Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Informatyk w małej firmie — blaski i cienie

Przeglądając wpisy na DP lubię poczytać o codziennej pracy informatyków/adminów - o ich "potyczkach" z materią sprzętową i programową w firmach, w których pracują - o wiecznej "walce" z użytkownikami lub, jak często się mówi, z użyszkodnikami ;)

Cenię wpisy niejakiego Shaqi'ego, który "popełnił" całą serię artykułów w tym temacie, cenię teksty innych blogerów. Ze swojej strony chciałbym także dołożyć małą cegiełkę odnośnie tego typu zagadnień ale spojrzeć na to z nieco innej perspektywy.

Otóż pracuję w niewielkiej (w zasadzie małej) firmie produkcyjnej zatrudniającej kilkaset osób z czego zaledwie 50 to stanowiska biurowe. Skoro w firmie jest 50 stanowisk biurowych to i logiczne wydaje się, że w skład owych stanowisk wchodzi przynajmniej 50 komputerów/terminali/stacji roboczych. Tak jest w istocie. Do tego należy dodać kilka fizycznych maszyn serwerowych, infrastrukturę sieciową (switche, routery itp.) oraz kilkanaście drukarek i można sobie wyrobić obraz tego z czym mam tu do czynienia.

Należałoby także doprecyzować, że pracuję jako szeroko pojęty informatyk czyli wiadomo - jestem od wszystkiego :) Gwoli uzupełnienia - firma posiada także filie w Polsce, które od strony IT obsługujemy zdalnie. Jasne, zdarza się, że trzeba pojechać osobiście ale na co dzień nie jest to niezbędne. Zresztą na potrzeby tego tekstu nie ma to znaczenia.

Wracając do tematu, na czym polega codzienna praca informatyka w tego typu małej firmie? Cóż, to właściwie taka monotonna, "ligowa młócka" - pomoc userom w zmaganiach z różnymi wersjami Office, wyciąganie zakleszczonego papieru z drukarek, zmiana tonerów i tuszy, reinstalki systemów, odblokowywanie kont w domenie itd. itp. Nie ma sensu powielać opisu czynności, które znajdziecie choćby w serialu Shaqi'ego.

Z "poważniejszych" czynności to oczywiście pilnowanie backupów, dopisanie nowej użyteczności do jednej z naszych webaplikacji, podmiana padniętego dysku w macierzy (zdarzyła się raz przez 5 lat mojej pracy w maszynie HP ProLiant ML350), od czasu do czasu zdarzy się coś ciekawego a mianowicie wdrożenie nowego sprzętu czy oprogramowania. Jednym słowem - szara rzeczywistość.

Do czego więc zmierzam?

Trudno to zdefiniować. Może zacznę od tego, że zaletą pracy w małej firmie jest fakt, że po jakimś czasie (dłuższym lub krótszym), człowiek poznaje wszystko i mało co jest w stanie go zaskoczyć. Poznajemy sieć i adresowanie, na wylot znamy sprzęt czy preferencje użytkowników. Zaznajamiamy się z dostawcami (choćby ISP) a z handlowcem od tonerów przechodzimy na Ty :) No i gitara, powiecie, czego chcieć więcej? Wszystko ładnie "paca", firma funkcjonuje, wypłata spływa co miesiąc i życie kula się dalej. Taaaaaak.

Napisałem, że to zaleta ale jest i druga strona medalu - w pewnym momencie pojawia się rutyna i monotonia! Nie da się tego uniknąć, choćby człowiek był nie wiem jak kreatywny... Ileż razy bowiem można robić reinstalki? Ileż przywracać kopie maszyn z obrazów? Oczywiście, tego typu "znane problemy" gwarantują bezstresową pracę bo ani infrastruktura ani ludzie nie wygenerują problemu, którego nie będziemy w stanie rozwiązać. Dla pracodawcy i pracowników to dobrze, dla nas również ale pozostaje pewien niedosyt.

To niedosyt "wielkiej" informatyki - wiecie, klastry, load balancery, sieci BGP i światłowody. To tylko pierwsze z brzegu przykłady - można by je zapewne mnożyć. Chodzi o to, że niekiedy człowiek czyta w sieci o ciekawych urządzeniach czy oprogramowaniu, chciałby się tym "pobawić", pokonfigurować, zająć się wdrożeniem i nagle zdaje sobie sprawę, że pozostając w obecnym miejscu pracy nigdy tego nawet nie "liźnie"... To właśnie tytułowy minus pracy informatyka w niedużej firmie.

Nic prostszego powiecie, wypowiedzenie na biurko i jazda! Baaaa, żeby to było takie banalne... To, że chciałoby się mieć do czynienia z tzw. hitech nie oznacza, że jest to tak z dnia na dzień możliwe. Pomijam już nawet kwestię wiedzy i umiejętności - zresztą, co tu ukrywać - raz spróbowałem i rozczarowałem się okrutnie. Uderzyłem do sporej firmy, przeszedłem przez sito wstępnej selekcji i zostałem zaproszony na rozmowę w cztery oczy. Zakładałem, że coś tam wiem, jakieś doświadczenie mam więc na rozmowie się wybronię. Nic z tych rzeczy! Krótko mówiąc zostałem zmasakrowany - przepadłem na wspomnianym protokole BGP, na pytaniach z konfiguracji routerów Microtika i... języku angielskim :) Tak, to była lekcja pokory.

Hitech pozostało więc gdzieś z boku... :) Druga sprawa to kwestie pozazawodowe. Większość z nas ma jakieś zobowiązania (głównie kredyty) i każdorazowo zmiana pracy, choćby na potencjalnie lepszą niesie jakieś ryzyko. Zawsze istnieje możliwość, że na nowym stanowisku coś pójdzie nie tak i nagle w ogóle zostaniemy bez etatu - a za coś trzeba żyć.

Zapewne praca przy "większej" technice niż trzy przełączniki "na krzyż" jest bardziej satysfakcjonująca, pewnie także lepiej płatna ale może i bardziej stresująca? Może wykańcza psychicznie? Trudno mi powiedzieć - niestety, zawsze pracowałem w tych mniejszych firmach. Może ktoś z "korpo" opisze jak to wygląda od tej drugiej strony?

 

internet hobby inne

Komentarze

0 nowych
Areh   17 #1 12.05.2016 10:59

Może nie pracuję w korpo, ale firma w której pracuję zajmuje się pisaniem softu dla linii lotniczych. Część klientów korzysta tylko z naszych mniejszych rozwiązań, część "lata" w zasadzie tylko na naszym oprogramowaniu. Tak, praca jest bardzo stresująca, zwłaszcza w momencie kiedy masz block time i w określonym czasie musisz wdrożyć nową wersję oprogramowania na produkcji. Niby było to przetestowane lokalnie, później na środowiskach testowych itp., ale zawsze może się zdarzyć coś niespodziewanego, jakiś liquibase się wysypie, robisz to zdalnie z domu, bo klienta masz na drugiej półkuli, a tu nagle dostawca neta zrobi ci psikusa. Po pewnym czasie jednak chciałoby się spokojniej, np. tak jak to opisałeś w swoim wpisie.

sagraelski   7 #2 12.05.2016 11:33

@Areh: Dzięki za parę słów z "drugiej strony" - czyli jak zawsze, są plusy i minusy :)

wacek   17 #3 12.05.2016 16:29

Tak samo wyglądała moja praca jeszcze 5 lat temu - ale trzeba się rozwijać
1. Pierwsza praca - 26 osób - "budżetówka"
2. Druga praca - 130 osób - "samorząd"
3. Trzecia praca - 1100 osób - "prywaciarz"

Jak to mówią -"Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma"
Ty tęsknisz za wyzwaniami, inni za świętym spokojem :)

Shaki81 MODERATOR BLOGA  38 #4 12.05.2016 22:51

50 kompów, jedna lokalizacja - rzeczywiście jak ma się wszystko poukładane to jest czas na zastój. u mnie 5 lokalizacji w 2 miastach. 150 kompów, jakieś 20 serwerów, 200 telefonów i kilka mniejszych bzdurnych systemów. Tak więc czasu na nudzenie to ja nie mam:).

Jusko   13 #5 12.05.2016 23:03

Moja droga była inna - okazało się, że grzebanie w sprzęcie, to jednak nie moja bajka. Odnalazłem się jednak jako handlowiec w firmie IT, a przy okazji pisuję dokumentacje :-)

Niestety, lecz nie miałem nerwów na problemy sprzętowe, a tym bardziej helpdesk. Dlatego powiedzmy, że na co dzień mam inne zadania, ale jestem w zapasie jako helpdesk/wdrożeniowiec.

bystryy   10 #6 13.05.2016 08:28

Jeśli 50 pracowników to mała firma, to co dopiero powiedzieć o mojej, gdzie pracuje 12 osób wliczając szefostwo. Też jestem od wszystkiego, mam podobne "problemy", do których dochodzą jeszcze inne, specyficzne dla branży (sieci nieoparte o TCP/IP itp.) oraz kompletnie nieinformatyczne (skoro i tak pan tu jest, to niech pan skoczy po fajki - przykład zmyślony wprawdzie, ale też i od prawdy daleko nieodbiegający). Pensja niewygórowana.

Wygląda na to, że wszędzie jest podobnie, tylko skalowanie inne. Nie wiem, jak duża musi być firma, by mogło być normalnie. Jedyny plus to nieco czasu na pisanie komentów na DP ;)

Areh   17 #7 13.05.2016 09:44

@bystryy: czym większa firma, tym większa biurokracja się robi. Kiedyś jak potrzebowałem coś kupić, to po prostu zgłaszałem to szefowi oddziału i albo wyraził zgodę, albo nie. Teraz zakładam taska w Jira, musi to zaakceptować osoba odpowiedzialna za sprzęt, później dyrektor finansowy akceptuje wydatek i dopiero wtedy mogę zacząć działać. Oczywiście dyrektor finansowy jest bardzo zajętym człowiekiem i czasami zanim coś klepnie, to albo towaru już nei ma, albo jest w innej cenie, bo zawsze staram się trafić na jakieś promo itp. No i wtedy zaczynamy od nowa

bystryy   10 #8 13.05.2016 09:52

@Areh: Przypomina mi to opowieść kolegi, który do wymiany padniętego UPSa potrzebował zgody firmy konsultingowej.

edmun   12 #9 13.05.2016 10:25

Mała firma 100 osób? Dzisiaj w biurze jestem ja i mój manager. Tak.. jest on managerem mnie. Bo ja jestem inzynierem a on był inżynierem w tej firmie przez rok, więc zyskał miano "managera". I mój manager ogląda dzisiaj Formułę 1 a ja z nudów przeglądam DP, przerabiam filmiki na youtube'a czy czytam książkę. To jest mała firma. Tak mała, że nawet jak się wszyscy zjadą, (szefostwo, pracownicy zdalni itp) to jest nas może z 8-10 osób. Sam nawet nie wiem ile nas pracuje dla tej firmy. W poprzedniej jak się przyjmowałem, było 7 osób + 3 z księgowości, później firma rozrosła się do aż 12-tu inżynierów aby w momencie kiedy z niej odchodziłem, zostać odchudzoną do sześciu osób.
100 osób... mała firma... Pewnie kwestia perspektywy, bo są przecież i firmy zatrudniające 15 000 osób na jedną zmianę (dla takiej też pracowałem, mogłeś na mieście poznać ludzi, dowiedzieć się że pracują w tej samem firmie ale nawet nie masz zbytnio pojęcia w jakim departamencie on pracuje bo samo dotarcie do jego budynku zajęłoby Ci pół dnia)

bachus   20 #10 13.05.2016 10:43

Jak już ktoś wspomniał: "wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma". Ja za to powoli tęsknię za typową jedną firmą, rutyną, pracą w miarę normalnych godzinach, od święta nadgodziny (np. wdrożenie jednego serwera). Z wiekiem nie chce się już tej kariery, spraw wielkich, klastrów itd. i stresu przez większą część tygodnia.

Co do zmian pracy: mam na tyle szczęście, że typowo "technicznej" nie miałem już od wielu lat mimo tego, że pracę kilka razy zmieniałem (najczęściej to mnie ściągano do nowej firmy i chyba nie chciano "drażnić" pytaniami...). Mam jednak lekkie obawy, że bez kilku tygodni czytania typowych zadań z rozmów bym poległ. Dobrze, że co pewien czas muszę odnawiać jakieś certyfikacje i przypominać sobie typową wiedzę książkową...

corrtez   12 #11 13.05.2016 10:48

@Areh:
A myslalem ze tylko ja mam takie problemy. Czasem mam wrazenie ze IT jest poboczna czescia mojej pracy. Najwiecej czasu schodzi na sciganiu ludzi by podpisali zakupy sprzetu/softu.

@sagraelski Jak to mawiaja trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie plotu. Ale warto spróbowac jesli cos nie pasi. Moze pierwszy raz sie nie uda ale jesli cos nie pasi w aktualnej pracy to czas sie ruszyc i poszukac nowej.

Areh   17 #12 13.05.2016 10:55

@bachus: jeżeli myślimy o tej samej firmie, to tak, to była fajna praca, tylko wynagrodzenie... w tej chwili rachunków więcej płacę niż tam zarabiałem.

bachus   20 #13 13.05.2016 11:24

@Areh: ale co się tam człowiek życia nauczył :-) no a będąc szczerym - to chyba okres kariery zawodowej, gdzie chyba byłem najbardziej zaangażowany w swoją robotę.

WODZU   17 #14 13.05.2016 12:00

Opierając się o swoje doświadczenia i obserwacje mogę stwierdzić jedno - każda praca jest fajna, gdyby nie ludzie.

Bulo82   7 #15 13.05.2016 13:28

a ile zarabiasz? bo od tego zależy czy trzeba uciekać na gwałt czy mozna spokojnie szukać..

WODZU   17 #16 13.05.2016 13:47

@Bulo82: Pytanie "a ile zarabiasz?" nie ma za bardzo sensu, ponieważ nie znasz Jego oczekiwań, zobowiązań finansowych, poziomu życia, jaki jest dla Niego zadowalający, które to czynniki mogą być różne od Twoich.

sagraelski   7 #17 13.05.2016 14:36

@Bulo82: No właśnie nie narzekam na pensję a to z kolei argument aby "nie kombinować" :)

Deadlyblonde   10 #18 13.05.2016 21:44

Serial Shakiego :D

Areh   17 #19 14.05.2016 09:43

@Ernest Magnus: " razem z cumplem"

W tym momencie przestałem czytać.

jarodebombel   7 #20 14.05.2016 10:48

Autorowi wpisu postawiłbym dobre wino.

Cóż, jak człowiek robi w jednym miejscu długo, poznaje je na wylot i wie, czego się spodziewać. A skoro ma święty spokój, to po co się dalej uczyć? Przecież wszystko jest znane, nic nowego się nie zdarzy...

Nestety, w naszej branży jest tak, że nie można osiąść na laurach bo to się mści. Cóż, pytania na rozmowach o pracę mogą być kosmiczne a i zakres wiedzy do ogarnięcia jest ogromny.

Cóż mogę jeszcze napisać... Zostaje tylko próbowanie "bycia na czasie" z technologią... choć i z tym może być różnie...

sagraelski   7 #21 14.05.2016 19:30

@jarodebombel: dokładnie! człowiek się cieszy, że jest fajnie i spoko ale coś tam jednak gdzieś ucieka...

Ernest Magnus   8 #22 15.05.2016 23:54

@Areh: "Może nie pracuję w korpo"

W tym momencie przestałem czytać.

  #23 16.05.2016 17:28

@bystryy: "skoro i tak pan tu jest, to niech pan skoczy po fajki "
moja odpowiedź byłaby jednoznaczna w takim wypadku
o kur.. parsknąłbym śmiechem gdyby jakiś kolo z roboty a tym bardziej przełożony wyjechałby takim tekstem...
Mam podstawową zasadę, nigdy nie robię ani mniej ale także i więcej niż do mnie należy i jest to uzgodnione czy to na papierze czy słownie z pracodawcą, Jak chcą 'mudżyna' to ja się na to nie piszę, mój czas, moje życie. Nie pasuje to nara, roboty jest w bród łaski nie robią. Fakt z takim podejściem często zmieniam robotę ale nie dam sobą pomiatać jakimś fajfusom

bystryy   10 #24 17.05.2016 09:26

@Anonim (niezalogowany): "Mam podstawową zasadę, nigdy nie robię ani mniej ale także i więcej niż do mnie należy i jest to uzgodnione czy to na papierze czy słownie z pracodawcą"

Trzymam się tej samej zasady, jednak zmiana pracy w moim rejonie nie jest taka prosta, no chyba że chcesz zarabiać mniej niż obecnie.

Tamten przykład był wyśrubowany, by pokazać pewne absurdy w firmach u "Januszy Biznesu", choć teksty typu "by nie robić pustych kursów, zanieś coś (np. monitor) na piętro".

scribe   2 #25 21.05.2016 22:20

@Shaki81: skromnie zapytam o zarobki netto - może być prywatnie