Historia w jednym akcie

Głośne stukanie do ogromnych drewnianych drzwi obudziło gwałtownie Maćka. Poniemiecka kamienica, w której mieszkał od kilku lat w niewielkim, wynajmowanym, czymś przypominającym lokum, miała wiele takich smaczków jak wspomniane łomoczące wrota. Olbrzymie, zielone, dębowe, miały chyba jednak chronić tylko przed nieproszonymi gośćmi, bo wielkie jak ręka szpary, ciepła na pewno nie trzymały. No ale ci nieproszeni goście, tak łatwo to dostać się nie mogli.

Namolne pukanie sprawiło w pierwszej chwili, iż przewrócił się tylko na drugi bok, jednak wystarczyła krótka chwila by wstał i kłusem doskoczył do komputera. Ułożył drążący palec na cienkim i chłodnym przełączniku. Czekał. Nic innego mu nie zostało.

Mechanizm wyglądał niczym wyjęty z postapokaliptycznego filmu. Niewielki dzyngiel odpalał domowej roboty silnik, który natychmiast generował spięcia i wyładowania magnetyczne całkowicie uszkadzając komputer oraz wszystkie dane na nim zawarte. Kolega z Ukrainy przeszmuglował plany konstrukcyjne z Chin na lewym, niezarejestrowanym pendrivie.

Krótka recenzja tabletu - Asus Transformer

Jak widać na zdjęciu tablet został już zarażony kucykomanią… i odciskami moich paluchów.

Uwaga, jeśli chcecie poczytać o procesorach, pamięciach i kątach widzenia, odsyłam na inną stronę. U mnie tego nie będzie, w zamian jednak opowiem wam, jak stary gawędziarz, jakie wrażenie na mnie zrobił ten sprzęt.

Zacznę od tego, iż każdy komputer w moim posiadaniu musi mieć imię. Rzadko kiedy korzystam z niego, jest to jednak pewna doza uosobienia tych bezdusznych machin i nadania im trochę ludzkich cech. Osobiście dużo lepiej pracuje mi się na sprzęcie, z którym jestem zżyty emocjonalnie. Wiem, trochę to żałosne – ale nie proszę was o ocenę mego fanatyzmu.

Najstarszy w rodzinie jest Ergo, komputer stacjonarny. Dla każdego innego sprzętu jest niczym starszy brat – ma dużo przestrzeni, mocny procesor, wielki ekran i wygodne krzesło przy biurku gdzie jego miejsce. Każdy inny komputer/smartfon/tablet/laptop łączy się z nim i korzysta z jego zasobów.

Tablet - mity i legendy

Tablet – krótka moda, czy stały gość programu?

Mam tablet. Nie no, serio mówię. Nie iPada, ale całkiem znośny mobilny kawałek multimedialnego tabletu. Dzięki temu kilkudniowemu doświadczeniu hand-on zrozumiałem cały front zapalonych miłośników przerośniętych smart fonów, które nawet nie potrafią dzwonić.

Tablet vs Netbook

90% osób napotkanych w Internecie, na forach, blogach, komentarzach stara się wmówić pozostałym, iż tablet to tylko przejściowa moda i dużo lepiej i taniej jest kupić małego netbooka. Pozostałe 10% w tym czasie przegląda Internet na swoich tabletach.

Nim jednak rozpocznę wojny i flejmy, podejdę do tego racjonalnie.

Wg racjonalnie myślących jegomości z Internetu, netbook jest lepszy gdyż: jest równie mały co tablet, trzyma prawie tyle samo na baterii, można mu wgrać dowolny system, ma klawiaturę, nie ma upaćkanego ekranu i najważniejsze – dwa razy mocniejszy sprzęt, jest dwa razy tańszy.

Zgadza się – wszystkie powyższe punkty przemawiają za tym, aby olać tablety i kupić np. Asusa EEE PC.

XXI wiek – biadolenie osoby skomputeryzowanej

Rok 2011, jak by nie spojrzeć wiek dwudziesty pierwszy. Przyszłość.
Niestety nie ta z plecakami odrzutowymi, ale jest blisko. Używając coraz to bardziej wyrachowanych urządzeń elektronicznych dochodzę do wniosku, iż nasze marzenia o XXI wieku dosłownie są o krok od spełnienia. Rzekłbym wręcz, że czujemy ich oddech na karku.

Te słowa niech na chwile zapadną w waszej pamięci gdyż do nich wrócę, a póki co zmieńmy temat.

.porządki

Postanowiłem zrobić porządek na dysku twardym. Miejsca niby jeszcze sporo – bo ponad 80GB na partycji systemowej – ale, że lubię ład i w danej chwili musiałem zrobić coś niezwykle ważnego, mózg mój zasugerował, iż pora zabrać się za porządki aby tylko nie myśleć o tym co jest do zrobienia na jutro.

Plan działania, niczym dobry strateg, podzieliłem na podpunkty. Spisałem check-listę i w spokoju sprawdziłem dwukrotnie, czy niczego nie pominąłem.

- Usunąć pliki tymczasowe ,
- zrobić porządki w rejestrze ,
- odinstalować zbędne, nieużywane programy ,
- zjeść muffinki .

Lista krótka, ale solidna.

Dziękuje, dobranoc, spełniłem swoją misję.

Krótki blag, ale po co dłuższy... kwintesencja jest bowiem zawarta pod tym odnośnikiem

http://www.ostrow24.tv/film/e-tornistry-trafily-do-ostrowskich-gimna...

Choć całość jest skonstruowana dosyć topornie (brak możliwości wgrywania własnych książek, nie do końca zrozumiały status prawny czytnika po okresie testów, gimnazjaliści, dotykowy ekran obsługiwany rysikiem) - to bardzo ucieszyła mnie ta wiadomość.

Będzie to na pewno temat, który z zapałem będę śledził. A wy?

PS. Gdzie inne moje wpisy? Tworzą się :) 

Wrażenia z 8 – dziewięćdziesiąt8!

Jako że czasem jestem opóźniony w nowinkach z powodu intensywnej pracy postanowiłem tak jak pozostali zobaczyć co piszczy w Microsofcie i ściągnąć najnowszą wersję Windows. Wiem, wiem… wszyscy inni już dawno ją na blagach zrecenzowali i napisali swoje spostrzeżenia. Chciałbym zrobić to i ja z mojej perspektywy.

Instalacja

Nie obyło się bez problemów – system trzy razy się restartował przy próbie wgrania plików na dysk. Okazało się, że po prostu źle nagrałem pirata na płytę CD. Ot zdarza się – napędy optyczne nie są jeszcze tak stabilne jak dyskietki.

Po kolejnym nagrywanku zainstalował się bez problemu. Całkiem ciekawy, niebiesko czarny ekran instalacji raczył mnie swoim wyglądem dobre 40 minut. Czyli około 20 minut krócej niż w przypadku 95. Niezły skok. Być może w Windowsie 2001 instalacja potrwa mniej niż pół godziny a w tym z 2012 uwinie się pewnie w 3 minuty. Co ciekawe jeden z paneli instalacyjnych zapewniał, że system obsługuje USB. Woo, aż mi ciary po plecach przeszły.

Pokochajcie Facebooka - nie macie innego wyjścia!

Już. Teraz!

Pokochajcie go!

Nie interesuje mnie to, że nie lubicie go. Kochajcie go, niczym jutro byłby ostatni dzień świata! To rozkaz, a rozkazów się słucha.

To co poniżej napisze to moja prywatna opinia – możesz się z nią nie zgadzać i mieć całkiem inne podejście do serwisu z białym f na niebieskim tle. Pod tym wpisem możesz mnie wyzywać od głupków, niemyślących imbecyli, kretynów, nieznających się ignorantów, oraz sprzedajnych debili – pozwalam.

Dużo osób nie lubi facebooka - uważa go za głupi komercyjny serwis, gdzie wszyscy wrzucają fotki z imprez i wpisują co jedli na śniadanie. Wielokrotnie słyszałem opinie, że ludzie nie założą konta na face bo jest im ono niepotrzebne do niczego. Istnieje też zabawna opinia, że jak nie ma Cię na face to nie istniejesz. Niestety (lub stety) jest to prawda. Nie ma cię na buszku, więc wg mnie jesteś nikim. Dosłownie.

Jak cofniemy się kilka lat wstecz, do czasu przed TwarzoKsiążkowego zobaczymy, że Internet był inny… NIE! To błędne podejście wmawiane nam przez propagatorów WEB2.0 jest właśnie źródłem złej opinii o serwisie Zuckerberga.

Głupie acz intrygujące pomysły MaXDemage'a

Część 1 z nie-wiadomo-ilu.

Witamy wszystkich moich fanów w nowym kąciku. Dzisiaj pomogę wam rozwiązać odwieczny problem torrentów. Wpierw jednak powiedz mi drogi czytelniku czy ty, podobnie jak inni, ściągasz coś z torrentów?

- Nie! Skąd! Ja nie piracę. No, może troszkę. Czasami. Tak! Żona mi każe, ona uwielbia oglądać francuskie filmy. Inni też ściągają! Sąsiad na przykład pożycza mi gry, które zasysa przez torrenty.

Spokojnie czytelniku, ja tylko chciałem upewnić się, że to co zamierzam Ci wcisnąć ma jakikolwiek sens. Jak widzę, ma! Ściągasz.

Przejdźmy dalej, czy podobnie jak inni zostawiasz na noc włączony swój niezwykle głośny komputer? A może masz laptopa, który mocno świeci i się grzeje przez wiele godzin gdy ciągniesz kolejne komedie romantyczne na dysk twardy?

Wiele osób ma takie problemy w domu. Komputery to jednak urządzenia dosyć sporych kabaretów i niezwykle hałaśliwe. Nie mówiąc o nadmiernym poborze mocy. Na szczęście mam na to niesamowite lekarstwo.

MENska decyzja

Powraca temat edukacji - uwielbiam go, doprawdy.
Stary artykuł: http://www.tvn24.pl/-1,1711356,0,1,men-zada-e_podrecznikow,wiadomosc.h... - uwaga tvn24 - nie każdy może to zdzierżyć.

MEN żąda aby zamiast papierowych książek publikowano e-booki. Ponownie ministerstwo zaskakuje nas takim posunięciem... o nie, wróć. Nas nie zaskakuje. My tego chcieliśmy już od dawna. Zaskakuje wydawców podręczników, którzy zarobią dużo mniej (a może więcej, hm?). Och jak mi przykro i żal wydawców - niech spłoną w piekle chamy!

Ale co to? Wydawcy podnieśli głos, że jak im źle. Jak im niedobrze. Jak im straszno! Rodzicie będą piracić ich w pocie czoła wydane podręczniki. Szok. Do tego skarżą się, że dojdą nowe opłaty i dla rodziców będzie jeszcze drożej.

Tylko że...

Podręczniki w formie e-booków są już dostępne na naszym rynku. Serio. Wiem, ciężko w to uwierzyć - sam miałem problemy.

Utopia! v2.0

Telefoniczny świat ideałów.

Firma HTC to wbrew pozorom staruszek, który na swoim koncie ma całkiem przełomowe produkty. Tajwański producent telefonów komórkowych zapoczątkował erę smartfonów i był jednym z twórców tego kierunku w postaci jaką znamy teraz. Przez wiele lat kojarzyłem tę markę z dobrą jakością produktów. Gdy ktoś mnie pytał o bardzo porządny telefon w dowolnej cenie – bez wahania polecałem smartfony z ich asortymentu. Trochę tak jakby rekompensując sobie to, że ja takowego nie mogę posiadać. Przez wiele lat byłem użytkownikiem komórek pokroju Sagem, Samsung, Simens (to, że wszystkie zaczynały się na literkę S, jest czystym zbiegiem okoliczności… chyba). Nie oszukujmy się, były i są to firmy, które głównych odbiorców upatrują w segmencie tańszym. Telefony dla zwykłego klienta za niską cenę. Oczywiście poza modelami niskobudżetowymi u całej tej trójki były też takie (i są nadal, jak np. GalaxyS), które stanowczo nie są skierowane do zwykłego Kowalskiego z wypłatą poniżej średniej krajowej.