Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Uaktualnienie do Windows 7

A więc tym razem nie będzie wychwalania Linuksa ponad wszelkie poziomy - wpis stricte Windowsowy i co więcej, chwalący tego drugiego :) Tak więc do dzieła.

Często i gęsto internet krzyczy głośno i wyraźnie:

NIE RÓB BEZPOŚREDNIEGO UAKTUALNIENIA WINDOWSA DO NOWSZEJ WERSJI, BO CI SIĘ POSYPIE, NIE BĘDZIE DZIAŁAŁ STABILNIE I W OGÓLE BĘDZIE SIĘ ŚLIMACZYŁ JAK CZOŁG!

Ostatnio na biurko trafił Windows 7 Professional 32 bit, który miał posłużyć za nowy system pod kompa, na którym wówczas stała Vista Business, też 32 bit. Wybitnie nie chciało mi się robić formatu, wgrywać tego wszystkiego na nowo, sterowniki, aktualizacje, programy... nieeee, bez jaj, no way, nie tym razem. Wyjścia były dwa: albo poczekać i wgrać go jak będzie mi się chciało (tia... jasne), albo zrobić UAKTUALNIENIE.

Doszedłem do wniosku, że w zasadzie może to nie jest taki głupi pomysł. Poczytałem w internecie, jaki może być tego efekt i okazało się, że to się może udać :) Tak więc zachęcony wpisami na blogach różnych ludzi stwierdziłem, że tak właśnie uczynię. Dokonam aktualizacji.

Tutaj powinien być jakiś nagłówek, ale mi brak pomysłu :P

Mój sprzęt to: Athlon X2 2,4 GHz, 2 GB RAM, GeForce 9600 GT (tia, jakby to miało jakieś większe znaczenie), płyta ASUS M2N-E (i to też), dysk Seagate 160 GB, 7200 RPM, podzielony na takie partycje:

C:\ 40 GB, z czego zajęte 25 GB - sama Vista Business i sterowniki
D:\ 80 GB, z czego zajęte 53 GB - różne rzeczy, programy, gry itd.
E:\ 30 GB - pusta partycja

Wsadziłem płytkę, odpaliłem instalator, zaczęło się sprawdzanie kompatybilności, musiałem zainstalować kilka nowszych wersji programów i zrobić restart, bo mnie instalator nie chciał przepuścić dalej. Po restarcie znowu go odpaliłem, tym razem już wszystko poszło sprawnie, po ok 5 minutach kliknąłem przycisk "Uaktualnienie" a dalej się samo wszystko zrobiło. W szczegóły się nie będę wdawał, bo każdy kto ma choć trochę oleju w głowie, da sobie z tym radę.

Trwało to wszystko ok. półtorej godziny w moim wypadku, czyli z tego co wcześniej wyczytałem w sieci, całkiem nieźle (ludzie z innym sprzętem czekali nawet kilkanaście godzin).

Windows 7 się uruchomił, zalogowałem się na swoim profilu i na dzień dobry błąd :P Sterowniki nVidii się wysypały. System szybko załadował swój sterownik WDDM 1.1 i grafika wróciła do normy. Przeinstalowałem je na nowo i jest ok. Również od razu wyskoczyło okienko z informacją, że .NET 4 też leży, ale się naprawia - po 10 minutach się naprawił i jest już ok. Po odpaleniu drukarki przekonałem się, że ze sterownikami do niej też coś jest nie teges, ale tutaj wystarczyło po prostu włączyć jedną opcję w ustawieniach drukarki - sam sterownik mi podpowiedział, którą. Co jeszcze?... Jakiś błąd z przywracaniem systemu - jak wchodziłem w jego właściwości, chciałem coś zmienić, po kliknięciu OK wyskakiwał błąd (już nie pamiętam jaki), ale po jego kodzie znalazłem rozwiązanie w sieci, coś usunąć z dysku i z rejestru - działa, jest ok. Kolejna rzecz - fragmentacja dysku C:\ - był straszliwie pofragmentowany po tej operacji - uruchomiłem Auslogics Disk Defrag. O tym, że sterownik cFos Speed nie jest aktywny dowiedziałem się dopiero dziś podczas próby jednoczesnego przeglądania netu i pobierania torrentu z pełną prędkością (co to !@#$! tak wolno chodzi?! :P, musiał był cFos paść) - przeinstalowałem owy program i póki co jest ok.

O dalszych niespodziankach zapewne przekonam się w późniejszym czasie chyba, że to już wszystkie. Póki co system śmiga bardzo ładnie i nie widzę żadnej różnicy w wydajności pomiędzy Windowsem instalowanym na czysto a tym uaktualnionym. Po Viście nie ma śladu a Win7 chodzi ze swoją prędkością, a nie z prędkością Visty.

Tak więc, jak widać aktualizacja przebiegła całkiem sprawnie, nie obyło się bez kilku problemów, ale jeśli ktoś ma dostęp do internetu i trochę oleju w głowie, to sobie z nimi poradzi a i czasu można trochę zaoszczędzić.

Podsumujmy, co poszło nie tak:
- drivery nVidii się wysypały
- drivery cFos Speed również
- i te od drukarki częściowo też (Canon MP490)
- platforma .NET 4 poszła, ale się naprawiła sama
- błąd w ustawieniach System Restore
- makabryczna fragmentacja partycji systemowej - zapuszczony Auslogics zrobił swoje w pół godziny

I na razie to by było na tyle.

Tym razem chwalę Windows za "bezbolesność" aktualizacji - może nie całkowitą, ale to nie to samo co Linuks, który potrafi się całkowicie wysypać po takim procesie i jedyne co wtedy można zrobić, to instalacja na nowo. No chyba, że jest się webnullem :P (pozdrawiam).

Peace and love \m/ 

Komentarze

0 nowych
  #1 13.06.2011 21:12

Półtorej godziny? Oddzielna partycja przeznaczona na gry i programy? Chyba sobie jaja robisz.

40 minut średnio to jest instalacja 7 x64 na... celeronie d346 z 1538 ramu. PC pięcioletni. Do 3 godzin instalacja programów, sterowników, wprowadzanie ustawień przeglądarki i innych.

Triniti888   5 #2 13.06.2011 22:10

Uaktualnienie z reguły trwa dłużej.

n33trox   6 #3 14.06.2011 09:56

@PavloAkaLogan
Co jest w tym dziwnego, że mam oddzielną partycję na gry i programy? To normalne. Tak się powinno robić. System się stawia na C:\, do niego się dogrywa drivery ewentualnie też na C:\ i tak się już zostawia. Nic więcej się na tej partycji nie instaluje. Cała reszta na pozostałych. Bo przecież jak zrobisz format partycji C:\, to inaczej wywalisz wszystko z systemem, a tak najważniejsze zostanie na D:\, E:\, czy gdzie tam chcesz.

Wiadomo, że czysta instalacja Windowsa 7 trwa raczej krótko, u mnie około 20-25 minut tak na oko. Tylko, że potem musisz ściągnąć aktualizacje, zainstalować sterowniki, wgrać wszystkie potrzebne programy, skonfigurować to wszystko, a to trochę trwa, choćby te 3 godziny, które podałeś.

Ja odpalam upgrade, który trwa 1:30 i wszystko robi się samo, a ja mam w tym czasie wolny czas, który mogę przeznaczyć na inne czynności. Po nim najwyżej przeinstaluję kilka sterowników - góra 30 minut roboty, dociągnę potrzebne aktualizacje - 15-30 minut (w moim wypadku SP1 był zintegrowany z Win7) i tyle. Wszystkie ustawienia są zachowane jeszcze z Visty, więc nic nie muszę ustawiać.

Tak więc Twoje 3:40 (z czego 3 godziny spędzone przed monitorem) vs moje 2:30 (z czego góra godzina przy monitorze) - wniosek nasuwa się sam.

Oczywiście to ma sens tylko przy aktualizacji, bo jeśli mamy Windows 7 już na kompie i chcemy mu dać powiew świeżości, to chyba logiczne, że nikt nie będzie w takim wypadku wykonywał upgrade (tudzież "nakładki").

webnull   9 #4 14.06.2011 17:35

"Tym razem chwalę Windows za "bezbolesność" aktualizacji - może nie całkowitą, ale to nie to samo co Linuks, który potrafi się całkowicie wysypać po takim procesie i jedyne co wtedy można zrobić, to instalacja na nowo. No chyba, że jest się webnullem :P (pozdrawiam)."

Aktualizowałem Ubuntu na jednym z laptopów od 9.04 do 10.10 i nic się nie wysypało, wszystko zawsze bardzo ładnie chodziło także nie wiem o czym mówisz :-)

Ubuntu posiadam na maszynie ASUS UL80A.

  #5 14.06.2011 20:58

"Tylko, że potem musisz ściągnąć aktualizacje,"

Dobra, tutaj wymiękam - instaluję piraty.

"Bo przecież jak zrobisz format partycji C:\, to inaczej wywalisz wszystko z systemem, a tak najważniejsze zostanie na D:\, E:\, czy gdzie tam chcesz."

Ta, potem robią się jakieś niewiadome problemy. Po za tym, ja mam rozszerzoną i jedną podstawową przeznaczoną na linuxa, 2 inne to fat32 - XP oraz pierdy.

"Ja odpalam upgrade, który trwa 1:30 i wszystko robi się samo, a ja mam w tym czasie wolny czas, który mogę przeznaczyć na inne czynności."

Preferuję czystą instalację. Zero problemów. Mimo, że Ty ich nie miałeś to nie znaczy że ja nie będę mieć.

IuEnLaMondo   3 #6 15.06.2011 11:50

@webnull
Heh, nie wiem czy te "sypiące" aktualizacje w GNU/Linux'ie to jakiś mit, czy to ja mam szczęście.
Na netbook'u: Ubuntu 9.04 Netbook Edition > Ubuntu 9.10 Netbook Edition > Ubuntu 10.04 Netbook Edition > Ubuntu 10.10 Netbook Edition > Ubuntu 11.04 Netbook Edition
Stary PC: Ubuntu 9.04 > Ubuntu 9.10 > Ubuntu 10.04
Nowy PC: Trisquel 4.0 LTS > Trisquel 4.5
Na żadnym się nic nie wysypało - bezproblemowo.
Może po prostu mam szczęście.


W każdym razie wpis przydatny. Co prawda mnie się nie przyda (bo na żadnej machinie nie mam Windows), ale na pewno komuś to kiedyś pomoże. Fajny nagłówek, a raczej jego brak (ten "brak pomysłu"). ;]

IuEnLaMondo   3 #7 15.06.2011 11:52

@IuEnLaMondo
"Ubuntu 9.04 Netbook Edition > Ubuntu 9.10 Netbook Edition > Ubuntu 10.04 Netbook Edition > Ubuntu 10.10 Netbook Edition > Ubuntu 11.04 Netbook Edition"
Sorry. Oczywiście zamiast "Ubuntu 11.04 Netbook Edition" miało być "Ubuntu 11.04". Rozpędziłem się z pisaniem "Netbook Edition" i napisało mi się. ;]

  #8 16.06.2011 08:46

bo tak to zazwyczaj już 'jest' w tych wszystkich wpisach, że windowsy sypią BSOD-ami głównie codziennym użytkownikom linuxa, a niewstające linuxy po upgrade-ach mają codzienni użytkownicy windowsa ;-)

przemek1234   7 #9 21.06.2011 14:52

Wysypywanie Linuksa to nie jest mit. Weźmy taki scenariusz:
Ktoś ma np. kartę Intel GMA 500 (Poulsbo) i wgrane sterowniki PSB driver, które na Ubuntu 10.10 chodzą bez problemu, ale z 11.04 już nie chcą chodić (nie wstają X'y). Chodzą z nią natomiast EMGD driver. Osobie takiej po aktualizacji Ubu przy PSB driver nie będą chciały wstać X'y i będzie dopiero muaisał z poziomu Safe Mode je wyinstalować i wgrać EMGD driver.