Ja w takim przypadku musiałbym stracić z pół dnia na zgrywanie płyt na dysk i ściąganie programów, tylko po to by zapchać dysk a potem tą zapchajdziurę aktualizować - dla mnie to właśnie strata czasu. Poza tym dla mnie miejsce na dysku jest bardzo ważne, w ciągu 2 tygodni zdarza mi się nawet 10-15gb danych naprodukować i muszę przy tym myśleć perspektywicznie.
avatar | 27.07.2010 18:55
A u mnie finał zabawy z linuksem jest inny. Po okresie konfigurowania i testowania doszedłem do wniosku że sztuka dla sztuki niczego nowego do życia nie wnosi i przesiadłem się definitywnie najpierw na Debiana a teraz na Ubuntu. Na półce znalazł się oryginalny XP HE i postawiłem go na virtualu. Zaglądam do niego tylko wtedy gdy muszę pracować na specjalistycznych programach medycznych. Resztę pracy wykonuję na Ubuntu i powiem Wam, że pomimo wielu lat pracy na okienkach to właśnie linux jest tym systemem, który jest dla mnie wygodniejszy.
avatar
Arek_F (niezalogowany)
| 27.07.2010 20:25
A ja mam inną granicę pomiędzy Windows i Linux, jest to legalność.
W domu mam dwa komputery z XP a u teściowej Ubuntu. Jeżeli nie mam pieniędzy na zakup Windowsa to stawiam Ubuntu i muszę dodać, że bardzo lubię czasem na nim popracować.
avatar | 27.07.2010 21:10
Ja jestem jakiś dziwny, mnie to jeden .... xD
Debian, Ubuntu, XP, Seven i jedno tylko powiem, że najbardziej mi brak... Kolorowego jabuszka.
Względem tego, iż używam tylko notatnika z kolorowaniem składni, lampy i wampy, WoW', no i oczywiście Spotify.
avatar | 27.07.2010 21:38
Ja dostałem Vistę razem z laptopem. Mówi się trudno, przestawiłem się z XP dość szybko a potem ją polubiłem. Ale chciałem popróbować Linuksa (taki był plan od początku, ale ta Vista w zestawie pokrzyżowała mi plany, a właściwie tylko je troszkę opóźniła) i zainstalowałem Minta (chyba Helena to była). No i co? I nic. Uruchomiłem ją parę razy i zapomniałem. Laptop miał awarię, poszedł do serwisu i wrócił sformatowany (Znaczy znowu z samą Vistą). Po kilku miesiącach na Viście przypomniało mi się o Mincie. Zainstalowałem i się zawziąłem. Podobnie jak autor, zacząłem instalować, kolorować, przestawiać,... ale wziąłem się na sposób aby nie zapomnieć tak jak za pierwszym razem. Ustawiłem domyślne bootowanie na Linuksa. Wcześniej domyślna była Vista i po wciśnięciu przycisku Power zazwyczaj przegapiałem moment wyboru systemu, a potem nie chciało mi się robić kolejnego restartu żeby włączyć Linuksa. Teraz jest na odwrót i już nie pamiętam kiedy włączyłem Vistę!
avatar | 27.07.2010 22:56
Po prostu kwestia przyzwyczajenia. Od dziecka mamy do czynienia z Windą (przynajmniej "dzieci komuny"). Po tym jak skończyły się czasy C64 i Amigi, przyszły Windowsy i dlatego większość z nas czuje się zagubiona i zamotana w Linuxach. Ja także byłem fanem Windowsa. Od wielu lat miałem jako podstawowy system XP, a na jakiejś tam małej partycji Linuxa. Większość dysku była przeznaczona pod Windows. Ale jak kilka lat temu zacząłem się bawić linuxem (konkretnie - często wyśmiewanym - Ubuntu), to tak mnie wciągnęło, że wczoraj ostatecznie wywaliłem XP (legalnego!) i mam cały dysk na ext3. Oczywiście mam programy, które działają tylko pod Windowsem, ale ten problem rozwiązałem wirtualizacją. XP w trybie ekranowym śmiga tak, że nikt ze znajomych nawet nie wie, że to jest wirtualny system na Ubuntu. Gały wszystkim wyskakują jak wciskam ctrl+f i widzą, że to chodzi na Ubuntu.
avatar
MS Certified Engineer (niezalogowany)
| 28.07.2010 11:54
@byron_wolf, licencja OEM NIE POZWALA na wirtualizację. Jest to równoważne z piractwem.
avatar
MS Certified Engineer (niezalogowany)
| 28.07.2010 11:54
@byron_wolf, licencja OEM NIE POZWALA na wirtualizację. Jest to równoważne z piractwem.
avatar | 28.07.2010 13:56
@MS Certified Engineer (niezalogowany) a dowiadywałem się w Microsoft, że jeżeli naklejka będzie na laptopie to można tak zrobić... No nic trzeba będzie się skonsultować jeszcze raz
avatar | 29.07.2010 13:29
lukasamd jakże wysoce mnie nie dziwi że nie chciałeś odpowiedzieć na nurtujące mnie kwestie... Chciałeś się dowartościować (kosztem wcześniej piszących i toczących wojny) tylko że wybrałeś trochę kiepską odskocznię ;)
avatar | 02.08.2010 11:51
"Szczerze, to najbardziej spodobał mi się zaraz po instalacji właśnie Mint. Dlaczego? Z powodu śmiesznego detalu - pasku umieszczonego jak w Windowsie."

U mnie było dokładnie tak samo :)
avatar | 02.08.2010 13:59
@lukasamd Generalnie chcesz zrobić z Linuksa windows to się wiąże od razu z rozczarowaniem. Skonfigurowałeś sobie wygląd czyli pewnie panele czcionki i ikonki i nie chciało się go używać? Czyli po prostu poddałeś się w miejscu gdzie nawet nie miałeś problemu, dziwne. Albo bierzesz Linuksa i po prostu go używasz albo daj sobie spokój. Generalnie pewnie sporo ludzi ma podobne do ciebie problemy, sam kiedyś takie miałem jest to kwestia tylko i wyłącznie przyzwyczajenia i zastanowienia się do czego potrzebny jest mi system operacyjny, co chcę na nim robić i czy da się to osiągnąć na Linuksie. Linux polecam, nie namawiam. Pozdro
avatar | 02.08.2010 20:17
@gothmori:
Mam monitorować własne wpisy 24/7 przez cały rok? :)
Co jest żmudnego? Z pewnością pobieranie aktualek + pobieranie i instalacja programów (+ potrzebnych pakietów) z których korzystam. W wypadku Windowsa tego nie odczuwam, bo na partycji z danymi mam również wszystkie instalatory programów z których korzystam, w miarę na bieżąco aktualizowane.

"po nadchodzącym SP też nie trzeba będzie robić? Przy instalacji sterowników na 100% konieczny jest restart, to samo tyczy tematu antywirusa."

Nie jest konieczne. Instaluję od dawien dawna WSZYSTKIE sterowniki, robię update, instaluję programy które mogę i dopiero wtedy robię reboot. Możesz tego nie pochwalać, ale problemów przy takim "procederze" jakoś jeszcze nie doświadczyłem, choć robiłem to zarówno na XP jak i Viście czy 7. Oczywiście przy SP reboot konieczny, ale czy instalujemy go codziennie?

"Z tego co napisałeś w tym komentarzu wynika że jesteś albo po prostu przyzwyczajony albo po prostu lubisz windowsa."

Lubię, jest (jak dla mnie) bardzo wygodny i już na starcie nie muszę kombinować nic co by tyczyło wyglądu czy czcionek (rozdzielczość pomijam, kwestia oczywista).

"a z tego co napisałeś w nocie, wynika że Linux jest zbyt czasochłonny więc nie chcesz na niego marnować czasu - O co Ci chodziło bo nie rozumiem..."

I tak i nie. Jest czasochłonny przez moje przyzwyczajenia.

"Ja w takim przypadku musiałbym stracić z pół dnia na zgrywanie płyt na dysk i ściąganie programów, tylko po to by zapchać dysk a potem tą zapchajdziurę aktualizować - dla mnie to właśnie strata czasu. Poza tym dla mnie miejsce na dysku jest bardzo ważne, w ciągu 2 tygodni zdarza mi się nawet 10-15gb danych naprodukować i muszę przy tym myśleć perspektywicznie."

Ale przecież ja !== Ty, nieprawdaż? :)
U mnie miejsce leży odłogiem, jest ogrom plików, ale raczej niewielkich, same skrypty. Budowa takiego swojego "magazynu" z programami może i z początku jest czasochłonna, ale później zmienia się w nim coś raz, max dwa na tydzień, a to już bardzo niewiele biorąc pod uwagę i tak konieczne pobieranie aktualnych wersji programów.
avatar | 02.08.2010 20:20
@rashek7:
No właśnie problem w tym, że człowiek jest ciekawy, bardzo ciekawy, ale zarazem używane do tej pory oprogramowanie naprawdę spełnia jego potrzeby :)
Sam nie powinienem się dziwić z własnej reakcji - próbuję czegoś nowego, staram się zamienić to na stare, sprawdzone rozwiązanie (w kwestii używanych przeze mnie systemów) no i "nie idzie"... no no jak ma pójść?
avatar
Lord Nikon (niezalogowany)
| 02.08.2010 21:39
MaRa, ma rację.
W dużej mierze, zależy to od naszych nawyków.
Człowiek jest w stanie się bardzo szybko przystosować i popaść w rutynę. Jednak mało kto ma ochotę zmieniać rutynę bez wyraźnego powodu.

Do tej pory, z Linuxa korzystałem nocami, z LiveCD, na zasadzie pobawić się i zostawić a przyczyna była prosta:
-domownicy.

Komputer to tak naprawdę tylko narzędzie i tyle.
Włączenie np. Ubuntu w trakcie dnia powodowało tylko problemy, bo coś tam nie ma a coś nie działa tak jak w Windows...
Osobiście jestem ogromnym zwolennikiem Windowsa, bardzo go lubię i cenię.
Jednak jak tylko dorobię się własnego lapka, zamontuję nań Ubuntu :]
Dla swojej własnej przyjemności.
avatar
CAD Engineer (niezalogowany)
| 05.08.2010 0:37
A ja bym się przesiadł na UBUNTU gdyby nie jeden mały haczyk: BRAK PROGRAMU CAD niestety na LINUXA nie działa żaden dobry program CADowski ponoć ma być Solid Works pod linuksem ale kiedy to nie wiadomo? poz atym Solid jest dość drogi. Jakby nie ten mały feler to bym siedział tylko na UBUNTU i Open office. Reszta programów działa albo na obu systemach albo ma odpowiedniki w zupełności wystarczające.
avatar | 27.08.2010 3:04
@lukasamd: "Ja trzymam instalatory najważniejszych programów i sterowniki na dysku na drugiej partycji, w wolnym czasie aktualizuję" - Ja zaś aktualne "instalatory" mam w repo a w czasie wolnym czas wolny.
@macgyver2004: Z powodu, że wieczność w necie trwa od 2-3 do 5, nie zawsze można być na wiekowym lapku au courrant z oprogramowaniem (ostatnio na Acera z przełomu 2007/8 musiałem wrzucić stery nVidii z epoki).

Nie trzeba restartować? A po instalacji DVDFab?
avatar | 29.08.2010 16:03
@fffatman:
A jak coś padnie i nie będziesz miał dostępu do sieci?
Bywa, nawet na Linuksie.

"Nie trzeba restartować? A po instalacji DVDFab?"

Też nie - przenosisz okienko gdzieś obok i instalujesz dalsze aplikacje. Reboot można wykonać gdy już nie ma co instalować, a jakieś z zainstalowanych się o niego proszą.
"Praktykuję" takie coś od kilku lat i na wielu komputerach. Żadnych problemów nie doświadczyłem.
avatar
assa (niezalogowany)
| 19.08.2011 9:32
No ale co wy na miejscu twórców Linuxa skupił bym się max na 4 dystrybucjach i dopieścił je tak jak trzeba a nie jedni zajmują się wyglądem drudzy czymś innym i wychodzi system z wieloma wadami i niestabilnościami. Dlatego nadal korzystam z Windowsa porostu działa zero kombinowania.
avatar
aols (niezalogowany)
| 19.08.2011 9:33
Linux fmm narazie nie zreszta nie ma czasu
avatar
ubuntu-usr (niezalogowany)
| 06.12.2011 22:32
Problem w tym wszystkim stanowią nawyki. Większość użytkowników kostnieje przy windzie bo wpycha się ją gdzie popadnie - szkoły/biura/instytucje itp.

Jasnym jest, że mając od lat pasek startowy w lewym dolnym rogu, po pewnym czasie już nawet nasza podświadomość kieruje wzrok automatycznie w to miejsce.

Ja z windy korzystałem, ale zrezygnowałem z jej użytku z dnia na dzień po premierze visty. Szlag mnie trafiał jak miałem otworzyć śmietnik zwany panelem sterowania i przemachiwać myszą po pół ekranu w tę i tamtą stronę.

Nie powiem, że nie zdarza mi się do dziś skorzystać z windy, nie mniej fakt ten nie wynika już z mojej dobrej woli. Od czasu premiery visty przeskoczyłem na Ubuntu. Skutecznie. Absolutnie nie żałuję zmiany, w domu używam tylko Ubuntu.

Na początku było bardzo ciężko, prędzej opanował bym rozkład nowych pozycji w menu czy oknach windows, ale uważam, że kompletna zmiana systemu operacyjnego była moją najlepszą decyzją pod każdym względem.

Po pierwsze - jestem na full legalny - w przeciwieństwie do windows licencje są spójne, przejrzyste i mocno liberalne. Nie ma takich jaj jak były ostatnio np. z officem microsoftu http://www.dobreprogramy.pl/Bezplatny-Office-Starter-2010-do-pobrania-ale-nie-do...

Po drugie mam zawsze aktualny i w pełni bezpieczny system za darmo.

Po trzecie po odpowiednim opanowaniu i dostosowaniu do swoich potrzeb systemu Linuksowego naprawdę szybko i wydajnie się taki obsługuje, tym bardziej, że w porównaniu z vistą czy siódemką to wydajnościowo nawet nie ma co równać tych systemów z wieloma dystrybucjami, w tym nawet i z Ubuntu.
Dodaj komentarz