Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Bez tektury - I am Alive

Od czasu do czasu, każdy z nas lubi oderwać się od sztampowych, oklepanych pomysłów w grach. Szczególnie, gdy wszystko tam mamy podane na tacy. Warto czasami wypróbować coś ambitniejszego, wygrywającego z innymi produkcjami swoim ciekawym klimatem, czy nietuzinkowymi rozwiązaniami. Nie ukrywam, iż świat gier cierpi na stanowczo zbyt małą liczbę klimatycznych gier. Stąd też na wieści o takowej, mającej pojawić się w cyfrowej dystrybucji przyjąłem z niemałym entuzjazmem.

Miejscem akcji jest miasto Haventon. Zniszczone kataklizmami, niemal wymarłe a zarazem zdradzieckie i wciągające. Nasz bohater trafia tu by odszukać swoją żonę i dziecko. Facet przybywa więc do mieszkania kupę czasu po tym zdarzeniu tylko po to, by dowiedzieć się, że rodzina opuściła je i udała się do schronu niemal rok wcześniej. Nie pozostaje mu, zatem nic innego, jak podjąć próbę odnalezienia rodziny.

Na rynku jest wiele gier, w których naszym głównym celem, jest przeżycie(wszelkie survival horrory), w których nie dysponujemy zbyt przekonującą siłą ognia. Wszakże potężny arsenał broni to nie domena tego typu gier. I am Alive nie jest w tym przypadku jakąś perełką, ba są gry gdzie nawet z broni palnej nie skorzystamy.

Czym się różni recenzowany tytuł od pozostałych przedstawicieli gatunku survival? No cóż, zazwyczaj w tych grach nie napotykamy na uzbrojonych i zdesperowanych przeciwników. Zniszczone miasto to idealne siedlisko szumowin wszelkiego rodzaju. Dzielą się oni na zaledwie trzy rodzaje: twardzieli, cwaniaków i tchórzy, przy czym każdy z nich ma przypisany jeden model postaci. Z góry więc wiemy, kogo jak potraktować. Choć wciąż tylko teoretycznie.

Żeby było zabawnie startujemy z pistoletem, który nie ma amunicji, a rzucić nim w przeciwnika nie wypada, choć nie wiem jakbyśmy chcieli! Na początku bardzo chciałem to zrobić, bo ciężko było wyobrazić sobie walkę bez amunicji! Gra nam szybko tłumaczy, że nawet gnat bez nabojów jest groźny, bo nasz przeciwnik nie jest przecież jasnowidzem. Zawsze można go postraszyć, przemówić do rozsądku żeby się odsunął, ewentualnie udał się w niewiadomym kierunku. Wtedy można go zepchnąć w przepaść, czy wrzucić do ogniska.

Szybko się przekonamy również, iż niektórzy przeciwnicy nie mają złych zamiarów dopóki nie będą przez nas niepokojeni. W takich wypadkach, mając podniesione w geście pokoju ręce, lepiej się, czym prędzej oddalić. Niektórzy zaoferują nam żywność, inni postraszą, ale w gruncie rzeczy są nieszkodliwi. Nigdy nie wiadomo na kogo się trafi, szybko wymierzony strzał załatwia więc sprawę, ale jednocześnie ciąży na sumieniu. Bo głupio tak rozstrzelać bezbronnego człowieka, który tylko w gruncie rzeczy chciał chronić swoje siedlisko. Ba, w wielu miejscach można ludziom nawet pomagać. Choć należy podchodzić do nich nie ufnie. Tracimy wówczas cenne zapasy żywności, wodę i apteczki, ale zyskujemy informacje oraz dodatkowy punkt zapisu.

Jeśli chodzi o arsenał to zdobędziemy również maczetę oraz łuk, z uwaga, jedną strzałą. Niby łuk to sprzęt wielokrotnego użytku. Nieodpowiednio wykorzystany przyczyni się, że tą jedną jedyną strzałę utracimy bezpowrotnie(do końca misji przynajmniej), o czym miałem się okazje przekonać. Wtedy niestety i tak już trudna gra robi się jeszcze trudniejsza. Moc tytułu leży właśnie w skąpym arsenale. Każda walka z większą grupką przeciwników jest niezwykle trudna. Wymaga przede wszystkim taktyki, planowania. Najłatwiej byłoby przeciwników rozdzielić, jednak nie zawsze się to udaje. Smaczku dodaje także fakt, iż wybierając nawet teoretycznie najtrudniejszego przeciwnika na początek, dysponującego bronią, nie będzie to rozwiązaniem idealnym.

Do większości wrogów podchodzimy jakby nigdy nic, bohater podnosi ręce. Pokojowy gest spowoduje, że napotkani przeciwnicy nieco spuszczając z tonu. Podjęcie szybkiej decyzji w tym momencie to podstawa, zwlekanie nie wyjdzie nikomu na dobre. Sam atak maczetą z zaskoczenia może dać chwilową przewagę. Strzelając z dystansu należy mieć na uwadze, iż współtowarzysze podbiegną i podniosą po trafionym kompanie broń. Wtedy możemy być już niemal pewni, że jest po nas. Walka na maczety również nie wchodzi w grę, bo siłując się z jednym, kolejny podbiegnie i nas zaatakuje. To nie jest Assasin’s Creed, gdzie przeciwnicy ładnie czekają na swoją kolej by trupem paść od ciosów. To jest brutalny, post apokaliptyczny świat. Przewidywanie reakcji oponentów to obowiązkowy element gry, bez tego daleko nie zajdziemy, bezmyślne parcie do przodu szybko skończy się kulką w głowie.

W I Am Alive gramy prawie jak w zwykłą, trójwymiarową platformówkę. Deweloper jednakże wprowadził tu całkiem ciekawy element, które uczyniły z tego tytułu coś więcej niż tylko typową grę zręcznościową w typie assasyna. W tym celu dodano pasek kondycji pokazujący, jak bardzo postać męczy się podczas biegania czy wspinania się. Ze względu na ten pasek zdrowia, należy z pewną rozwaga planować wspinaczkę, czy skoki. Gdy pasek siły spadnie do zera, zaczną się nie małe problemy. Ten wysiłek, jaki włożymy, wywoła spadek maksymalnego poziomu siły. Z pomocą przyjdzie nam ekwipunek, jednakże chcąc pomagać innym musimy ostrożnie z niego korzystać. Wdrapanie się na jakąkolwiek poziomą powierzchnię odnawia kondycję. W dalszych etapach gry, aby dostać się gdzieś wyżej, trzeba trochę pokombinować i zebrać odpowiednią ilość wspomagaczy.

Oprawa graficzna gry jest bardzo, ale to bardzo skąpa. Generalnie w całej grze brakuje jaskrawszych kolorów. Wszystko wygląda jak wyprane. Jednak taka stylistyka znakomicie komponuje się z klimatem rozgrywki. Obrazu dopełniają ziarnisty filtr oraz maksymalnie nieostry horyzont, skutecznie ograniczający pole widzenia. Mamy tu takie połączenie mglistego Silent Hill z gęstą burzą piaskową. Mocno zapylone środowisko oprócz tego, że niemal do zera ogranicza podziwianie widoków, wymusza również krótkie przebywanie na poziomie ulicy(od zapylenia spada pasek życia i energii). Przechadzka po opustoszałych, szarych, zamglonych, nieprzyjaznych, ulicach może przyprawić o depresję. Jest to najwyraźniej odczuwalne, gdy znajdujemy się w wąskich ciemnych przejściach.

Były nawet takie momenty, że w tunelach widziałem przeciwników i ich obozowiska, których tak naprawdę nie było. Takie przedstawienie świata daje złudne wrażenie otwartości i wolności. Bardzo podobały mi się momenty, w których walka o przetrwanie jest niemal namacalna, a klimat grozy aż wylewa się z ekranu. Brawa dla twórców, iż zasiali we mnie ziarenko zaszczucia, bezradności, strachu, bazując na najprostszych trikach, jakie znamy. Może to i głupio zabrzmi, ale eksploracja statku przyprawiała mnie o ciarki…Wąskie ciemne przejścia, i klimat niczym z horroru. Uczucie niebezpieczeństwa, potęgowane często jest już przez sam fakt że mamy mało energii lub życia. Zostało to uwydatnione, podkreślone muzyką. Oklaski na stojąco dla twórców. Sam łapałem się na tym podczas wspinaczki, że nerwowo obserwowałem pasek energii.

Podoba mi się również to, czym przykuwa do ekranu film The Road. Pokazując dramat człowieka, któremu świat zatrząsnął się pod nogami. I to dosłownie. O katastrofie ledwo się tu wspomina. Ruin metropolii prawie nie widać. Bohaterów otacza pustka wyprana z wszelkich barw. Dzięki temu twórcy mogli skoncentrować się na tym, co w ich historii jest najważniejsze: jak pozostać człowiekiem. Świetne jest to, że normalny(jeden z dwóch) poziom trudności jest tak potwornie wymagający, iż podczas przejścia padłem na glebę 30 razy! Ograniczona liczba powtórek na danym etapie, skąpa muzyka, niewielki arsenał i niezwykły a zarazem przytłaczający klimat muszą się podobać. Ta gra to prawdziwa perełka i ze świecą szukać podobnych tytułów. 4,5h gry były niezwykle emocjonujące i sycące, a przy cenie 1200MSP grzechem byłoby nie kupić takiego tytułu!

Ocena 8/10

8 - gra robiąca wrażenie, którą warto kupić. Świetne pomysły zostały tu nie zawsze do końca udanie wprowadzone w życie. Nie każdego zadziwi, ale warta jest swej ceny. I naszego czasu.

    Plusy:

  • ciężki przytłaczający klimat
  • ciekawe podejście do tematu walki
  • elementy zręcznościowe

    Minusy:

  • słaba jakość tekstur
  • brak interakcji z otoczeniem
  • techniczne babole

Tytuł ogrywany na konsoli XBOX360, dostępny jedynie poprzez xbox live. Wersja na PS3 będzie dostępna w kwietniu.  

gry

Komentarze

0 nowych
djfoxer   18 #1 23.03.2012 12:07

A Ubisoft wstydzi się tej gry i nie chce jej wydać na PC :P

steemm   11 #2 23.03.2012 12:12

Bo na PC większość osób zwraca uwagę przede wszystkim na jakość grafiki.

djfoxer   18 #3 23.03.2012 12:15

@steemm
A bo na konsoli nie zwracają :P Proszę.... :) Jak coś jest dobre to ludzie w to grają, grywalność jest ponad jakość grafiki (gdyby było inaczej wszelkie akcje typu Humble Indie Bundle nie miały by racji bytu).

steemm   11 #4 23.03.2012 12:38

Poczytaj tematy na forum pclab w dziale gry. Większość osób pisze o grafice, nie zwracając uwagi na grywalność właśnie. Na konsoli ciężko zwracać uwagę na grafikę, bo ta w większości wypadków nie powala, bo i nie ma już tej mocy by jakoś szczególnie się wyróżniać. Większość gier prezentuje tu podobny poziom graficzny toteż nie ma się czym jarać. Tak to generalnie wygląda.

djfoxer   18 #5 23.03.2012 12:54

@steemm
Cóż z tego, że piszę się o grafice? :) Znajdziesz fora, gdzie piszę się tylko o grywalności. Jeśli uważasz, że gracze PC jedynie patrzą na grafikę, a nie na gameplay, a konsolowcom grafika nie jest ważna to jesteś w błędzie. Zresztą, dlaczego powoli środowisko dopytuje się o nową generacje konsol? Może właśnie m.in. ze względu na zastój w grafice i "bebecha" konsol. Zmieniając konsole ze starej generacji na nową nie zwraca się uwagi na grafikę? :P

steemm   11 #6 23.03.2012 13:09

Pewnie że wyczekuje nowej generacji, bo ta ma już sporą zadyszkę, zaczynając od strasznego DVD, po właśnie już oklepaną do bólu grafikę, już czas by konsole weszły w prawdziwe HD :)

djfoxer   18 #7 23.03.2012 13:13

A wracając do tematu, szkoda, że nie będzie tej gry na PC (cokolwiek Ubisoft tam sobie myśli) :/

steemm   11 #8 23.03.2012 13:17

Kup konsole! :D odkryj świat prawdziwej domowej rozrywki :D A tak na serio, może jak się gra dobrze sprzeda na konsolach trafi i na PC ? :)

djfoxer   18 #9 23.03.2012 13:28

@steemm
Liczę na to :) Podobnie było z Alanem Wake, a po 48h na Steamie, zwróciły im się koszty tworzenia wersji na PC :D

Gram okazjonalnie i główne w FPSy (obecnie MP w COD MW3), granie na padzie w nie jakoś dziwnie "smakuje" :P

DjLeo MODERATOR BLOGA  18 #10 23.03.2012 16:35

Gdyby grafika miała znaczenie ludzie nie grali by w Minecrafta..

Ave5   8 #11 23.03.2012 21:19

"każdy z nas lubi oderwać się od sztamowych, typowych gier"

"? sztamowy

o roślinach (najczęściej krzewach róż): mający pień; pienny"

Czepiam się? Owszem, ale jeżeli takie coś jest na samym początku długiego tekstu, aż strach czytać dalej....