Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Klej, Lenovo i taśma matrycy

Powiem szczerze, nigdy nie lubiłem wysyłać sprzętów do serwisu. Sam nie miałem co prawda z tym zbyt wielu doświadczeń, zaledwie osłuchałem się tego i owego o jakości usług świadczonych przez owych "certyfikowanych geniuszy informatycznych". Czasem było to cwaniactwo, najczęściej jednak fuszerka. Toteż i tym razem miałem spore obawy, szczególnie po tym wszystkim, co przeczytałem o serwisie Lenovo. Jednak mimo wszystko, przyszedł mi do głowy głupi pomysł, by spróbować i przekonać się samemu. I żałuję.

"Atheros mnie nie kocha"

W niedługim czasie po zakupie komputera zacząłem miewać problemy z kartą sieciową (temat na forum dostępny tutaj). Wyglądało to tak, że chwilami zawieszał się on przy przenoszeniu (hah, mobilność). Początkowo myślałem, że po prostu mój laptop jest niestabilny, jednak w październiku 2013 zdarzyło mi się wrócić do domu i zauważyć, że owa karta nie jest widoczna w systemie.

Jak się okazało, mój śmieciowy Atheros wypadał z portu (sic!) za każdym razem jak ruszałem komputerem! Wymiana karty nie wchodziła w grę, ponieważ zdobycie takiej w Polsce nie było łatwe, a ze względu na białą listę w BIOSie, nie mogłem wstawić losowej, dowolnej sieciówki. Co prawda, mógłbym sflashować go, ale wtedy straciłbym licencję na Windows 8 zapisaną w UEFI. Można się domyślać, że nie podobał mi się ten pomysł, toteż skontaktowałem się z serwisem.

Zaczęło się od tego, że nie mogłem się dodzwonić do infolinii wsparcia technicznego. Jak się okazało, numer inny niż ten zaczynający się od 0-800 nie było zbyt łatwo wygrzebać, ale - udało się.

Warto byłoby wspomnieć, że owa infolinia wsparcia technicznego jest tragiczna. Nigdy nie zapomnę tej denerwującej chińskiej muzyczki na oczekiwanie. Klasycznie, konsultant traktował mnie jak upośledzonego, najpierw pytając mnie o wszelkie możliwe oczywiste rzeczy, które wypada sprawdzić najpierw. Zaś na pytanie, czy powinienem przeinstalować system przed oddaniem laptopa, dowiedziałem się, że "no w sumie mógłby pan ale my i tak to zrobimy". No dobrze... Rozmowa kosztowała mnie 4 zł i ustaliliśmy, że przyjedzie kurier i zabierze ode mnie sprzęt. Zrobiłem kopię zapasową danych, usunąłem wszystko, co moje z systemu. Pakując sprzęt, dołożyłem wszelkich starań, by komputer dotarł na miejsce bez żadnych uszkodzeń - ciekawe, jaką mieli minę, gdy otworzyli pudełko i wysypał się z niego styropian w granulkach. Dodałem też dowód zakupu i kartę gwarancyjną. Pozostało mi tylko czekać.

Kilka dni później zadzwoniłem na infolinię z pytaniem o status naprawy. Mówiłem już, że lenovo ma tragiczną infolinię?

Cóż... Przy okazji dowiedziałem się, że jednak numer zlecenia jest niepoprawny - hm, to dziwne, bo gdy już otrzymałem sprzęt, porównałem ten który miałem zapisany z tym na notce diagnostycznej i był identyczny.

Następnego dnia sprzęt do mnie wrócił, był sprawny chociaż obudowa zdawała się być krzywo złożona - cóż, przynajmniej działa. Pomijając syf w systemie narobiony przez serwisanta, fakt że ktoś zgubił moją kartę gwarancyjną (nie mam pytań) i... uwaga, uwaga - pozostawioną, zainstalowaną grę (komuś nudziło się w serwisie?), wszystko wydawało się być w należytym porządku. Napisałem o tym nawet na fanpage'u, ciekawa dyskusja się wtedy wywiązała - czy Lenovo powinno ukarać serwisanta z tego powodu, czy raczej nie? Chociaż wątpię, czy by cokolwiek zrobili w tej sprawie, szczerze mówiąc.

Sęk w tym, że po paru dniach, bez większego powodu, problem powrócił. Cud! W końcu sprzęt został "naprawiony", ma prawo nie działać. Ponieważ bałem się wysyłać sprzęt do nich z powrotem - po pierwsze, nie miałem tej głupiej karty gwarancyjnej, a po drugie, zwyczajnie doszedłem do wniosku, że jeśli raz nie naprawili problemu, to czemu mieliby to zrobić za drugim razem. I wtem olśniło mnie. Zdjąłem pokrywę serwisową i zauważyłem, że przy karcie WLAN z jednej strony jest jakiś dziwny bolec, a z drugiej śrubka - hm, ktoś tu oszczędzał, co? O ile ufam śrubce, że trzyma kartę w miejscu, tak temu dziwactwu już nie, toteż postanowiłem go trochę wspomóc... umieszczając kawałek folii, by karta stała tam w miejscu. Tak, to działa.

Początkowo umieściłem ją na całej długości karty, jednak ostatecznie zredukowałem do kawałka nad bolcem, by zmniejszyć ryzyko przegrzewania się sprzętu. Owa prowizorka została zamontowana przeze mnie 20 listopada 2013 i (odpukać w niemalowane) od tego czasu nie wystąpił żaden problem z kartą sieciową.

Można postawić sobie tutaj pytanie - co będzie następne? Chłodzenie na ślinę?

Zawiasy na klej!

3 lutego, 2014 roku. Siedziałem sobie na przerwie pomiędzy jedną, a drugą godziną lekcji PHPa w szkole i beztrosko przeglądałem otchłanie Internetu, gdy nagle ekran zrobił się... biały. Tak. Śnieżnobiały, niczym wyprany w Perwollu White Magic. Uruchomiłem komputer ponownie - ekran nadal był biały, od początku do końca emanował swoim blaskiem i jasnością. Powiem Wam tyle - każda panna młoda chciałaby mieć suknię tak białą, jak ten ekran. Wyłączyłem go, spakowałem do torby, a w głowie pojawiło się - "well, so this is how I die...". W drodze do domu przyswoiłem Internety i postanowiłem spróbować czegoś w domu. Wyciągnąłem baterię, przytrzymałem włącznik przez kilka sekund, następnie podłączyłem drugi monitor oraz zasilacz. Uruchomiłem laptopa. Na początku problem występował jeszcze przez chwilę. Próba numer dwa - porażka. Próba numer trzy - zestresowany zacząłem losowo stukać w klawisze - poszło! Od tego czasu wszystko było już w należytym porządku przez jakiś czas. Uff...

Jednak ta sytuacja spowodowała, że zadałem sobie kolejne pytanie. Bowiem ta sytuacja nie wystąpiła bez przyczyny. Być może już wtedy taśma matrycy mojego laptopa zaczęła"umierać". Zaintrygowało mnie to, lecz w sumie nic nie zrobiłem w tym kierunku.

I nadszedł dzień 11 marca, 2014 roku. Około godziny dziesiątej odebrałem maila od RAM.net o tym, że moja kostka 4GB RAM jest już gotowa do odbioru. Z tej okazji pozwoliłem sobie podskakiwać z radości nucąc sobie:

"RAM pam pa RAM pam pa RAM pam pa RAM!"
- Paulo Coelho

Jednak około dziesięciu minut później, stało się coś okropnego. Ekran AdyLovelace zrobił się cały biały... znowu. Tym razem nie musiałem jednak używać zasilacza, by cokolwiek zaczęło się wyświetlać - uśpiłem, obudziłem, uśpiłem, obudziłem i coś tam jeszcze robiłem, a bo ja pamiętam... to było traumatyczne! Obraz pojawił się z powrotem jednak podejrzanie zarumieniony - i taki już został. Tym razem miałem pewność, taśma matrycy odeszła z tego świata. Na zawsze. Nawet uchwyciłem to na zdjęciu, gdy tylko wróciłem do domu. Rozdzielczość jest taka, jaka jest, ponieważ włączyłem replikację obrazu na drugi ekran (którego kawałek widać - tam wszystko wyświetla się normalnie).

Pierwsze, co zrobiłem, to sprawdzenie mojego stanu gwarancji na stronie lenovo. Być może nadal mam gwarancję mimo to, że zgubili moją kartę? Wpisałem numer seryjny mojego laptopa i okazało się, że nikt w lenovo nie był na tyle ogarnięty, by zaktualizować dane dotyczące mojej gwarancji przed zgubieniem mojej karty. Jest to w zasadzie dość dziwne, bowiem pamiętam, że pierwszą rzeczą jaką zrobiłem po otrzymaniu tego sprzętu było zarejestrowanie go na stronie lenovo. Teraz to już musztarda po obiedzie, ponieważ najwidoczniej nie posiadam już gwarancji - według ich systemu skończyła się 24 grudnia, a ja nie mam już żadnego dokumentu, który mógłby temu zaprzeczyć. Co ciekawe, pudełko w którym odesłano mi sprzęt miało oznaczenie, które wskazywało na to, że gwarancji już nie ma - ot, ciekawostka. Zrobiłbym zdjęcie, ale niespecjalnie chce mi się wchodzić na strych i go szukać.

Ponieważ nie jestem miłośnikiem wykłócania się z serwisami i marnowania czasu bez posiadania sprawnego sprzętu, postanowiłem podjąć się naprawy na własną rękę. Ponieważ... heeej, przecież nie może być gorzej! Napisałem tylko trochę hejtu na stronie Lenovo Polska.

Po co? Chyba po to, by mogli mi odpisać swoim standardowym tekstem (mam wrażenie, że wysyłają go z automatu).

"@Maciej, czy moglibyśmy prosić o przesłanie w wiadomości prywatnej numeru seryjnego laptopa? Sprawdzimy to."
- Lenovo Polska

Jak się można domyślić, na chwilę obecną nadal nie dostałem ani słowa od Lenovo, chociaż jeszcze jakiś czas temu wspominali, że skontaktują się w mojej sprawie w poniedziałek (zgadywałem, że chodziło o 24 marca - myliłem się).

Wiem, że na chwilę obecną to już musztarda po obiedzie - straciłem gwarancję rozkręcając sprzęt, jednak osobiście wolałbym, gdyby mnie nie spławiono. Jak już wspominałem, jestem tró "DO'ersem", więc zamiast siedzieć i rozpaczać nad zepsutym lenovo, uruchomiłem swoją, można by rzec niezawodną Drewnianą64, która ratowała mnie już w wielu sytuacjach, pobrałem Service Manual, przygotowałem sobie zestaw śrubokrętów i wziąłem się do pracy. Postanowiłem bowiem rozkręcić sprzęt, by zobaczyć w jakim stanie jest taśma matrycy, czy to aby na pewno jej wina, no i najważniejsze - czy muszę w ogóle ją wymieniać.

To, czego się nie spodziewałem, to obudowa rozpadająca się na kawałeczki w momencie rozkręcania jej. Powtarzam, postępowałem słowo w słowo zgodnie z instrukcją serwisową. Zresztą, to nie jest pierwszy laptop, który leżał na tym stole rozłożony na części, ba - najczęściej zdarzało mi się rozmontowywać takie, do których takiej instrukcji nie posiadałem. Jednak jest to pierwszy raz, gdy odkręcenie kilku śrubek powodowało, że ze środka obudowy zaczęły wysypywać się malutkie kawałeczki plastiku. Najbardziej zaskoczyło mnie złącze SATA napędu optycznego, które było dość luźne zanim jeszcze je ruszyłem. A przez "dość luźne" mam na myśli - wypadało. Jak się okazało, miejsca na śrubki w jego przypadku były... wyłamane. Ot, ciekawostka, gdyż ja ich nie ruszałem, więc kto...? Zastanawia mnie, czy to kwestia jakości sprzętu od Lenovo, czy może fuszerka, którą dokonano w serwisie. Stawiam jednak na to drugie, bowiem właśnie tam po raz pierwszy rozmontowywano mój sprzęt. Przecież nie wiek, starsze sprzęty trzymałem w ręce, nawet i zalane kawą ("Stalingrad", czyli stary Fujitsu-Siemens, którego odesłałem funckowi z techvortalu za jakieś drobne), a laptop ten ma zaledwie rok. Zresztą, jak już wspominałem, obudowa niezbyt spasowywała się po pierwszej wizycie u "ogarniętych serwisantów" w Lenovo. Spisek! Toteż pozwoliłem sobie "przyłapać" owe złącze w tamto miejsce "na ciepło", czego efekt widać na zdjęciu.

Sprawdziłem złącze na płycie głównej - taśma trzymała się tam całkiem mocno. Toteż rozmontowałem ekran. Wymontowałem matrycę, zdjąłem obudowę z bzdurami takimi jak kamerka i postanowiłem sprawdzić samą taśmę. W tym celu założyłem na chwilę palmrest "po partyzancku", czyli bez przykręcania, wpinając tylko taśmy, by w ogóle uruchomić ten komputer. Początkowo udało mi się ustawić ją w dobrej pozycji, tzn. takiej, w której nie była napięta i obraz wyświetlał się poprawnie.

"Łaaał, naprawiłem, ale jestem fajny, juhu"
- Maciej Janiszewski

Poruszyłem nią lekko i - niespodzianka - ekran zrobił się znów czerwony. Z mojego badania wynikło, że stopień, w jaki psuło się wyświetlanie obrazu zależał od napięcia taśmy w konkretnych punktach, które zresztą udało mi się zidentyfikować, bowiem była tam przetarta. To po pierwsze potwierdziło, że taśma jest walnięta, a po drugie pozwoliło mi opracować prowizoryczne obejście dla mojego problemu. Ponieważ aparat w moim telefonie ssie, niestety nie mam dobrego zdjęcia, które by to pokazywało.

Nareszcie nadszedł czas złożenia mojego Lenovo. Tu jednak spotkała mnie kolejna niespodzianka - nie byłem w stanie zamontować z powrotem zawiasów. Dlaczego? Ponieważ kawałki plastiku, które wyleciały najwidoczniej były... resztkami wyłamanych miejsc na śrubki. Co więc mi zostało? Posłużyć się klejem i wkleić metalowe kawałeczki tam gdzie trzeba... Tak. Klejem.

"Co kropelka sklei, sklei, każda siła rozpierdzieli"
- jakiś mądry człowiek

Ostatecznie zarwałem nockę składając ten sprzęt do kupy i walcząc z ułamanymi fragmentami obudowy. Na szczęście pomógł mi ojciec, który przejął sklejanie laptopa ode mnie na chwilę o pierwszej w nocy, bym mógł przygotować się do spania jak tylko skończę - bowiem następnego dnia czekało mnie wstanie o piątej rano.

Jak się okazało, ten śmieszny kabelek (taśma matrycy) w Polsce kosztuje bagatela 129 złotych.

Poszukałem więc u źródła - w Chinach! I znalazłem, na Aliexpress. Po przeliczeniu na złotówki, wyszło około 40 złotych, czyli - trzy razy taniej. Można? Można! Nie przeszkadzało mi, że zamawiam sprzęt z Chin, chociaż niektórzy mi się dziwią - ale przecież Lenovo to chińska marka, nawet jeśli ta taśma nie jest oryginalna, to istnieje szansa że była robiona przez te same chińskie rączki. Po niecałych dwóch tygodniach dotarła do mnie paczuszka z dziwnymi napisami po chińsku, których nie rozumiałem.

Muszę przyznać, że zaskoczyło mnie to. Nasza rodzima Poczta Polska mogłaby wziąć z nich przykład - przetransportowali na tak daleką odległość mój kabel szybciej, sprawniej i w całości, niż PP z miasta kilka kilometrów dalej. Opisywałem już na forum zresztą, że czekałem prawie miesiąc na RAM od Kadeta (z techvortalu), który dotarł uszkodzony - wyglądał jakby ktoś uderzył w list mocno kamieniem na poczcie. Porażka.

Następnie rozmontowałem ponownie komputer na części, wymieniłem sprawnie taśmę matrycy i dodałem jeszcze trochę więcej kleju, by obudowa domykała się poprawnie. I to byłoby na tyle - sprzęt póki co działa i nie sprawia problemu, a klej wydaje się trzymać całkiem nieźle na chwilę obecną. Ciekawe, co jest następne w kolejce do zepsucia się.

Wnioski

Lubicie się wykłócać, słuchać irytującej, chińskiej muzyczki i wyrzucać pieniądze w błoto na kontakt z infolinią? W takim razie polecam serwis Lenovo. I na koniec, przestrzegam Was - uważajcie na gwarancję door-to-door. Takich historii jest wiele (polecam zajrzeć choćby i na fanpage Lenovo Polska). Ten artykuł potraktujcie jako kolejną przestrogę. 

sprzęt porady

Komentarze

0 nowych
Vanshei   15 #1 05.04.2014 11:32

heh dziś to aż strach wymieniać sprzęt na nowszy...

xomo_pl   21 #2 05.04.2014 12:00

@Vanshei tak się kończy jak się wybiera jakieś budżetowe modele chińskiej firmy :D
Inna sprawa, że taśmy są jednymi z bardziej awaryjnych elementów laptopa z racji częstego poruszania ekranem ale co żeby nawet 2 lat nie wytrzymało to już tragedia ;/

pisarzksiazkowicz   7 #3 05.04.2014 12:17

@zomo_prl,
Jeśli 2700 zł kosztuje niskobudżetowy sprzęt, to nawet nie pytam o wyższą półkę...

alucosoftware   7 #4 05.04.2014 12:39

@pisarzksiazkowicz
Swego czasu kupiłem netbooka Toshiba NB200 za ok. 2000 zł (2009 rok).

Taśma była o ok. 1 cm za długa w stosunku do miejsca jakie mogła swobodnie zajmować w obudowie. Fabrycznie upchnięta i złamana w dwóch miejscach - wytrzymała 6 miesięcy normalnej pracy. Zamiennik ma taką samą długość :P

Po roku pracy netbook przestał się w ogóle uruchamiać (na początku musiał odczekać kilka minut przed ponownym uruchomieniem i czas ten wydłużał się każdorazowo 'towards infinity'). Wadą okazał się zintegrowany układ graficzny, który źle zaprogramowany - niepotrzebnie się przegrzewał.

Po samodzielnym usunięciu usterek (nie śmiałbym oddawać sprzętu nieznanej osobie), wszystko gra od ponad 3 lat. Ale niesmak pozostał...

Frankfurterium   10 #5 05.04.2014 12:51

@pisarzksiazkowicz

Są biznesówki z wyższej półki (wcale nie piszę o Makach), są lapciaki gamingowe, są kobylaste laptopy serwerowe (kilkanaście tysięcy i w górę).

Scorpions.B WSPÓŁPRACOWNIK  21 #6 05.04.2014 18:54

Dzięki za wpis, już wiem, żeby omijać sprzęt firmy Lenovo. Nigdy nie przepadałem za tymi laptopami. Jak do tej pory miałem tylko raz kontakt z serwisem HP, nie z winy laptopa, a cudownego przywracania systemu w Windows 8.1 do podstawowej Ósemki. Jednak mój laptop został odesłany mi już po kilku dniach w idealnym stanie ;)

parranoya   9 #7 05.04.2014 19:13

Są jeszcze gorsze serwisy. Jakiś czas temu dałem do reklamacji smartfona LG 4X HD bo miał kurz pod szybką (po 3 miesiącach używania!). Wrócił z odwrotnie włożonym podświetleniem (ciekawe jak to zrobili), źle skręcony (korpus wygięty) a ekran miał czerwonawy odcień.
Druga reklamacja i już było OK ale niesmak pozostał...

Kpc21   10 #8 05.04.2014 19:29

"Co prawda, mógłbym sflashować go, ale wtedy straciłbym licencję na Windows 8 zapisaną w UEFI."
A gdyby tak skorzystać z aktywacji telefonicznej i na infolinii powiedzieć że wymieniałeś płytę główną z powodu awarii? Z tego co się orientuję, powinno przejść - i jest bliskie prawdy.

  #9 05.04.2014 19:38

Ja tez mam klejonego Lenovo. Też zawiasy. tylko ze u mnie już trzeba było lepić poxiliną, bo nie było do czego lepić kropelką... Efekt taki że moje zawiasy lekko mówiąc są nierozbieralne, ale przynajmniej wszystko trzyma się kupy :)

  #10 05.04.2014 19:53

Kupiłeś Lestaro, i złamałeś dosyć oczywistą zasadę. Nigdy, ale to prze nigdy karty gwarancyjnej się nie wysyła ;) Oni mają od tego bazę oraz numer seryjny produktu by sprawdzić tak oczywiste rzeczy. Wszelkie ważne dokumenty zawsze się zostawia ze sobą bo mogą zaginąć (i jak na złośliwość losu Tobie zginął ;))) Tą firmę omija się szerokim łukiem jeżeli to nie jest laptop spod szyldu IBM. Lenovo to chiński szajs i jeżeli ktoś go kupuje to tylko na własne ryzyko. ;) Na dodatek 2700zł to budżetówka? xD Ja kupiłem za 2700zł laptop MSI, który i nowsze tytuły pociągnie płynnie na wysokich i średnich detalach :)

  #11 05.04.2014 20:50

Mój Dell Inspiron N7110 już 2 lata działa bezproblemowo. Jedyne co planuję, to oddanie go do czyszczenia i dorzucę trochę RAM-u lub kupię „ósemkę” ew. „dziewiątkę”, jeśli się pojawi w tym roku...

JanStefan   6 #12 05.04.2014 20:56

Marketowe lenovo jest tandetne, ale to nie jest wytłumaczenie. Jeżeli ktoś nie chce niszczyć sobie marki, to takiego czegoś po prostu nie produkuje i za same podejście powinien niesmak pozostać. Pomimo tego nie piszmy że lenovo jest złe. Posiadam ThinkPad T440s z Full HD i jestem bardzo zadowolony. Nawet pod obciążeniem mam chłodną pod rękoma, co było, jest i będzie dla mnie priorytetem.

Scheiwar   9 #13 05.04.2014 21:14

Dlatego w cenie ok 2000zł lepiej kupić porządną używkę.

4lpha   10 #14 05.04.2014 22:17

pisarzksiazkowicz, coś dawno cię nie widziałem na dobrychprogramach :)
Wracasz w formie.

PokerFace   9 #15 05.04.2014 23:46

2500-3000 to klasa srednia, budżetową można nazwać mojego MSI kupionego za 1000 zł ;) Rozkręcałem go wiele razy i o dziwo jest naprawde dobrze wykonany, napewno lepiej od tego Lenovo... Cóż za kompromitacja.

ziupo   6 #16 05.04.2014 23:50

Nie popisali się w tym serwisie, ale Ty jako klient też nie. Podstawowa zasada: widzę-zgłaszam, nawet jak nie widać ("ciemność, widzę ciemność") to zgłaszam, bo może padło GPU, a może matryca. Zamiast złożyć reklamację na wykonaną naprawę (usterka dalej występuje, a do tego sprzęt ma źle złożoną obudowę) wolałeś samemu go naprawić jednocześnie odkrywając kolejne błędy serwisantów, które również trzeba było zgłosić do producenta jako gwaranta. Firma ze względu na wizerunek marki prawdopodobnie przyjęłaby laptopa do naprawy.
A do tego podstawowy błąd, przez którym przestrzegają nawet na niektórych infoliniach [nie pamiętam czy to Sony, HP czy inna Toshiba ;) ]: nigdy nie załączaj oryginałów dokumentów.
Faktura, paragon, karta gwarancyjna, certyfikaty, a nawet pudełko - to wszystko zostawiamy dla siebie.

KyRol   18 #17 06.04.2014 00:21

Na chamstwo jest jeden sposób - chamstwo do kwadratu. Ja przed potyczkami z gwarancjami filmuję i fotografuję sprzęt przed wysyłką, a takie rzeczy jak paragony czy karty gwarancyjne skanuję i kopiuję. Kartę gwarancyjną z reguły trzeba przesłać w oryginale, ale paragonu/faktury to zawsze wysyłam kopię. Mając taki materiał perswazja na wypadek zaniechań ze strony gwaranta staje się łatwiejsza, zawsze jest to jakaś podkładka choćby na straszenie rzecznikami i sądami.

  #18 06.04.2014 00:34

ZAUWAŻCIE ŻE TE WSZYSTKIE SERWISY REALIZUJĄ POLACY.

i TO STANOWI PROBLEM.

TO SAMO TYCZY SIĘ POCZTY POLSKIEJ.

marach-82   4 #19 06.04.2014 01:19

Rozwala mnie jak ludzie myśla ze istnieje cos takiego jak "serwis Lenovo" albo "serwis Samsunga" w Polsce...Tego typu firmy nie mają swoich serwisów tylko korzystają z podwykonawców, z polskich dużych serwisów, które zajmują się naprawami dla wielu firm. Pretensję należy kierować w strone tych firm a nie producenta.

Ja nigdy nie wyślę sprzętu na naprawę gwarancyjną bo wiem co się w takich serwisach dzieje...

McDracullo   17 #20 06.04.2014 09:31

@pisarzksiazkowicz
Kurcze, no wszystko fajnie tylko we wpisie zapomniałeś wspomnieć co to za model Lenovo. Niestety - kupiłeś budżetowca IdeaPad i biorąc pod uwagę jakość wykonania tych komputerów i serwis jaki zajmuje się ich naprawą w Polsce... no cóż - mogło tak się stać (zresztą nie od Ciebie pierwszego słyszę o takcich cudach, sam kilka ideapadów 'poserwisowych' miałem w rękach, nie wspominam już o tym, że komputery te najczęściej przyjeżdżają po prostu brudne i umazane paluchami serwisanta).

Co do gwarancji - masz dowód zakupu? Jeśli tak to masz gwarancje (pod warunkiem, że był to paragon a nie faktura). Swoją drogą nigdy nie wysłał bym oryginału dowodu zakupu do serwisu.

"Jeśli 2700 zł kosztuje niskobudżetowy sprzęt, to nawet nie pytam o wyższą półkę..." - wyższa pólka od Lenovo (ThinkPad) zaczyna się od około 3,5k brutto ;) Oczywiście, w tym przedziale cenowym, wydajność jest niższa, ale za to wykonanie i serwis o niebo lepsze. Może w ThinkPadach brak kart graficznych dla graczy - ale to nie są komputery do grania ;)

pisarzksiazkowicz   7 #21 06.04.2014 10:36

@Anonim,
Teraz jest jeszcze gorzej, bo zajmuje się tym serwis Mediona w Niemczech.

@KyRol,
I tak właśnie zrobiłem. Na wszelki wypadek zrobiłem skany tych wszystkich dokumentów, ale nie jestem pewien, czy one właściwie mi w czymś pomagają.

@ziupo,
To, co zauważyłem po zerwaniu plomby gwarancyjnej (co trzeba zrobić by zdjąć palmrest) to już musztarda po obiedzie. Zapewne nie popisałem się jako klient, ale to już wynika z mojego podejścia - nie lubię siedzieć i użerać się z biurokratami, czekając na to, że może kiedyś w końcu ktoś naprawi mój sprzęt, zdecydowanie szybciej i łatwiej jest zrobić to samemu. Zresztą, nigdy nie ufałem serwisom i teraz się potwierdziło.

@McDracullo,
Podjąłem dość głupią decyzję. Za podobną cenę mógłbym mieć ThinkPada z i3, jednak zdecydowałem się na IdeaPada z i7 i grafiką Nvidii. Słyszałem, że nie są tak solidne, ale nie spodziewałem się czegoś takiego. Nie mówiąc o sposobie traktowania, użytkownicy IdeaPadów są traktowani jak zwyczajny plebs. O ironio, zdecydowałem się na Lenovo bo słyszałem, że ich sprzęt jest solidny.

@marach-28,
Dokładniej, to był JABIL w Bydgoszczy.

@4lpha,
Ja siebie też nie. Dzięki! :>

McDracullo   17 #22 06.04.2014 10:52

@pisarzksiazkowicz - słyszałeś opinie o Lenovo, ale o ThinkPadach. Ja kupiłem ThinkPada i jestem z niego w pełni zadowolony. Jeśli chodzi o konsumenckie notebooki - nie kupiłbym IdeaPada (w tym momencie zdecydowanie bardziej podobają mi się np. Samsungi, zarówno jeśli chodzi o design jak i jakość wykonania). Ale ja nie potrzebuje komputera do grania, a do pracy.
Poza tym kupując ThinkPada masz kilka dodatkowych feature'ów, np. matową matrycę, track pointa czy złącze stacji dokującej.

Kleryk_LDZ   8 #23 06.04.2014 11:56

Sam posiadam lapka Lenovo model Y580 od jakiegoś roku - jak na razie odpukać w ... nic się nie dzieje.
Podejście serwisu do Twojej sprawy jest trochę irytujące. Pamiętam jak znajomy oddał do serwisu swojego Acera z obluzowanymi portami USB. Dostał go z powrotem po dwóch tygodniach, bez usuniętej usterki z czeską płytką serialu "The Simpson" w napędzie :P Po ponownym odesłaniu do serwisu i jakiś 50 mailach usterka została usunięta. Wszystkie serwisy działają podobnie. Mają za to inne podejście do klientów biznesowych, przeciętnego "Kowalskiego" mają zazwyczaj głęboko w tyle. Co do fizycznej utraty karty gwarancyjnej nie odpuszczałbym tak łatwo serwisowi. Przed wysłaniem do serwisu powinieneś zrobić ksero karty gwarancyjnej i najwyżej takowe załączyć do przesyłki. Moim zdaniem oryginał karty możemy wysłać w przypadku gdy otrzymujesz potwierdzenie co do zabranych akcesoriów do serwisu, tak jak w przypadku oddania np. telefonu w salonie. Dostajemy na potwierdzeniu przekazania wyszczególnione punkty, że oddajemy kartę gwarancyjną, telefon, baterię itp.

AntyHaker   18 #24 06.04.2014 14:04

Kurde, z każdej strony wszyscy mnie straszą tymi ponoć słabymi zawiasami u Lenovo ;<

LeserGD   6 #25 06.04.2014 16:06

@silvax
Luzujące się zawiasy mogę potwierdzić na przykładzie IdeaPad Y550, co jakiś czas trzeba zdjąć kawałek obudowy i je po prostu dokręcić.
Jakiś czas temu wkręciłem śrubki "ciapnięte" lakierem do paznokci i wydaje mi się, że już się nie luzują.

  #26 06.04.2014 16:20

@silvax
nie zawiasy, a ich mocowania w kadłubku.

Kolejna ciekawa opinia to "jakość wykonania" w odniesieniu do MSI.

Jedyne sensowne serwisy to biznesowe: dell, hp, lenovo. W tej kolejności.

Z serwisow konsumenckich najlepszy jest dell i o dziwo dość dobry Acer.

Shaki81 MODERATOR BLOGA  38 #27 06.04.2014 19:12

Dobry wpis, swoją drogą czemu miałeś tylko rok gwarancji? Przecież polskie prawo wymaga dwóch lat.

mordzio   15 #28 06.04.2014 19:16

@Shaki81:
Gwarancja- 1 rok
Rękojmia- 2 lata

  #29 06.04.2014 19:56

Zamiast na gwarancję producenta mogłeś oddać sprzęt sprzedawcy na reklamację z tytułu niezgodności towaru z umową (podst. Ustawa z dnia 27 lipca 2002 r. o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej oraz o zmianie Kodeksu cywilnego). Odpowiedzialność sprzedawcy trwa 24 miesiące od daty zakupu i nie może zostać w żaden sposób zmniejszona/wyłączona/zawieszona. Przez pierwsze 6 miesięcy domniemuje się, że usterka jest wadą fabryczną, po tym czasie klient musi udowodnić "winę" sprzedawcy. Jednak od razu informuję, że (przynajmniej tak wynika z mojego doświadczenia) żaden sprzedawca nie robił problemów przy reklamacji po roku czy półtora od dnia zakupu. Z takiego prawa może skorzystać konsument, natomiast przedsiębiorca ma prawo do rękojmi (funkcjonującej na trochę innych zasadach - podst. prawna: Kodeks Cywilny)

pisarzksiazkowicz   7 #30 06.04.2014 20:05

@Shaki81,
Dziękuję. Mam jednak lepsze pytanie - czemu liczono moją gwarancję od daty produkcji, a nie zakupu?

michq   6 #31 06.04.2014 21:50

Ciekawy wpis. :)
Niestety teraz praktycznie każdy sprzęt elektroniczny to zwykła masówka. Co prawda czasem można trafić na dobry model (chyba, że ktoś kupuje sprzęt tylko i wyłącznie z najwyższych biznesowych serii).
Co do serwisów, to aż się dziwię, że oni dalej wykonują usługi tak chaotycznie. Szczególnie przy ilości negatywnych opinii jakie można znaleźć na Internecie. Producenci powinni się tym zainteresować, przecież, to oni zlecają tym firmom naprawę swoich urządzeń.

Jaro070   16 #32 08.04.2014 15:00

@pisarzksiazkowicz

Pozdrawiam jednego z ostatnich twórców aplikacji na Symbiana!

  #33 17.04.2014 20:13

Dlaczego nie walczysz o swoje ?

Właśnie przez takie sytuacje lenovo robi to co robi. Bo takiego polaczka to mozna w chu*a robic a on nawet nie piśnie...

Następnym razem zbierz się i atakuj, albo sobie wywalczysz swoje albo nie bedziesz nic mial.

  #34 11.11.2014 13:43

@qaaxz (niezalogowany): a mogę oddać sprzęt na reklamację z tytułu niezgodności towaru z umową, jak wcześniej po dwukrotnej "naprawie" Mediona nie zostało naprawione? Chodzi o to że karta sieciowa wkrywa tylko sieci g(2,4ghz) a standardu n (5ghz)nie! Mogę to zrobić?

  #35 30.07.2015 11:30

@Anonim (niezalogowany): a niema w instrukcji dopisku ze tylko wybrane modele to obsluguja a twoj nie ?