Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Muzyka w kieszeni — kaseta i Walkman

Dla większości młodych czytelników fakt możliwości słuchania ulubionej muzyki w trakcie podróży, spacerów czy codziennych obowiązków jest faktem tak oczywistym, jak oddychanie. Ot, wystarczy telefon komórkowy (smartfon), w którym możemy gromadzić swoją ulubioną muzykę i rozkoszować się nią, gdy tylko przyjdzie nam na to ochota. Spotkałem się ostatnio z opinią, że prawdziwi hipsterzy używają odtwarzaczy mp3, bo odtwarzacz jako taki już staje się powoli przeżytkiem. Wiadomo, smartfon oferuje możliwości nieporównywalnie większe w zakresie wyboru muzyki, choćby za sprawą rozmaitych serwisów, oferujących usługi strumieniowania muzyki. Tego nie potrafi większość odtwarzaczy mp3, a owe klasyczne "mp trójki", do których przy pomocy kabelka wtłaczaliśmy muzykę, stają się rzeczywiście wspomnieniem jakieś epoki, która już bezpowrotnie minęła. Jednak to nie klasyczne "mp trójki" są tak naprawdę hipsterskie, bo bezdyskusyjnym symbolem epoki muzyki przenośnej pozostanie Walkman.

Czasem na Facebooku pojawia się (co jakiś czas) taki mem, stanowiący dla niektórych tajemniczą zagadkę, dla innych tylko wspomnienie dawnych czasów. Na owym memie jest kaseta magnetofonowa i ołówek. Całość opatrzona pytaniem "czy wiesz, co łączy obydwa te przedmioty ?". Niektórzy z nas doskonale wiedzą, niektórzy nawet nie wiedzą, co to jest to, o to nad ołówkiem.

Muzyka jest ponadczasowa i w zasadzie jest niemal tak potrzebna człowiekowi, jak... chciałem napisać jedzenie i sen, ale byłoby to kłamstwo. Bez muzyki można jakiś czas żyć, ale co to by było za życie. Poprzestańmy na tym, że jest nam zazwyczaj bardzo potrzebna. Nie jest więc niczym niezwykłym, że ludzie niemal od zawsze pragnęli mieć muzykę ze sobą. Na początku nosili przy sobie jakieś proste instrumenty, by jak wyobrazić sobie pastuszka bez fujarki ? Nieco bardziej majętni i wpływowi ciągali ze sobą całą, większą, lub mniejszą orkiestrę. Choć w późniejszych czasach powstawały kolejne, coraz to bardziej wymyślne i zaawansowane urządzenia do odtwarzania muzyki, żadne z nich nie było na tyle przenośne, by można o nim powiedzieć - odtwarzacz osobisty.

Co leży obok ołówka...

Jeśli chodzi o nośniki muzyki, sprawa była równie skomplikowana. Wiadome jest, że fujarka pastuszka, instrumenty orkiestry, katarynki, pozytywki, gramofony i inne urządzenia były tylko odtwarzaczami muzyki. Nośnikiem muzyki była ludzka pamięć, kartka z nutami, odpowiednio przygotowany bęben dla pozytywki czy tradycyjna płyta gramofonowa. Wiem, powyższa myśl to ogromne uproszczenie, ale mnie się spieszy do tego czegoś nad ołówkiem.

Płyta gramofonowa, choć ciesząca się uznaniem do dziś, nie była najwygodniejszym nośnikiem muzyki. Łatwo było ją uszkodzić, jej pojemność nie była największa, a rozmiary i technika odtwarzania z niej, wykluczały użycie jej jako nośnika w odtwarzaczach przenośnych, choć Sony bardzo próbowało.

Z drugiej strony nie można powiedzieć, że płyty gramofonowe były przywiązane tylko i wyłącznie do gramofonu ustawionego w salonie. W 1956 roku do sprzedaży trafił odtwarzacz płyt gramofonowych, montowany w samochodach firmy Chrysler. Highway Hi Fi - bo tak się nazywał, został opracowany przez Petera Goldmarka i produkowany przez CBS Laboratories mieścił się pod deską rozdzielczą niemałych przecież, amerykańskich samochodów, a dzięki przemyślnemu systemowi amortyzacji urządzenia oraz zastosowaniu nieco grubszych płyt, starał się niwelować wstrząsy, które uniemożliwiałyby słuchanie muzyki podczas jazdy. W jakim stopniu mu się to udawało, nie mam zielonego pojęcia. Był to jednak krok w kierunku odtwarzaczy osobistych, krok, który wskazywał jednoznacznie, że nie tędy droga.

Inną, ciekawą alternatywą dla tradycyjnej płyty analogowej była taśma magnetyczna. Za pomysłem magnetycznego zapisu dźwięku stał duński wynalazca - Valdemar Poulsen, który w 1898 roku skonstruował i opatentował Telegrafon wykorzystujący do rejestracji dźwięku stalowy drut. Drut okazał się nie najlepszym rozwiązaniem i dosyć szybko zastąpiono go przez nieco bardziej praktyczną, stalową taśmę. Choć Telegrafon nie cierpiał na przypadłość charakterystyczną dla gramofonów i choć był bardziej odporny na wstrząsy, był równie wielki, jak gramofon i równie mało osobisty. W dodatku nośnik, drut czy stalowa taśma, nie należał do najlżejszych nośników muzyki. W latach dwudziestych ubiegłego wieku pojawiły się pierwsze taśmy papierowe, pokryte warstwą magnetyczną, a w 1935 roku na rynku pojawia się pierwszy, komercyjny odtwarzacz muzyczny - Magnetophon K1 niemieckiej firmy AEG, wykorzystujący owe papierowe taśmy.

Jak nie trudno się domyślić, nośnik w postaci papierowej taśmy nie należał do najtrwalszych, toteż z czasem pojawił się pomysł, by papier zastąpić tworzywem sztucznym, a ostatecznie nylonem. Choć sam nośnik uległ znacznemu ulepszeniu, magnetofony szpulowe nadal były duże i niezbyt poręczne, choć i tutaj starano się je miniaturyzować i sprawić, aby stały się wreszcie odtwarzaczami osobistymi.

Między innymi to dzięki firmie Philips, muzyka mogła trafić do naszych kieszeni. W 1963 roku pojawia się to urządzenie, leżące obok ołówka. Kaseta magnetofonowa niwelowała niemal wszystkie wady swoich poprzedników. Była niewielka, lekka i dosyć odporna na uszkodzenia mechaniczne, a w dodatku mieściła całkiem sporą ilość muzyki. Co miała wspólnego z ołówkiem ?

Walkman

Choć niewielka kaseta magnetofonowa dawała podstawy do tworzenia niewielkich odtwarzaczy, era tych ciągle nie nadchodziła. Tradycyjne odtwarzacze magnetofonowe stawały się coraz mniejsze i bardziej przenośne, ale ciągle daleko im było do miana osobistych. Dzięki rozwojowi układów elektronicznych i ich miniaturyzacji sama elektronika zajmowała wewnątrz coraz mniej miejsca i zgłaszała coraz mniejszy apetyt na energię elektryczną. Tym samym, możliwym stało się zasilanie magnetofonów z tradycyjnych baterii, co umożliwiło im oderwanie się od gniazdka elektrycznego w ścianie. Niestety, tym co zajmowało najwięcej miejsca w magnetofonach to głośnik i dosyć złożony mechanizm związany z procesem przesuwania i odczytywania taśmy. Głośnik można wyrzucić i zastąpić słuchawkami, a co z owym dosyć precyzyjnym mechanizmem ? Próby jego miniaturyzacji przynosiły różne efekty, ale nigdy nie umożliwiały one takiej miniaturyzacji, by odtwarzacz stał się osobistym.

Gdy zdam pytanie, jaki był pierwszy osobisty odtwarzacz muzyczny, większość z tych, którzy pamiętają lata osiemdziesiąte odpowie - Walkman. Nic z tych rzeczy. W 1972 roku, niemiecko-brazylijski wynalazca - Andreas Pawel opracował pierwszy, osobisty odtwarzacz muzyczny Stereobelt. W zasadzie był to wielofunkcyjny pas, mieszczący na sobie odtwarzacz na kasety magnetofonowe, oddzielnie miejsca na baterie, amplituner, radio FM czy mikrofon. Jak widać z powyższego, Stereobelt był konstrukcją modułową, a specjalnie opracowany pas umożliwiał nie tylko dokładanie dodatkowych elementów jak np. kolejny moduł zasilania z bateriami, ale także ich wzajemnie przekładanie, zgodnie z wygodą indywidualnego użytkownika.

Stereobelt został po raz pierwszy uruchomiony w lutym 1972 roku w St. Moritz w Szwajcarii i jego konstruktor odsłuchał na nim piosenkę "Push" wykonaną przez Herbie Manna i Duane Allmana. Andreas Pawel był przekonany, że przenośny odtwarzacz stanie się prawdziwym hitem. Nie mylił się, choć z pewnością się nie spodziewał, że owym hitem nie będzie Stereobelt. Swój pomysł przedstawił ówczesnym gigantom elektroniki - Grundigowi, firmie Yamaha czy Philipsowi, jednak nikt nie był zainteresowany jego wynalazkiem. Co ciekawe, wspomniane firmy miały obiekcje nie tylko co do samego urządzenia przenośnego, ale do faktu używania w nim słuchawek. Jeden z przedstawicieli wspomnianych firm miał wręcz stwierdzić, że ludzie nie będą chcieli pokazywać się w słuchawkach w miejscach publicznych.

Andreas Pawel bezskutecznie poszukiwał zainteresowanych swoim odtwarzaczem i ostatecznie zrezygnował z niego, przezornie patentując go w 1977 roku we Włoszech, a w 1978 roku w USA (Patent #: US004412106).

W 1978 roku na rynku pojawia się bardzo drogie i zaawansowane urządzenia Sony służące do nagrywania dźwięku na kasetach magnetofonowych pod wspólną nazwą Pressman. Sony Pressman był całkiem sporych rozmiarów i nagrywał dźwięk mono. Adresowany był dla reporterów i sprzedawany tylko na zamówienie dziennikarzy. Żaden z produktów linii Pressman nie trafił do sklepów komercyjnych. Ukoronowaniem linii Pressman miał stać się model Sony TC-D5ProII, który dzięki zastosowaniu mało popularnych i drogich mikrokaset stał się jak na ówczesne czasy naprawdę niewielki (choć ciągle większy niż późniejszy Walkman). Tym, co jednak w TC-D5Proll było niezwykłe, umożliwiał on odtwarzanie muzyki w bardzo dobrej jakości. Oczywiście i tu była pułapka. Absolutnie nikt nie wydawał wówczas muzyki na mikrokasetach i potencjalny miłośnik słuchania w czasie podróży, samodzielnie musiał przygotować sobie taśmę z odpowiednią muzyką, co nie było ani proste, ani wygodne.

Jednym z użytkowników Pressmana TC-D5Proll był honorowy prezes Sony - Masaru Ibuka. Masaru Ibuka podczas jednej ze swoich podróży stwierdził, że urządzenie to choć bez wątpienia jest klasą samą w sobie, jest zbyt ciężkie i zbyt drogie (1000 USD). Polecił więc, by na jego własne potrzeby opracowano jego lżejszą wersję z tym jednak założeniem, że miał on także pełnić głównie funkcje osobistego odtwarzacza muzyki.

Zadanie miniaturyzacji i modyfikacji Pressmana TC-D5Proll przypadło zespołowi kierowanemu przez Kozo Ohsone. Zespół usunął moduł nagrywania i dodał możliwość odtwarzania dźwięku stereo Hi Fi, pozostając jednak nadal przy mikrokasetach. Zarówno obudowa, jak i sam mechanizm nie został zmieniony. Była to przeróbka TC-D5Proll, a nie nowy produkt. Masaru Ibuko był zachwycony modyfikacjami wprowadzonymi do Pressmana i nie omieszkał pochwalić się nimi przed pozostałymi członkami zarządu Sony.

Pomysł na przeróbkę zwrócił uwagę prezesa Sony - Akio Mority. Prezes Sony borykał się z niemałym problemem kurczącej się sprzedaży radiomagnetofonów Sony. Niewątpliwie dobre, ale też drogie radioodtwarzacze kasetowe przegrywały na rynku z tanimi produktami konkurencji. Sony szukało czegoś nowego, czegoś, czego nie było na rynku, a koncepcja przerobionego Pressmana wydawała się wielce obiecująca. Akio Morita zachęcił inżynierów, by wzorując się na Pressmanie Ibuko, stworzyli tani, przenośny odtwarzacz stereo. Miał być nieco mniejszy i lżejszy, oferować dźwięk stereo, jako nośnika używać standardowych i tanich kaset magnetofonowych, kosztować mniej niż 1000 USD i być gotowy na połowę 1979 roku.

Zadania tego podjął się Kozo Ohsone, który postanowił użyć jak najwięcej elementów z Pressmana Akio Mority, oraz całkowicie przeprojektować i zminiaturyzować mechanizm zmiany trybów pracy, oraz mechanizm napędowy kasety. Podczas projektowania mechanizmu pierwszego, w pełni personalnego i przenośnego odtwarzacza kasetowego, Kozo Ohsone postanowił skorzystać z wielu elementów dostępnych już w innych produktach japońskiego koncernu. Nie stało za tym lenistwo Ohsone, ale bardzo krótki czas, jaki otrzymał na przygotowanie i wdrożenie nowego produktu. Mechanizm został zaczerpnięty z dyktafonu TCM-600 i po niewielkich modyfikacjach, został on zaadaptowany na potrzeby projektowanego odtwarzacza.

Gdy produkt był już niemal gotowy, przed zespołem stanęło niełatwe zadanie wymyślenia dlań nazwy. Szukano zbitka słów związanych z odtwarzaniem i nazwą Pressman. Ktoś zasugerował, że ponieważ odtwarzacz będzie wykorzystywany głównie w drodze, może powinien nazywać się "Walkie". Kozo Ohsone postanowił połączyć "Walkie" z "Pressman" i wyszło mu "Walkman", jednak pomysł ten został odrzucony przez zarząd, obawiający się, że nazwa ta nie przyjmie się w krajach anglojęzycznych. Czas uciekał, a nowych pomysłów nie przybywało. Ostatecznie dobrze dziś znana nazwa "Walkman" pozostała, trochę przez zasiedzenie.

Kolejnym problemem Sony okazały się słuchawki, gdyż wówczas Sony nie posiadało w swojej ofercie lekkich słuchawek, które byłyby równie niewielkie i lekkie jak Walkman. Nieco wcześniej, dział Sony zajmujący się projektowaniem słuchawek stworzył projekt lekkich, bo ważących niecałe 50 gramów słuchawek, w których otulina otaczająca ucho została zastąpiona zwykłą gąbką. Słuchawki te nie weszły do produkcji, gdyż zdaniem zarządu Sony w swojej ofercie miało zdecydowanie lepsze modele, jednakże, gdy pojawił się projekt Walkmana i potrzeba znalezienia lekkich słuchawek, porzucony przed kilku laty projekt, zdawał się wręcz idealnym rozwiązaniem.

Premiera Walkmana TPS-L2 została bardzo starannie przygotowana. Sony zaprosiło prasę i wszelkie media zajmujące się nowinkami technicznymi w zakresie sprzętu audio. Zainteresowani dostali nie tylko materiały szczegółowo opisujące nowy produkt Sony, ale także możliwość sprawdzenia jego możliwości. Sony przygotowało się także do sprzedaży Walkmana i w magazynach firmy na swój debiut czekało 30 tys. nowiutkich odtwarzaczy. Publiczna premiera miała miejsce 1 lipca 1979 roku, ale reakcja prasy daleka była od tego, czego oczekiwałoby Sony. Zdaniem recenzentów, Walkman jest skazany na porażkę, gdyż niewielu klientów zdecyduje się wydać 200 USD na sprzęt pozbawiony możliwości nagrywania. Media na Walkmana ciągle patrzyły przez pryzmat albo Pressmana, albo magnetofonu, a Walkman nie był żadnym z nich. Poddawano także pod wątpliwość założenie, że ludzie podróżujący zechcą w trakcie poruszania się słuchać muzyki na słuchawkach. Może nieliczni... ale skąd pomysł, że Sony znajdzie nabywców na 30 tys. Walkmanów ? Przecież najlepiej sprzedający się magnetofon kasetowy Sony znalazł aż 15 tys. nabywców !

Choć zarząd Sony z pewnością mógł się czuć zaniepokojony tak mało przychylnym wydźwiękiem premiery Walkmana, na szczęście na zewnątrz zdawał się pewnym swego i obranego kierunku. Sony położyło główny nacisk na promocję Walkmana wśród młodzieży oraz rodzimych gwiazd. Taką samą drogę obrał Jobs, promując iPoda trzydzieści dwa lata później. Sony zatrudniło specjalnych prezenterów Walkmana, oferujących młodym Japończykom możliwość sprawdzenia jego możliwości na terenie japońskich metropolii. Bardzo ciekawym pomysłem było wynajęcie autokarów i oferowanie darmowych wycieczek po Tokyo. Podczas tych wycieczek uczestnicy otrzymywali Walkmana z nagraniem dotyczącym atrakcji, jakie można było zobaczyć podczas wycieczki. W niecały miesiąc po premierze Sony mogło odnotować sprzedaż 30 tys. Walkmanów na terenie Japonii, a co równie istotne, liczne zapytania swoich zagranicznych działów o datę premiery w innych krajach.

Wprowadzenie Walkmana na rynek amerykański i rynki krajów europejskich zdaniem Sony wymagał także bardzo starannego przygotowania. Może nie było to założenie słuszne, bo zarówno młodzi Amerykanie, jak i Anglicy, Francuzi czy Niemcy z niecierpliwością oczekiwali premiery Walkmana w swoich krajach. Wystarczającą reklamą dla niewielkiego odtwarzacza Sony były recenzje prasy, opowieści tych, którzy mieli możliwość poznania Walkmana osobiście, a także tych nielicznych wybrańców, którzy dzięki importowi prywatnemu stali się posiadaczami Walkmana, zanim ten trafił oficjalnie do Europy czy Ameryki. Pamiętajmy, nie było wówczas Ali Expressu ani eBay'a, więc import prywatny był dużo bardziej skomplikowany niż dziś.

Główną obiekcją Sony była ciągle nazwa odtwarzacza i obawa, że słowo "Walkman" się nie przyjmie. Stąd też wymyślono, że odtwarzacz w Szwecji będzie nazywał się "Freestyle", w Anglii "Stowaway", a w USA "Soundabout". Zapewne nazwa ta zastąpiłaby nazwę "Walkman" gdyby nie fakt, że podczas jeden z wizyt w Paryżu Akio Morita został zapytany przez dziecko jednego z pracowników francuskiego oddziały Sony, kiedy we Francji będą "Walkmany".

Tak więc, pierwsze serie Walkmana miały odpowiednio na pudełkach nazwy "Stowaway", "Soundabout" i "Freestyle", jednak po wyczerpaniu zapasów z tymi nazwami, wszystkie odtwarzacze miały już nazwę "Walkman". Nazwa "Walkman" została zastrzeżona przez firmę Sony i na stałe weszła do słownika jako określenie przenośnego odtwarzacza produkowanego właśnie przez firmę Sony. Z czasem, "walkmanem" określano wszelkie odtwarzacze produkowane przez rozmaite firmy i firemki na całym świecie, od znanych gigantów jak Philips, Aiwa, Grundig czy Panasonic, po niewiele mówiące Internationale, austriacki First czy nawet nasza rodzima Unitra, co rzecz jasna, nie było zgodne z prawem. Tak jak nazwa "Adidasy" rozciągnęła się na obuwie sportowe, a "iPod" na odtwarzacze mp3, tak "walkmanami" stały się wszystkie, przenośne, osobiste odtwarzacze kasetowe.

Można by przypuszczać, że pierwszy Walkman był urządzeniem dosyć prostym. Takie podejrzenie może sugerować fakt, że większość odtwarzaczy, jakie pojawiły się kilka lat po premierze pierwszego Walkmana, miało dosyć ograniczone funkcje. Nic bardziej mylnego. Pierwszym sukcesem konstruktorów Walkmana był fakt, że do jego zasilania wystarczyły zaledwie dwie baterie AA (tradycyjne paluszki 1.5V). Może to dziś dziwić, ale zapotrzebowanie na energię elektryczną przez mechanizm napędzający taśmę, układy przetwarzania i wzmacniania dźwięku zazwyczaj wymagały nieco większego napięcia niż skromne 3V oferowane przez dwie baterie. Nawet kilka lat później, wiele odtwarzaczy wymagało trzech, a nawet czterech baterii AA.

Drugą, ciekawą funkcją Walkmana był tak zwany "Hotline". Pierwszy Walkman posiadał dwa wyjścia słuchawkowe, umożliwiając jednoczesne słuchanie muzyki przez dwie osoby jednocześnie. W niektórych Walkmanach, gniazda słuchawkowe zaznaczano jako "dla chłopaka" i "dla dziewczyny" co bez wątpienia było efektem adresowania odtwarzacza do młodzieży. Na czym polegała jednak funkcja "Hotline" ? Otóż Walkman miał wbudowany mikrofon. Po wciśnięciu pomarańczowego przycisku na górnej krawędzi Walkmana, jeden ze słuchaczy mówił do drugiego, a jego głos nakładany był na muzykę i słychać go było w słuchawkach. Choć funkcja ta od strony praktycznej jest mało przydatna, bez wątpienia jest czymś naprawdę unikatowym. W późniejszym okresie na rynku pojawiły się jednak Walkmany TPS-L2 wyposażone tylko w jedno gniazdo słuchawkowe, a funkcja "Hotline" znikła bezpowrotne.

Co ciekawe, pierwszy Walkman został wyposażony możliwość przewijania kaset w dwóch kierunkach, co było przez długi okres funkcją zupełnie niedostępną dla odtwarzaczy innych producentów.

Bez wątpienia na uwagę zasługiwała obudowa samego Walkmana TPS-L2. Jego szkielet był metalowy, natomiast obudowa była z wysokiej jakości plastiku w kolorze niebieskim i srebrnym. Choć w obudowie pierwszego Walkmana bez trudu dopatrzymy się pewnych elementów charakterystycznych dla dyktafonu TCM-600, bez wątpienia w swoim czasie mógł wzbudzać tylko uznanie, jeśli chodzi o design.

Premiera Walkmana nie uszła uwadze Andreasa Pawla, który w produkcie firmy Sony dopatrzył się naruszenia posiadanego przez siebie patentu opisującego Stereobelt. Walkman trafił do sprzedaży w 1979 roku i już w 1980 wiadome było, że jest olbrzymim sukcesem firmy Sony, Andreas Pawel zgłosił się z roszczeniami do firmy Sony już w 1980 roku. Przedstawiciele Sony przez blisko sześć lat negocjowali z Pawlem wysokość ewentualnego odszkodowania. Sześć długich lat, podczas których Walkman stał się synonimem osobistego odtwarzacza kasetowego. Porozumienie zawarto w 1986 roku, ale Andreas Pawel nie był z niego zadowolony. Sony zgodziło się zapłacić 150 tys. marek niemieckich za naruszenie patentów w niektórych modelach Walkmana sprzedawanych na terenie Niemiec. Kwota ta stanowiła niecały 1% dochodów Sony z tytułu sprzedaży Walkmanów w RFN.

Andreas Pawel nie odpuszczał jednak i w 1989 roku skierował przeciwko Sony pozew do sądu w Wielkiej Brytanii. Trwająca przez blisko siedem lat batalia sprawiła, że pozew został oddalony, a Andreas Pawel został z rachunkiem 3 mln dolarów kosztów sądowych do zapłacenia. W 2003 Andreas Pawel zagroził firmie Sony skierowaniem kolejnych pozwów na terenie innych państw, w których Walkman Sony trafił do sprzedaży. W 2006 roku Sony zdecydowało się na polubowne załatwienie sporu i wypłaciło Andreasowi Pawel 10 mln USD z tytułu odszkodowania za naruszone patenty.

W 2001 roku Apple zaprezentowało iPoda, a w 2006 na rynek trafił iPod 5 generacji, edycja U2 z kolorowym wyświetlaczem i pojemności 30 GB. Oczywiste już było, że Walkman kasetowy to już przeszłość, którą nikt sobie głowy nie będzie zawracał.

Od autora:

Muszę przyznać, że pierwotnie powyższy wpis miał wyglądać zupełnie inaczej. Miał być jednorazowym wpisem o odtwarzaczach kasetowych i innych tego typu urządzeniach. Czyż można pisać bez historii Walkmana ? Tak więc wpis nieco spuchł i zgodnie ze swoją tradycją, postanowiłem podzielić go na części. Nie bójcie się, to nie będzie historia firmy Sony, ani historia Walkmanów. To będzie historia kasety magnetofonowej, ołówka i burzliwego postępu przenośnych odtwarzaczy muzycznych. Tak więc, zapraszam na kolejną część... 

sprzęt urządzenia mobilne hobby

Komentarze

0 nowych
golem14   4 #1 25.07.2016 19:50

BTW. Kręciłeś ołówkiem czy wirowałeś kasetą na ołówku? ;-)

Shaki81 MODERATOR BLOGA  37 #2 25.07.2016 20:03

@golem14: Chyba jak większość z nas, wirował kasetą:).

Autor edytował komentarz w dniu: 25.07.2016 20:04
maxiixi   7 #3 25.07.2016 20:20

Wspomnienia wracają :) .
Szczerze to kręciłem ołówkiem i czasami wirowałem kasetą na ołówku .

macminik   15 #4 25.07.2016 20:21

@golem14: Nie, no wiadomo, kręciłem śmigiełko. Było szybciej. Ale co zabawne, ważna była nie tylko prędkość, ale równomierne i płynne ruchy.

Autor edytował komentarz w dniu: 25.07.2016 20:23
Bercik899   4 #5 25.07.2016 20:38

@macminik: "W 2001 roku Apple zaprezentowało iPada, a w 2006 na rynek trafił iPad 5 generacji," - Chyba wkradł się błąd, nie powinien być iPod?

Sam wpis natomiast genialny :)

edelmann   11 #6 25.07.2016 20:43

Aż się łezka w oku kręci. A tu coś polskiego: http://unitraklub.pl/magnetofony_kasetowe

Autor edytował komentarz w dniu: 25.07.2016 20:43
bachus   19 #7 25.07.2016 20:59

@edelmann: mój pierwszy walkman: http://goo.gl/9OXbKK
Dodam, że głównie używało go się na... zasilaczu, bo x4 AA to był dość spory wydatek a Kajtek dodatkowo był wyjątkowo żarłoczny.

Autor edytował komentarz w dniu: 25.07.2016 21:01
Anonim (niezarejestrowany)   5 #8 25.07.2016 21:08

A ja miałem od Ruskich Walkmana, ktory oczywiście tak się nie nazywał. Szajs rozleciał się po tygodniu.

porterneon   6 #9 25.07.2016 21:14

Ostatnio jak pakowalem kasety do pudla to nie moglem sobie podarowac i oczywiscie wlaczylem jedna zeby sprawdzic odtwarzacz czy jeszcze dziala :) Mam mini wieze philipsa, z dwoma kieszeniami kasetowymi, ktora naprawde daje rade (wzmacniacz 2x60W RMS). Wieza na codzien nie byla uzywana ale zal bylo wyrzucac :), tym bardziej ze to jedyny sprzet w domu, ktory odtwarza kasety.

Wyczyscilem wieze w srodku, wymienilem paski napedu CD i sprzet smiga jak nalezy. Jak nie bedzie niespodzianek to jeszcze posluzy kilka lat :)

Autor edytował komentarz w dniu: 25.07.2016 21:18
Semtex   17 #10 25.07.2016 21:15

Setki baterii, godziny w PKS do szkoły odcięty od świata, love it :)

jasieczek   6 #11 25.07.2016 21:22

@macminik: Taśmy byly produkowane z acetylo-celulozy a to nie to samo co papier.Z tego samego materiału produkowano taśmy filmowe.Przez wiele lat taśmy te były produkowane jako masowe ( nie napylane ).Następnie taśmy produkowano z polichlorku winylu a jeszcze póżniej na nośniku z poliestru .W radiofonii profesjonalnej taśm w technologii masowej używano jeszcze w latach 80tych. Proszę popraw ten rażący błąd !

Autor edytował komentarz w dniu: 25.07.2016 21:39
moh   6 #12 25.07.2016 21:42

"(...) Tak jak nazwa "Adidasy" rozciągnęła się na obuwie sportowe, a "iPod" na odtwarzacze mp3, tak "walkmanami" stały się wszystkie, przenośne, osobiste odtwarzacze kasetowe. (...)"
O ile z adidasami i walkmanem sie zgodze, to w moim srodowisku nikt nie uzywa slowa ipod jako zamiennik kiedy mowa o odtwarzaczu mp3. Nie przyjelo sie. :P
@macminik Mozliwe

Autor edytował komentarz w dniu: 26.07.2016 12:04
macminik   15 #13 25.07.2016 21:46

@Bercik899: Tak masz rację, iPod powoli się już zaciera w codziennej świadomości ;-)

macminik   15 #14 25.07.2016 21:48

@moh: Widocznie jesteś trochę zbyt młody, nie obraź się. Początkiem obecnego wieku, zaraz po tym jak iPod trafił do Polski, ludzie kupowali same iPody. Co kupiłeś ? iPoda Creatiw (specjalnie pisownia skopana). Ile to osób przychodziło do mnie z takimi iPodami...

macminik   15 #15 25.07.2016 21:49

@jasieczek: Pozwolę sobie wkleić Twoje sprostowanie do wpisu.

klisza   7 #16 25.07.2016 22:03

Może nie walkmana, bo bez przesady, ale kaset używam do teraz. Dzisiaj nawet mi przyszło takie coś

https://postimg.org/image/fspudijf3/

Jest taka kapela stoner-metalowa - Ufomammut (polecam tak na marginesie). Najnowszy album jest dostępny rownież na kasecie magnetofonowej.

jasieczek   6 #17 25.07.2016 22:19

@macminik: Trochę dziwi mnie przeskok od Walkmana do iPoda. Po drodze jest jeszcze CDwalkmen,DCC - digital compact casette,Mini Disc - walkmen. Wszystkie funkcjonowały na rynku przez co najmniej 20 lat każdy.

macminik   15 #18 25.07.2016 22:23

@jasieczek: nawiązanie nie miało na celu przeskoczenie owych wynalazków, jedynie uzmysłowienie czytelnikom, że Andreas Pavel uzyskał korzystne dla siebie rozwiazanie wówczas, gdy Walkman kasetowy był już praktycznie martwym produktem.

  #19 25.07.2016 22:37

Ciekawa historia oraz sam wpis. Ale czy za chwilę osoby mówiące/piszące o takich "zabytach" nie będą poszczegane jako dziwacy. Już słyszę w głowie "Co to za badziew" wypowiedziane przez młodzież już za kilka lat. Magnetofon czy Walkman to jeszcze pojęcia, które zna młodzież szkolna, ale już magnetowid to niestety dla dzieciaków z podstawówki tylko dziwne słowo. Wynika z tego że za 6-8 lat maturzysta nie będzie świadomy, że istniało coś przed płytami DVD z filmem. Trochę przykre. Widocznie jest to cena postępu.

  #20 25.07.2016 22:58

Łezka się, kurde, kręci w oku mem, starożytnem...

SpaceM7c5   6 #21 26.07.2016 07:34

Jasne że wirować kasetą trzeba było. Kto by sobie pozwolił tracić energie na przewijanie :p

gaijin   4 #22 26.07.2016 08:25

Kręcenie kasetą, dokręcanie ołówkiem, urwana taśma, klejenie i bajer w wieży autorewers:) Muzykę się wtedy słuchało dokładnie a teraz ileśset mp3 na małej mp3jce i jak to przesłuchać...

macminik   15 #23 26.07.2016 08:31

@gaijin: właśnie. Zauważyłem, ze gdy były kasety, człowiek kupował kasetę i słuchał od dyski do deski, a raczej od rozbiegówki do rozbiegówki. Wiadomo, były utwory lepsze lub gorsze ale się słuchało. Przy mp3 kupno i słuchanie całego albumu to naprawdę rzadkość.

pamix   7 #24 26.07.2016 09:10

Dobrze, że teraz wstawiłeś ten wpis, a nie za kilka lat, bo mogłoby się okazać, że młode pokolenie nie wiedziałoby, co to za ustrojstwo, to nad ołówkiem. Już teraz dzieciaki w podstawówce nie wiedzą, co to jest magnetowid czy kaseta VHS.

mmm777   4 #25 26.07.2016 09:12

@jasieczek: Taśmy z papieru były. Celofanowe także. Szyny kolejowe (jako nośnik) też były używane :)

hyouka   7 #26 26.07.2016 09:16

Często słucham starych piosenek, bo nowe są w stylu po tygodniu się nudzą a te stare można słuchać latami i nigdy się nie znudzą. Ostatni Walkman padł po zmianie nazwy aplikacji do muzyki w smartphonach sony na Muzyka lol. Tak serio to moim zdaniem najlepsza aplikacja do odtwarzania muzyki na smartphonach. Ogólnie to biorąc pod uwagę doświadczenie sony w zakresie dźwięku to dziwi brak w ofercie telefonu z wypasionym audio z wskazaniem dla audiofilów.

Azi   10 #27 26.07.2016 09:16

Te czasy radiowej Trójki czy na Dwójce Bogdan Fabiański i "Słuchajmy Razem" :) I nagrywanie całych albumów. Z kumplem zawsze się umawialiśmy, że jeden nagrywa jedną płytę a następną drugi (były puszczane zawsze dwa albumy). Czasy świetności Kasprzaka RMS-451 - tylko dwóch nas miało w naszej okolicy takie "cudo" - ale był szpan! :)

  #28 26.07.2016 12:26

@bachus: Miałem identyczny! :) Pamiętam te czasy i ilość kupowanych baterii. Oj żarł on niesłychanie energię.

Maniek 77   4 #29 26.07.2016 13:00

@hyouka: "...te stare można słuchać latami i nigdy się nie znudzą..." To ciekawy temat. Zawsze jest tak, że najbardziej podoba nam się to co już znamy, takie trochę przyzwyczajenie? Stare filmy, muzyka, klasyczne samochody (te ostatnie to może nie wszystkim) Moja koleżanka nazwała mnie kiedyś anachronicznym reliktem przeszłości (przeczytała to pewnie u Sapkowskiego;)) bo słucham muzyki z CD, na dodatek nie takiej muzyki jak wszyscy! Od dłuższego czasu coraz większą trudność sprawia mi znalezienie czegoś nowego do posłuchania. Gdzieś czytałem, że to pierwsze objawy starzenia się mózgu, dość typowe. Podobno z czasem coraz trudniej jest nam polubić coś nowego, lubimy kiedyś przeczytane książki i muzykę której słuchaliśmy dawniej. Ale jakoś nie do końca przekonuje nie ta teoria, chociaż może coś w tym jest? Wszyscy mówią, że dawniej było lepiej i takie tam;) ale to chyba temat na inną dyskusję, strasznie się rozpisałem, pozdrawiam.

macminik   15 #30 26.07.2016 13:11

@Maniek 77: być może to efekt starzenia bo jak nie trudno zauważyć, nasi ojcowie, dziadkowie mawiali, za moich czasów... Itd. Ileż to ja się nasłuchałem, że muzyka która słucham to jakiś nieprawdopodobny łomot. No fakt, utwory z pierwszych płyt D.R.I. nie mogły się pochwalicie jakakolwiek ścieżka melodyczną. Z drugiej strony, naszych ojców ścigano za pekaesy bigbit itd.

Z drugiej strony, jeśli zaglądam do niektórych książek z przed lat, oglądam filmy czy nawet słucham niektórych piosnek to myśle, o Boże jaka tragedia ! Wiec chyba nie wszystko przyjmujmy tak bezkrytyczne. A stare auta... To inny temat. Tam liczył się talent konstruktorów a nie elektronika poprawiająca błędy inżyniera, robota na taśmie i kierowcy. Dlatego żaden pojazd z jakimś inteligentnym pilotem nie kręci mnie. Z trudem godzę się z myślą, że za pare lat będę miał auto na prąd zapewne....

Maniek 77   4 #31 26.07.2016 13:48

@macminik: Z tym starzeniem się to pewnie niestety masz rację. Na szczęście nie interesuje się polityką więc chyba jeszcze jest jakaś nadzieja ;)

ps. niektóre stare samochody naprawdę były lepsze. Elektroniczne dodatki i kilometry kabli nie zastąpią jakości.

zyxobo   2 #32 26.07.2016 15:52

W temacie przenośnego gramofonu: https://www.youtube.com/watch?v=ypex04AvuWA

golem14   4 #33 26.07.2016 17:51

@macminik: Tak, bo w przeciwnym wypadku się ślizga. Ołówkiem tylko na końcówce albo jak się wciągnęła do magnetofonu i trzeba było delikatnie rozsupłać ;-)

  #34 26.07.2016 18:09

Najpiękniejsza była kwestia baterii. W połowie lat 80-tych, Walkman mojej dziewczyny, za ok 180$ (w Pewexie, oryginalne Jeansy amerykańskie kosztowały wtedy 15-25 dolców i dla przeciętnego człeka była to ciężka forsa!), żarł jeden zestaw (2 szt.) oryginalnych baterii Sony na około 60 - 90 minut muzyki. Łaziłem z nią (dziewczyną) obładowany, jak tragarz, z chyba dwukilową, papierową torbą, pełną baterii. Oczywiście, baterie też były z Pewexu, bo te polskie miały pięciokrotnie mniejszą wydajność i lało się z nich,
jak z potłuczonych jaj, więc strach było wkładać je w takie cudo (Walkmana mam na myśli).
Dlatego koszty słuchania były - delikatnie mówiąc - nieopłacalne...
P.S.
Dla porównania, mój własny, o 15 lat późniejszy Panasonic, na JEDNEJ baterii działał około 30 godzin, a z podłaczonym dodatkowym akumulatorkiem - 70h...

  #35 26.07.2016 18:45

Mam nadzieję, że kolega wspomni - i to obszernie wspomni - o odtwarzaczach i formacie MiniDisc. Choć dziś trudno o kasetki w Polsce (w przeciwieństwie do Japonii), to wolę nagrywać na MD niż na CD. No i ten czas działania na jednym "paluszku". Nawet stara Nokia 6310i tyle nie trzyma.

hyouka   7 #36 26.07.2016 20:04

@Maniek 77: Osobiście sądzę że teraz muzyka jest gorsza, robiona pod komerchę, choć zdarzają się perełki to są one w mniejszości. Więc podsumowując z wiekiem ma się lepszy gust, słuchając długo szyfu szukamy czegoś lepszego, tak natrafiłem na j-pop, j-rock, k-pop także tak się można ubogacić kulturowo.

Bercik899   4 #37 26.07.2016 21:20

@hyouka: Zawsze tak było. Zawsze muzyka była robiona dla celów komercyjnych (głownie). i nie, piosenki 30 lat temu nie były mądrzejsze i bardziej wartościowe. To jest takie gadanie jak narzekanie na dzisiejszą młodzież. Mile się słucha lat 80 ale dlatego że teraz pamiętamy tylko o tych dobrych kawałkach, o słabych nikt nie pamięta.

macminik   15 #38 26.07.2016 23:12

@golem14: dlatego zamiast okrągłych, lepsze były te kanciaste ołówki :-) na nich jak się kółko obsadziło, to można było tak zasować, że Mi-24 mógł się czuć zawstydzony ze swoim rotorem..

__Tux__   12 #39 27.07.2016 10:46

@hyouka: W sumie to Iphony i Galaxy od Samsunga mają namiastkę audiofilii, bo montują tam układy Cirrus Logic i Wolfson, a takie znajdziemy w kartach dźwiękowych ze średniej i wyższej półki.
@macminik: Na kasetach i winylach rzadko zdarzały się słabe utwory, bo miejsce na nośniku było drogie. Dziś koszt wyprodukowania albumu jest niższy, bo masz dystrybucje cyfrową. Za cenę wydania albumu na winylu, wielu postawi sobie sklep na stronie artysty i sprzedają ile chcą.
@Maniek 77: Do tego dochodzi niechęć do zmian. Człowiekowi młodemu siłą rzeczy łatwo jest coś zmienić, bo szybko się uczy. Można powiedzieć, że nawet poznanie nowego rodzaju muzyki to też pewna nauka reagowania na tę muzykę.

Ostatnio rozglądałem się za muzyką w lepszej jakości, tzn. "pliki gęste", format DSD i tego typu sprawy. Bardzo mało jest muzyki z próbkowaniem 96 kHz i więcej. Z bardzo znanych artystów na razie znalazłem tylko Michaela Jacksona i Enyę (nie wiem jak tam się Enya odmienia :-P ). Z tego, co zauważyłem takich albumów fajnie się słucha od początku do końca ze względu na treść jak i na jakość. Co do jakości, należy też powiedzieć o wojnie głośności. Na kasetach wyciągało się dynamikę ile to możliwe. A dziś... ehh.

kr2ysiek   6 #40 27.07.2016 11:41

Mi do przewijania kaset służył palec, ten najmniejszy. Był zawsze "pod ręką" w przeciwieństwie do ołówka. ;)

__Tux__   12 #41 27.07.2016 15:15

@kr2ysiek: To cienki palec masz ;-) . Mój ledwo się mieścił i szybsze kręcenie kasetą mogło spowodować jej lot w nieznanym kierunku.

Semtex   17 #42 27.07.2016 20:42

@klisza: mam sporo Blacka na MC, ale nie mam decka :( Kurde, dźwięk z kaseciaka zawsze był ekstra, byle nie wciągało, przeważnie rozbijało się to o złe ułożenie głowicy, lub zasyfione rolki.

kr2ysiek   6 #43 28.07.2016 08:29

@__Tux__: W wieku około 10 lat był do tego idealny! ;)

  #44 28.07.2016 10:52

@Anonim (niezalogowany): Mój znajomy zbiera projektory na taśmy filmowe 8mm (coś takiego dla niewtajemniczonych http://www.film16mm.pl/images/o-mnie/rus.jpg) a nie wydaje mi się dziwakiem. Może razem skrobniemy tu jakiś wpis na ten temat.

drunkula   7 #45 01.08.2016 11:07

@bachus: O to, to! Kajtuś! Na krajowych bateryjkach nawet godziny nie wytrzymywał, a na zagraniczne żadnego smarkacza nie było stać. Dopiero jak ojciec sprowadził akumulatorki i ładowarkę z Azji, mogłem sobie spokojnie posłuchać i mieć wywalone na koszt. Ładowanie kompletu 8 szt zajmowało co prawda 12-16h, ale i tak było o niebo lepiej niż na bateryjkach.

bachus   19 #46 01.08.2016 11:56

@drunkula: na bogato - akumulatorki ~25 lat temu! ;-)

drunkula   7 #47 01.08.2016 14:36

@bachus: Jako pracownik LOTu, staruszek miał obowiązkowo raz w roku za radiooperatora w samolocie robić, a w Bangkoku czy Singapurze takie rzeczy były w miarę tanie. Można więc powiedzieć "służbowo, na statek" (powietrzny).

klisza   7 #48 17.08.2016 14:23

@Semtex: ja mam kaseciaka w samochodzie, marki Becker (fabryczne radio w Mercedesie W124), jakością dźwięku z kaset bije na głowę chińskie mikrowieże na USB :)

https://s19.postimg.org/n9oj2nrv7/8_E49_A7_D0_269_D_4178_B72_D_0_D02863_DEF76.png

;)

Semtex   17 #49 17.08.2016 14:27

@klisza: Szacun, piękne :) Może jutro wykopię swoje ;)

Palmer   5 #50 09.09.2016 08:54

To, że kaseta odejdzie było tylko kwestią czasu. Nośnik nie jest dość trwały, a w dodatku nie tani. Dodatkowo, żeby wydobyć z kasety odpowiednią jakość(choć i tak nie była najwyższa), trzeba dysponować dość dobrym i drogim magnetofonem. Wybieranie utworów to w zasadzie loteria. Trzeba wiedzieć w którym miejscu się znajduje. Obecnie podobny los czeka CD. Co prawda bez porównania lepsza jakość, ale płyta jako nośnik danych(muzyki) jest już przestarzała.