Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Świat się zmienia, a my obieramy kierunek Matrix

Słuchając dziś podcastu dotyczącego ogólnie współczesnych, inteligentnych zegarków zacząłem się zastanawiać, jak bardzo na przestrzeni 30-lat zmieniła się nasza cyfrowa cywilizacja. Moje przemyślenia bynajmniej nie są zbyt optymistyczny gdyż... idziemy w złym kierunku. Przynajmniej tak mi się wydaje.

Lata osiemdziesiąte

Komputery towarzyszyły ludzkości znacznie wcześniej niż od lat 80-tych ubiegłego wieku (jak to tragicznie brzmi), jednak dopiero pod koniec lat 70-tych i na początku lat 80-tych stały się bardziej dostępne dla przeciętnego obywatela ówczesnego świata. Z maszyny przeznaczonej tylko i wyłącznie dla kręgów naukowych i militarnych (np. legendarny superkomputer Cray 1) stał się maszyną dla hobbystów i elektroników amatorów.

I to właśnie owi elektronicy amatorzy i hobbyści pokroju Steve Wozniaka czy Clive'a Sinclaira sprawili, że komputer z mitycznej maszyny stojącej w laboratoriach czy tajnych bazach stał się przedmiotem dostępnym także dla przeciętnych obywateli, wbrew twierdzeniu założyciela Digital Equipment Corporation - Kena Olsena który w 1977 roku stwierdził:

There is no reason for any individual to have a computer in his home.

Pierwsze komputery domowe bardzo szybko stały się centralnym i zrazem jedynym ośrodkiem naszego cyfrowego świata. Wszystkie dodatki do komputera jakie wówczas zaczynały się pojawiać były właśnie tylko i wyłącznie dodatkami realizującymi określone zadania, jednak nie były niezbędne do naszego cyfrowego życia. Komputer był najważniejszy.

Także zupełnie inaczej wyglądał podział komputerów. Powszechnie mówiło się o komputerach domowych i komputerach biurowych. Te pierwsze produkowane głównie przez Apple, Atari, Commodore czy Sinclaira zdecydowanie różniły się od komputerów biurowych produkowanych przez IBM zarówno konstrukcją jaki i sposobem wykorzystania. Nasze domowe komputery dysponowały niezbyt imponującą mocą obliczeniową, ale jednocześnie oferowały kolorowy obraz wysokiej rozdzielczości i możliwość odtwarzania dźwięku. Komputery biurowe z kolei, dysponowały nieco większymi możliwościami obliczeniowymi, jednocześnie ze względu na swoje przeznaczenie, najczęściej nie oferowały takich możliwości graficznych i dźwiękowych jak i mniejsi, domowi bracia. Ich obraz sprawiał, że oczy trzeba było oddzielać od niego denkami od słoika, a możliwości dźwiękowe sprawiały, że księgowi (najczęściej ich używali) stawali się łysi. Jedno pozostawało ciągle bez zmian, to ciągle komputery stanowiły centrum cyfrowego życia.

Myślę, że ciężko nie dostrzec jak w latach 80-tych komputery domowe nabierały niesamowitego rozpędu w swoim rozwoju. Od bardzo prostych i ograniczonych maszyn zbudowanych w oparciu o 8-bitowe procesory Ziloga czy MOS Technology ewoluowały w coraz bardziej wyszukane maszyny 16-bitowe z coraz bardziej zaawansowanymi możliwościami graficznymi i dźwiękowymi. Jakże olbrzymie znaczenie miał także rozwój systemów operacyjny tych komputerów, który ze skomplikowanego systemu tekstowego wprowadzania komend, zamienił się w przyjazny i intuicyjny system graficzny z którym bez trudu radzili sobie użytkownicy.

Także i maszyny biurowe nie stały w miejscu. Dzięki swojej modularnej budowie i one zyskiwały coraz większe możliwości graficzne i dźwiękowe, a zacierające się różnice cenowe pomiędzy komputerami domowymi i biurowymi sprawiły, że i one coraz częściej trafiały pod przysłowiowe strzechy. Różnice między komputerami domowym i biurowymi powoli się zacierały i wręcz znikły na początku lat 90-tych w których taki podział komputerów był raczej zabawnym przeżytkiem.

Lata dziewięćdziesiąte

Lata 90-te to dosyć burzliwy okres w cyfrowym świecie, powiedziałbym iż w pewnym sensie był to jeden z najbardziej tragicznych okresów świata IT. Różnice pomiędzy komputerami domowymi i biurowymi zupełnie się zatarły. Spadające ceny komputerów sprawiły, że przestały być one postrzegane jako luksusowy element wystroju naszych domów, a stały się elementem tak samo popularnym jak telewizor czy lodówka - stały się dobrem niemal powszednim. Dotychczasowi producenci komputerów domowych nagle zaczęli mieć problem z nadążeniem za rozwojem rynku i oceną w jakim kierunku on zmierza. Kuriozalnie wielu z nich zaczęło "zazdrościć" komputerom biurowym i próbowało tworzyć tego typu maszyny nie dostrzegając, że podział ten przestaje obowiązywać. Niektórzy z nich zapatrzeni w swoje dotychczasowe osiągnięci dreptali w miejscu stwarzając pozory rozwoju swoich platform, a jak wiadomo, kto stoi ten się cofa. Takie postawy nie mogły przynieść nic dobrego i ich efektem były mniej lub bardziej spektakularnie ogłaszane bankructwa i zaprzestanie działalności. Pojawili się też nowi producenci, produkujący komputery wyspecjalizowane w ściśle określonych dziedzinach choć i oni nie mieli lekko. Tylko nielicznym udało się wówczas przeżyć ten jakże burzliwy okres w historii cyfrowego świata, a byli nimi tylko ci, którzy potrafili znaleźć sobie jakąś niszę i w niej pozostać. Pozwolę sobie przytoczyć tu tylko trzy koronne przykłady takich firm - Apple (muzyka i DTP), SUN (obliczenia i rozwiązania sieciowe) czy Silicon Graphics (zaawansowane przetwarzanie grafiki).

Tym co jednak stanowiło prawdziwy napęd ówczesnego świata komputerów był internet i rozwój sieci. Podłączenie komputera do sieci zaczęło bardzo szybko zmieniać jego rolę w naszym życiu. Początkowo internet i możliwości łączenia komputerów w siec były jakby dodatkiem do naszego cyfrowego życia. Ułatwiały nam pracę, naukę czy wymianę myśli z innymi użytkownikami, jednakże komputer ciągle był w centrum naszej uwagi.

Może niektórzy z was pamiętają jak rozważano, czy poczta elektroniczna zastąpi tradycyjną korespondencję "pisaną". Oczywiście nikt wówczas nie poddawał wątpliwości, że list elektroniczny jest przyszłością jednak uważano, że sztuka epistolarna nie zginie, co najwyżej zamieni się w ciąg jedynek i zer. Na uczelni nie wypadało napisać do dziekana czy profesora maila, wypadało napisać na papierze. Czy ktoś z was potrafi sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz pisał taki prawdziwy, klasyczny list ? Pewnie macie z tym problem. Ja nie, bo dokładnie pamiętam kiedy. Ostatni mój list papierowy z prawdziwego zdarzenia napisałem w 2000 roku do pewnej cudownej dziewczyny ze Świnoujścia, z którą utrzymuję kontakt do dziś, ale już w zupełności cyfrowy. Papierowa korespondencja została jako pamiątka zupełnie ulotnych już czasów, papieru, długopisu, kopert i lizania znaczków.

Wiele osób twierdziło wówczas, że sztuka pisania się nie zmieni. Będziemy nadal pisać listy tylko na ekranie komputera. Czyżby ? Czy ktoś dziś pisze maila na dwie kartki A4 by opisać wydarzenia minionego tygodnia ?

W latach 90-tych jednak sam komputer uległ pewnej zmianie albowiem pojawiły się laptopy. Idea komputerów przenośnych bynajmniej nie była nowa, bo takie rozwiązania usiłowano wdrożyć już w latach 80-tych. Były to jednak usiłowania niezbyt udane, gdyż ówczesna technologia nie umożliwiała stworzenie komputera wygodnego do pracy w ruchu przy zachowaniu rozsądku cenowego. Dlatego jednym z bardziej udanych komptuerów przenośnych był Macintosh (joke). Laptopy jednak coraz bardziej zaczęły pojawiać się w naszym życiu właśnie w latach 90-tych i zapewniały namiastkę komputera stacjonarnego w rozsądnych realiach cenowych. Nie mniej ciężko było uznać, by sam laptop mógł być jedynym komputerem użytkownika. Zazwyczaj stanowił on dodatek do komputera stacjonarnego.

W 1998 roku podupadające Apple zaprezentowało pierwszy komputer typu iMac, w którym Internet miał stanowić niejako integralny podzespół komputera, stąd literki "i" poprzedzająca słowo "Mac". Komputer ten został pozbawiony stacji dysków, a użytkownikom tłumaczono, że do przenoszenia dużych objętościowo danych najlepsza jest płyta CD, natomiast niewielkie pliki, które zazwyczaj przenoszono na dyskietkach o pojemności 1.44 MB najłatwiej jest właśnie wysłać po sieci. Pamięci przenośne USB na szerszą skalę miały pojawić się dopiero nieco później.

Tym samym Apple i ich iMac nieco zmienił definicję komputera choć na początku nie wszyscy chcieli się z tym zgodzić. Komputer jako pojedyncze urządzenie przestawał być w centrum naszego cyfrowego życia. Jego centrum stanowił komputer z dostępem do sieci.

Nowy wiek w historii świata, nowy komputer w świecie cyfrowym

Początek nowego wieku był tradycyjnie dla ludzi okresem nieco stresującym, zgodnie z ludzką tradycją. W średniowieczu rok 1000 napawał obawą ówczesne cywilizacje, zwłaszcza chrześcijańskie nadchodzącym sądem ostatecznym. Nastąpiło nowe tysiąclecie ale sędzia najwyższy miał zupełnie inne plany i nie miał czasu na takie głupoty, jak robienie porządków na ziemi. Kolejne set-lecia wzbudzały kolejne obawy w mniejszym, lub większym zakresie w zależności od rozmaitych wróżbitów, filozofów i pseudofilozofów doszukujących się w datach rozmaitych zależności. Nie łatwiej było i w roku 1999, gdy straszono nas już nie tyle sądem ostatecznym, co rozmaitymi katastrofami związanymi z komputerami i zapisem roku 2000 z którym miały sobie nie radzić. Pluskwa Milenijna rozpoczęła swoje szaleństwo i miała doprowadzić do katastrofy system bankowy, elektrownie atomowe oraz nasze komputery domowe, a głównie te pracujące pod kontrolą systemu Windows, gdyż komputery Apple bez trudu radziły sobie ze zmianą daty. Nadszedł rok 2000, a ludzkość jak żyła tak żyje. Elektrownie atomowe nie wybuchły, systemy bankowe działały, a ziemia nie zamieniła się w pustynię. Jedynym pokłosiem pluskwy milenijnej jest być może brak Windows 9.

Początek nowego tysiąclecia to zarazem okres gdy komputery przenośne powoli stawały się niemal równoprawnymi zamiennikami komputerów domowych. Rzecz nie do pomyślenia w latach 90-tych, pojawiali się użytkownicy komputerów posiadający tylko i wyłącznie laptopa. Jednocześnie umacniała się rola internetu w naszym codziennym, cyfrowym życiu i twierdzenia, że sieć zastąpi dyskietkę, napęd CD, telefon, telewizor, wypożyczalnię wideo i sklepy przestawały być traktowane jako twierdzenia wariata. Internet stał się już na tyle nieodłącznym elementem komputera, że ja sam zauważałem, iż komputer bez dostępu do sieci to jakby co najwyżej połowa komputera. Zresztą świetnie to przedstawił jeden z moich niedoścignionych mistrzów dziennikarstwa - Jerzy Bebak - w felietonie "Dowód nieistnenia" zamieszczony w 4 numerze MacMaga z 2003 roku. W przytoczonym felietonie opisywał, jak użytkownicy komputerów przenośnych zmienili sposób umawiania się na spotkania. Wybór miejsca spotkania często był podyktowany dostępnością do internetu i możliwością wpięcia zasilacza komputera. Przytaczał on przykłady, jak użytkownicy komputerów chętniej wybierają samoloty w których można wygodnie pracować na laptopie podczas lotu.

Ponieważ sam komputer, bez dostępu do sieci, traci jakieś trzy czwarte wartości, logicznym dodatkiem do komputera staje się komórka z modułem Bluetooth.

Jerzy Bebak - "Dowód nieistnienia" MacMag 4/2003

Komunikacja za pośrednictwem komputera i internetu wyparła już nie tylko sztukę epistolarną, ale także częściowo rozmowy telefoniczne. Co prawda do jakości dzisiejszego Skype'a droga jeszcze była daleka, jednak namiastką takich rozmów były wszelkiego rodzaju komunikatory (Gadu-gadu, ICQ czy iChat na Mac OS X). Jak w swoim felietonie zauważył Jurek, spadła ilość postów na liście dyskusyjnej użytkowników Apple (suche, comiesięczne statystyki także to wykazywały), a wiele dyskusji przeniosło się właśnie na iChata. Brak kolegi na iChacie oznaczał, że kolegi nie ma (choć fizycznie przecież mógł być przy komputerze).

Nie czatujesz - nie istniejesz. W taki sposób Apple przeprowadziło po cichu rewolucję (...). Niestety, nie mam dobrych wieści, jeśli chodzi o prognozy na przyszłość. Cierpiąc na brak kontaktów z rodziną, dziś właśnie kupiłem kamerki internetowe do mojego i ich komputerów. Myśl o tym, że moglibyśmy się po prostu od czasu do czasu odwiedzać, przelotnie pojawiła się u mnie przy kasie, ale ją odpędziłem.

Jerzy Bebak - "Dowód nieistnienia" MacMag 4/2003

Koniec dziesięciolecia nowego, XXI wieku przyniosła kolejną, jakże istotną zmianę. Pojawiły się smartfony i tablety, a i w tym wypadku Apple miało swój nie mały udział. Urządzenia te (dotyczy wszystkich producentów nie tylko Apple) nierzadko krytykowane ze względu na cenę i niepotrzebne zdaniem niektórych funkcje szybko stały się ponownie nieodłącznym elementem naszego życia, często spychając komputer (ale go nie wypierając) z centralnego miejsca naszego cyfrowego świata. Chcąc nie chcąc, komputer musiał on się pogodzić z obecnością tabletów i smartfonów na swoim centralnym piedestale.

Nowe dziesięciolecie, które nie napawa mnie optymizmem

Nowe dziesięciolecie to czasy nam współczesne więc wystarczy się rozejrzeć wokół. Czy komputer jest ciągle w centrum naszego cyfrowego życia ? Z pewnością nie. Sam komputer bez internetu naprawdę niewiele dziś znaczy, choćby z tego względu, że większość aplikacji do swojej pracy musi posiadać dostęp do światowej sieci. Czy nasz smartfon bez dostępu do internetu jest tym samym urządzeniem jak wówczas, gdy do niego ma dostęp ? I w tym wypadku odpowiedź brzmi - nie. Podobnie ma się rzecz z tabletami. Centrum naszego codziennego życia to właśnie sieć, a wszelkie urządzenia czysto fizyczne stają się tylko i wyłącznie dodatkami do sieci umożliwiającymi do niej dostęp. Przyzwyczailiśmy się do tego, że w sieci trzymamy swoje dane, zdjęcia, muzykę. Codziennością już dla nas jest, że do danych przechowywanych gdzieś tam, w chmurze, mamy dostęp z dowolnego urządzenia nie koniecznie do nas należącego. Przestaliśmy więc zwracać uwagę na to, jakiego rodzaju są te urządzenia i czy tak naprawdę są one dla nas ciągle użyteczne czy nie okazało się, że to my jesteśmy użyteczni dla tych urządzeń !

Rozwój komputerów jako samych urządzeń od pewnego czasu stanął. Prawda, są szybsze, dłużej pracują na baterii, mają lepsze możliwości graficzne, pracują pod kontrolą nowszych edycji systemów operacyjnych, które nie zawsze oferują lepsze możliwości niż ich poprzednie wersje. Jednak wmówiono nam lub usiłuje się nam wmówić, że owe nowe funkcje są na nie tylko przydatne, ale wręcz niezbędne, a świat przedtem nie istniał. Podobnie ma się rzecz ze współczesnymi smartfonami. Pod koniec ubiegłego dziesięciolecia imponowały swoimi możliwościami, obecnie patrzymy na nie i myślimy "no tak, jest fajny i co dalej ?". Firmy przestają tworzyć dla nas użyteczne narzędzia spełniające nasze potrzeby, ale tłumaczą nam, że potrzebujemy czegoś innego. Użytkownicy domagają się nowych, bardziej wydajnych baterii w smartfonach, a odpowiedzią producentów jest zakrzywiony ekran, cztery rdzenie więcej lub aparat o większej ilości pixeli, robiący zdjęcia w tej samej jakości jak jego starszy brat.

Producenci elektronicznych dodatków do internetu wdrażają teraz niezwykle mądre zegarki. Mają nam ulepszyć życie, zadbać o nasze zdrowie, sprawić, że komunikacja będzie prostsza, łatwiejsza i bardziej wygodna. Zaznaczam, że ciągle podtrzymuję swoje twierdzenie, iż Apple Watch jest gadżetem który chciałbym mieć, jednak przeglądając możliwości wszystkich smart zegarków i opasek stwierdzam, że chciałbym go mieć na tej samej zasadzie jak chciałbym mieć archaiczny komputer Apple I. Mógłbym posiadać go jak ładny gadżet ale nie jestem przekonany, czy będzie miał on wpływ na poprawę mojego życia w tym samym stopniu co komputer, smartfon czy tablet. Obawiam się, że wniesie niewiele i niejeden użytkownik smartwacha (nie tylko z logiem Apple) stanie się zarazem żywym dodatkiem do elektronicznego gadżetu, dostarczającym mu rozmaitych danych, do przetwarzania uzasadniającego jego istnienie. Nie sądzę, by smartwache były na tyle przełomowym wynalazkiem, by stać się tak istotną gałęzią w ofercie Apple jak komputer, telefon czy iPad. Przeglądając ostatnio tematy związane ze smartwachami zauważyłem, że wielu użytkowników kupiło je, zachwycało się nimi, tradycyjnie udowadniało wyższość jednej marki nad inna, ale często też pojawiały się stwierdzenia - "Jest fajny, ciekawe co będzie można z nim zrobić jak się pojawią aplikacje.". Czyli, tak naprawdę jest to ciągle przedmiot którego użytkownik nie potrafi wykorzystać, nie ma pomysłu na jego praktyczne zastosowanie i oczekuje czegoś więcej.

Czy więc nadchodzi epoka w której nie tworzy się przedmiotów dla ludzi, ale zacznie się tworzyć przedmioty, dla których człowiek będzie tylko dodatkiem ? Swoistą "bateryjką", dostarczającą pożywki nowym gadżetom, które niewiele wnoszą do naszego życia ale dzięki nam, ludziom będą istnieć ? A więc, kierunek Matrix ??

 

sprzęt internet urządzenia mobilne

Komentarze

0 nowych
Magnum 44   17 #1 16.05.2015 14:16

Bracia (obecnie rodzeństwo) Wachowscy sami powiedzieli po premierze pierwszego Matrixa, że minie jeszcze wiele lat, zanim ludzie zrozumieją przesłanie tego filmu :) Może to już ten czas, żeby je zrozumieć :)

eimi REDAKCJA  17 #2 16.05.2015 16:06

"Czy ktoś dziś pisze maila na dwie kartki A4 by opisać wydarzenia minionego tygodnia ?"

Ja piszę. Są ludzie, z którymi koresponduję. Tylko to mi zostało, bo praktycznie wszyscy przyjaciele/przyjaciółki z lat minionych z tego kraju mi wyemigrowali.

  #3 16.05.2015 17:05

Moim zdaniem "Matrix" to było mocno polityczne przedsięwzięcie w informatyczno-fantastycznym anturażu.

  #4 16.05.2015 17:12

@Magnum 44: Technika,ludzkość chyba jeszcze nigdy nie mogła się tak szybko komunikować jak dzisiaj,pytanie można wysłać na drugi koniec świata,odpowiedż dostać w kilka minut,listy wyparły internet,i komórka.Przesłanie Matrixa jest takie-z trudem zaczynamy odróżniać świat rzeczywisty od fikcyjnego.Rzeczywiste zastępujemy fikcyjnym.Dzisiaj łatwiej jest mieć setkę znajomych na Facebooku,niż kilku w realu,bo praktycznie kilkuletni dzieciak ma już profil na Facebooku.Stajemy się niewolnikami maszyn - uzależnienie od komputera i netu jest chorobą naszych czasów

Sit   5 #5 16.05.2015 17:30

@Magnum 44: No, w końcu wrócili z przyszłości, więc wiedzą najlepiej.

Ryychuu   6 #6 16.05.2015 17:51

Śmieszy mnie ta błazenada... Ludzie sami sobie budują sandboxa i ostatecznie się w nim zamkną... Wszędzie Facebook, bo każdy ma, wszędzie insta i snap, bo każdy ma, mam zaledwie 18 lat, pierwszą robotę a gdy laptopa używam tylko w szkole i pracy będąc informatykiem, a moi znajomi bez telefonu i 15 selfie pro tag czują się co najmniej nieswojo... Mam nadzieję, że podłączanie sie do sieci społecznościowej Matrix® będzie dobrowolne i nie będę musiał wskakiwać do tej króliczej norki...

Shaki81 MODERATOR BLOGA  38 #7 16.05.2015 17:54

@Ryychuu: Amen kolego.

macminik   16 #8 16.05.2015 18:17

@eimi: to jesteś chlubnym wyjątkiem. Większość maili to zdawkowe kilka zdań, a dzieci niestety już wogóle nie potrafią pisać.

Jim1961   7 #9 16.05.2015 18:31

Wpis zacny i jak zwykle zawyża poziom, ale...

"...klasyczny list ?", albo "...tych urządzeń !" - nie należy stawiać spacji przed znakiem interpunkcyjnym. Z drugiej strony, pochwalam przypadek "kierunek Matrix ??", traktując te dwa pytajniki jak emotikon, czyli osobny "znak semigraficzny", który powinien być poprzedzony odstępem.

"...nie mały..." - przymiotnik, zatem piszemy łącznie. "...komputerów w siec były jakby..." - literówka.

@eimi i zadane pytanie:
Ja również piszę takie wiadomości. Mailowo, bo mailowo, ale nikt mi nie zarzuci, że jestem zbyt "zwięzły" ;)

lynx44   11 #10 16.05.2015 18:53

@macminik: Już bez przesady że kiedyś każdy listy pisał. Mój ojciec jest grubo po 50 i nigdy żadnego listu, czy czegokolwiek dłuższego niż kilka zdań, od czasu szkoły nie napisał, matka zresztą też. Dziadkowie z jednej strony piszą listy do dzisiaj, a ci z drugiej to co najwyżej wyślą pocztówkę. Może to kwestia wykształcenia, może miejsca zamieszkania, nie wiem.

Co do tematu. Producenci chcą zarobić i próbują wcisnąć nam nowe gadżety, też mi coś nowego. To użytkownicy w dłuższym okresie zdecydują czy to się przyjmie i w jak dużej ilości.

  #11 16.05.2015 19:08

SGI O2 - chyba widziałem to to na żywo w Poznaniu na Infosystem 1998

  #12 16.05.2015 19:52

@Kochanica Gatesa (niezalogowany): zapewne SPISEG

enedil   9 #13 16.05.2015 21:53

"Czy ktoś z was potrafi sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz pisał taki prawdziwy, klasyczny list ?"
Ostatni, właśnie niedawno skończyłem, a w poniedziałek wysyłam.

Autor edytował komentarz.
  #14 16.05.2015 21:56

Nie zgadzam się z tezą że stajemy się dodatkiem do urządzeń. Faktycznie eksperyment z smartzegarkami kusi taką tezą, ale jakoś nie widzę wielkiego pędu do ich posiadania. Jestem agentem dla sieci GSM, więc poniekąd przyłączam ludzi do Matrixa, z czego zdaję sobie sprawę.Smart zegarki to promil mojej sprzedaży, tak jak promil moich Klientów musi mieć najnowsze gadżety. Większość moich znajomych nie ma fejsa. Nawet jest jakaś moda na kpienie z tego przy byle okazji. Od spotkań na fejsie wolimy partyjkę w planszówki (jedna czteroosobowa gupka), partyjkę w HoM&M3 (trzy osoby), lub zwyczajne pijaństwo z rajdem po pubach (walimy ekipą w piątkę). Boli jedynie brak czasu, bo wszyscy mają dzieciaki a mieszkamy jednak w sporym oddaleniu. Może jestem wyjątkiem, ale do reszty nie zwariowałem.

  #15 16.05.2015 22:22

Ja przez wiele czasu walczyłem z nowoczesnymi cyfrowymi książkami i poddałem się. Nie potrafię czerpać przyjemności z czytania na wyświetlaczu. Nawet czytnik jest dla mnie zbyt dużym ograniczeniem. Z tego powodu mam konto w bibliotece i z niej głównie korzystam. A to, co w ramach cudownej cyfryzacji, mogę zdobyć jedynie w pliku to drukuję na laserze. Zaopatruję się w taki świetny patent plastikowych brzegów spinających kartki + folia na okładkę i plecki, czym szybko tworzę sobie "książkę". Niestety od wielu lat, w dobie portali internetowych, nie kupuję gazet, a był to w zasadzie fajny rytuał. I takie gazety miały później masę przeróżnych zastosowań w codziennym życiu :) Ostatnio zaobserwowałem, że młodzi ludzie nie potrafią szybko poruszać się po indeksach. To jest chyba znak naszych czasów. Przyznajcie się, kiedy ostatnio poruszaliście się samochodem mając na kierownicy rozłożoną klasyczną mapę?

Ziendal7   9 #16 16.05.2015 23:10

Może czeka nas powtórka z Lat 90 ?
Dotychczasowa jakość i możliwości urządzeń nas zadowalają, czekamy na "boom" który nastąpi dopiero za kilka lat (ale powoli się zbliża do nas), a producenci żeby nie zostać w tyle (i zarobić), muszą wymyślać nowe nisze.

Mnie nie przeszkadza że producenci np. produkują smartwatche mimo że takiego nie posiadam. Mam wrażenie że ich obecność na rynku jakoś przyłoży się np. do dłuższego czasu pracy innych urządzeń.

ettidinad   6 #17 17.05.2015 00:05

@Ryychuu: "Wszędzie Facebook, bo każdy ma, wszędzie insta i snap, bo każdy ma"
Ja nie miałem, nie mam i mieć nie będę. Też niektórzy mnie namawiają, żebym założył, bo mogą do mnie coś napisać itd., a ja dalej swoje - nie i kropka. Chcą coś? Mogą przyjść, zadzwonić albo wysłać maila, a nawet i list gołębiem pocztowym.
"Mam nadzieję, że podłączanie sie do sieci społecznościowej Matrix® będzie dobrowolne i nie będę musiał wskakiwać do tej króliczej norki..."
Ja również.

Ryychuu, naprawdę podziwiam za wytrwałość "nie bycia" w tym społecznościowym Matrixie, bo wiem jak to jest w nim nie być. Dobrze, że są jeszcze na tym świecie tacy, którzy tak uważają. W pełni się zgadzam.

ettidinad   6 #18 17.05.2015 00:07

@Anonim (niezalogowany): "Stajemy się niewolnikami maszyn - uzależnienie od komputera i netu jest chorobą naszych czasów"
Niestety.
Ale w sumie to i tak wychowywane są następne pokolenia. Jak to było w tej reklamie pomarańczy? Chcesz spokój? Daj dzieciakom TV, laptopa z Internetem...
A potem płacz...


Może nie tyle stajemy się, co już jesteśmy...

Autor edytował komentarz.
ettidinad   6 #19 17.05.2015 00:09

@macminik: "Moje przemyślenia bynajmniej nie są zbyt optymistyczny gdyż... idziemy w złym kierunku. Przynajmniej tak mi się wydaje."
Niestety, ale dobrze Ci się wydaje, bardzo dobrze...

"Sam komputer bez internetu naprawdę niewiele dziś znaczy."
Dokładnie :-)
A gdyby nie Internet (właściwie wymagania Flasha i przeglądarek odnośnie systemu i zasobów sprzętowych), to pewnie do tej pory siedziałbym na swoim starym PowerMacu G3, który, jakby nie patrzeć, w chwili obecnej do niczego poza konkretnym wykorzystaniem się nie nadaje.

"SGI O2 ciągle jest w strefie moich marzeń... w sumie nie wiem po co."
Natomiast dla mnie NeXT Cube jest ciągle marzeniem. Też nie wiem po co :-)

Autor edytował komentarz.
moh3r   11 #20 17.05.2015 00:55

@macminik, @ettidinad: Ja zawsze chciałem mieć BeBoxa, też nie wiem po co.

  #21 17.05.2015 03:24

Moje początki z komputerem zaczęły się od programowania PDP 11 firmy DEC. Potem w domu XT, Atari itd... Jedno co obserwuje od uruchomienia masowego dostępu do sieci to zalew nieistotnych informacji - szum informacyjny z którego trzeba filtrować wartościowe treści i zajmuje to coraz więcej czasu ...

  #22 17.05.2015 09:34

Macminik, chłopie, piszesz wartościowe teksty, ale zwróć uwagę na ich poprawność:
1) zapis "70-te" był błędem już w dwudziestoleciu międzywojennym (w sytuacjach budzących wątpliwość, dla odróżnienia liczebników porządkowych stawia się po nich kropkę),
2) rozumiem, że masz problem, by zamknąć wtrącenie przecinkiem, ale, na Boga, oddzielanie przecinkiem dwóch czasowników to była wiedza wymagana od abiturienta szkoły podstawowej w Twoich czasach...

  #23 17.05.2015 10:06

Autor tekstu jest na Friendzone Level co najmniej 40 pisząc tylko z laską od jakiś 15lat ??

  #24 17.05.2015 10:14

Bez przesady,
nigdy nie napisałem listu. Wysłałem może ze 3 pocztówki ale to wszystko.
A piszę naprawdę dużo: zarówno odręcznie jak i z klawiatury ;)

ardgalen   2 #25 17.05.2015 10:28

A dla mnie Atari Falcon jest ciągle marzeniem, choć też nie wiem po co

Azi   11 #26 17.05.2015 10:36

@eimi: Oni wrócą... po resztę rzeczy ;-)

Azi   11 #27 17.05.2015 10:40

@macminik: "ze skomplikowanego systemu tekstowego wprowadzania komenda"
Popraw na "komendami", mała brakująca literówka.

  #28 17.05.2015 11:09

Wywiad Klausa Dony... - 21.02.2014
https://www.youtube.com/watch?v=qBxqfMhY2a4

  #29 17.05.2015 11:30

Ja nie widzę w tym problemu.Ludzie sa szczęśliwi wiec o co wielkie hallo.

macminik   16 #30 17.05.2015 14:13

@Sedesowski (niezalogowany): Ja mam problem z elektronicznymi książkami, bo na tablecie jest zbyt wiele rozpraszaczy. A to mail, a to tweet itd... na książkach papierowych nie ma tego typu "atrakcji". Jednak jadąc na wakacje nie zabieram już raczej książek papierowych gdyż czytam zazwyczaj kilka książek na zmianę, więc ebooki są wygodniejsze.

Co do prasy to już przestawiłem się jednak na elektroniczną i całkowicie zrezygnowałem z papierowej. Wiadomości szybciej znajdę w necie niż je wydrukuje gazeta, a gazety tematyczne wygodniej mi jednak kupować przez siec.

  #31 17.05.2015 14:35

@Sedesowski (niezalogowany): korzystając namiętnie z dobrodziejstwa elektronicznej książki na czytniku e-booków nie potrafię zrozumieć jak dla analogowych ludzi treść książki może być mniej ważna niż jej zapach czy szelest kartek. Technologia powinna być dobrodziejstwem a nie przeszkadzać czy zniewalać.
I owszem można jechać z mapą na kolanach, ale po co? Pomijając fakt, że jest to niedozwolone i co ważniejsze, niebezpieczne.

  #32 17.05.2015 14:39

Większość osób tu komentujących stara się tak jakby zaprzeczyć w to co pisze autor w stylu: "przecież ja piszę tradycyjne listy, mnie ten Matrix nie wchłonie, itp/itd...". Należy jednak zauważyć, że ten wpis na tym blogu przeczytają ludzie bardziej świadomi, zainteresowani tematyką -> w skrócie bardziej ogarnięci i raczej nie dojdzie do sytuacji w którym przeczyta to nieogarnięta dziewczyna z milionem fotek/znajomych na FB, która właśnie wczoraj wróciła na kacu z dyskoteki Energy 2000. Często moim uczniom (w technikum informatycznym) polecam czytanie niektórych wpisów na blogu, bo na prawdę można czegoś ciekawego się dowiedzieć. Czasem spytam luźno na lekcji - kto przeczytał to co polecałem - i jak myślicie ile osób to zrobiło...?

  #33 17.05.2015 15:07

Co do czytania książek, to nie potrafię się przestawić na ebóki (słowo-koszmar a nie ma sensownego odpowiednika w języku polskim). Papier musi być. Co do prasy, to została jedynie tygodniowa lektura Polityki. Resztę prasy załatwia parę portali (telepolis, pclab, dobreprogramy, benchmark, gazeta i z braku laku onet).
Chociaż jeżeli policzyć czas spędzony przy lekturze, to pewnie 90% siedzę przy monitorze. Próbowałem się przestawić na elektroniczną wersję Polityki. Nie udało się.

DavisBond   4 #34 17.05.2015 15:10

Tak. ziemia zasypywana jest tonami gówno wartej elektroniki będącej efektem konsumpcji (kapitalizmu), która nic nie wnosi w rozwój cywilizacji oraz technologii kosmicznych. tylko ma za zadanie nakręcenie przemysłu by poszczególne grupy ludzi się bogaciły. Gdyby nie cały ten czas i surowce poświęcone na rozwój tego śmiecia typu srafojny, smartwatche, zbrojenia to już dawno bylibyśmy zdolni do opuszczenia układu słonecznego i poznawania sensu naszego istnienia a tak ? Siedzimy w tym padole, żremy będąc przy tym niewolnikami systemu i czekamy aż planetę trafi szlag ;) Róbmy tak dalej ludzie...

Autor edytował komentarz.
AntyHaker   18 #35 17.05.2015 15:11

@lynx44: Dokładnie - sam nigdy listów nie pisałem i raczej się już to nie zmieni.

mly   7 #36 17.05.2015 15:18

@Kochanica Gatesa (niezalogowany): Dokładnie tak o to chodziło.

mly   7 #37 17.05.2015 15:24

@lynx44: "To użytkownicy w dłuższym okresie zdecydują czy to się przyjmie"
I tu się z tobą nie zgodzę już od dwóch dekad a może i dłużej konsumenci nie mają nic do gadania. Np telewizory plazmowe są lepsze od LCD a jednak zostały LCD. Bo producenci uznali, że to im się bardziej opłaca.

mly   7 #38 17.05.2015 15:29

@LepikPL (niezalogowany): Pokolenie dzisiejszych "GIM-BAZY" uczniów gimnazjów zmieni ten rynek o 100 %. Za parę lat. Tak było 6 lat temu z tabletami. Był to drogi dodatek a obecnie jest to narzędzie do pracy.

mly   7 #39 17.05.2015 15:30

Bardzo ciekawy artykuł.

ettidinad   6 #40 17.05.2015 16:31

@mly: "I tu się z tobą nie zgodzę już od dwóch dekad a może i dłużej konsumenci nie mają nic do gadania."
I tu się z Tobą zgodzę :-) Gdzie się podziały laptopy z ekranami 4:3 / 5:4 ?
Dobrze, że chociaż monitory o proporcjach niepanoramicznych można kupić. Niemniej jednak laptopów z fajnymi matrycami 1400x1050, czy 1600x1200 już od dawna nie ma i nie widać, aby coś się zmieniło (mowa o normalnych, a nie pancernych Panasonicach - ale już chyba przeszli na 16:10). Pewnie prędzej kupi się w przyszłości laptopa z ekranem 21:9 niż 4:3...

Autor edytował komentarz.
lynx44   11 #41 17.05.2015 16:48

@mly: Ale to jest kwestia braku produktu na rynku i zastąpienie go innym. Jeżeli z rynku znikną smartfony i zostaną tylko smartwatche to będzie można to porównywać. Jak już jesteśmy przy telewizorach to reklamowane wszędzie telewizory 3d jakoś się nie przyjęły, może kiedyś ta opcja będzie w każdym nowym telewizorze, ale jako główny element napędzający sprzedaż nie zadziałał, tak samo myślę będzie z wypukłymi TV.

  #42 18.05.2015 02:44

Powiem tak: filmy takie jak "Matrix", "Ghost in the Shell", czy "Terminator" w latach ich kręcenia były czystą fantazją. Dziś oglądając te tytuły bardzo serio zastanawiam się nad przyszłością właśnie w kontekście tych obrazów.

jaaf   3 #43 18.05.2015 08:19

Mam wrażenie, że to jest dyskusja o tym czy kot jest czarny w białe łaty, czy biały w czarne, zamiast postawienia pytania: Czy ten kot myszy łapie?
Istota sprawy, w moim przeświadczeniu, nie leży w tym jakich gadżetów używamy w komunikacji ze światem, tylko w jaki sposób nasza tożsamość jest zawłaszczana i przez kogo.
To dysponenci sieci tworzą Matrix, a nie urządzenia dostępowe. Nasza aktywność jest coraz nachalniej i bezwzględniej inwigilowana: Dokumenty Google, Office 365, Adobe Photoshop, lokalizacja w smartfonach itd. Nasze poglądy i opinie są nieustannie katalogowane: analiza e-maili, zapytania w przeglądarkach, Facebook, Twitter to jest tylko wierzchołek góry lodowej.
Żyjemy w czasach w których nie trzeba kapusiów, bo każdy z nas kapuje na siebie systematycznie, skutecznie i w sposób poddający się obróbce i analizie cyfrowej.
No i co z tego?
Ostatnio widziałem film prezentujący jak ostatecznie zatwierdzane są do emisji seriale. Przed ekranem siedzi grupa odpowiednio dobranych widzów z pokrętłami od minus 2 do plus 2. Ich zadaniem jest reagować na to co widzą na ekranie. Które wątki są potem eksponowane, a które wyciszane chyba nie wymaga tłumaczenia.
A my stanowimy taką globalną publisię, której serwuje się wiadomości według takiego samego schematu dorzucając to, co się chce w naszej świadomości zmienić.
Zatem warto zastanowić się kto jest scenarzystą i kto reżyserem w serialu pt. "Moja "wolna wola" w globalnej wiosce".

Autor edytował komentarz.
zyrol81   9 #44 18.05.2015 12:27

Daleko posunięta teza z matrixem, choć może w przyszłosci okazać się prawdziwa. Na razie żadna maszyna nie jest w stanie funkcjonować bez człowieka. Elektrownie (nawet atomowe) zatrzymają się bez udziału człowieka. System komputerowy jest sobie w stanie poradzić ze wszystkim, ale tylko przez określony czas. Jest to świetnie pokazane w filmi "Life after people", który to serdecznie polecam obejrzeć. Zmienia on trochę sposób patrzenia na otaczająca rzeczywistość. Dokładnie pokazuje on co by się stało z ziemią, gdyby w jednej chwili zniknęli wszyscy ludzie na ziemi. Szczególnie interesujący jest fragment z magazynem odpadków radioaktywnych. Kiedy to komputery jeszcze długo utrzymują wszystko w ruchu i przez długi czas jeszcze wszystko funkcjonuje. Jednak i komputery po pewnym czasie umierają i chłodziwo po prostu przestaje działać. A potem jest tylko wielkie bum.
Co do listów, to żyjesz w tych samych czasach co ja - kiedyś pisałem setki listów, miałem pełno korespondencyjnych znajomych. Super fajne to było. Ale potem dostałem coś co mnie zauroczyło - komputer. To było coś innego, niepowtarzalnego. Pisałem więc dalej, ale 90% mojej korespondencji to były wydruki komputerowe. To była ta fascynacja, ta nowość, ta technika. Czyste, czytelne i kolorowe pismo... to były te możliwości których brakowało w długopisie. A więc edytor tekstu, drukarka i tysiące linijek tekstu.
Wszystko skończyło się wraz z wejściem do domu internetu. Dużo taniej było wysłać wiadomość przez e-mail, dużo szybciej. Ale wszystko to straciło swój urok, towarzystwo listowe powoli się rozpadało i nie było już tego żaru i dni oczekiwania na odpowiedź. Nie było już tego uroku. A ponieważ wszyscy wpadli w sidła internetu i elektroniki... nie było już nawet do kogo pisać. Nowa technologia uśmierciła tradycyjne kartki... i niestety ale jej rozwój doprowadził do tego, że nasze dzieci nie będą już znały uroku poczty, nie zrozumieją co to znaczy tydzień czekać na list, co to znaczy oczekiwać miesiąc na wywołanie zdjęć z aparatu, czy w końcu nie zrozumieją, dlaczego tatuś, czy mamusia musiały iść do znajomych.

funbooster   8 #45 18.05.2015 12:50

Wszystko jest proszę Państwa dla ludzi :) Również technologia, ale musimy nauczyć się z niej korzystać. Technologia ma być naszym "sługą", a nie "narkotykiem" ;)

macminik   16 #46 18.05.2015 14:03

@zyrol81: Dokładnie to też miałem na myśli z korespondencją pisaną. Nie było jeszcze przecież priorytetów. Był list zwykły który teoretycznie szedł do D+5 (dzień nadania plus 5 dni) i list ekspresowy D+3 (a może 2). Oczywiście poczta jeszcze jakoś przejmowała się espressami, ale zwykłe to już czyste widzimisię pocztowców. Choć moja korespondencja ze Świnoujściem była dosyć udana bo wychodził nam list tygodniowo :-) i zawsze od środy już nerwowo zaglądałem do skrzynki, a jak w piątek nic nie było to stres.

Cóż, postęp gna i pewnych rzeczy nie da się zmienić. Byle nowe urządzenia były dla nas, ułatwiały nam życie, a nie na odwrót.

pejot   3 #47 19.05.2015 07:43

@siwy dziadek (niezalogowany): Dokładnie tu widzę również największy problem, znalezienie konkretnej informacji w dzisiejszym internecie zabiera coraz to więcej i więcej czasu...

Autor edytował komentarz.
bystryy   10 #48 19.05.2015 07:55

@zyrol81: "90% mojej korespondencji to były wydruki komputerowe"

Łatwiej podrobić jeden podpis, niż cały list pisany ręcznie ;)
W czasach poczty elektronicznej niewielu już sprawdza, czy list faktycznie przyszedł od nadawcy, czy od jakiegoś "man in the middle" ;)

True_Lukass   6 #49 23.05.2015 15:09

Ja też zawsze chciałem zdobyć SGI O2, nie mam pojęcia po co. Pewnie by stał i się kurzył. Kiedyś byłem dosłownie o krok, już prawie miałem dogadany egzemplarz z Niemiec i się sypnęło. Może i lepiej, na zawsze pozostanie niezrealizowanym marzeniem.

Co do sedna - dla przeciętnego użytkownika taka "zabawkowa" i w sumie niezbyt przydatna elektronika jest chyba ok. Można film obejrzeć (co z tego, że ekran mały i g***o widać), napisać kilka debilizmów na FB w tramwaju, itp., itd. Po prawdzie, to producenci smartbadziewia muszą się nieźle starać, żeby skutecznie skłaniać ludzi do zakupu co chwila nowego urządzenia... Z mojego punktu widzenia problem polega na tym, że w tej chwili właściwie cała para idzie w gwizdek tych zabawek (weźmy chociażby ewolucję Windows w kierunku systemu do wszystkiego). Coś w stylu "power users need to shut up". A że niby matrix? Tzw. internet rzeczy to chyba najgroźniejsze zjawisko, bo praktycznie nie da się tego kontrolować, jeśli wszystko wokół łączy się z siecią i przekazuje nie wiadomo co, nie wiadomo komu. Ale dopóki można kupić lodówki bez internetu, nie jest źle.