Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Muzyka w kieszeni — Kajtek i problemy nastolatka w PRL

Po moim poprzednim wpisie, wielu z was oczywiście znało tajemnicza zależność kasety magnetofonowej i ołówka. Przyznam, że kiedyś usiłowałem podpytać znajomych rozrzuconych po całym świecie, czy wiedza, o co chodzi z kasetą i ołówkiem i okazało się, że to wcale nie takie oczywiste.

Na zachód od Łaby

Walkman okazał się wielkim sukcesem w krajach położonych na zachód od Łaby i niemal codziennym widokiem były osoby podróżujące miejską komunikacja lub wędrujące w charakterystycznych słuchawkach, co do których Sony jeszcze niedawno miało wątpliwości, czy ktokolwiek będzie chciał się w nich pokazywać. Firma Sony idąc za ciosem, wypuszczała kolejne modele posiadające mniej lub bardziej zaawansowane funkcje i ciekawe rozwiązania. Z czasem w Walkmanach pojawiło się radio, korektor dźwięku, funkcja nagrywania, a nawet możliwość wyszukiwania kolejnego utworu pod warunkiem, że przerwy pomiędzy piosenkami miały minimum 3 sekundy. Walkman Sony dla młodzieży lat osiemdziesiątych i początku lat dziewięćdziesiątych był tak nieodłącznym elementem, jak dla ich dzisiejszych odpowiedników smartfon, czyli przedmiot, bez którego z domu nie warto wychodzić. Szczytem ekstrawagancji i pomysłowości inżynierów Sony, był walkman wodoodporny, którego żółto-szara wersja była długo obiektem moich niezrealizowanych westchnień.

Zostawmy jednak firmę Sony, bo popularność Walkmana nie mogła ujść uwadze innych producentów elektroniki użytkowej. Początkowy sceptycyzm takich gigantów jak Philips, Grundig, Aiwa, Panasonic i wielu innych, szybko zamienił się w chęć wypuszczenia własnych produktów i co tu ukrywać, odebrania kawałka tortu firmie Sony. Rozpoczęła się zdrowa rywalizacja cenowa i walka na coraz to nowe pomysły i funkcjonalności, jakie można umieścić w niewielkich odtwarzaczach. Nie chodziło tu na szczęście tylko o nowe funkcje, ale także o nowe rozwiązania techniczne, związane z samym działaniem odtwarzacza, rozwiązania nawet nie zawsze widoczne dla końcowego nabywcy. Pisze tu celowo "odtwarzacz" bo tylko Sony mogło używać nazwy Walkman i została ona zastrzeżona, stąd też inni producenci musieli ograniczyć się do nazw "Cassette Player" lub "Personal Cassette Player" o ile tak długi napis mieścił się na obudowie pośród miliarda tajemniczych guziczków..

Nowsze odtwarzacze zaczęły cechować się coraz mniejszym apetytem na baterie, coraz lepszymi parametrami odtwarzanego dźwięku i większymi możliwościami jego korekty w zależności od upodobań użytkownika. Nie bez znaczenia był też wygląd i każdy producent usiłował zwabić oko klienta swoim unikatowym designem, choć szczerze mówiąc, niektórym stylistom wodze fantazji bardzo popuszczały i powstawały małe koszmarki odpustowe.

Oczywiście nowe funkcje musiały kosztować i ceny Walkmana, jak i odtwarzaczy kasetowych do najniższych nie należały. Stąd też zrodził się pomysł, by jednocześnie iść w druga stronę i okroić możliwości odtwarzaczy, co miało bezpośrednie przełożenie na niższa cenę takich urządzeń. Tak więc, pojawiły się odtwarzacze z możliwością przewijania w jedna stronę, w brzydkich, kanciastych obudowach z mało wydajnymi i słabymi jakościowo podzespołami i elementami.

Idąc ta drogą, pojawiały się naprawdę bardzo proste, żeby wręcz nie powiedzieć - prostackie konstrukcje, które były masowo produkowane w krajach azjatyckich, niezwykle do siebie podobne i różniące się zazwyczaj tylko napisem oznaczającym producenta na plastikowej klapce. Z tego czasu pamiętam nawet odtwarzacze UNCEF, które wykonane w jakiejś fabryce w Hongkongu, sprzedawane były przez UNICEF celem pozyskania środków na swoją działalność.

Na wschód od Łaby i Odry

Sytuacja wyglądała zgoła odmiennie w krajach demokracji ludowej, w której Walkman był dobrem luksusowym i wręcz nieosiągalnym. Jego cena, wynosząca często nawet kilka średnich pensji mieszkańca nadwiślańskich miast i wiosek, stanowiła skuteczną barierę przed nadmierną popularnością niewielkiego, japońskiego odtwarzacza. Dodatkowym ograniczeniem była konieczność zakupienia go w szczególnych miejscach. Walkmany, jak i odtwarzacze kasetowe innych producentów nie bez trudów można było kupić w Pewexie czy Baltonie za bony lub zielone banknoty emitowane przez Bank of America.

Nic więc dziwnego, że na wschód od Łaby częściej można było spotkać tanie i proste, azjatyckie produkty, niż porządne, firmowe odtwarzacze, będące wręcz częścią wyposażenia przeciętnego, europejskiego nastolatka.

Jak wspominałem powyżej, te najtańsze odtwarzacze, będące zarazem najczęściej pojawiającymi się nad Wisłą, nie miały możliwości przewijania do tyłu. Konstrukcja ich mechanizmu przewidywała tylko i wyłącznie przewijanie kasety do przodu. Aby cofnąć taśmę do już odsłuchania poprzedniej piosenki, należało wyciągnąć taśmę, odwrócić ją na drugą stronę, przewinąć do przodu, ponownie wyciągnąć i odwrócić i liczyć na to, że w całej tej czynności miało się odpowiednie wyczucie.

Zakłady Centra, produkujące baterie na potrzeby Polaków ledwo nadążały z produkcją. W latach osiemdziesiątych, zapotrzebowanie na baterie ciągle rosło, czego nie dało się powiedzieć o zdolnościach produkcyjnych Centry, cierpiących tak jak inne, państwowe zakłady podlegające centralnemu planowaniu na kiepskie zarządzanie i często spore marnotrawstwo potencjału i surowca. Nie bez znaczenia był też fakt, że polskie baterie pod względem technologicznym zaczęły już powoli odstawać od światowych trendów, które jednoznacznie kierowały się stronę baterii alkalicznych. Co gorsze, produkty Centry nie należały do najtrwalszych i najbardziej wydajnych, a każda bateria była niemal na wagę złota.

W drugiej połowie 1985 roku, z wielkimi emocjami oczekiwałem na swój pierwszy odtwarzacz kasetowy, jaki obiecał mi mój ojciec. Już wcześniej widziałem oryginalnego Walkmana u mojego kolegi szkolnego, mającego to szczęście, że jego matka często podróżowała od Japonii. Oczywiście mój odtwarzacz nie miał być Walkmanem. Jakiś znajomy ojca, przywiózł go z podróży, ale przenośne urządzenie wydało mu się zbyt mało użyteczne i postanowił go sprzedać w kwocie nierujnującej naszego domowego budżetu. Ponieważ ojciec był łaskaw przekazać mi informację o odtwarzaczu w piątek, a odtwarzacz miał być do odebrania w poniedziałek, miałem bardzo długi i emocjonujący weekend, który pamiętam do dziś.

W poniedziałek trafił do mnie właśnie taki, najprostszy odtwarzacz firmy „Internacional” o niezwykle prostej konstrukcji i mocno przeciętnych walorach użytkowych, co wówczas nie miało dla mnie absolutnie żadnego znaczenia. Jak inne urządzenia tej kategorii, posiadał kanciastą obudowę wykonaną z białego, kiepskiego, pękającego plastiku, klapkę z półprzeźroczystego, ciemnego plastiku z licznymi oznaczeniami kompletnie bez znaczenia i napisem „Internacinal”. Mój pierwszy odtwarzacz kasetowy nie posiadał nawet zaczepu umożliwiającego zahaczenie go o pasek, w zamian posiadał cienki, czarny paseczek do wieszania go na ramieniu. Wnętrze przedstawiało się równie skromnie. Odtwarzacz miał możliwość przewijania tylko w przód, posiadał kiepski i nieprecyzyjny regulator głośności i jeszcze słabsze słuchawki. Zasilany czterema paluszkami, dostarczał radości słuchania przez jakieś 2 do 3 godzin.

Życie polskiego nastolatka z odtwarzaczem, nie należało do łatwych, a największym problemem były baterie. Te produkowane przez zakłady Centra nie wystarczały na długo, a pozostawione w odtwarzaczu czasem potrafiły nieźle zapaskudzić wnętrze elektrolitem. W dodatku ich kupno wymagało niemałego wysiłku. Po jakimś czasie udało nam się z kolegą „przekabacić” panią w kiosku, która życzliwie zostawiała dla nas z każdej dostawy po kilka, tych jakże potrzebnych baterii. Nawet to jednak nie wystarczało, toteż powstały specjalne systemy, które w jakiś sposób mogły przedłużyć możliwość słuchania muzyki.

Po pierwsze, zużyte baterie kładliśmy na kaloryferze (zimą) lub na słońcu latem. Podgrzane przez jakiś czas potrafiły dostarczyć niezbędnej energii. Po drugie, w domu nie słuchaliśmy na bateriach. Mój odtwarzacz posiadał gniazdo na zasilacz, cóż z tego, skoro takich zasilaczy nie było w sprzedaży.

Tu wyszła pomysłowość i zaradność. Mając czternaście lat, rozpocząłem budowę zasilaczy w oparciu o transformator dzwonkowy. Najpierw wykonałem jeden, egzemplarz próbny na własne potrzeby, który po niezbędnych modyfikacjach i poprawkach okazał się tanim i całkiem przyzwoitym urządzeniem. Ponieważ nie miałem pieniędzy na płytki oraz cały sprzęt niezbędny do ich trawienia, moje zasilacze były zbudowane na bazie płytek… drewnianych, w których od jednej strony osadzałem wszystkie, elementy elektroniczne, a od drugiej łączyłem je przy pomocy cyny i kabelków. Pierwsza obudowa mojego własnego zasilacza to pudełko tekturowe z perfum „Manhattan”. Mój własny zasilacz wzbudził zazdrość u mojego kolegi, któremu wykonałem kolejny i zrobiłem zmodyfikowane połączenie (jego odtwarzacz nie miał gniazdka na zasilacz) umożliwiające wpięcie go w miejsce baterii. Sprzedałem go oczywiście z niewielkim zyskiem. Opinia producenta dobrych zasilaczy szybko się rozeszła po szkole i w krótkim czasie sprzedawałem ich nawet kilka tygodniowo (o ile udawało mi się zdobyć transformatory dzwonkowe), każdy zasilacz mogłem dostosować do konkretnego modelu odtwarzacza klienta. Oczywiście te handlowe nie sprzedawałem już w kartonowych pudełkach, ale najczęściej w jakiś plastikowych pojemnikach spożywczych, które zaklejałem, aby nikt nie mógł podejrzeć, co jest w środku.

Mój całkiem udany biznes psuły problemy z pozyskaniem transformatorów dzwonkowych oraz dyrektorka mojej szkoły, która stwierdziła, że handel w wieku czternastu lat to coś nie do końca przystającego uczniowi. Wezwała moich rodziców, a ja dostałem zakaz sprzedawania kolegom moich produktów. Oczywiście zszedłem do podziemia, ale i to nie trwało długo, albowiem granice się otwarły, a ludzie zaczęli masowo jeździć do Austrii po towar na handel. Pośród bananów, soczków w kartonach i napojów w puszkach, znalazła się też tańsza elektronika, w tym tanie zasilacze (topiące się podczas dłuższego użytkowania) oraz baterie ROCKET, których było dużo i działały o wiele dłużej, niż nasze Centry. Zapotrzebowanie na moje zasilacze spadło.

Wraz z austriacką elektroniką pojawiły się też tanie odtwarzacze kasetowe jednak o wiele lepsze niż te nasze klocki. I choć z moich kolejnych odtwarzaczy pamiętam jeszcze tylko odtwarzacz „CROWN” i jednego Panasonica, większość z nich ciągle oferowała mocno ograniczone możliwości.

Wracając do naszego ołówka, trudno się dziwić, że po podpatrzeniu w instrukcji jak wyrównać taśmę w kasecie, polskie nastolatki zaczęły używać tej metody do przewijania taśm, bo zwyczajnie szkoda było na to marnować baterii. A organizowaliście zawody w przewijaniu ołówkiem dziewięćdziesiątki na czas ? Bo my tak.

Kajtek

W 1986 roku jeszcze zanim zacząłem klecić swoje zasilacze, w telewizji polskiej pojawiła się informacja, że już niedługo, na polskim rynku pojawią się polskie odtwarzacze kasetowe, które mają pokryć zapotrzebowanie na takie urządzenie w Polsce. Podobnie jak większość moich kolegów oczekiwałem taniego i niezłego odtwarzacza.

W 1987 roku na rynku pojawił się produkt Unitra PS 101 Kajtek i wyglądał on niemal dokładnie tak samo, jak najtańsze produkty z Tajwanu, Filipin czy Hongkongu. Produkowany przez Zakłady Radiowe im. Kasprzaka nie mógł konkurować nie tylko z tymi firmowymi odtwarzaczami, ale nawet z ich najtańszymi odpowiednikami z Azji. Niemal od samego początku, nowy odtwarzacz Unitry wzbudzał wiele kontrowersji wśród potencjalnych nabywców.

Kajtek od samego początku zmagał się z opinią kiepskiego produktu i wręcz nagminnym były sytuacje, gdy do sklepów trafiały niesprawne egzemplarze. Polski "Walkman" perfekcyjnie zamieniał taśmę w harmonijkę nienadającą się do ponownego użycia, nawet gdy była to taśma Stilon Gorzów.

Kajtek w sposób niemal mistrzowski pożerał baterie, przez co odtwarzanie muzyki przez dwie godziny było dla niego już sporym wyczynem. Plastikowa klapka szybko pękała i odpadała, podobnie jak plastikowe przyciski nieprzepadające za zbyt długim obcowaniem z aluminiowym mechanizmem. Elementy mechaniczne pracowały głośno, sam silnik napędzający mechanizm przesuwu taśmy był wyraźnie słyszalny nawet dla osób postronnych. Co gorsze, większość Kajtków z czasem przestawało trzymać parametr prędkości przesuwu taśmy, najczęściej nieco zwalniając, dzięki czemu każdą piosenkę można było słuchać dwa razy dłużej.

Uczciwie trzeba przyznać, że wina za słaby produkt nie spoczywała tylko i wyłącznie po stronie Zakładów Radiowych im. Kasprzaka, albowiem wiele usterek wynikało z kiepskiej jakości podzespołów, które do montażu dostarczane były przez kooperantów. Tak więc wśród takich zawodnych elementów znajdowały się gniazda słuchawkowe, gniazda zasilania, elementy sprężyste, które pękały lub trwale się odkształcały.

Niektóre elementy mechaniczne, choć teoretycznie wykonywane z dokładnie taką samą specyfikacją, zwyczajnie nie pasowały do siebie. I choć w trakcie montażu wszystko ze sobą działało, w trakcie użytkowania okazało się nie do końca trzymać wymiary wymagane przez specyfikację, przez co działały niezgodnie z oczekiwaniem konstruktorów Kajtka i co ważniejsze, niezgodnie z oczekiwaniami klientów.

Unitra przygotowała wersję eksportową Kajtka, nazwaną PS 102 Walker, ale chyba trafił on na inne rynki w ilościach wręcz symbolicznych. Kajtkowi nie udało się zawojować rodzimego rynku i ostatecznie zaprzestano jego produkcji w 1989 roku. Podobnie jak moje zasilacze, zabiły go nowsze konstrukcje, jakie przedsiębiorczy handlarze towarów sprowadzanych z Austrii sprowadzali masowa na lokalne bazary.

Pod koniec lat osiemdziesiątych wytrwale zmagaliśmy się z problemem baterii, zasilaczy, wciąganych taśm Stilon Gorzów, pozyskiwania najtańszych kaset BASF, TDK czy Maxwell oraz nowych odtwarzaczy, które były lepsze, nowsze, a głównie ładniejsze. Tymczasem już od 1985 roku nad Walkmanem, kasetą i ołówkiem do przewijania zbierały się czarne chmury, a ściśle rzecz biorąc jedna, spora czarna chmura o nazwie Discman. O tym jednak, już w następnej części.

 

sprzęt hobby

Komentarze

0 nowych
hyouka   8 #1 20.08.2016 18:09

Ciekawy wpis, ale jedno w tej kwestii chyba się nie zmieniło.
"Jego cena, wynosząca często nawet kilka średnich pensji mieszkańca nadwiślańskich miast i wiosek, stanowiła skuteczną barierę przed nadmierną popularnością niewielkiego, japońskiego odtwarzacza."
Nadal aktualne, wiem wiem jest lepiej niż było, ale to właśnie ten jeden czynnik jest u na źródłem wielu obecnych jak i przyszłych problemów.
Kilka lat i takie zmiany w słuchaniu muzyki, heh postęp jest tak szybki że się idzie pogubić.

msnet   19 #2 20.08.2016 22:31

Miałem kiedyś Kajtka. Czerwonego :)

w.p.   3 #3 20.08.2016 22:33

Heh. Wspomnienia. Pamiętam jak kuzynka z RFN była w odwiedzinach i na parę chwil włożyłem na głowę słuchawki z Walkmana. Ależ.... brak słow.Kiedyś człowiek naprawdę przeżywał szok technologiczny. Teraz tego brak - brak tego typu wrażeń. Pierwszy odsłuch z CD - cisza, brak szumów i ON - Vangelis.
Takie coś czuje się chyba tylko raz :)
Kolega miał pamiętam Kajtka a potem jakiegoś właśnie Internationala czy coś takiego - ale kojarzę z Twoich zdjęć taki sprzęt. To były też czasy polskich wież które pojawiały się i od razu znikały z półek (albo nawet znikały zanim na nich się znalazły), pierwszych "jamników", ogromnych boomboxów (polski Condor jako nasza odpowiedź na ogromne radiomagnetofony made in USA), oglądania sprzętu RTV w Baltonie czy Pewexie. Przeglądanie numerów Audio-Video. Kolega z kolei przywiózł zza wschodniej granicy wieżę radzieckiej produkcji.
Eh - mógłbym godzinami wspominać. Przegrywanie za kasę u gościa w bloku ostatniej płyty Depeche Mode - oczywiście na "chromówkę" :)
To były ciekawsze czasy. Teraz brak takich wrażeń. Młodzież będzie kiedyś wspominała jak uganiała się za Pokemonami?

macminik   16 #4 20.08.2016 22:45

@w.p.: Teraz brak takich wrażeń. Młodzież będzie kiedyś wspominała jak uganiała się za Pokemonami?

Myśle, że każde pokolenie ma swoje wspomnienia, więc i oni bedą mieli, choć my ich doceniać nie będziemy. Nasi rodzice wspominali płyty, prywatki, adaptery Bambino i muzykę z pocztówek. Cóż, taka jest kolej rzeczy chyba.

BloodyEyes   7 #5 20.08.2016 22:50

Pamiętam, jak mama podgrzewała mi baterie w garnuszku z wodą.
Napięcie podczas oczekiwania sięgało zenitu.
Chwile, których nigdy nie zapomnę.

I choć jestem bardzo młoda, to najlepiej wspominam nagrywanie muzyki na jamniku, a następnie wychodzenie z mixem do znajomych "na pole".

juh   5 #6 20.08.2016 23:14

Mam jeszcze walkmana Sony WM-FX491, którego sobie cenię i jest moim osobistym graalem :)

ubik   4 #7 20.08.2016 23:15

Dwie uwagi dotyczące nazw. :)
1. Owa azjatycja firma produkująca tanie magnetofony (w tym "walkmany") nazywała się International (przez "t" nie "c") - posiadałem tzw. jamnika ich produkcji. Wybitny nie był, był co najwyżej przeciętny, ale grał zdecydowanie lepiej od Kasprzaków i tanich Grundigów, co stawiało go jednak w sferze marzeń dzieciaków z tamtych lat. O wieżach Diory czy Radmora nie było mowy.
2. Firma od kaset to MAXELL, nie Maxwell. Do dziś wspominam ciepło ich chromówki.

entat   6 #8 20.08.2016 23:15

Też miałem kiedyś Walkmana, być może nawet Kajtka - już nie pamiętam. Pamiętam za to pierwszą kasetę do niego - Majka Jeżowska :D Druga Roxette a potem Dr Alban.

Baterie bardzo szybko się wyczerpywały, więc zrobiłem mały tuning - przełącznik do zapasowych, które były przyklejone taśmą klejącą do korpusu:)

marrrysin   6 #9 20.08.2016 23:17

"Zeszłem"? Serio?

elita   5 #10 20.08.2016 23:18

Ja miałem mk232 grundiga, o walkmanie nawet nie marzyłem :)
Za to czekało się i szukało kaset na następne audycje. Nagrywane niestety monofonicznie - a co puści Jerzy Jop, Tomasz Beksiński czy Fabiański we wieczorze płytowym i jaką to kasetę trzeba naszykować. Niestety szpulowiec rodziców był na moje potrzeby niedostępny ;) W końcu doczekałem się dwukasetowego stereofonicznego jamnkika jvc z odłączanymi kolumienkami :D, dolby i przełącznikiem chrome/metal :)
Pomyśleć że to wszystko wtedy tak wyczekiwane dziś jest na wyciągnięcie ręki.

Ciero   7 #11 20.08.2016 23:33

@macminik: Jeden z lepszych wpisów, jakie miałem przyjemność przeczytać. Pzdr.

  #12 21.08.2016 00:41

"perfumów" — serio?!?

  #13 21.08.2016 06:32

Raportuję dwie, powiedzmy, usterki :
1) "moich niezrealizowanych westchnień" - mocne; nie zazdroszczę;
2) "zielone banknoty emitowane przez Bank of America" - czyli co?
Trochę wyżej niewykazanych literówek, np.w nazwach..

Mikra   4 #14 21.08.2016 08:51

Zawodów w przewijaniu "dziewięćdziesiątki" na czas nie kojarzę, ale kiedyś przewinąłem różową "sześćdziesiątkę" ze Stilonu Gorzów czyszcząc ją patyczkiem nasączonym spirytusem. Przed tą operacją przesłuchanie kasety kończyło się obowiązkowym czyszczeniem głowicy w magnetofonie, potem było znacznie lepiej. Dwukasetowy International działał u mnie przez kilka lat, pamiętam niezliczone wciągnięte taśmy i problem z przewijaniem a nawet odtwarzaniem "ciężkich" kaset. Taka ciekawostka: jeśli suwak od prędkości przesuwu taśmy przesunęło się "nielegalnie" pomiędzy ustawieniem normalnym a szybkim otrzymywało się tryb nieograniczonej prędkości. Przy przewijaniu trzeba było uważać, żeby początku taśmy nie wyrwać z kółeczka mocującego.

macminik   16 #15 21.08.2016 09:01

@Mikra: A zerwane taśmy kleiło się albo taśmą klejącą, albo klejem albo... lakierem do paznokci :)

czarnylas   14 #16 21.08.2016 09:46

Też miałem Kajtka i zestaw kaset Roxette, szkoda tylko że baterie tak krótko trzymały.

KR60   8 #17 21.08.2016 09:54

Na problem z deficytowymi ogniwami R6 było remedium: płaska bateria. Taka do latarek. No i plaster aby ją przykleić. Oczywiście napięcie należało brać z odpowiedniej ilości ogniw, w zależności od wymaganego napięcia zasilania.
Ja także budowałem sobie samodzielnie zasilacze.

Tamte czasy sprzyjały pomysłowości. I nie wyrzucało się tak łatwo jak dziś.

Autor edytował komentarz w dniu: 21.08.2016 09:54
Miszkurka2000   16 #18 21.08.2016 09:56

Jeśli chodzi o tzw. łokmena to ja także zaczynałem od jakiegoś bardzo prostego modelu niemieckiej firmy którego nazwy już nie pamiętam. Później miałem model z radiem analogowym :-) , potem z radiem cyfrowym, a ostatnim modelem był długo wypatrywany w sklepie, a potem długo zbierany porządny, firmowy zdaje się Panasonic z radiem cyfrowym, redukcjami szumu, nagrywaniem z radia i dyktafonem oraz możliwością podłączenia zewnętrznego mikrofonu. Co ciekawe ten z radiem analogowym sprzedałem poprzez ogłoszenie wysyłając go zwyczajnie wierząc w ludzką uczciwość, a sam otrzymałem pieniądze. To były inne czasy. Dziś pewnie dostałbym pieniądze z gry "Fortuna".

rjakrower   6 #19 21.08.2016 10:38

Fajny wpis :-) szczerze mówiąc aż się łezka w oku zakręciła. Walkman to był mój najlepszy przyjaciel jak leżałem za "młodu w szpitalu.

Kriss_De_Valnor   11 #20 21.08.2016 10:42

Też pamiętam tamte czasy. Miałem walkmana tylko nie pamiętam jakiej firmy. Wciągnął mi taśmę z Pink Floyd "Wish You Were Here" mojego wujka (nawet pamiętam wydawcę - "firma fonograficzna" TAKT).

Świetny wpis, dzięki!

Autor edytował komentarz w dniu: 21.08.2016 10:43
  #21 21.08.2016 10:49

Kasety wyparły odtwarzacze mp3,a następnie komórki.

  #22 21.08.2016 10:51

@KR60: Nawet na Zachodzie nie królowała chińszczyzna,dzisiaj zachodnie masz tylko z nazwy,a w środku made in China.Sprzęt był kiedyś droższy.

  #23 21.08.2016 10:55

Pani dyrektor tłamsiła polską przedsiębiorczość ;) No tak w socjalizmie nie miałeś prawa być przedsiębiorcą tylko pracownikiem - a po co pracownikowi rozkręcanie biznesu? :D CO za chore czasy.

__Tux__   13 #24 21.08.2016 11:53

@w.p.: "To były ciekawsze czasy. Teraz brak takich wrażeń. Młodzież będzie kiedyś wspominała jak uganiała się za Pokemonami?"

A może tak tego nie widzimy. Teraz wrażenie robi np. taki Wardęga.

PAMPKIN   11 #25 21.08.2016 12:38

Cóż za zbieg okoliczności, w mijającym tygodniu pokazywałem młodszym kolegom Kajtka w internecie. Ja wspominam Kajtka jako generator szumu i niszczarkę do taśm - oczywiście kolor czerwony. Wystarczy spojrzeć na schemat i wszystko wiadomo.

Semtex   18 #26 21.08.2016 13:53

Mój pierwszy przenośny odtwarzacz to był Anitech: http://scontent.cdninstagram.com/t51.2885-15/s480x480/e35/11355016_1036034713080...

Długo mi służył, najczęściej padały słuchawki, dokładniej kable przed jackiem. :) Ehh, to były ekstra czasy.

bachus   20 #27 21.08.2016 13:58

@macminik: dzięki za wpis :-)

  #28 21.08.2016 13:59

Ta technika miniaturyzacji lat 80tych miała zwolennikow i tyleż przeciwnikow.Należałem do drugiej wymienionej z przyczyny ogolnie przyjętej prawdy o kiepskiej jakości wszelkich ,,kasetowcow,, tym bardziej do nich słuchawek.Tylko szpule- magnety i wyciszone słuchawy mogły mnie rajcować.Bloger zapewne należał do grupy młodzieży trendy na zewnętrzny wyniosły skrzeczący hałas.Co do upiornych wspominkach o kiepskiej jakości taśm magnetofonowych- częściowa prawda.Ale jakim szajsem były enerdowskie i ruskie?Nasze straciły techniczne walory na początku lat 80tych.A dlaczego? Embargo podzespołow,kompnentow z krajow zachodu.Czy szanowny bloger wie,że Gorzow miał najnowocześniejszą linię europy wsch.na licencji Agfa i Basf.To co nastąpiło poźniej wynikło z kłopotow dewizowych.A kto bezpośrednio i pośrednio do tego się przyczynił zostawiam prawdzie historii,-nie opluwaczom i wybielaczom tamtych czasow jakim przyszło nam żyć.Cała dekada 80 to czarne lata polskiej elektroniki.Regenerowany szedł na wew. rynek,a pełnej użyteczności na zewnątrz.

Przemo78   8 #29 21.08.2016 14:15

Miałem kilka odtwarzaczy kasetowych, jakieś clatronic i inne. Moim ostatnim odtwarzaczem był prawdziwy walkman od Sony. Przyciski zastąpiono guzikami dotykowymi i pozbawiono go możliwości zasilania z sieci. Mimo, że był to sprzęt najwyższej klasy i kasy, to o wiele cieplej wspominam swój pierwszy odtwarzacz - tandeta, no name, ale był pierwszy.

Nazwa WALKMAN jest zastrzeżona przez SONY.

Autor edytował komentarz w dniu: 21.08.2016 14:16
daras28-82   9 #30 21.08.2016 14:23

Ja dostałem na komuniję Sanyo, w sumie długo się z nim bujałem...
Tak mi się przypomniało że nawet głośniczki do niego były w zestawie...

Do dziś z tamtych czasów przetrwał mi tylko Ghettoblaster Philipsa, w pełni sprawny, gra w kuchni.
Dzisiejsze sprzęty nawet jakości takiej nie mają nie wspominając o mocy, dodatkowy głośnik niskotonowy, "Turbo Bass", sprzęt grzmi aż podłoga drży.

Autor edytował komentarz w dniu: 21.08.2016 14:28
  #31 21.08.2016 17:41

@ubik: Maxwell to były podróbki Maxella. Były też kasety BASE zamiast BASF itp.

  #32 21.08.2016 17:50

Na załączonym obrazku znajduje się schemat serwisowy a nie instrukcja.

wacek   17 #33 21.08.2016 19:16

Moja siostra miała czerwonego Kajtka, ja żółtego (zazdrościłem jej bo żółty to niezbyt męski kolor :) )

macminik   16 #34 21.08.2016 19:44

@wacek: Cóż, czerwony wyglądał chyba najlepiej, bo te inne kolory były takie mdłe.

  #35 21.08.2016 20:46

@PAMPKIN: Co do schematu to... Znajdziemy w nim dokladnie te same podzespoly, co w duzych magnetofonach Kasprzaka. UL1482 wyciagal prawie 2W mocy! Widac, ze to komstrukcja adaptowana troche na sile, ale zdziwie Cie - tor audio to licemcyjne uklady scalone uzywane np przez Grundiga w przyzwoitym sprzecie. Macminik pisze prawie wylacznie o mechanicznej stronie trgo produktu.
@Semtex. W Anitechu byl rasowy uklad Sony odpowiedzialny za caly tor audio. Mozna powiedziec, ze miales prawie walkmana.
Moje wspomnienia: http://grimm.cba.pl/j3/index.php/moj-prl/1433-walkman-i-prl

WolfX   13 #36 21.08.2016 21:14

Lata osiemdziesiąte i początek 90 to chyba czasy najlepszej muzyki, zwłaszcza początek 90. GNR, AC/DC, Queen, Nirvana, Wczesna Metallica, Aerosmith, Bon Jovi...

En_der   9 #37 21.08.2016 22:16

Mój pierwszy taki odtwarzacz był też azjatycką podróbką- biało niebieski, przywieziony z RFN (ojciec kolegi był kierowcą Tira w PKSie) miał dwa gniazda na słuchawki, można było słuchać muzy w tandemie- boys & bliska sercu... :) Służył mi dwa lata, a w 1987 r, sprzedałem go z niewielką stratą. Miałem jeszcze fajną przygodę z kupionym pod Pałacem Kultury, rosyjskim odtwarzaczem, który wymieniłem na kurtkę mechanika USA, z herkulesa, który stał na stojance wojskowego lotniska Okęcie - był bardzo zaciekawiony tym ustrojstwem, a ja na przepustkę jechałem w szpanerskiej kurtałce :)

ArgonOne   6 #38 21.08.2016 22:19

Kurcze, jakbyś opisywał moje początki z Internationalem kupionym od jakiegoś tajemniczego DonPedro z małego stoliczka pod gliwickim Ikarem.... Najlepszy dzień mojego życia bez kitu. A potem godziny muzyki: ze słuchawek grał Modern Talking, Tina Turner, Shakin' Stevens i takie tam co od ojca mi wpadło w łapy. Oczywiście cenne nagrania przegywane z vinyli lub czterościeżkowca na radiomagnetofon Klaudia RMS-801 (który zresztą mam do dziś). Zailacze też robiłem, ale już takie na monolitycznych Gretzach no i stabilizowane. Głównie dla siebie i rodziny.
Muzyce z przenośnych odtwarzaczy pozostałem wierny jeszcze do końca studiów w 2005r ale był to już hi-endowy Panasonic z miękką mechaniką, redukcją szumów Dolby B zasilany jednym ogniwem a rozmiarami był zbliżony do pełnowymiarowego pudełka na kasetę. Mimo że miałem też całkiem niezłego Discmana SONY jakoś wolałem analog.

Ehhhh...świetne czasy. a teraz podbija do mnie 8 letni synek i mówi"tato, muszę chyba wymienić smartfona, bo wiesz 4,7 cala to za mało aby wygodnie grać i popsuję sobie oczy" A ja grałem w ruskie klony Nintendo z wilkiem i jajkami i oczy mam niezłe;-) ale jeszcze lepsze wspomnienia
Świetny Wpis!

Onlinemaster   9 #39 21.08.2016 23:24

stare dobre czasy mi się przypomniały, jak w autobusie jakiś dziadek komentował na głos jaki to ja młody lekkomyślny, bo słuch stracę od słuchania muzyki przez słuchawki :-) Sąsiadka sprowadziła mi takiego Internationala po znajomości z Austrii a o oryginalnym Walkmanie mogłem tylko pomarzyć, mało kogo było stać - choć dziś jest to śmieszne :-)

Autor edytował komentarz w dniu: 21.08.2016 23:27
  #40 21.08.2016 23:43

@hyouka: Nie jest tylko lepiej, jest znacznie lepiej. Porównując zarobki w 1980 i dzisiaj, to walkman w 1980 kosztował równowartość dzisiejszych 15000 zł, licząc kursem państwowym i 60-75 tysięcy licząc kursem czarnorynkowym.

Pyoter   2 #41 21.08.2016 23:53

Wow, miałem takiego UMISEFa, identycznego, też w kolorze czerwonym :)

ubik   4 #42 22.08.2016 00:52

@zicor (niezalogowany): były również sprzęty Panascanic i Panasony. Nie mniej sądzę, że autorowi chodziło o Maxella (a nie żadne wynalazki typu Maxwell).

FreeWare_RK   20 #43 22.08.2016 01:29

@msnet: I jak się sprawował? Ja miałem 3 razy jakieś walkmany ale już nie pamiętam jakie to były marki :P .

KR60   8 #44 22.08.2016 08:16

@Kriss_De_Valnor: ""firma fonograficzna" TAKT"

Mam jeszcze w domu w Polsce kilkaset kaset z tej "wytwórni".
Niezła jakość i repertuar. Wspomniana pozycja także.
Właściwie to im zawdzięczam to że się osłuchałem dobrej muzyki...

macminik   16 #45 22.08.2016 08:21

@KR60: nie Ty jeden. Zreszta takt chyba długo działał na rynku "legalizując" się z czasem. Nawet nie wiem, czy do dziś nie wydają płyt, ale mogę się mylić.

msnet   19 #46 22.08.2016 08:35

@FreeWare_RK: Na początku działał bardzo dobrze. Z czasem jednak miał coraz większe problemy z uciągnięciem taśmy.

  #47 22.08.2016 10:21

@marrrysin: "Ałtor" jest analfabetą. Dumnym. Przyzwyczaj się. ;-)
Niemniej jako folklor...

macminik   16 #48 22.08.2016 11:34

@Anonim (niezalogowany): z drugiej strony, dzięki takim Ałtorom, możesz zaistnieć w sieci ze swoimi wnikliwymi komentarzami. To, taki folklor.

sagraelski   7 #49 22.08.2016 11:44

Czerwony Kajtek - kiedy to było.. sprzęt już w momencie pojawienia się na rynku był przestarzały ale jakiż ja byłem dumny! Męczyłem go dość długo, choć głównie na zasilaczu :)

edmun   12 #50 22.08.2016 12:24
FreeWare_RK   20 #51 22.08.2016 13:39

@msnet: U mnie tak było dopiero w momencie jak bateria była na wyczerpaniu. Po za tym po prawie 20 latach nadal mi działał bo kiedyś patrzyłem. W większości stare sprzęty posprzedawałem na giełdach bo szkoda było wyrzucać a i trzymać by się kurz nie zbierał :P .

SpaceM7c5   6 #52 24.08.2016 22:31

Dobry wpis.

pamix   7 #53 25.08.2016 18:40

Dealowanie zasilaczami bez atestu. Oj nieładnie nieładnie.

macminik   16 #54 25.08.2016 19:50

@pamix: Tak też to wówczas ujęto. Płytki drewniane, całość w plastiku, pożar, płoną mieszkania, Wawel, Kraków...

  #55 25.08.2016 20:07

Brawo Macminik! Jak zwykle - klasa sama dla siebie.
Ale czas jakiś temu obecałeś o Amstradach CPC napisać, i co...?
Arty o Atari i Spectrum (szczególnie o SAM Coupe) to była a m b r o z j a.

Napisz tym samym stylem o historii Amstradów/Schneiderów CPC, proszę!

osykosy   5 #56 05.10.2016 08:56

Bardzo fajny wpis!!! Pozdrawiam!!