Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Muzyka w kieszeni — Discman

Gdyby Discman był istotą ze świadomością, z pewnością bardzo mocno musiałby rozpaczać nad swoim losem. Był wielce obiecującym "dzieckiem" ówczesnych mu technologii. Choć zapoczątkował prawdziwą, cyfrową rewolucje w kategorii urządzeń przenośnych, bardzo szybko okazał się największą jej ofiarą.

Nie upłynęły jeszcze cztery lata od premiery pierwszego Walkmana, a firma Sony postanowiła pchnąć rewolucję związana z przenośnymi, osobistymi odtwarzaczami muzycznymi do przodu. Walkman udowodnił, że ludzie potrzebują swojej muzyki w drodze do domu czy pracy, na spacerze, w metrze i wszędzie gdzie tylko zapragną ją mieć ze sobą. Walkman zdołał też zmienić sposób życia ludzi, którzy mogli przemieszczać się w towarzystwie ulubionej muzyki, bez względu na wiek, płeć, pochodzenie czy miejsce zamieszkania. Co tu dużo mówić, Walkman dokonał swoistej rewolucji. Jednakże urządzenie to wcale nie należało do idealnych. Pojemność kaset magnetofonowych była dość ograniczona i w przypadku dłuższego obcowania z urządzeniem i muzyką, melomani musieli liczyć się z koniecznością, zabrania ze sobą dodatkowych kaset, a i najczęściej większej ilości baterii.

Jakość odtwarzanej muzyki także nie należała do idealnych, choć najpoważniejszym ograniczeniem był tu w zasadzie nośnik w postaci kasety magnetofonowej. I choć producenci taśm, jak i producenci odtwarzaczy dokładali wielu starań, by jakość odtwarzanej muzyki i trwałość kaset magnetofonowych ulegała ciągłej poprawie, wysiłki te okazały się zupełnie bezproduktywnymi w świetle nadchodzącej rewolucji muzyki cyfrowej, gromadzonej na płytach CD.

Optyczny plaster

Prace nad nowymi nośnikami muzycznymi prowadziło wielu producentów elektronicznego sprzętu audio. Już w 1976/77 roku grupa inżynierów firmy Philips stwierdza, że najlepszym i najbardziej uniwersalnym nośnikiem muzyki, może być okrągła płyta zapisywana i odczytywana optycznie. Płyty takie miały się charakteryzować nie tylko lepszymi parametrami odtwarzania, ale także o wiele szybkim dostępem do poszczególnych obszarów takiej płyty, a tym samym do informacji zapisanych na tych obszarach. Tym samym, eliminowały dwie z wielu wad kaset magnetofonowych czy taśm magnetycznych. Zgodnie z założeniami firmy Philips, płyty byłyby także trwalsze (taśmy magnetyczne z czasem traciły swoje właściwości) pod względem fizycznego bezpieczeństwa danych, jak i bardziej odporne na rozmaite uszkodzenia mechaniczne niż dotychczasowe nośniki zbudowane w oparciu o delikatne taśmy magnetyczne. Krótko mówiąc, taki krążek zapisany cyfrowo miał być wręcz idealnym następną kaset magnetofonowych.

Podobne badania prowadzili także inżynierowie firmy Sony i nie należy się dziwić temu, że doszli do podobnych wniosków, jednocześnie określając, że średnica płyty powinna wynosić dokładnie tyle, ile wynosiła średnica płyty gramofonowej, a więc 12 cali. Ponieważ obydwie firmy doskonale orientowały się nad kierunkiem prac konkurencji, postanowiono połączyć siły i razem opracować jeden, uniwersalny standard dla tego typu nośników. Stosowne porozumienie zostało podpisane w 1979 roku, a zakładało ono wspólna wymianę informacji oraz wspólne ustalenia co do stworzenia jednego, obowiązującego standardu dla tego typu nośników.

Bardzo słusznie zauważono, że postulowany przez Sony rozmiar 12 cali jest zbyt wielki jak na potrzeby zapisu na nim muzyki. Oczywiście rozmiar ten byłby korzystny w przypadku konieczności przechowywania na płycie danych, tak jak miało to miejsce nieco później, ale w 1979 roku nikt nie podejrzewał, że komputery będą potrzebowały aż tak wielkich nośników, a sama płyta powstawała bardziej pod kątem przechowywania nań muzyki i materiału wideo niż danych. Po przeanalizowaniu wielkości albumów muzycznych ustalono, że płyta mieszcząca 60 minut muzyki będzie w zupełności wystarczająca, gdyż większość albumów muzycznych wydawanych na kasetach czy płytach gramofonowych miała poniżej 60 minut. Zgodnie z obliczeniami firmy Sony, płyta powinna mieć wiec 100 mm, natomiast zdaniem inżynierów Philipsa - 115 mm.

Oczywiście już wówczas zdawano sobie sprawę z tego, że istnieje pewna ilość utworów i albumów trwających więcej niż owe 60 minut, jednak uznano, że takich dzieł nie jest zbyt wiele, a twórcy z czasem także dostosują się do owego limitu 60 minut. Jedną z takich niewymiarowych kompozycji była IX Symfonia Beethovena, który zupełnie nie zdawał sobie sprawy z tego, co za 150 lat wymyśla japońscy i holenderscy naukowcy i to ze względu na nią, austriacki dyrygent Herbert von Karajan zdołał przekonać inżynierów do zwiększenia pojemności płyty w ten sposób, aby mieściła 74 minuty muzyki, co wymuszało zwiększenie jej średnicy do 120 mm. Choć historia o wpływie tego utalentowanego i bardzo znanego dyrygenta na ostateczny rozmiar płyty CD należy traktować jako historyjkę niemająca wiele wspólnego z rzeczywistością, faktem jest, że to właśnie Herbert von Karajan zaprezentował pierwszy odtwarzacz CD podczas Festiwalu Wielkanocnego w Salzburgu w dniu 15 kwietnia 1981 roku.

Wpływ Herberta von Karajana na ostateczną wersje płyty CD zanegował jeden z jej twórców, inżynier współpracujący z firmą Philips - Kees Schouhamer Immink twierdząc, że o takiej wersji wydarzeń jak powyżej opisałem, nie mogło być mowy.

Tak czy inaczej, pierwsza płyta CD w formie, jaką dziś znamy, została zaprezentowana w marcu 1979 roku i rzeczywiście okazała się niemal idealnym następcą tradycyjnej taśmy magnetofonowej czy kasety.

Odtwarzacze CD i Discman wchodzą na scenę

Choć pierwsze odtwarzacz płyt CD został zaprezentowany w 1981 roku, ich faktyczna sprzedaż komercyjna rozpoczęła się w 1982 roku na terenie Japonii i w 1983 roku na terenie Europy i USA. Pierwsze odtwarzacze należały do sporych urządzeń. Mieściły zazwyczaj bardzo skomplikowany mechanizm związany z obsługą mechaniczną płyty i soczewki lasera oraz niemały moduł zasilający laser, niezbędny do odczytu danych z płyty. Tu też pojawiły się pierwsze przeszkody związane z miniaturyzacją odtwarzacza CD. Rzecz pierwsza, nie mógł być on mniejszy od samej płyty CD, a rzecz druga to właśnie kwestia zdecydowanie większego zapotrzebowania na prąd niż miało to miejsce przy odtwarzaczach kasetowych takich jak Walkman.

W grudniu 1982 roku na rynek trafia odtwarzacz płyt CD - Sony D-101, a jego początki wcale nie były łatwe. Pierwszą barierą była niemała cena odtwarzacza, a druga... ilość dostępnych wówczas płyt CD. Pierwsza komercyjna płytą wydana na srebrnym krążku był album "52nd Street" Billy'ego Joela, ale wbrew oczekiwaniom, produkcja i sprzedaż płyt CD z muzyką wcale nie ruszyła lawinowo. Dość powiedzieć, że w ciągu 1983 roku pojawiło się około 1000 albumów muzycznych na płytach CD. Może wydawać się to sporo, ale w świecie muzycznym nie jest to wielkość oszałamiająca.

Wielu artystów niechętnie wydawało swoje albumy na płytach CD, zdając sobie sprawę z niewielkiego rynku ich odtwarzaczy. Wielu wręcz nie chciało wydawać swojej muzyki na CD ze względu na spore koszty. Przełomem okazał się legendarny dziś krążek zespołu Dire Straits "Brothers in Arms". Co ciekawe, Dire Straits niezbyt chętnie podjęło decyzję o wydaniu tego albumu w formacie CD. Bez wątpienia ten najpopularniejszy album zespołu i jeden z najbardziej rozpoznawalnych albumów lat osiemdziesiątych dokonał przełomu, albowiem sprzedano go w ilości ponad 1 mln sztuk w wersji CD, co było pierwszym tak wysokim wynikiem w historii tego nośnika.

W 1983 roku szef działu Sony Engineering Development - Katsuaki Tsurushima zaproponował podjęcie prac nad przenośnym odtwarzaczem płyt CD, cyfrowym i nowoczesnym odpowiednikiem niezwykle już popularnego Walkmana. Uważał on, że Sony jest w stanie zaprojektować i wdrożyć do produkcji niewielki, przenośny odtwarzacz CD o wymiarach nie większych niż trzy lub cztery pełnowymiarowe pudełka na płytę CD, ułożone jedno na drugim. Jego zdaniem, cena takiego odtwarzacza powinna być na tyle niska, by mógł nań pozwolić sobie przeciętny student. Koszt takiego projektu nie powinien być zbyt wielki, gdyż planowano użyć wiele elementów i rozwiązań, jakie użyto w odtwarzaczu Sony D-101.

Podczas spotkania z zarządem Sony, w którym wzięli także udział szefowie innych działów związanych z dziedziną audio, Katsuaki Tsurushima zdołał przekonać wszystkich do swojego pomysłu na tyle skutecznie, że dano mu wolna rękę w doborze inżynierów, jacy mieli brać udział w "CD CD Project" wyrażając nawet zgodę na to, by Katsuaki mógł zabrać potrzebne mu osoby, nawet z innych projektów, nad którymi pracowano w Sony. Zarząd jednak postawił duże wymagania, gdyż przenośny odtwarzacz CD stał się priorytetem i miał się pojawić najszybciej jak się da, najlepiej na wczoraj. O planowanym tempie prac miała świadczyć jedna z wypowiedzi członków zarządu Sony, który stwierdził.

Nie ważne jak będzie wyglądać, ma działać.

Po zebraniu niezbędnego zespołu inżynierskiego prace ruszyły bardzo dynamiczne. Jako wzornika wyglądu przyszłego odtwarzacza, użyto deseczki o wymiarach 13 X 4 cm, którą otrzymał każdy z pracujących inżynierów z prostym przekazem, że odtwarzacz ma się w tym zmieścić.

Prace nad cyfrowym Walkamanem zajęły blisko rok i inżynierom udało się zmieścić wszystkie niezbędne elementy w obudowie nieco mniejszej niż otrzymany, drewniany wzornik. Tempo prac nie pozwoliło jednak na zaprojektowanie i wdrożenie do produkcji nowych układów elektronicznych lub miniaturyzację już posiadanych elementów, jakie znalazły się w Sony D-101. Miało to wymierne skutki na pracę nowego odtwarzacza. Nie do końca też przywiązano wagę do wyglądu samego odtwarzacza i nawet w ówczesnych mu czasach nie wzbudzał zachwytu. Także materiały, z jakich wykonano obudowę, nie należały do tych najwyższego lotu, o czym świadczyły szybko wybierające się rogi obudowy.

W 1984 roku Sony zaprezentowało pierwszego Discmana - Sony D-50. Tak naprawdę, nie nazywał się on jednak Discmanem, ale tradycyjnie - Walkman i z takim emblematem trafił na rynek. Nazwa Discman, używana przez inżynierów, a później przez klientów stopniowo przyjęła się i jako nazwa handlowa zaistniała dopiero w 1987 roku.

Początkowo wzbudził on sensacje jako nowinka technologiczna, ale nie powtórzył, a nawet przez chwile nie zagroził sukcesowi Walkmana. Stała za tym nie tylko cena urządzenia, ale fakt, że w rzeczywistości było ono mało przenośne, albowiem nie udało się rozwiązać problemów z zasilaniem. Sony D-50 potrzebował zewnętrznego źródła zasilania, wówczas był względnie niewielkim urządzeniem, z tym że nie przenośnym. Aby moc słuchać muzyki w trakcie podróży, D-50 należało umieścić w dedykowanej obudowie zawierającej spory ładunek baterii lub akumulator, które i tak zapewniały prace urządzenia na niewiele więcej niż jedna godzinę słuchania muzyki. Samo urządzenie wówczas było wielkości małego magnetofonu. Drugą, olbrzymią wadą urządzenia była jego ogromna wrażliwość na wstrząsy, z czym inżynierowie długo nie mogli sobie poradzić. Prawdę mówiąc, urządzenie bezbłędnie odtwarzało płyty tylko wówczas, gdy leżało nieruchomo na stole. Chcąc spacerować i słuchać muzyki, należało poruszać się płynnie i unikać wstrząsów co sprawiało, że używanie go na spacerach było zupełnie pozbawione sensu.

Za wyżej wspomnianymi wadami urządzenia stał pośpiech w jego konstrukcji oraz brak odpowiednich technologii. Większość rozwiązań konstrukcyjnych pochodziło ze stacjonarnych odtwarzaczy CD, a tym samym nie były one ani małe, ani odporne na wstrząsy już z samego założenia. Podobnie wyglądała sytuacja z podzespołami elektronicznymi, które z braku czasu zostały przeniesione z odtwarzacza D-101. Nie były one w zupełności przystosowane do zasilania bateryjnego.

Oprócz małej praktyczności urządzenia, na drodze jego sukcesu stanęła też dosyć spora cena. Sony sprzedawało odtwarzacz z minimalnym zyskiem albo ma granicy opłacalności produkcji (można się spotkać z opinią, że poniżej kosztów produkcji) wierząc, że rosnąca popularność odtwarzacza sprawi, iż jego produkcja będzie mniej kosztowna, a ponadto liczono na to, że będzie on miał ogromny wpływ na popularyzacje płyt CD. Choć inżynierowie Sony zdawali sobie sprawę, że odtwarzacz nie jest doskonały, liczyli na to, że stanie się równie popularny, jak tradycyjny Walkman.

Pierwszy Discman nie posiadał zbyt wyszukanych funkcji znanych z późniejszych modeli odtwarzaczy CD, a nawet tych, jakie pojawiały się w kolejnych modelach Walkmana. Sony D-50 miało możliwość szybkiego przewijania utworu do przodu i do tyłu oraz przełączanie między piosenkami. Owa szybkość była jednak szybka jak na ówczesne mu czasy. Przełączanie pomiędzy utworami zajmowało nawet 3 do 5 sekund (w zależności od odległości utworów), a przewijanie do przodu także było skokowe. Sony D-50 nie posiadał natomiast takich funkcji jak powtarzanie utworu, czy jego fragmentu, czy np. losowego odtwarzania utworów. Discman nie miał także możliwości korekcji dźwięku i użytkownik był w pełni zdany na ustawienia fabryczne.

Przez wiele kolejnych lat inżynierowie Sony pracowali nad ulepszaniem D-50, ale wszelkie poprawki nie dotyczyły zmiany konstrukcji, tylko raczej usunięciu zauważonych usterek i poprawy najbardziej newralgicznych elementów odtwarzacza.

Także firma Philips rozpoczęła prace nad swoim własnym, odtwarzaczem płyt CD i to dzięki Philipsowi nastąpił prawdziwy krok naprzód. Inżynierowie Philipsa zdołali nie tylko zminiaturyzować głowicę i mechanizm laserowy odtwarzacza, ale bardzo go uprościli, sprawiając, że element ten stał się doskonalszy i dokładniejszy.

W tym samym czasie inżynierowie Sony rozpoczęli prace nad nowymi układami elektronicznymi, które będą nie tylko mniejsze gabarytowo, ale także bardziej energooszczędne niż te, jakie znalazły się w Sony D-50.

W 1987 roku połączenie osiągnięć inżynierów Sony i Philipsa zaowocowało nowym, już naprawdę przenośnym odtwarzaczem Sony D-20. Najważniejszą zmianą była możliwość pracy odtwarzacza na 4 bateriach AA lub specjalnych akumulatorach Sony, które mieściły się w standardowej obudowie odtwarzacza. Bez wątpienia ciekawostką było to, że Discman mógł być elementem zestawów Hi Fi produkowanych przez firmę Sony, które posiadały specjalne miejsce do jego wpinania, a sam D-20 mógł być obsługiwany z pilota. Był to też pierwszy odtwarzacz CD, z którym można było spacerować. Uproszczony mechanizm laserowy oraz specjalny system mechanicznej amortyzacji ruchomych elementów sprawiał, że podczas spacerów przeskoki podczas odtwarzania zdarzały się już nie tak często, niemniej sprzęt ten nadal nie nadawał się jako wyposażenie biegacza, a i w samochodach też nie do końca sobie radził.

O wiele lepiej radził sobie kolejny model - Discman D-66, w którym zastosowano mechanizm antywstrząsowy całkiem nieźle radzący sobie z ewentualnymi wstrząsami. Mechaniczne zabezpieczenia przed wstrząsami nie mogły jednak wyeliminować całkowicie niedogodności związanych z przeskokami muzyki podczas biegania, jazdy samochodem lub rowerem.

Przełomem okazało się zabezpieczenie mechaniczne i cyfrowe odtwarzacza. Stosowano nie tylko mechaniczną amortyzację mechanizmów Discmana, ale także pamięć podręczną, do której muzyka była dekodowana z pewnym wyprzedzeniem - swoisty bufor. I tak rozpoczął się wyścig na pojemność tej pamięci. Najpierw pojawiły się odtwarzacze z buforem na 5 sekund, później czas buforowania wzrósł nawet do 30 czy 40 sekund co w zasadzie pozwalało wyeliminować wszelkie niedogodności związane ze wstrząsami i przeskakiwaniem muzyki…. no chyba, że jeździło się Fiatem 126p po krakowskich drogach, wówczas i 40 sekund było mało.

W 2000 roku Discman jako urządzenie ciągle w pełni nie rozwinął swoich skrzydeł, a już wiadomo było, że nowy format zapisu muzyki mp3, siłą wbija się na salony. Wyposażono ho w różne możliwości, takie jak tworzenie list, powtarzanie utworów lub ich fragmentów, losowe wybieranie muzyki, a nawet ustawienia listy utworów zgodnie z kalendarzem. Pojawiła się także wodoodporna wersja Discmana Sport. Wraz z nadchodzącą modą na pliki mp3 dodano także możliwość ich dekodowania. Choć pierwszy Discman obsługujący mp3 pojawił się już w 2000 roku, było to ostatnie tchnienie tego typu odtwarzaczy. W 2001 roku pojawił się iPod i wiadome było, że los Discmana, przenośnego odtwarzacza płyt CD jest już przypieczętowany podobnie jak los jego starszego brata - Walkmana. Choć firma Sony posiadała naprawdę spore doświadczenie w zakresie produkcji osobistych odtwarzaczy muzycznych, na rewolucję mp3 nieco zaspała.

Discmana na progu swojej rosnącej popularności, został brutalnie wyparty z półek sklepowych przez wygodniejsze, pojemniejsze i bardziej niezawodne odtwarzacze mp3 i znikł ze świadomości tak szybko, jak szybko prowadzono prace nad jego wdrożeniem. Choć firma Sony liczyła zapewne, że podobnie jak Walkman - symbol lat osiemdziesiątych - Discman stanie się kolejnym symbolem przenośnych odtwarzaczy muzycznych, w mojej ocenie ciężko nazwać go symbolem tego okresu. Zwyczajnie, nie zdążył nim zostać...

Ciekawostka

Choć parę dni temu pamiętałem o tym, podczas przygotowania tekstu zapomniałem. Także Apple miało w swojej ofercie Discmana. Apple Power CD trafił na rynek w 1993 roku i pełnił on funkcje zarówno Discmana (zasilany sześcioma bateriami AA), stacjonarnego odtwarzacza płyt CD (po podpięciu do dedykowanej stacji dokującej) lub jako napęd do komputera podłączany przez złącze SCSI (było w stacji dokującej). Produkowano go przez zaledwie dwa lata. Jego wnętrze to napęd firmy Philips (model CDF-100) w obudowie zaprojektowanej przez Apple i zmodyfikowany pod kątem pracy z komputerem.

 

sprzęt inne

Komentarze

0 nowych
  #1 27.08.2016 11:21

Ja właśnie zamierzam kupić jakiegoś discmana (nigdy nie miałem), a tu taki wpis :)

DjLeo MODERATOR BLOGA  18 #2 27.08.2016 11:27

Niebywałe, że to normalnie można za parę złotych kupić na Allegro :) Pamiętam jak kiedyś miałem swojego, baterie pozwalały na bardzo krótkie granie. Koszt słuchania na discmanie muzyki był bardzo duży. A wtedy o ładowarkach do akumulatorków nikt nie myślał nawet.

qbaz   12 #3 27.08.2016 11:28

Ach Discman, to był swego czasu "szpan" ;)

macminik   16 #4 27.08.2016 11:29

@DjLeo: Dokładnie, straszna dewaluacja Discmna. Nowe kosztują grosze a używane to już śmiech. Ja miałem jakiegoś JVC z 30 sekundowym antyskipem za którego wydałem naprawdę sporo. Nie pamiętam ile, ale pamiętam że zbierałem i zbierałem.

hins   4 #5 27.08.2016 11:41

Przeskok z lat 80 tych i pominięcie lat 90 tych to duży błąd! Bo dopiero w tych latach nastąpiła prawdziwa cyfrowa rewolucja! Od roku 1996 nie kupiłem już nigdy żadnej kasety magnetofonowej, tylko płyty CD! I dopiero wtedy discman sprawdził się w pełni jako przenośny odtwarzacz cyfrowej muzyki.

DjLeo MODERATOR BLOGA  18 #6 27.08.2016 11:46

@macminik: U mnie pierwszym przenośnym urządzeniem muzycznym był Walkman (na komunie), potem właśnie discman. Mój akurat był jakiś no name, wiec nie kosztował drogo - chyba, bo też nie bardzo sięgam pamięcią. Potem pamiętam, jak kumpel mi pokazał pierwszą mp3-kę miała tylko 16mb wbudowanej pamięci i pomieściła niewiele utworów, kolega musiał kompresować utwory, żeby zmieścić więcej. Strasznie się to wszystko zmienia. dekada, czy dwie, to takie zmiany, że szkoda gadać. Ja przecież pamiętam, jak byłem na takiej imprezie w LO, pierwsza klasa. To była pierwsza premiera formatu DVD w kraju. W dodatku przeprowadzono jedną z pierwszych rozmów na żywo z użyciem kamerki internetowej. Opoźnienia były bardzo duże, nawet z 5-10 sekund, ale i tak wszyscy byli tym podjarani. W dodatku był na tej premierze do wygrania komputer :) Nie pamiętam kto to organizował, chyba Optimus.

Maciej_S   9 #7 27.08.2016 11:49

Fajny tekst :-) Nie rozumiem tylko, dlaczego pojawienie się iPoda autor określił jako "niestety" :-)
Jeśli chodzi o moje doświadczenia, to używałem w latach 80. walkmana, na discmana nie było mnie stać, a był moim marzeniem...
Ciekawe mam natomiast doświadczenie z odtwarzaczem stacjonarnym CD. Pod koniec lat 80. kupiłem pierwszy polski odtwarzacz CD o oznaczeniu CDF 001 wyprodukowany przez łódzką Fonikę. Specjalnie wtedy pojechałem po niego do sklepu firmowego do Łodzi. W Poznaniu kosztował on 1 000 000 (jeden milion złotych) a w Łodzi 800 000 (osiemset tysięcy). Różnica 200 tysięcy, nawet po odjęciu ceny biletu kolejowego, to dla studenta była nie lada gratka :-) Używam tego odtwarzacza do dzisiaj. Odtwarzacz jest w pełni sprawny i... nie miał ani jednej awarii! Jedyną jego wadą jest brak pilota - to jedyny element mojego zestawu audio bez przydatnego, zdalnego sterowania. Z tego, co się orientuję, kolejny model odtwarzacza, CDF 002, został już w pilota wyposażony.
Pamiętam też pierwszą płytę CD którą kupiłem. W Poznaniu, na Starym Rynku był sklep firmowy Tonpress i tam była gablotka z płytami CD. Było ich niewiele i nie było tu mowy o podziale na artystów, gatunki muzyki itp. Była to raczej taka mała wystawka nowoczesnych technologii. Z ciężkim sercem wydałem ogromne pieniądze na Innuendo Queen. I dopóki płyty CD nie zaczęły mieć normalnych cen, ta płyta była jedyną w mojej kolekcji :-)

Autor edytował komentarz w dniu: 27.08.2016 15:01
Daemos   4 #8 27.08.2016 11:50

Gdy zobaczyłem zdjęcie D-66 to aż mi się łezka w oku zakręciła ;-) chociaż wydaje mi się, że w moim modelu gniazdo słuchawkowe nie było aż tak jaskrawe

  #9 27.08.2016 12:10

Ma ktoś do sprzedania Sony D-66 lub Sony D-EJ885 ?

ppoolloopp   6 #10 27.08.2016 12:11

Discmana nigdy nie miałem. Za to walkmanów kilka.
Najlepszy był Panasonica - z radiem cyfrowym. Kosztował całą moją sakwę pieniędzy. Super Bass, nowość - czyli autorevers, korektor dźwięku, no i niezawodny przełącznik na rodzaje taśm. Na rowerek idealny : )
Dwa paluszki dawały energii na wiele godzin. To były czasy ......

kvasir1   11 #11 27.08.2016 12:20

Miałem Discmana od Sony ale modelu nie pamiętam. Trochę posużył

  #12 27.08.2016 12:24

Generalnie jeśli chodzi o opis techniczny to się zgodzę, natomiast jeśli chodzi o kontekst historyczno-filozoficzny to już nie bardzo. Firma Sony już na początku lat dziewięćdziesiątych doszła do wniosku że discmany to nie to i sama zaproponowała następcę jakim był Minidisc. Stało się to na dekadę przed iPodem. Nota bene iPod Appla wcale nie był pierwszym odtwarzaczem z pamięcią półprzewodnikową - sam na Berliner Funkausstellung pod koniec lat dziewięćdziesiątych miałem okazję zapoznać się z takim urządzeniem. Ipod był za to na pewno najbardziej wyznaczającym trendy. Wracając do MD to odtwarzacz ten odniósł kolosalny sukces w Japonii, i duży w Stanach (stamtąd pochodził mój - był to rok 1994...). W Europie się nie przyjął zbyt dobrze, choć i tak lepiej niż DCC Philipsa. Sony przy tym popełniło mnóstwo błędów - MD miał szansę być "lepszą wersją dyskietki", ale się nią nie stał. W Stanach stał się nim do pewnego stopnia standard Iomega Zip.

Kwalimir   8 #13 27.08.2016 13:31

@Sebenicz: W komplecie kup sobie pralkę Franie, poczujesz moc tamtych czasów :) a tak poważnie to nie moja sprawa co robisz ze swoimi pieniędzmi ale pytam tylko z czystej ciekawości po co? discman to był nieporęczny potworek już w swoich czasach ale dzisiaj robić sobie taką krzywdę ?

hindus   6 #14 27.08.2016 14:27

Szkoda, że autor nie wspomniał o formacie ATRAC3(+) który też Sony próbowało przeforsować. A dlaczego? A dlatego, że w podróż można było zabrać empetrójkę o pamięci 128MB (co lepsi mieli nawet 256MB), więcej nie wchodziło. Alternatywą był właśnie discman z jedną płytą CD gdzie mieściło się 700MB piosenek w formacie MP3 albo nawet więcej treści w formacie ATRAC. Oczywiście format był o kant d... rozbić ;) oprogramowanie było beznadziejne (po pół godziny układania piosenek w katalogach w programie od Sony, wciskam przycisk RECORD ale zapomniałem włożyć płyty. Tacka napędu się otworzyła a piosenki zniknęły ;) Nie muszę chyba mówić jak wyglądała moja reakcja - ale było warto.
To były też czasy, że płyty CD jak na portfel ucznia wcale nie były tanie i kupowało się CD-RW, kasowało, nagrywało, kasowało itd :) Ale wracając jeszcze do wielkiej przewagi Discmana z MP3 - można było wziąć ze sobą 10 płyt = 7000MB muzyki. NIKT, ale to nikt nie był w stanie pobić tego żadnym iPodem. Można było słuchać różnych albumów przez całą wycieczkę szkolną w autobusie i jeszcze się nie znudzić.
No i była jeszcze ostatnia kwestia. Miałem Sony D-NE700. Ten przyjemny discmanik jeździł na 1 baterii AA (tak, jednej!) i starczała ona na naprawdę długo, więc wystarczało mieć 2 akumulatorki AA i ładować pusty gdy ten się skończył - to wystarczało. A z czego wynikała ta energooszczędność? Otóż z tego, że discman rozpędzał płytę, czytał całą piosenkę w ciągu paru sekund i wyłączał się. Kilka sekund przed końcem utworu znowu rozkręcał płytę, czytał następną piosenkę i... znowu się wyłączał :) W zestawie był też świetny pilot do słuchawek. Genialne, ale faktycznie był to już schyłek... Chociaż jeszcze 2-3 lata temu, chyba kiedy padł mi smartfon i straciłem możliwość słuchania muzyki, przeprosiłem się z discmanem w trakcie jazdy na rowerze. Nie zawiodłem się, jakość Sony w tamtych czasach to jednak było to.

Autor edytował komentarz w dniu: 27.08.2016 14:27
xomo_pl   21 #15 27.08.2016 14:34

Jak zwykle ciekawa historia aczkolwiek postęp lat 90 został skrócony do raptem kilku zdań. A to właśnie lata 90 przypadają na popularność przenośnych Discmanów, które Sony często oznaczało też jako Walkman.

macminik   16 #16 27.08.2016 14:57

@Maciej_S: Niestety z punktu widzenia Sony i Discmana

macminik   16 #17 27.08.2016 15:00

@hindus: "To były też czasy, że płyty CD jak na portfel ucznia wcale nie były tanie i kupowało się CD-RW, kasowało, nagrywało, kasowało itd :) Ale wracając jeszcze do wielkiej przewagi Discmana z MP3 - można było wziąć ze sobą 10 płyt = 7000MB muzyki. NIKT, ale to nikt nie był w stanie pobić tego żadnym iPodem. Można było słuchać różnych albumów przez całą wycieczkę szkolną w autobusie i jeszcze się nie znudzić. "

Hmm. pierwszy iPod 4 GB kontra 10 płyt zapełnionych mp3-kami i Discman. Niby płyty wystarczały na więcej, ale to także jedna walizka więcej. iPod to jedna kieszeń w jeansach mniej.

macminik   16 #18 27.08.2016 16:22

@Sebenicz: http://allegro.pl/discman-sony-d-22-nr-d948-i6438695099.html

Ale zakładając, że sprzęt jest sprawny i licytujący podchodzą do niego sentymentalnie, myślę że trzeba liczyć nawet 200 zł.

andrzej_1234   5 #19 27.08.2016 17:37

Ej. Super wpis. Kawałek historii bardzo smacznie podany

Sh$rKy   4 #20 27.08.2016 18:43

Ciekawy artykuł. Szkoda, że tak dużo błędów ortograficznych i stylistycznych.

  #21 27.08.2016 19:02

"Stosowano nie tylko mechaniczną amortyzację mechanizmów Discmana, ale także pamięć podręczną do której muzyka była dekodowana z pewnym wyprzedzeniem - swoisty bufor."
I tą funkcjonalność zawdzięczamy innemu produktowi firmy SONY: MiniDISC.

macminik   16 #22 27.08.2016 19:38

@Sh$rKy: Zaprzyjaźniona korektorka zajrzała, poprawiła i powinno już być lepiej. Dzięki za informacje i miło mi, że Ci się podobało.

hindus   6 #23 27.08.2016 19:48

@macminik: Mogło to też wynikać z faktu, że iPoda u nas w szkole miała tylko jedna osoba i była to kupa kasy której zwyczajnie nie miałem - skoro jak widać po tekście, skąpiłem nawet na czyste CD :)

macminik   16 #24 27.08.2016 19:55

@hindus: Zgadza się, cena iPoda była bardziej zaporowa ;-)

  #25 27.08.2016 20:17

Wzmianka o maluchu i wybojach przypomniała mi, że gdzieś w 1996 lub 1998 roku miałem taki pojazd a w nim pożyczony samochodowy odtwarzacz CD marki Philips. Jako, że drogi były wówczas takie same jak dziś a odtwarzacz nie tylko łykał wszystkie rysy na płytach bez błędów, ale też ani myślał przyciąć nawet na największych dziurach, zainteresowało mnie co go wyróżnia od innych, i z tego zainteresowania rozkręciłem obudowę. Okazało się, że nie było wewnątrz mechanizmu z wózkiem jaki jest najbardziej popularny do dziś, tylko laser umieszczono na końcu długiego plastykowego ramienia obracającego się na osi za pomocą pola magnetycznego - coś w stylu głowicy w HDD. Do dziś nie trafiłem na sprzęt jaki miałby ten sam patent, a szkoda, bo był ciekawy a co najważniejsze w pełni niwelował przeskoki na dziurach.

Czarny Romek   6 #26 27.08.2016 22:52

No, ale później takie discmany pozwały także na odtwarzanie płyt zawierających pliki mp3. W połączeniu z faktem, że podówczas pamięć flash 16 MB to było już sporo, a płyta mieściła do 800 MB plików mp3, discmany dalej były fajnym rozwiązaniem

macminik   16 #27 27.08.2016 23:06

@Czarny Romek: nie był fajny. W 2001 roku pojawił się iPod 4 GB. Mniejszy, chyba dłużej działał na baterii niż większość Discmanów i mniej kombinacji by nań nagrać piosenki.
Ponadto, wówczas odtwarzacze mp3 miały już chyba po 64 i 128 MB, co umożliwiało zmieszczenie całej płyty. A czym dalej, tym już było gorzej dla Discmana.

pamix   7 #28 27.08.2016 23:10

Ciekawa seria i super się czyta. Odkrywasz historię, o których mało kto wie.

Czarny Romek   6 #29 27.08.2016 23:23

@macminik: Tylko że taki discman wtedy kosztował grosze. Sam takiego miałem, podłączanego do mojej starej wieży, która odtwarzała tylko zwykłe cd.

macminik   16 #30 28.08.2016 08:35

@Czarny Romek: aż takich groszy nie kosztował, zwłaszcza ta wersja z mp3. Był bez wątpienia tańszy niż iPoda. Ale czy fajny ? To tak jak powiedzieć wówczas, że Fiat 126p jest fajniejszy od Golfa, bo kosztuje grosze.

  #31 28.08.2016 09:16

W latach 90-tych pojawił się jeszcze Minidisc. W ostatniej generacji posiadał dyskietkę 1GB. To był dopiero wypas.

http://www.minidisc.org/images/Sony_MZRH1_black.jpg

https://thngs-images.s3.amazonaws.com/archive/009/551/original/minidisks12.jpg

sokoleokopr   8 #32 28.08.2016 09:52

W polsce i tak kaseciaky były górą a szkoda bo 3/4 to tajwańskie i chińskie dziadostwa co po 1.5h działania padała bateria a po 1mcu siadały z niewiadomych przyczyn. Strasznie znienawidziłem muze przenosną, teraz mamy fony wszystkomające które uśmierciły właśnie diskmany, kalkulatory i gry przenośne + latarki. Już niedługo samsung zaproponuje fon z opcją microfali który przygotuje ci tosta.

En_der   9 #33 28.08.2016 10:24

Może i użądzenie to spóźniło się i zamiast swoich 5 minut na rynku, dostało tylko 2,5 minuty. Jednak było popularne i obecne w miejskim otoczeniu- chociaż to nie gadżet mojego pokolenia. Miałem dwa, pierwszy ukradł mi uprzejmy pasażer kolejowego przedziału, a drugi kupiony na wyprzedaży sklepowego magazynu (nówka "Domotec- Germany") za śmieszne pieniądze. Służy mi do dziś, bardzo przyjemnie posłuchać muzy w klimacie lat 80-90, mp3 nie daje mi takich doznań. To nie była przereklamowana porażka typu tablet.

dawidsab   9 #34 28.08.2016 10:25

Też mam discmana firmy "Sonic".
Dostałem go bodaj na któreś urodziny, jak mi laser we wieży padł i musiałem słuchać płyt w odtwarzaczu DVD albo na komputerze.
Do tej pory jeszcze ten discman działa, ale... Jak się bierze potencjometrem głośności głośniej albo ciszej, to coś zaczyna trzeszczeć w słuchawkach.
Poza tym... Mam odtwarzacz mp3 i discman już dawno wylądował w szufladzie.

ra-v   13 #35 28.08.2016 12:42

U mnie Sony D-151 leży nadal gdzieś w elektronicznym archiwum :)

jajecpl   10 #36 28.08.2016 14:31

Nigdy nie byłem fanem słuchania muzyki w "biegu" . Za małolata trochę pobiegałem z walkmanem, ale jako fan deskorolki i roweru nie szło to za bardzo w parze. Dzisiaj tez jestem przerażony idiotami na rowerach po ulicy, ze słuchawkami...

pocolog   12 #37 28.08.2016 14:53

Teksty macminika czytam tak bezkrytycznie, aż momentami zapominam że to blog :P

fshut   1 #38 28.08.2016 15:46

Kolejny fajny artykul z twojej strony.Dzieki za mile wspomnienia. Aczkolwiek czy nie zapomniales o tym? https://geektimes.ru/post/279854/ DCC to dosc ciekawa konstrukcja i jak na tamte czasy byla swego rodzaju konkurencja dla Minidiscow, akurat to kojarze bo mialem kolege ktory takie cus kiedys posiadal (wiadomo ojciec na zachodzie)

bettymegami   5 #39 28.08.2016 18:52

A teraz bark już większego wyboru albo masz telefon albo mp3 typu pendrive... Ja bym chętnie kupiła na klasyczne wyjmowane do czytnika Compact Flashe (i denerwuje mnie wymuszanie minimalizacji do absurdu), mam sporo takich kart różnej pojemności ale takiego sprzętu nigdzie nie ma w ofercie.

  #40 28.08.2016 19:25

U mnie discman Panasonic podłączony do wzmacniacza robi za stacjonarny odtwarzacz CD (ma możliwość zasilania z sieci). Jakością dźwięku bije na głowę lichą kartę muzyczną w laptopie. Laser mimo ponad 20 lat pracy odczytuje każdą płytę (!!!). Zawiasy, przyciski działają perfekcyjnie.

Takiego porządnego, dobrze wykonanego i dobrze brzmiącego sprzętu dzisiaj się nie spotyka.

macminik   16 #41 28.08.2016 19:44

@Maxim128: To była inna "kultura" technologiczna. Sprzęt starano się robić najlepiej jak się da w granicach założeń finansowych. Efekt? Napęd SCSI Apple mający już prawie 20 lat, intensywnie używany niegdyś w redakcji, działa bezbłędnie do dziś i radzi sobie z płytami, których nie chcą czytać czasem współczesne napędy (chodzi o rysy). Może dlatego, że jego prędkość to x2. Współczesny napęd, jaki kupiłem kilka lat temu, po 4 latach przestał czytać niektóre płyty, bo tak.

stasinek   11 #42 29.08.2016 00:12

Myśle że macminika coś łączy z Henrykiem Sienkiewiczem!
Obaj używają ot takiego tam zwykłego pseudonimu żeby pisac do "gazet" by po latach wydac znaczące powieści.. Tylko czekac na książkę pt. Minik w krainie z przeszłości. Za Wiki powtarzam: "Bolesław Prus" napisał o Sienkiewiczu:

"Już po powrocie z Ameryki, prawie każda z dam, przechodząc ulicą, posądzała prawie każdego wyższego i przystojnego mężczyznę o to, że jest Sienkiewiczem. (...) Nareszcie spotykając co krok fryzury a la Sienkiewicz, wiedząc, że młodzi panowie jeden po drugim zapuszczają Hiszpanki, starają się mieć posągowe rysy i śniadą cerę, postanowiłem poznać jego samego (...) Z mego kąta widzę, że sala prawie wyłącznie zapełniona jest przez płeć piękną. Kilku mężczyzn, którzy tam byli do robienia grzeczności damom albo pisania sprawozdań, tak już w ciżbie kobiet potracili poczucie własnej indywidualności, że mówili: byłam, czytałam, wypiłyśmy we dwie sześć butelek…"

Myśle że na hotzlocie byłoby podobnie... za rok macminik na zlocie!
To może z tej okazji płci pięknej na portalu przybędzie? :)

ra-v   13 #43 29.08.2016 00:56

@Maxim128:
W laptopach są proste kodeki, omyłkowo nazywane kartami dźwiękowymi :-)
Chyba, że masz jakiś EUROCOM, Alienware czy inne cuda.

daras28-82   9 #44 29.08.2016 07:07

@ra-v: Bzdura.
Kodek to software, a tu występuje hardware w postaci przetwornika CA/AC (DAC) zwanego potocznie "kartą dźwiękową/muzyczną".

Autor edytował komentarz w dniu: 29.08.2016 07:14
Cenobith   3 #45 29.08.2016 07:39

@Maciej_S: "I dopóki płyty CD nie zaczęły mieć normalnych cen, ta płyta była jedyną w mojej kolekcji :-)"

W tym kraju płyty nigdy nie miały "normalnych" cen.

U mnie "dyżurną" płytą był "Oddech Wymarłych Światów".

Maciej_S   9 #46 29.08.2016 07:58

@Cenobith: No to inaczej – dopóki nie zacząłem rozsądnie zarabiać :-)

macminik   16 #47 29.08.2016 11:28

@stasinek: haha... bardzo mi miło i dzięki za taka ocenę. Co do bycia Sienkiewiczem będę się starał :-)

ra-v   13 #48 29.08.2016 18:44

@daras28-82:
"Kodek to software, a tu występuje hardware"
No i kto wypisuje bzdury? ;)
Zajrzyj w dokumentację popularnego Realteka, potem jakiegoś Asusa czy Creative, a potem napisz.

daras28-82   9 #49 29.08.2016 19:08

@ra-v: Podobnie Intel nie produkuje kart graficznych.

--kuba86--   4 #50 30.08.2016 07:27

@macminik: http://allegro.pl/discman-sony-d-22-nr-d948-i6438695099.html

Ehh, licytujący wiwindowali cenę > 250 zł :/

macminik   16 #51 30.08.2016 08:29

@--kuba86--: na ebay było kilka sztuk w cenie bardziej akceptowalnej. Chyba nawet za 25 USD z Anglii.