W swoim pierwszym wpisie chciałbym się podzielić z czytelnikami serwisu dobreprogramy krótką historyjką pokazującą, jak zostałem zachęcony do piractwa przez dużego producenta gier, któremu powinno raczej zależeć na czymś innym...
Ale po kolei...
Jakieś 10 lat temu wpadła w moje ręce gra Shogun Total War. Co tu ukrywać - gra bardzo mnie wciągnęła i dała do zrozumienia, ze właśnie takie gry lubię. Potem były inne gry z serii Total War, w które też grałem, aż w końcu pojawił się Shogun 2. Późnym piątkowym popołudniem (22 lipca b.r.) postanowiłem zakupić grę w wersji pudełkowej - mogłem oczywiście zaoszczędzić kilkadziesiąt złotych polskich i kupić sam klucz, a grę pobrać z Internetu, ale niestety, tu gdzie mieszkam jestem skazany na korzystanie z łącza oferowanego przez sieć komórkową z maksymalną prędkością 1 Mbps i dziesięciogigabajtowym miesięcznym limitem transferu.
Dzisiaj miał być ten szczęśliwy dzień, gdy zacznie się moja przygoda w celu zdobycia tytułu shoguna Japonii.