Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Apple Design – Deska, Jerry Manock i projektowanie na zewnątrz

Gdy tworzyłem wpis dotyczący Apple IIc w listopadzie 2013 roku, wstępem do historii tego modelu, była historia sprowadzenia znakomitego, niemieckiego projektanta – Hartmuda Esslingera do Apple. Sam wpis dotyczył jednego z najpiękniejszych komputerów Apple jakie powstały, a jego narodziny były niezaprzeczalnym efektem powstania w Apple Gildii Wzornictwa oraz współpracy z Esslingerem. Choć w wielu późniejszych wpisach nawiązywałem do zagadnień związanych z wzornictwem Apple, cały czas było to w mojej ocenie tylko muśnięcie wierzchołka góry lodowej, bo wzornictwo Apple to nie tylko produkty, które pojawiły się na rynku, ale cała masa projektów i nawet gotowych produktów, które nie ujrzały światła dziennego. Zawsze marzyłem o tym, by o wzornictwie Apple napisać więcej, by pokazać, jak powstawał unikatowy dział wzornictwa przemysłowego jaki powstał w Apple i dzięki któremu Apple przetrwało na rynku czterdzieści lat.

Bunkier

Siedziba Apple w Cupertino to olbrzymi kompleks, pełen rozmaitych tajemnic. W samym Apple pracuje cała masa ludzi i każdy z nich ma swoje określone zadania i uprawnienia. Bez wątpienia, Apple stara się strzec swoich tajemnic związanych z nowymi produktami. Oczywiście na rynku zawsze pojawiają się rozmaite przecieki i spekulacje, jednakże sytuacje gdy jakaś projekt, prototyp czy choćby szczegółowe dane przestały być tajemnicą za sprawą któregoś z pracowników Cupertino, były naprawdę incydentalne choć głośne.
Co ciekawe, Apple równie mocno strzeże swoich tajemnic związanych z historią swoich produktów. Kiedyś miałem możliwość rozmawiania z osobą (pochodzenia polskiego) zatrudnioną właśnie w siedzibie głównej Apple w Cupertino. Rozmówca choć niezwykle sympatyczny i otwarty na dyskusje wokół produktów Apple, był niezwykle oporny w opowiadaniu o tym, co dzieje się za szklanymi drzwiami budynku, choć jak sam przyznał, niewiele osób w siedzibie Apple ma możliwość beztroskiego i nieograniczonego poruszania się po całym kompleksie. Każdy może poruszać się tylko w zakresie niezbędnym do prawidłowego realizowania własnych zadań. Szczególną legendą obrósł tak zwany „bunkier”, a więc wydzieloną część obiektu, która strzeżona jest najpilniej. Tam obecnie rządzi Jonathan Ive, oraz podległy mu zespół projektantów pracujących nad wyglądem nowych produktów Apple.

Jak wieść gminna niesie, w „bunkrze” znajduje się też pomieszczenie, w którym przechowywane są wszystkie zrealizowanie i niezrealizowane projekty Apple, makiety, prototypy, wersje testowe, oraz w pełni sprawne egzemplarze każdego, wyprodukowanego przez Apple urządzenia. Wieść gminna niesie, albowiem nikt z prawem wstępu do „bunkra” o tym nie rozmawia, a nikt kto chciałby o tym rozmawiać, tam nie był.
O ile przyszłe produkty Apple okryte są bardzo szczelną (na poziomie Cupertino) zasłoną tajemnicy, o tyle informacje o produktach starszych, pochodzących nawet sprzed kilkunastu czy kilkudziesięciu lat pojawiają się tu i ówdzie, głównie za sprawą byłych pracowników Apple, którzy zawsze za zgodą firmy mogą wspomnieć to i owo. Apple uchyliło rąbka swoich tajemnic sprzed lat, przekazując część swojej dokumentacji Uniwersytetowi w Berkeley, dzięki czemu najprawdopodobniej w niedługim czasie powstanie jakieś opracowanie na ten temat. Rzecz może być o tyle ciekawa, że Apple bardzo często wraca, lub nawiązuje do swoich niezrealizowanych projektów z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, czego najlepszym przykładem jest iPad czy iPhone, w których bez trudu można znaleźć kilka pomysłów jakie zrodziły się w głowach inżynierów i projektantów na wiele lat przed tym, zanim Steve Jobs mógł nawiązać swoje pierwsze połączenie telefoniczne przy pomocy iPhone’a. Ale cała historia zaczyna się, dużo, dużo wcześniej.

Na początku była deska

Apple I był komputerem tworzonym przez pasjonatów i dla pasjonatów. Jego głównym i niepodważalnym konstruktorem był Steve Wozniak. W zasadzie nikt z pierwszego, garażowego zespołu Apple nie przejmował się ostatecznym wyglądem komputera, nikt poza Jobsem. To właśnie Steve Jobs kładł duży nacisk na to, by elementy na płycie głównej były równo rozłożone tworząc przyjemną dla oka kompozycję. Na początku Apple I sprzedawany był głównie jako działająca płyta główna komputera, do której użytkownik powinien dołączyć niezbędne podzespoły we własnym zakresie. Takie płyty trafiły właśnie do sieci sklepów „Byte Shop” prowadzonych przez Paula Terella i to właśnie Paul Terell uświadomił Jobsa, że komputer, nawet najprostszy powinien być „ubrany” w jakąś obudowę.

Młoda firma nie miała wówczas na tyle funduszy, by rozpocząć produkcje komputerów i obudów do nich. Cała produkcja Apple mieściła się wówczas w garażu i domu rodziny Jobsów. Toteż skorzystano z najprostszego wówczas rozwiązania, i rozpoczęto produkcje obudów z drewna. Wraz z podjęciem decyzji o rozpoczęciu sprzedaży komputerów w drewnianych obudowach, poszukiwano gotowych rozwiązań, instalując podzespoły komputera w kupowanych, drewnianych skrzynkach wykonanych z drewna sosnowego. Dopiero po pewnym czasie Jobs doszedł do wniosku, że drewniane obudowy dopasowane kształtem do komputera będą dużo bardziej atrakcyjne niż adaptowane na ten cel drewniane skrzynki. Tak więc po sprzedaży kilkunastu egzemplarzy Apple I w drewnianych skrzynkach, ekipa Apple rozpoczęła produkcję własnych, niemal jednolitych obudów do komputera, wykonanych z drewna. Czy więc obudowa pierwszego Apple była dziełem przypadkowym ? Nieprzemyślanym do końca docinaniem i zbijaniem desek ? Nic podobnego. Na potrzeby produkcji drewnianych obudów Apple I powstały specjalne plany z dokładnym rozrysowaniem sposoby połączeń, kątów nachylenia i tym podobnych detali.

Była to niezwykle praktyczna decyzja ze strony Jobsa. Jego ojciec, Paul Jobs świetnie radził sobie w pracach stolarskich, a sam Steve Jobs pomagając ojcu, oswoił się z pracą z drewnem choć nigdy nie stało się to jego pasją.

Może nie było to najpiękniejsze rozwiązanie i dziś można by powiedzieć żartobliwie, że projektant płakał jak ciął deski, jednakże w tym okresie tylko nieliczni producenci mogli pozwolić sobie na „ubranie” komputera w atrakcyjną dla kupca obudowę, a te i tak były projektowane głównie pod kątem rozwiązań technicznych, a przy okazji miały jakoś tam wyglądać. Nie inaczej było z obudową Apple I, która choć drewniana, została stworzona tylko po to, by mocować ukryte weń podzespoły i nie odstraszać ówczesnych klientów.

Poszukiwania i Plexi

Pierwszym komputerem Apple, którego ostateczny wygląd także był przedmiotem troski zespołu, było Apple II. W nowopowstałej firmie zdawano sobie doskonale sprawę z tego, że jeśli komputer ma być przedmiotem użytku codziennego, musi być przyjazny dla każdego jego posiadacza. Widoczne podzespoły elektroniczne, ubrane w nieciekawe i chałupniczo wykonane obudowy mogły tylko odstraszać, a nie zachęcać do kupna komputera. Stąd też przyjęto założenie, że obudowa zostanie wykonana z plastiku. Było to także swoiste ryzyko, gdyż w tym okresie większość producentów wykonywało obudowy do swoich komputerów z odpowiednio ukształtowanej blachy. Blaszane obudowy były nie tylko tańsze i łatwiejsze w produkcji, ale dużo lepiej zabezpieczały komputer przed zakłóceniami elektromagnetycznymi. Tylko nieliczni decydowali się na inwestycje w drogą technologię polegającą na tłoczeniu obudów w odpowiednich formach. Na to rozwiązanie zdecydowało się także Apple. Choć Mike Markkula, który stał się wówczas głównym inwestorem Apple sugerował tańsze rozwiązanie, ugiął się przed stanowczym wyborem Jobsa, by obudowy Apple II wykonane były z plastiku.

Wraz z rozpoczęciem prac nad Apple II, Steve Jobs rozpoczął poszukiwania osoby bądź firmy, która podejmie się zaprojektowania plastikowej obudowy dla nowego komputera. Sam Jobs odbył wiele spotkań z Noladem Vogtem – założycielem i prezesem firmy GVO - jednej z największych wówczas firm w Kalifornii, zajmujących się wzornictwem przemysłowym.

Przychodził w T-Shircie i jeansach. Mówił czego oczekuje od mojej agencji i oznajmiał, że nie ma zbyt wiele pieniędzy więc będzie płacił udziałami w Apple. Problem polegał na tym, że w tym okresie przychodziło do nas wiele tego typu młodych przedsiębiorców, których firmy pojawiały się i błyskawicznie znikały. Dlatego też postanowiłem odrzucić propozycję Jobsa.

Noland Vogt

Po latach w czasie jednego z wywiadów Vogt żałował owej decyzji z 1976 roku, gdyż ja wyliczył, udziały oferowane mu przez Jobsa w zamian za projekt obudowy Apple ][ w kilka lat warte były grubo ponad 1 mln dolarów.

Drugą firmą której Jobs usiłował zlecić projekt obudowy Apple ][ była nieco mniejsza agencja – Inova. Także z jej prezesem – Johnym Andersonem – Jobs odbył kilka spotkań. Agencja Inowa także zajmowała się wzornictwem przemysłowym, jednak znana była z tego, że nieco chętniej podejmowała współpracę z młodymi firmami jakie wówczas powstawały w Dolinie Krzemowej. Rozmowy prowadziły w pomyślnym dla Apple kierunku do czasu, gdy Jobs oświadczył, że za projekt obudowy komputera, Apple zapłaci swoimi udziałami. Wówczas Johny Anderson podobno dostał napadu śmiechu, a gdy udało mu się wreszcie zaczerpnąć oddech, kazał czym prędzej wyrzucić obszarpanego młodzieńca ze swojego biura.

Ostatecznie Jobs zwrócił się do Rona Weyny, który wcześniej rozrysował płytę główną Apple I i zaprojektował pierwsze logo firmy Jobsa. Ron Weyny zaprojektował ogólne założenia obudowy, kładąc nacisk na niskie koszty jej wytworzenia, a nie na ostateczny jej wygląd. Stąd też obudowa jego projektu miała być wykonana z docinanego i klejonego plexi. Obudowa miała być sześcianem mieszczącym wewnątrz wszystkie podzespoły komputera łącznie z klawiaturą. Aby rozpocząć pracę na komputerze, należało uchylić klapę zamocowaną na zawiasach umieszczonych w górnej części obudowy. Dosyć ciekawym pomysłem była propozycja umieszczenia w klapie specjalnego włącznika, automatycznie uruchamiającego komputer po otwarciu klapy i wyłączającego go, gdy klapa została zamknięta. Pomysł klejenia obudowy z pleksi nie spodobał się Jobsowi i miał on też poważne wątpliwości co do funkcjonalności całego rozwiązania. Niezrażony krytyką Ron, zaproponował Jobsowi by ten skonsultował się z jego przyjacielem, Jerrym Manockiem, który posiadał pewne doświadczenie w tego typu projektach.

Pierwszy, nadworny projektant Apple

Pod koniec 1976 roku Jobs zadzwonił do Jerrego Manocka, proponując mu spotkanie w klubie Homebrew. Jerry Manock urodził się w Los Angeles. W 1966 roku zdobył tytuł inżyniera na Uniwersytecie Stanforda, a następnie ukończył z pozytywnym wynikiem bardzo prestiżowy kierunek Stanford Product Design Program. Kierunek związany z projektowaniem przemysłowym jaki prowadził Uniwersytet Stanforda był nie tylko prestiżowy, ale bardzo nowatorski. To właśnie na nim uczono projektowania urządzeń od wewnątrz. Zamiast tworzyć fantazyjne projekty urządzeń, część zajęć prowadzono w pobliskiej szkole artystycznej - Art Center College of Design w Pasadenie, gdzie studentów uczono tworzyć piękne przedmioty. Studenci Stanforda uczyli się projektować poszczególne detale urządzeń, większe elementy jak i całe, czasem nawet dosyć skomplikowane przedmioty. Uczyli się wykonywać ręcznie poszczególne elementy, składać je w jedną, zaplanowaną całość, a następnie rozbierać na detale.

Jerry Manock już podczas studiów nawiązał współpracę z firmą Hawlett-Packard dla której tworzył projekty rozmaitych elementów produktów jakie wówczas HP miało w swojej ofercie. To właśnie w HP Jerry Manock wypracował swój własny styl, projektując obudowy z szaro-beżowego plastiku, ścinając krawędzie projektowanych przez siebie produktów w charakterystyczne płaszczyzny o nachyleniu 45 stopni.

Końcem 1976 roku, Manock opuścił firmę HP i postanowił popracować na własny rachunek, realizując indywidualnie projekty, jakie zleciłyby mu firmy pojawiające się w Dolinie Krzemowej. Mając zaledwie 33 lata założył własne studio wzornictwa przemysłowego - Manock Comprehensive Design. Miesiąc później zadzwonił do niego Steve Jobs.

Jerry Manock nie miał zbyt wiele czasu na zebranie informacji o samym Jobsie i nic mu nie mówiącej firmie Apple. Zasięgnął informacji od Rona Weyny oraz od kilku osób z którymi Jobs spotkał się już wcześniej.

Wszyscy twierdzili, że oczekiwania Jobsa są zbyt wygórowane w stosunku do zapłaty jaką oferuje za projekt. Dodatkową komplikacją był fakt, że na ukończenie projektu było zaledwie dziewięć tygodni.

Jerry Manock

Sam Jerry Manock po wielu latach przyznał, że zupełnie nie miał doświadczenia w tego typu przedsięwzięciach, zresztą kto je miał, jak komputery domowe wówczas się dopiero rodziły. Nie wiedział jak wygląda sam proces projektowania obudowy do komputera. To właśnie ta niewiedza sprawiła, iż termin dziewięć tygodniu na ukończenie projektu zupełnie nie zrobił na nim wrażenia. Nieco później dowiedział się, iż wiele osób zajmujących się projektowaniem przemysłowym uznało, iż opracowanie modelu i wdrożenie do produkcji w dziewięć tygodni jest terminem nierealnym.

Pierwsze spotkanie z Jobsem Manock wspominał dosyć humorystycznie. Zbliżające się terminy ukończenia projektu Apple ][ sprawiały, że Jobs był bardzo nerwowy. Jerry Manock twierdził, że podczas owej pierwszej rozmowy z Jobsem miał wrażenie, jakby rozmawiał z trzema różnymi osobami. Jobs zasypywał go ogólnymi informacjami o projekcie, równocześnie zgłębiając najdrobniejsze detale komputera. Dodatkowo relacjonował, jakie plany wobec Apple ][ jeszcze się pojawią. Cały ten natłok informacji odbywał się w jednym czasie i słuchający Jobsa Manoock miał ogromne problemy ze zrozumieniem, o co Jobsowi tak naprawdę chodzi.

Do podjęcia prac nad Apple ][ Manocka nieświadomie przekonał Steve Wozniak. Jerremu Manockowi spodobał się spokojny i rzeczowy Woz, operujący oszczędnymi choć bardzo precyzyjnymi informacjami przekazywanymi z inżynierską dokładnością. Jerry Mannock miał wrażenie, jakby rozmawiał z inżynierami z jakimi się stykał na Uniwersytecie Stanforda.

Gdy Jobs ponownie zapytał mnie, czy podejmę się zaprojektowania obudowy dla Apple ][ nawet mi przez myśl nie przyszło, by powiedzieć nie. Jedyne o co zapytałem, to czy zapłacą mi z góry. Jobs zaoferował 1500 dolarów i zgodziłem się.

W styczniu 1977 roku Jerry Manock rozpoczął prace nad projektem obudowy dla Apple ][. Projekt ten miał nie tylko uwzględniać wszelkie pomysły i fanaberie Jobsa, ale sprawiać wrażenie, że jest to produkt produkowany masowo. Jednocześnie z racji ograniczonych środków, Mannock musiał pilnować, aby koszt produkcji i materiałów nie przerósł niezwykle skromnego budżetu przeznaczonego na ten cel.

Mannock zdecydował się na tanią, choć nie najlepszą metodę produkcji obudów dla komputerów jakie miały być zaprezentowane podczas targów West Coast Computer Faire, które miały się odbyć już 17 kwietnia 1977 roku. Metoda ta polega na wtryskiwaniu poliuretanowej pianki do form wykonanych z żywicy epoksydowej, w której pianka twardniała i nabierała właściwego kształtu. Metoda ta wystarczająca do stworzenia kilku pokazowych egzemplarzy, zupełnie nie nadawała się do produkcji większej ilości komputerów. Obudowy wykonane tą metodą nie były trwałe i zawierały wiele „skaz” powstałych w wyniku bąbelków powietrza jakie pozostawały gdy pianka twardniała.

Do produkcji seryjnej komputera planował użyć nieco innej technologii polegającej na wtłaczaniu do metalowej formy pod ciśnieniem płynnego tworzywa ABS (Acrylonitrile butadiene styrene). Ponieważ zamówienie odpowiednich form metalowych wymagało około sześciu miesięcy i było dosyć drogim przedsięwzięciem (potrzeba było około 100 tys. dolarów), Jerry Mannock nawiązał współpracę z pobliską firmą, która zajmowała się produkcją drobnych elementów plastikowych. Czas potrzebny na wytworzenie metalowych form niewiele się skrócił, jednak argumentem była niższa cena. Technologia produkcji nieco odbiegała od tego co Mannock zaplanował, co w przyszłości odbiło się nieco na jakości obudów pierwszych 5 tys. egzemplarzy komputera. Później Apple zgodnie z propozycją Mannocka zamówiło odpowiednie formy i technologię.

Projektowanie obudowy Apple II bardzo różniło się od tego, jakie podejście prezentowali następcy Mannocka. Zgodnie z zaszczepionym mu nurtem projektowania urządzeń „na zewnątrz” Mannock oparł swój projekt w oparciu o kształt płyty głównej komputera oraz podzespołów jakie miała zawierać obudowa.

Wygląd Apple II został podyktowany przez rozmiar płyty głównej oraz klawiatury komputera, która musiała się zmieścić na frontowym panelu komputera. Musiałem przewidzieć miejsce na karty rozszerzeń umieszczone pionowo wewnątrz komputera, oraz zasilacz. Tak więc musiałem dopilnować, by użytkownik mógł bez trudu otworzyć obudowę i umieścić karty rozszerzeń.

Do zadania Mannocka należało także rozrysowanie pyty głównej komputera, aby wszystkie elementy były równo rozmieszczone na co nalegał Jobs. Ostatecznie i tak nie był on zadowolony z wyglądu płyty głównej.

Proces projektowania samej obudowy bardzo odbiegał od tego, jak wygląda to obecnie. W latach siedemdziesiątych nie było jeszcze specjalistycznego oprogramowania, wspierającego tego typu zadania projektowe. Jerry Mannock każdy element musiał rozrysować w trzech rzutach na kartach.

Sama obudowa miała mieć ulubiony przez Mannocka kolor beżowo-szary i podobnie jak miało to miejsce podczas jego prac nad kalkulatorami HP, obudowa miała mieć ścięte pod kątem 45 stopni krawędzie i całkowicie ścięte rogi od strony użytkownika. Projekt Mannocka zakładał także miejsce na specjalną rączkę ułatwiającą przenoszenie komputera. Z rączki tej ostatecznie zrezygnowano ze względu na ograniczony budżet.

W lutym 1977 roku Mannock miał już gotowy, rozrysowany projekt obudowy i mógł przystąpić do tworzenia, a raczej rzeźbienia trójwymiarowego już modelu w skali 1:1 który miał posłużyć jako wzorzec. Model był gotowy pod koniec lutego i zbudowany był w oparciu o drewno i karton. Propozycja Mannocka spodobała się Jobsowi, jednakże odrzucił on ten projekt, gdyż koszt produkcji obudowy wyceniono na 300 dolarów za sztukę. Mimo sprzeciwu Jobsa, Mannock po cichu oddał projekt do firmy RIM Plastics w Cupertino i umówił się z właścicielem, że RIM wykona obudowy taniej, jednakże nie będzie ich wykańczał tylko odsyłał do Apple zaraz po wyciągnięciu z formy. Ostateczny szlif i wykończenie miało odbywać się już ręcznie w samym Apple. Takie rozwiązanie pozwoliło obniżyć koszt produkcji do poziomu akceptowalnego przez Jobsa.

Wraz z sukcesem Apple ][, produkcja obudów stała się już bardziej profesjonalna, gdyż niewielka firma RIM Plastics nie mogła sprostać ogromnemu zapotrzebowaniu na obudowy Apple.

Gdy komputer Apple ][ był u szczytu swojej popularności, Jerry Manock wracał z lunchu ze Steve Jobsemi i zapytał:
- Steve, zapłaciłeś mi za projekt 1500 dolarów, model Apple ][ staje się coraz bardziej popularny. Myślę, że powinieneś zawrzeć ze mną umowę i od każdego sprzedanego egzemplarza powinienem dostawać 1 dolara. Sam przyznasz, że wobec sukcesu Apple ][ 1500 dolarów to nie tak dużo.

Jak wspomniał Manock, Jobs wówczas spojrzał na niego i zapytał.

Jesteś bardzo dobry, ale wiedziałeś dokładnie ile komputerów planowaliśmy sprzedawać w ciągu najbliższych dwóch, trzech lat. Wiedziałeś też, że istnieje ryzyko, że nie sprzedamy ich tak wiele. Co odpowiesz na to ?

Jerry Manock przyznał mu rację i uznał, że proszenie o tantiemy po sukcesie nie było najlepszym pomysłem.

Jerry Manock zaś stał się pierwszym szefem jednoosobowego zespoły związanego z wzornictwem przemysłowym produktów Apple. Choć nie był to jego ostatni projekt na rzecz firmy z nadgryzionym jabłuszkiem, to właśnie ten projekt uchodzi za najbardziej symboliczny przez kolejne lata. Za skromną sumę 1500 dolarów Jerry Manock sprawił, że zaprojektowane przez niego obudowy Apple ][ stały się symbolicznym i rozpoznawalnym znakiem Apple do 1993 roku, choć wraz z pojawieniem się Macintosha to właśnie jego wizerunek zastąpił ikonę Apple ][, ale Jerry Manock i w projekcie Macintosha miał swój udział….

 

sprzęt inne

Komentarze

0 nowych
  #1 17.04.2016 01:36

Super!

  #2 17.04.2016 09:26

Płyta od Apple II wygląda jak płyta od arcade.

YogiCK   5 #3 17.04.2016 11:48

To czego model trzyma Raskin to https://en.wikipedia.org/wiki/Canon_Cat

mly   7 #4 17.04.2016 12:55

I znowu w niedzielne przedpołudnie wciągnęła mnie lektura o wzornictwie Appla. Lubię takie artykuły i chętnie je czytam a zwłaszcza , że są dobrze napisane.

Szeryfuniu   11 #5 17.04.2016 13:33

@macminik Czytam większość, jak nie wszystkie Twoje wpisy na temat Apple.
Sam interesuję się tą firmą i kiedyś chciałbym u siebie w domu kompy z logiem "japka". Niestety, jak na razie finanse nie pozwalają. Jesteś obeznany w temacie i kieruję do Ciebie pytanie odnośnie używek na Allegro. Sporo jest macbooków w cenach ok 600-700zł, czy warto? Podoba mi się macbook white, zresztą dostepny w cenach ~500zł. Tylko szczerze, to nie wiem jaki model warto kupić. Przymierzam się do kupna laptopa jakiegoś używanego i rozważam także macbooka. Lapek do codziennych zadań, granie niekoniecznie, choć byłoby miło :)

Autor edytował komentarz w dniu: 17.04.2016 13:34
macminik   16 #6 17.04.2016 13:44

@Szeryfuniu:moim zdaniem nie ma sensu kupować nic niżej od MacBooka Unibody a i tu bym się zastanawiał. No trzeba do Niego SSD i tak z 8 GB Ram

Autor edytował komentarz w dniu: 17.04.2016 13:46
Szeryfuniu   11 #7 17.04.2016 17:48

@macminik: Dzięki, rozwiałeś moje wątpliwości :)
Wychodzi na to, że tymczasowo jeszcze nie stać mnie na "japko" :(

okokok   12 #8 17.04.2016 22:53

Świetny wpis! Jak dawniej :-) Napiszesz jeszcze coś w tej serii (o wzornictwie Apple)?

macminik   16 #9 17.04.2016 23:02

@okokok: oczywiście, do Iva daleko, a było tyle projektów które nie ujrzał światła dziennego...

okokok   12 #10 17.04.2016 23:12

@macminik: Świetnie!!!!! Już nie mogę się doczekać :-)

  #11 18.04.2016 01:55

Bunkry! Tajemnice! Oj, nie każdy śmiertelnik może się tam dostać! DARPA, to przy tym pierdzielniku Apple, piaskownica dla młodocianych. Podobno, na mrocznych korytarzach wiodących do "Bunkra", ginie rocznie średnio 365 szpiegów CIA, a w latach przestępnych - nawet 366! Kwazar genialnego światła, jądro ciemności, oddech Buddy i naszyjnik bogini Kali - to inne nazwy tej magicznej krainy, niedostępnej dla przeciętnych ssaków i agentów Internal Revenue Service.
Światło dzienne nie ogląda tej czarnej dziury, wygiętej nieśmiertelną mocą ponadczasowego Stiwa, a skarby w niej ulokowane - zgodnie z trzecią zasadą dynamiki, wzajemnie - nie oglądają dziennego światła, bo nawet Newton nie ma tam prawa wstępu, mimo że aktualnie robi za ducha i zwykłe, ludzkie ściany przenika jak chce! O!, syropie klonowy (importowany z Canady)! O!, czwarta poprawko do konstytucji! O!, Cupertino, perło Californi, Al-Kabo pobożnego e -dioty (Czytaj: i - dioty)..! Zaprawdę, Indiana Jones urodził się zbyt wcześnie i - po odnalezieniu kryształowej czaszki - wykitował, i nie zdążył odkryć tajemnych dróg do największej świątyni współczesnego debilizmu, debilizmu wszech czasów. Szkoda, że to nie STIW, a jakiś włoski burak, Michał Anioł, zaprojektował Bazylikę św. Piotra w Watykanie - Kościół Katolicki miałby dzisiaj co najmniej 6 miliardów wiernych... Idę się napić!

macminik   16 #12 18.04.2016 08:50

@Pupcia jak orzeszek (niezalogowany): I... bo jakby Twój komentarz wycisnąć w celu odnalezienia treści to by została pusta ręka. Może nie chodź, pić, a raczej sugeruję abyś przestał pić.

MiL-   9 #13 18.04.2016 08:54

@Szeryfuniu: W tej kwocie bardzo trudno kupić dobrego MacBooka. Starsze egzemplarze tzw. aluminiowe w większości mają uszkodzone układy graficzne 8600m, więc bardzo możliwe że po kupnie musiałbyś go w serwisie wymienić. Dodatkowo ciężko dostać taki egzemplarz w dobrym stanie. W pierwszych unibody też dużo ukladów graficznych było wadliwych.
Ja kupiłem model A1260, a w zasadzie złożyłem go z kilku, wygląda jak nowy i działa idealnie. Plus to wyśmienita matowa matryca bo w unibody to już parszywe lustro.

  #14 18.04.2016 17:18

@macminik:
"I... bo jakby Twój komentarz wycisnąć w celu odnalezienia treści to by została pusta ręka" - bo tego nie robi się rękoma, tylko zwojami.
Jeśli nie pojmujesz, co i dlaczego piszę, to z głębi serca współczuję. A poszedłem się napić mleczka - za zdrowie twojego rozumku. Więc lepiej nie sugeruj...

  #15 18.04.2016 17:49

@macminik
P.S. Zupełnie niepotrzebnie reagujesz tak emocjonalnie, i na komentarz, dotyczący - no właśnie, nie zrozumiałeś, czego - odpowiedasz lekko wściekłym komentarzem skierowanym do mojej osoby, a nie tematu. Twoje artykuły o Apple jako takim, czytam zawsze z ciekawością - ciekawością, że tak powiem, techniczną, historyczną. Nie znoszę i nie toleruję natomiast zjawisk psycho/socjologicznych i wręcz kulturowych, związanych z istnieniem i działalnością tej firmy. Więc - mniej nerwów, sugeruję...

  #16 21.04.2016 11:14

Genialny wpis, miło się Ciebie czyta :)

stasinek   11 #17 23.04.2016 23:08

Najpierw audio teraz pupcia jak orzeszek..
Nie znam się na pozycjonowaniu stron (SEO) ale ktoś z was sugerował, że jedynym wytłumaczeniem wpisów z dużym nagromadzeniem różnych słów jest pozycjonowanie o słowa kluczowe które w nich występują.
Nie jestem w stanie ogarnąć pupci :D mimo że nie raz po nockach w pracy niewyspany tworzyłem (i pewnie tworze) dziwaczne struktury skojarzeniowe. To zwyczajnie nie ogarniam pupci umysłem. Tzn. chwytam o co może chodzić ale nie ogarniam tego chaosu. I chyba to dobrze? Co? :>

  #18 24.04.2016 18:07

@stasinek:
Wiesz, bo to jest bardzo proste: jedni ogarniaja, a inni nie ogarniają. I trudno, muszą z tym żyć...

stasinek   11 #19 24.04.2016 22:44

@Pupcia jak orzeszek (niezalogowany): No wiem wiem, niektórzy widzą więcej.
Ale czy dobrze na tym wychodzą?
Paradox - Time travel short film [HD] - Tribeca Film Festival
https://www.youtube.com/watch?v=nnfh3qcpBxA

Wiem jak to jest być niezrozumiałym ze skojarzeniami miliona wątków jednocześnie, po czym ludziska niesłusznie piszą "co on ćpie" - ich strata że potrzebują ćpać by myśleć abstrakcyjnie. Tylko że balansując na cienkiej granicy "postrzegania bardzo intuicyjnego" można dużo zrozumieć, ale można popaść w paranoje lub być conajmniej - niezrozumiałym osamotnionym.
Balansuj na tej granicy ostrożnie ;)

Nie musisz odbijać piłeczki złośliwości bo to nie było z mojej strony złośliwe
http://www.filmweb.pl/film/Panaceum-2013-635084
http://www.filmweb.pl/film/Firma-1993-1003
Dokładnie tak samo Ciebie postrzegam(na kredyt), a jak to musisz obejrzeć film 1. Nr dwa to bonusik w klimacie.
Poleć mi - bez złośliwości coś od siebie to może zrozumiem co miałeś do przekazania w poście #11. Może też macminik zrozumie?

Autor edytował komentarz w dniu: 24.04.2016 23:25
  #20 25.04.2016 03:26

@stasinek:
1). "Słowa kluczowe" (z przedostatniego Twojego postu), to żart / ślepa uliczka / bzdura żałosna.
2). Twoje pytanie, "...chwytam o co może chodzić ale nie ogarniam tego chaosu.
I chyba to dobrze? Co? :>" oznacza: to dobrze, że nie rozumiem psychola,
bo jakbym rozumiał, to sam byłbym w kaftanie, he, he..!!! (tutaj - śmiech licznie zgromadzonej widowni).
3). "No wiem wiem, niektórzy widzą więcej." Proste, wręcz instynktowne, automatyczne tłumaczenie tego
zdania brzmi: "Spokojnie, zaraz damy panu kropelki i będzie pan spał beztrosko, jak niemowlę!"
4). ...co budzi poważne zastrzeżenia, co do szczerości demonstrowanej przez Ciebie ochoty do SZCZEREJ
rozmowy. Nota bene, między "wiem", a "wiem", powinien być przecinek, ale to nie znaczy, że jestem
Rainmanem.
5). "...balansując na cienkiej granicy "postrzegania bardzo intuicyjnego" można dużo zrozumieć,
ale można popaść w paranoje lub być conajmniej - niezrozumiałym osamotnionym. Balansuj na tej granicy ostrożnie ;)".
Stasinku, analizujący mnie psychiatra jeszcze się nawet pewnie nie narodził. Więc proszę - nie odbieraj mu
pierwszej, beznadziejnie śmiesznej, przyszłej robótki. Bo Ty - wybacz - fachowcem w tej dziedzinie nie jesteś...
Zwłaszcza, że twoje “conajmniej” pisze się “co najmniej” - piszę to bez złośliwości, bo rozumiem, że to mogą być
literówki “klawiaturowe” i specjalnie się nie czepiam - sam wciąż je popełniam...
6). “Niezrozumiałe osamotnienie” mnie nie dotyka, ale dziękuję za (warunkową, co prawda) empatię.
7). “Nie musisz odbijać piłeczki złośliwości bo to nie było z mojej strony złośliwe ”. Bóg zapłać,
bo aktualnie nie mam żadnych piłeczek!
8). “Poleć mi - bez złośliwości coś od siebie to może zrozumiem co miałeś do przekazania w poście #11.
Może też macminik zrozumie?” Macminik zdenerwował się, bo zbyt osobiście przyjął moją przemowę,
ale wyjaśniłem to wystarczająco jasno ( jak sądzę) w kolejnym poście. Ale jeśli ktoś jeszcze nie zrozumiał -
MIE MAM NIC DO MACMINIKA, a z jego wpisów dowiedziałem się wielu rzeczy o... tym czymś, o których nie
miałem pojęcia. I za to jestem mu wdzięczny. Szczerze.
Natomiast, wracając do Ciebie... Nie oglądałem poleconych przez Ciebie materiałów, by nie wpłynęły negatywnie
na naszą rozmowę (ich poznanie, zwyczajnie nie jest konieczne, choć jestem ciekaw!).
Zapoznam się z nimi zaraz po wysłaniu tego komentarza. Jeśli ich wymowa będzie tego wymagać,
odezwę się i - w miarę potrzeby - zmodyfikuję daną teraz Tobie odpowiedź.
9). Cóż mam Ci polecić? Są na świecie przynajmniej cztery rodzaje języka, niewymagające tłumaczenia.
Są to: płacz, muzyka, matematyka i poezja. Dlaczego nie wymagają tłumaczenia?
Bo kto ich nie rozumie automatycznie, bez wyjaśnień, temu żaden tłumacz nie pomoże - są
NIEWYTŁUMACZALNE (proszę się nie czepiać w sprawie matematyki, bo temu, kto nie rozumie,
to i studia w Stanford nie pomogą...). Gram Ci sonatę Beethovena, ty mówisz: “wrzuć, kurde, jakiś czad, gościu
i nie przynudzaj archeologią!” Co mam Ci odpowiedzić na takie dictum?
Są rzeczy, o których można napisać książkę, ale to się nie sprawdza w krótkiej rozmowie, wymianie zdań,
dyskusji “błyskawicznej” (przez analogię do szachów), więc trzeba przekazywać kondensat.
Dam Ci więc dwa tropy - do przemyślenia:
1). Arthur Rimbaud, “Statek pijany” (wiersz - jako przekaz wizji, idei, przekazujący rzeczy nieprzekazywalne)
2). E=mckwadrat (jako kondensat)

Z góry przepraszam za wszelkie błedy orto/gramatyczne, z gatunku tych, za jakie Ciebie skrytykowałem.
I ciekaw jestem, czy to już koniec tej rozmowy..?

  #21 25.04.2016 04:11

@stasinek:
To moja druga odpowiedź, na Twój uroczy komantarz - piszę to, bo DP kolejkują te wpisy według fantazji.
Cóż mam powiedzieć, biedaczyno... W pierwszej odpowiedzi napisałem: nie sprawdzałem odnośników, ciekaw jestem, czy to koniec tej rozmowy. W drugiej, piszę: Słabiutko, misiu! Prymitywnie, misiu! Maleńkie IQ, misiu. To nawet pasuje, bo Kubuś - miś (zwany Puchatkiem), był zwierzątkiem o "bardzo małym rozumku". No, ale ten temat zostawmy misiologom... dla Ciebie mam inny filmik, który koniecznie powinieneś obejrzeć:
https://www.youtube.com/watch?v=1e6u0Fix4iQ