Płatne strony WWW gazet - moja analiza problemu

Ostatnio dużo mówi się o wprowadzaniu całkowicie płatnego dostępu do serwisów internetowych prowadzonych przez redakcje papierowych dzienników, tygodników, etc. Ogólnie rzecz biorąc jest to debata o obecności prasy w internecie i warunkach tejże obecności. Niedawno świat obiegła informacja, że za dostęp do tworzonych przez siebie treści zmierza pobierać opłaty znany, poważny brytyjski dziennik The Times. Czy taka polityka ma przyszłość?

Moim zdaniem ma, jednak niezbędne do tego jest spełnienie pewnych warunków. Jakich? Przede wszystkim pod względem jakości oferowanych treści.

Płatna internetowa prasa powinna, według mnie, oferować zawartość znacznie wyższej jakości od tej udostępnianej przez media typowo internetowe, takie jak popularne portale. Nie powinno tam być miejsca na krótkie newsy pochodzące z agencji informacyjnych. Powinny być za to artykuły dłuższe, przedstawiające bardziej dogłębną analizę danego problemu m. in opinie ekspertów, komentarze redakcji.

O nauczaniu informatyki przemyśleń ciąg dalszy

Wpis Edukacja o bezpieczeństwie informatycznym i jej problemy wywołał wiele interesujących komentarzy. Były to opinie wyrażane bezpośrednio pod tekstem, ale był również świetny tekst Chomika, pokazujący problem w świetle zjawiska piractwa i wiele komentarzy znajdujących się pod nim. Wszystko to dało mi podstawę do kolejnych przemyśleń na temat nauczania informatyki w szkołach. Zastanówmy się zatem nad programem tego przedmiotu.

Do najciekawszych wypowiedzi chciałbym się odnieść.

"Widzę tutaj wiele żalu do nauczycieli w szkołach. Nauczyciele realizują podstawę programową i nic zmienić w niej samemu nie mogą, choć mogą zaproponować zmiany. Niektórych tutaj problem polega na tym, że nie umieją zobrazować sobie całej sprawy w oczach uczniów."

PolishNetwork

Niestety podstawa programowa szkolnej informatyki tudzież technologii informacyjnej wymaga, moim zdaniem, gruntownej poprawki. Obecnie, choćby nauczyciel rzeczywiście posiadał ogromną wiedzę niestety nie zdąży jej przekazać.

Edukacja o bezpieczeństwie informatycznym i jej problemy

W popularnych mediach dość często możemy przeczytać o najbardziej spektakularnych (marketingowo) osiągnięciach informatyki. Niestety tak zwany mainstream niemal całkowicie pomija kwestię bezpieczeństwa oferowanych przez IT rozwiązań. Informacje o tym, że należy regularnie aktualizować posiadane oprogramowanie pojawiają się bardzo rzadko. Być może nie jest to dla mediów ciekawy temat, i nie ich misja. Można powiedzieć, iż za edukację odpowiedzialne są placówki oświatowe. Z pewnością tak jest. Niestety z jakością edukacji w dziedzinie informatyki rożnie bywa. Przyjrzyjmy się temu istotnemu problemowi.

Zacznijmy od edukacji w szkołach. Swego czasu na tym blogu pojawił się bardzo ciekawy artykuł "Bezpieczeństwo informatyczne w polskiej szkole. Prawda czy fikcj.... Z wpisu autorstwa użytkownika mick16 wynika, że kadra nauczycielska zupełnie nie dba o bezpieczeństwo pracowni komputerowej a jej kompetencje w tej dziedzinie są, delikatnie mówiąc, bardzo małe.

Nieskuteczny system łatania dziur.

System łatania dziur bywa nieskuteczny. Bynajmniej nie mam tu na myśli polskich dróg, a popularne aplikacje przeznaczone na jeszcze popularniejszy system operacyjny. Zapraszam do lektury wpisu o tym, dlaczego w zetknięciu ze zwykłym użytkownikiem wiele systemów dystrybucji łatek wszelakich nie ma żadnych szans. Swoje wnioski oparłem na autentycznych doświadczeniach.

Windows Update - Vista to krok w tył.

Zacznijmy od chyba najbardziej znanego systemu dostarczania aktualizacji jakim jest Windows Update. Dlaczego uważam, że Vista jest krokiem w tył? Aby to wyjaśnić cofnijmy się do jej poprzednika - XP. W systemie tym funkcja aktualizacji automatycznych działała w sposób następujący:

1. Zostały pobrane aktualizacje
2. Przy przycisku wyłączania pojawia się symbol informujący, że aktualizacje są gotowe do zainstalowania. Aby anulować instalację należy przycisnąć dodatkowy klawisz na klawiaturze.

Teraz ten sam scenariusz w wykonaniu Visty:

1. System pobiera aktualizacje (bez zmian w stosunku do poprzednika)
2.

Nadszedł czas na wybór.

Ekran wyboru przeglądarki stał się faktem. Czy spełni on swoje zadanie?

Ekran wyboru przeglądarki już jest. Donoszą o tym niemal wszystkie serwisy traktujące o IT. Cieszą się producenci przeglądarek, szczególnie Opera, która już twierdzi, że ekran przyczynił się do zwiększenia liczby pobrań tej norweskiej przeglądarki (źródło IDG.pl). Opinie producentów przeglądarek przedstawia również portal Gazeta.pl.

Ponieważ ekran ten jest zwykłą stroną internetową mogłem go bez najmniejszych przeszkód zobaczyć "na żywo", pomimo że stosowna aktualizacja nie jest obecna w moim systemie.

Muszę przyznać, że chociaż wymuszanie na Microsofcie takiego rozwiązania zawsze wydawało mi się co najmniej dziwne, to ekran sprawia dość pozytywne wrażenie.

Różnice w interpretacji, czyli dalej o licencjach.

Dzisiejszy wpis będzie krótki. Stanowi on swego rodzaju uzupełnienie do mojego poprzedniego felietonu. Przejdźmy zatem do meritum. Oto jak różne mogą być reakcje na zmianę licencji...

Uważni czytelnicy wortalu pamiętają z pewnością budzący wiele emocji, niedawny news Nowe licencje na wypożyczanie Windows i Office. Dzisiaj postanowiłem wejść na rzadko przeze mnie odwiedzany portal Interia.pl, gdzie znalazłem artykuł, w którym sprawa została naświetlona zupełnie inaczej.

Zapraszam do lektury: Windows i MS Office do wynajęcia

Pozdrawiam i dziękuję za wszystkie komentarze pod moim poprzednim wpisem.  

Sprawa dla komisji

Niedawno dobiegła końca głośna sprawa dotycząca dołączania do systemu Windows Internet Explorera. Doczekaliśmy się okna wyboru przeglądarki. Oficjalnie walka była prowadzona w imię praw klientów. Czy aby na pewno? Mam co do tego pewne wątpliwości. Tymczasem jest rzecz znacznie poważniejsza i w mojej opinii dużo ważniejsza dla użytkowników końcowych oprogramowania, którą do tej pory nie zajęła się żadna instytucja broniąca praw klientów. Chodzi o zasady licencjonowania.

UMOWA LICENCYJNA UŻYTKOWNIKA
OPROGRAMOWANIA FIRMY MICROSOFT

WAŻNE - PRZECZYTAĆ DOKŁADNIE: Niniejsza Umowa
Licencyjna Użytkownika Oprogramowania ("Umowa
Licencyjna") stanowi prawnie wiążącą umowę pomiędzy
osobą fizyczną lub prawną ("Licencjobiorca") a
producentem ("Producent") systemu komputerowego lub
składnika systemu komputerowego ("SPRZĘT"), z którym
Licencjobiorca nabył oprogramowanie firmy Microsoft
określone w Certyfikacie Autentyczności dołączonym do
SPRZĘTU lub w załączonej dokumentacji produktu
("OPROGRAMOWANIE").

Problem wolności wyboru

Wolny wybór. Rzecz niezwykle ważna. Niektórzy próbują o niego walczyć. Zagadnienie to jest jednak bardziej skomplikowane niż się wydaje.

Tym razem inspiracją do napisania tego artykułu były dla mnie liczne wpisy pod moim poprzednim wpisem. Rozpoczęła się tam bardzo interesująca dyskusja. Dziękuję za zainteresowanie, za opinie i wszelkie uwagi. Artykuł ten będzie próbą zastanowienia się nad głośnym ostatnio problemem wolnego wyboru w świecie IT. Postawię tu wiele pytań, które jednak pozostaną bez odpowiedzi. Problem jest bowiem skomplikowany. Na wiele pytań nie istnieją uniwersalne odpowiedzi, przedstawiające całą prawdę. Artykuł będzie więc swoistym filozofowaniem.

Problem o którym piszę stał się ostatnio głośny z powodu znanej wszystkim sprawy Internet Explorera. Sprawy, której echa nadal nie ucichły. Aktualnie skończyło się na oknie wyboru przeglądarek wyświetlanym po pierwszym uruchomieniu browsera Microsoftu. W tym momencie zaczynają się pytania.

Samozachwyt użytkowników Linuksa

System operacyjny - program bardzo ważny, najważniejszy w każdym komputerze. Dla niektórych jednak zbyt ważny, tak istotny, że posuwają się oni do jego daleko idącej idealizacji

Do napisania tego felietonu skłonił mnie wpis użytkownika m4rciniak Wojny systemowo-przeglądarkowe. W mojej opinii artykuł bardzo trafny. Przejdźmy jednak do meritum...

Jako pasjonat komputerów zainteresowałem się pewnego dnia Linuksem. Wiązało się to z poszukiwaniem informacji o tym systemie. Skutkiem tego poszukiwania była lektura serwisów internetowych zajmujących się Linuksem i światem Open Source, czy jak kto woli Wolnego Oprogramowania. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to bardzo mocna krytyka systemu Windows, którego ja byłem i jestem nadal, użytkownikiem. Krytykowano również cały świat oprogramowania o zamkniętym, własnościowym kodzie. Uprzedzając komentarze, które niektórym cisną się na usta (a raczej na klawiatury), pragnę zaznaczyć, że nie jestem wrogiem Linuksa, ani Open Source.

O poziomie artykułów i komentarzy w internecie słów kilka

"Gazeta Wyborcza" debatuje ostatnio nad problemem chamstwa w internecie. Ja chciałbym zwrócić uwagę na inny problem - problem poziomu publikacji zamieszczanych w internecie. Mam tu na myśli nie tylko teksty zamieszczane w sieci przez zwykłych internautów, ale również te tworzone przez redaktorów różnorakich serwisów internetowych, począwszy od wortali zajmujących się wąską tematyką (jak nasz), kończąc na dużych portalach wielotematycznych jak Onet czy Wirtualna Polska.

Zacznijmy od tych drugich, czyli redaktorów. Miałem kiedyś okazję czytać artykuł zamieszczony na witrynie wspomnianej gazety. Artykuł ten był tekstem z wydania papierowego zamieszczonym online. W tradycyjnej gazecie błędy pojawiają się sporadycznie, przed opublikowaniem artykuły poddawane są korekcie. Niestety internet traktowany jest po macoszemu. W tekście, który miałem okazję czytać roiło się od literówek, połączonych wyrazów itp. Tego typu błędy pojawiają się czasem także na naszym wortalu. Co prawda rzadko (chwała redaktorom za to!), ale jednak są.