Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Pani Krysia z księgowości – odcinek 36: ludzie zagubieni w liczbach

Halo? Czy ktoś się na sali ostał? Pewnie zaraz przyjdą wszyscy... Właśnie aktualizuje mi się przeglądarka Firefox do najnowszej wersji, ma ona numer 48. Nie zamierzam wspominać jak to czas leci, ani tego, że programiści się trochę zagalopowali w numeracji. O tych obu rzeczach wszyscy wiedzą. Powiem więcej: mało kogo interesuje numeracja wersji aplikacji. Co z tego, że moja przeglądarka ma już 48 wersję? Olewam to. Tak, taki ze mnie buntownik. Połowa wydań nie zasługiwała na pełne cyfry, bo zmiany były czysto kosmetyczne, ale dla mnie równie dobrze to mógłby być Firefox 200 albo Windows 95… Z tym, że tą drugą nazwę już gdzieś słyszałem.

Kiedyś słyszałem też wiele zażaleń na temat wykonywanej przeze mnie pracy. I w sumie trudno by mi się w pewnej sytuacji z tym nie zgodzić. Babrałem się z jednym małym problemikiem zbyt długo, niczym Microsoft z mobilną wersją dziesiątki. Zasięg tego mojego problemu był minimalny. Była i nadal jest mała, pięcioosobowa firma, z czego 3 kobietki pracują na 3 różnych komputerach przy jednym programie (nazwijmy go program X). Dwie pracowały komfortowo i sprawnie, natomiast Pani numer trzy nie za bardzo mogła.

Z jakiegoś powodu jej siódemka wyrzucała, wyłączała, zawieszała program potrzebny do pracy. I zaczęło się to dziać z dnia na dzień. Rozpędzony by naprawić problem zostałem zatrzymany przez mały szlaban, bowiem mając opiekę nad komputerami w tej firmie nie miałem dostępu do programu X. Stworzył i zainstalował go Pan z innej firmy, było to na tyle hermetyczne, że jego programik był na osobnym serwerze, do którego także nie miałem dostępu. Serwerze… górnolotnie mówiąc. Po prostu był to mały komputerek. W każdym bądź razie byliśmy od siebie odseparowani.

Skoro na dwóch działa, a na jednym nie to na początku porównałem sobie środowiska, w których pracują kobiety. Oczywiście mógłbym wyciągnąć szabelkę, złapać za telefon i sprowadzić na ziemie gościa od programu X. Jednak nie mam w sobie żadnego furiata roszczeniowego w stylu „Panie?! Nie działa mi! Chodź Pan napraw, bo jesteś od tego.” Życie uczy by zanim wyciągnie się szabelkę sprawdzić swoje plecy. Filozofuje, ale zanim zacznę cwianiakować to wolę poświecić chwile i sprawdzić czy u mnie jest wszystko prawidłowo.

I w zasadzie było, siódemka na komputerze Pani numer 3 nie wykazywała żadnych odstępstw od normy. Wszystko było w jak najlepszym porządku. Początkowo myślałem, że zepsuło się po jakiejś aktualizacji Windowsa, ale wszystkie trzy systemy były aktualne i ich historia aktualizacji była niemal identyczna. W takim razie zbliżamy się do momentu kiedy będzie trzeba tą szabelkę wyjąć. Ale tak od biedy sprawdziłem jeszcze folder, w którym znajdował się program. Był w nim plik Version.txt. Hmm... Interesujące – otwieramy.

Co to jest? W sumie moje zdziwienie jest tu nieuzasadnione, bo to jest czym myślałem, że będzie. Nic innego jak numer wersji programu.

Dobra, to byłem, zobaczyłem i jedziemy dalej… Albo i nie… Albo i jedziemy, ale do innego komputera. A co jest napisane tam? Po kilkunastu minutach zamulania udało mi się znaleźć różnice. Oba działające komputery miały wyższą wersję programu. I teraz mam powód by zadzwonić do magika programu X. Oczywiście przeszukałem jeszcze program pod kątem opcji automatycznej aktualizacji i takiej funkcji nie odnalazłem. Okazało się, że świat jest mały i już kiedyś współpracowałem z człowiekiem, do którego dzwonie. Więc tym bardziej nie będę mu wyważał drzwi. Po przyjacielsku załatwiłem instalator jedynej, najnowszej, prawilnej wersji jego aplikacji, wszystko przez telefon i w zasadzie w czasie szybszym niż napisałem ten tekst. Dalej to już by sobie przedszkolak poradził. Czyli interwencja zakończona, nie będę dawał więcej powodu Pań z tego biura to wnoszenia zażaleń, że rozwiązanie problemu trwa dłużej niż pół godziny. Trzy kwadranse i już mnie nie było.

A na koniec taka ciekawostka, spytałem Pana od Iksa skąd taka numeracja jego dzieła. Odpowiedział „nie wiem, taka twórczość artystyczna” i mimo, że była to tak wciągająca ciekawostka niczym to jak nazywa się Prezydent Uzbekistanu... To wierzcie mi, że gościu robi mnóstwo poprawek co chwila i wszystko opisuje dokładnie w chagnelogu…chociaż program dociera do 3 osób… Czyli można być porządnym programistą ? Można.

 

windows oprogramowanie

Komentarze

0 nowych
clubber84   4 #1 06.09.2016 20:45

Takich programistów już coraz mniej...
Pedantyczność programistyczna i czytelność kodu upada wraz z wejściem nowego narybku programistów na rynek.
Jakiegokolwiek języka programowania by nie byli.

Shaki81 MODERATOR BLOGA  37 #2 06.09.2016 21:19

"Firefox 200 albo Windows 95… Z tym, że tą drugą nazwę już gdzieś słyszałem." - spoko jeszcze trochę i ta ta pierwszą nazwę usłyszysz.

bystryy   9 #3 07.09.2016 08:18

@siw: "z człowiekiem do, którego dzwonie"

-> z człowiekiem, do którego dzwonię ;)

A co do tematu, mamy takie jazdy z Comarch Opt!ma, a wcześniej z Infor DGCS. Wygląda na to, że programy księgowo-magazynowe mają szczególną tendencję do wywrotek.

sagraelski   6 #4 07.09.2016 08:48

w określonych okolicznościach wszystko się sypie - nawet programy dużych graczy (SAGE). u mnie trwa teraz walka z wywalającą się Symfonią - jedni twierdzą, że to wina Symfonii, inni, że Pervasive'a 12 - kto ma rację? wyjdzie w praniu :D

__Tux__   12 #5 07.09.2016 09:12

@siw: "że rozwiązanie problemu trwa dłużej niż pół godziny. Trzy kwadranse i już mnie nie było." - hmm, trzy kwadranse to dłużej, niż pół godziny :-) .

Maxi_S   4 #6 07.09.2016 11:56

Zasada numer jeden: jeśli osoba jest roszczeniowa, to nie zaczynać bez backupu/obrazu systemu. Nawet jeśli nie naprawisz, to i tak będzie że sp....łeś.

Zasada numer dwa: przy kontaktach ze szczególnego rodzaju upierdliwcami miej przygotowany zestaw odpowiedzi typu "padło wsparcie dla mechanizmu asynchronicznego odrzucania na poziomie blokowym i jego ponowne uruchomienie trochę potrwa"

Zasada numer trzy: deleguj problemy. Jeśli padł program firmy X - pozwól by zajęła się tym firma X. Zazwyczaj przyjeżdża "fachurka", który zamiast "dzień dobry" rzuca "łoooo panie... ktoś tu grzebał". Oczywiście zaprzeczasz, a jeśli p. Krysia sądziłaby inaczej - podsuwasz dysk z kopią/obrazem wykonanym tuż po zgłoszeniu.

[cytat]
Kiedyś słyszałem też wiele zażaleń na temat wykonywanej przeze mnie pracy. I w sumie trudno by mi się w pewnej sytuacji z tym nie zgodzić. Babrałem się z jednym małym problemikiem zbyt długo, niczym Microsoft z mobilną wersją dziesiątki.
[/cytat]

Tzw. "informatyk" zawsze będzie osobą, na której szeregowy pracownik będzie wieszać psy, by ukryć własną nieudolność lub brak wiedzy. Trzeba się uodpornić. Nigdy wszystkim nie dogodzisz, nawet w małej firmie. Co do tego problemu - odpowiedz sobie sam: mogłeś go przekazać komuś innemu? Jeśli nie, to widocznie tyle czasu wymagało jego rozwiązanie. Masz jakiś fundusz na szkolenia czy zakup literatury? Jeśli nie, to pewne że jesteś jednym z wielu "firmowych magików", od których wymaga się cudów za sumy "co łaska". No ale z drugiej strony doświadczenie trzeba gdzieś zdobyć.

Dimatheus   21 #7 07.09.2016 18:15

Hej,

Świetnie się czytało. Co do meritum, to przy aktualizacji ważniejszych programów - szczególnie do obróbki muzyki - zawsze patrzę na ChangeLog, co by przypadkiem nie przeoczyć, czy producent nie próbuje zakończyć wsparcia dla jakiejś funkcji. Jak było na przykład w przypadku Aimp'a przy przeskoku z wersji 3 do 4 - pozbawiono go najważniejszych funkcji, które wyróżniały do od konkurencji - choć tego właśnie w zmianach autorzy nie opisali. W przypadku producenta X, widać, że się da działać w pełni profesjonalnie. I dobrze.

Pozdrawiam,
Dimatheus

siw   7 #8 07.09.2016 20:14

@clubber84: Powiem Ci, że mi osobiście lepiej się rozmawia z takim lekko... no nie powiem "starszym pokoleniem" ale lepiej wspominam współprace z programistami 30+. Bo te gówniaki (czyli moi rówieśnicy) są za cwani i jeszcze nie dotrzymują terminów, a to mnie drażni jak mało co...
Renomę swojego nazwiska zbudowałem na tym, że jestem słowny i terminowy, więc drażni mnie to podwójnie.
@Shaki81: A no w sumie... :) Równie dobrze Ci od Chrome już nie muszą pisać tych cyferek po kropce, dawać nową wersję i tyle. Albo w drugą stronę. Niech ktoś z nich licznik zresetuje.
@bystryy: Dzięki kolego.
A DGCS to mój koszmar... mam tu na myśli wersję z epoki kamienia łupanego. Wypierdzieliłem kiedyś ten program i już myślałem, że mój zleceniodawca zostanie zabity z rąk księgowej... Ale uszliśmy z życiem...

@sagraelski: Dokładnie tak, ja miło wspominam walkę z tymi od mmedica. Jeden na drugiego. ;)

@__Tux__: Dlatego uważam, że Pani ma rację, że mnie poganiała i miała zażalenia do mojej pracy. :D

@Maxi_S oraz @Dimatheus: A was chłopaki pozdrowię, bo nic tu dodać, nic ująć.

edmun   12 #9 08.09.2016 12:56

jakbym widzial swojego programiste. Na pendrivie mam juz 18-cie kopii jego wtyczki dll, jedyna mozliwosc zeby je rozroznic to data utworzenia pliku. Jak zapytalem go, dlaczego nie moze dodac numeracji, to powiedzial ze nie jest potrzebna bo "najnowszy plik" jest ten co "dziala". Ale poniewaz ja studia ukonczylem jako sieciowiec, to nie mam jak zwykle nic do powiedzenia z osoba ktora ma certyfikaty na jave i .neta

clubber84   4 #10 08.09.2016 16:21

@siw: O tym, to już w ogóle lepiej nie mówić.
Im więcej programistów w danym projekcie, tym opóźnienia większe...

Autor edytował komentarz w dniu: 08.09.2016 16:22
  #11 08.09.2016 20:23

Ciekawa historia, ale brakuje mi najważniejszego ;)
Skąd rozbieżność w wersjach z dnia na dzień, skoro program nie ma automatycznej aktualizacji?

siw   7 #12 10.09.2016 10:16

@mj (niezalogowany): Tego to nie wiem do dzisiaj. Tego nie wie też człowiek od programu, mój zleceniodawca, ani tym bardziej żadna Pani z biura...
Ale podejrzewam, że któryś z nich coś grzebał i zapomniał.

Z drugiej strony często jest tak, że Pani Krysia pracuję w jakimś programie, lub przy czymś gdzie powstaje błąd, a dopiero za pół roku jej się przypomina... "A wie Pan co, bo to kiedyś robił, a teraz nie działa"...
Rekordzistą w tym temacie był klient, któremu 1,5 roku wcześniej wymieniałem pamięci RAM, a on zadzwonił i stwierdził, że to ja mu coś zepsułem, bo mu nie działa coś innego.