Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Kablami rzeczywistości

Początki bywają różne. Cóż można o nich rzec. Oplatają całe ciało, mózg, wsie i miasta, niczym trasy komunikacyjne. Dzięki nim możliwe jest przesyłanie i odbiór wielu informacji, które później docierają do różnych ważnych centrów bazodanowych. Na co dzień zapominane, spychane w kąt. Zauważane dopiero wówczas, kiedy ściągają na siebie uwagę z powodu jakiegoś niedoboru albo awarii. Kable.

- Wsiadłem do autobusu numer 15. Jadę naprawiać świat. – zaczął B., kiedy zajął swoje miejsce w pojeździe, jeszcze prędko się upewniając, czy to właściwy numer. – Ta trasa bywa zazwyczaj zakorkowana w porze popołudniowej, natomiast rano jest całkiem sympatycznie – zauważył.

Jednak tak to czasami bywa, że na drodze pojawiają się różne elementy przeszkadzające w ruchu. Niekiedy cholesterol zawęża drogę i samochody muszą tułać się w korku. Czasami nawet któryś z uczestników ruchu wpadnie w złogi tłuszczu i odrywając je poleci prosto w innych. Wówczas bywa niebezpiecznie. Ale nie dziś. Nie teraz. Co do samych kabli, to nie było widać początku i końca, chociaż ludzie i krwinki przedzierali się każdego dnia z jednych krańców na drugie. Nikt nie znał również kablowej historii, korzeni, rozmiarów, bo tak naprawdę mało kogo to obchodziło. Były, spełniały swoją rolę i tyle. Po co dorabiać jakieś ideologie do tak prostej rzeczy?

- Zatem zaczynał się po prostu. Nagle. – dumał B. – Przynajmniej dla mnie, bo jak wsiadłem, to byli tu jacyś ludzie i balony z tlenem. A czym on jest?

Wspinał się dumnie, wychylając się zza drzewa w odcieniu jasnej szarości. Nie był jednak wyraźny. Między nim a resztą wewnętrznego świata stało coś, co zamazywało wizualny przekaz. Obiekt miał również tendencję do przechodzenia w stan uśpienia i wylogowywania się na krótkie chwile z systemu percepcji optycznej obserwatora.

- Lecz ciągle, konsekwentnie piął się do słońca, które - jeśli podejmowało decyzję o wybyciu spod chmur – raziło promieniami otoczenie i obiekty. – zauważył B. i zsunął na oczy okulary z czoła.

Taki na ten przykład kot zapewne rozpocząłby proces wylegiwania zasierściałego tyłka, ale nie obiekt. I kiedy już wydawało się, że całość stanowi stan ustalony, on zniknął za szarym drewnopochodnym wyrobem. Ku zdziwieniu obserwatora , jego wysokość zechciała znów ukazać się światu, lecz… jego notowania zmieniły się. Obserwator myślał, że to chwilowa korekta w trendzie wzrostowym, jednak kiedy obiekt ponownie strzelił focha na sekund pięć i wrócił, nic się nie zmieniło. Nawet zmiana perspektywy nie daje żadnych zmian, chociaż pozornie ona nastąpiła. Ale jest. Lśni czernią. I spada w czerń. Kiedy spada, próbuje różnych sztuczek. Zlewa się z otoczeniem niczym kameleon przenosi swoją bytność na obszary chropowate optycznie, sprawiające problem oczom swoją geometrią. Obserwator nie może dotknąć układu odniesienia, więc zmuszony jest spekulować.

- Niektórzy nieświadomie mogą wpływać na możliwość percepcji… Nie mogę przecież wysiąść w biegu. Mógłbym zrobić sobie krzywdę – B. teraz wytężył wzrok.
B. poczuł, jak coś w środku zaczyna się zmieniać. Najpierw delikatne mrowienie. Do tego doszło nieco ciepła. Tymczasem w autobusie panowała temperatura bliska zeru, a wszyscy obecni byli nieprzytomni. Każdy zapatrzony w swój wewnętrzny świat, twarze zwrócone do okien. Kilka osób gdzieś po drodze tapowały paluszkami po swoich przemądrych urządzeniach mobilnych. Gdzieś w oddali słychać było rytmiczny płacz dziecka, które wyrywało B. z zadumy. W sumie, to po dłuższym czasie kwilenie stawało się niemal hipnotyczne. Niektórzy z uczestników drogi nie posiadali słuchawek i puszczali muzykę na głos. Było to dość irytujące. Nagle autobus wjechał do tunelu.

- Tunel? Tutaj? Nigdy go tu nie widziałem – zdziwił się B.

Popatrzył na świetlną tablicę, minęły dwie godziny od rozpoczęcia wyprawy. W ciemnościach wszystkie odgłosy nabierały upiornych kształtów. Aż ścinało krew w żyłach. Serce podeszło mu do gardła. Niczego nie było widać ponad to, co pokazywała tablica świetlna. Cała gonitwa autostradą do nieba zmieniła się w przesyłanie impulsów nerwowych. Najpierw B. wydawało się, że ktoś za nim siedzi i dyszy mu na kark. Ktoś inny celował do niego z niebezpiecznego narzędzia. Towarzystwo, które słuchało muzyki, ściszyło i ją i siebie w ten sposób, że wydawało się, iż o kimś mówią. B. był przekonany, że chodzi o niego. W końcu kto o zdrowych zmysłach wchodzi nago do autobusu? Dziecięcy płacz zamieniał się w złowieszczy śmiech. Chociaż było ciemno, B. zamknął oczy.

- To nie dzieje się naprawdę. Jestem w autobusie, który wiezie mnie na spotkanie. Gdy otworzę oczy, znów będzie jasno. – zaklinał rzeczywistość B.
Jednak nic takiego nie miało miejsca. Siedząc z zamkniętymi oczyma poczuł, że nagle świat stał się dziwnie obcy, a on sam to tylko zlepki przeszłych słów, gestów i myśli, które ktoś mu wysysa z głowy. Teraz stał się goły nie tylko ciałem, ale i duchem. Wszyscy siedzący w komórce, która podążała ciemnym kablem, mogli wychwycić jego najskrytsze myśli i pragnienia. Mało tego. Nagle B. poczuł, że ktoś rozbija te myśli niczym aplauz po koncercie fortepianowym. Nie dało się ukryć, że miał w głowie gościa. Nieproszonego gościa. Będąc pozbawionym płynności i spójności, nagle poczuł szarpnięcie.

- Mój Boże. Nie dość, że zabrali mi wszystko, to jeszcze teraz będą mnie bić? – B. tracił powoli nadzieję na dobry koniec tej podróży. – Nawet nie mogę zobaczyć, jak wyglądam. Już nic nie wiem – załamał się.

Istotą przewodów jest to, że są zbudowane z różnych materiałów, posiadają różne formy, właściwości fizyczne i chemiczne. W końcu – różne końcówki. Czasami nawet przesył informacji może zostać zakłócony, a dane - odczytane. Pomimo najszczerszych chęci, często nie da rady połączyć trasy z punktem docelowym. Takie anomalie dzieją się w wielu środowiskach. Wtem pojazd wyjechał nagle z ciemnego tunelu wprost w rzekę krystalicznie czystego światła. B. aż z wrażenia zgubił okulary. Było w środku tak jasno, że niczego nie można było zobaczyć. Jego myśli zdawały się wybrzmiewać teraz jeszcze głośniej pomimo tego, że sam nie ruszał ustami. B. chciał dotknąć swojego ciała, żeby chociaż w ten sposób upewnić się, czy ma ubranie. Niestety nie mógł się ruszyć. Autobus brzmiał teraz niczym orkiestra symfoniczna, wszystko naraz.
Nagle B. poczuł mocne, miarowe uderzenia w klatce piersiowej.

- Udało się. Czas operacji: 5 godzin, nowe serce podjęło pracę.

Była pierwsza w nocy. O tej porze wszystkie kable przechodzą restart...

Obrazy: http://aspius-art.pl/ 

hobby inne

Komentarze

0 nowych
En_der   9 #1 12.06.2015 19:29

Nawet ciekawy i krótki na miarę (tak w sam raz) tekst. Przypomniał mi moje sny, kiedy byłem nastolatkiem.

ariiell   11 #2 13.06.2015 18:08

Ciekawe jak naprawdę czują się ludzie w trakcie takiej operacji. Czy widzą coś, słyszą? Czy ich organizm "wyłącza" się.
Bardzo fajnie się czytało, chociaż nie spodziewałam się takiego zakończenia.

Monczkin   13 #3 13.06.2015 19:24

Czy to była operacja cyborga? :)

Autor edytował komentarz.
GBM MODERATOR BLOGA  19 #4 13.06.2015 21:44

Jeden tekst, kilka różnych interpretacji... Świetny tekst. :)

Operacja... Czemu akurat kable przechodzą restart o pierwszej w nocy?

Autor edytował komentarz.
squeet   12 #5 14.06.2015 16:34

Dziękuję. Można to rozumieć wielopoziomowo...

@Monczkin - ciekawy tok myślenia...

@GBM - chodziło mi o noc

Autor edytował komentarz.
drobok   13 #6 14.06.2015 16:43

@squeet U mnie działa :P

squeet   12 #7 14.06.2015 16:51

@drobok a u mnie nie chce... Cóż, nikt nie powiedział, że będzie łatwo...

EDIT

Hmm... Już wiem, gdzie był problem. Dzięki.

Autor edytował komentarz.
GBM MODERATOR BLOGA  19 #8 15.06.2015 08:13

@squeet: Mhm, ok :)

walgav   14 #9 16.06.2015 23:21

Bardzo ciekawy, dający do myślenia tekst. I zakonczenie, którego się nie spodziewa.