Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Na początek - koniec testów

Ci, co czytają książki znają to uczucie... Kupujesz nową książkę, najlepiej ulubionego autora. Tomiszcze. Osiemset kilkadziesiąt stron, prawie dziewięćset. We wprawionych rękach - narzędzie mordu. Czwarty, zamykający tom, na który czeka się miesiącami. Bierzesz ją do ręki i dokładnie czytasz wszystko, co nie jest treścią książki. Okładkę, stronę tytułową, wkładkę. Wszystko. Budujesz sobie napięcie, delektujesz się chwilą, gdy jeszcze nie delektujesz się czytaniem. A potem powoli zaczynasz czytać. Dwadzieścia stron, reszta na później. I choć wrażenie jest takie jak zawsze, czyli początek musi się rozkręcić wiesz dobrze, jak to się skończy. A skończy się tak, że przez te kilkanaście dni, może miesiąc, książka stanie się dla Ciebie tak samo naturalna jak oddychanie. Zakładka będzie powoli przesuwać się w prawo, wytrwale dążąc do połowy. Ale to tylko połowa! Potem jest już tak, że w ogóle nie dostrzegasz, że książki ubywa. Do momentu, gdy już prawie wszystko wiadomo. Gdy do końca zostaje sto stron. Wtedy zaczynasz zwalniać świadomie. Nie chcesz kończyć. Wiesz, co będzie potem. Doskonale uczucie satysfakcji z opowieści zostanie zabrudzone bluzgiem niepohamowanej potrzeby na więcej. Wiesz już, z doświadczenia to wynika, że im lepsza książka, tym bardziej doskwiera uczucie niezaspokojenia. Czujesz się przez autora czasem oszukany, bo chcesz więcej! Panie Jarku, ja poczekam kolejne trzy lata! Ale nic z tego. Opowieść jest skończona, bohaterowie zostali po lewej stronie zakładki.

Właśnie to uczucie towarzyszy mi w związku ze zbliżającym się końcem testowania Samsungów. Przypominam - dostałem do testów telewizor Samsung UE40ES7000 oraz SmartPC S-XE500T1C-2.

O czym to ja chciałem?

Wpis ten, choć trafił się na samym końcu okresu testowania powinien być pierwszy. Głównie dlatego, że będą się tłumaczył z karygodnych pseudotestów, które przeprowadziłem rzekomo przez ostatnie 6 miesięcy. Karygodność owych odczuwam tym intensywniej, że jako kontrast można wziąć testy sprzętów od intela kolegów blogerów. Pełna profesjonalizacja, testy takie piszą zawodowcy na portalach branżowych za grube złotówki. Chapeau bas!

A ja chciałem inaczej. Jak zawsze, pod prąd. Pomyślałem sobie: "hej! Jest sześć miesięcy na to! Po co robić laborkę, skoro mogę z tym sprzętem po prostu pożyć trochę i to opisać?". Pomysł zdawał się dobry, świeży w każdym razie. Więc z entuzjazmem siedmiolatka zacząłem się sprzętem bawić tak, jakby był mój.

Od samego początku zacząłem eksplorować te możliwości, z którymi dotychczas nie miałem okazji obcować. Chciałem wypróbować, dotknąć, doświadczyć. Powłączałem co bardziej egzotyczne opcje w telewizorze, starałem się pracować na tablecie... Podobnie jak wtedy, gdy za wszelką cenę chciałem sprawdzić jak działa chłodzenie napojów w specjalnej kieszeni obok kierownicy samochodu. Bawiłem się możliwościami, odkrywałem nowe, ale jednocześnie używałem sprzętów tak, jakby były normalnymi telewizorami lub laptopami.

No i właśnie tutaj przysłowiowy pies pogrzebany. Być może to ja jestem jakiś zakonserwowany, staroświecki, albo nie douczony, ale wkrótce zacząłem rezygnować z egzotyczności na rzecz praktyczności. Przykład? Sterowania ruchem w telewizorze wyłączyłem jak tylko zrobiła się wiosna, słońce wyszło zza chmur i zaczęło jaśniej świecić przez okna. Nie dało się już przejść na wprost telewizora, by nie włączyło się rozpoznawanie ruchu. Tablet... przestał działać jako tablet, bo do poczytania czegoś w tak zwanym wolnym czasie mam wersje bardziej poręczną. Stał się tylko laptopem. Na dodatek - o przeciętnych możliwościach. Klawiatura wkrótce zaczęła irytować (mam wrażenie, że klawisze dostały jakiegoś luzu w swoich łozach), a touch pad woła o pomstę do nieba. Na dodatek nieco kapryśny system operacyjny (zwłaszcza w kwestiach połączeń VPN) skutecznie mnie odstraszał od zabrania urządzenia na wyjazd lub szkolenie. Do tego powinienem doliczyć skandalicznie mała przestrzeń na dysku, która wystarczy może osobie potrzebującej odpalać filmy na wakacjach, ale nie do normalnej i płynnej pracy.

Zrozumiałem, że łatwiej i szybciej kupić mrożony napój w sklepie, niż liczyć na to, że osiągnie odpowiednią temperaturę w klimatyzowanej kieszeni...

Ale przecież nie jest tak źle...

Poprzedni akapit kończy się bardzo... pesymistycznie. Nie do końca powinien. Przecież samochód służy do przemieszczania się i jeśli ja miałbym oceniać samochód, to głównie za komfort jazdy, a nie za duperele koło kierownicy.

I, o dziwo, o ile w pierwszej chwili telewizor wydawał mi się mało atrakcyjnym i nie wyrażałem się o nim zbyt pochlebnie, to na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć z całą pewnością - z nim będę "tęsknił" bardziej. Już spieszę z tłumaczeniem dlaczego. Przede wszystkim dlatego, że po wyłączeniu większości nieprzydatnych opcji sprzęt okazał się bardzo solidnym... telewizorem. Ograniczyłem swoje oczekiwania i okazało się, że jest dokładnie tak, jak powinno być. To znaczy obraz jest bardzo dobry, bardzo bogaty portfel obsługiwanych formatów plików, możliwość nagrywania. Gdyby był odrobinę szybszy to nie mógłbym nic złego o nim powiedzieć.

A co tablepatopem? No nic... fajnie jest się pokazać w towarzystwie podobnych sobie dziwolągów, którzy zachwycają się dotykową matrycą i dobrej jakości obudową (ale nie klawiatury), bawią się kafelkami i rysikiem. Ale do pracy na co dzień nadaje się średnio. Po pierwsze jest za mały jak na moje potrzeby (laptopa to bym mógł mieć z 14 cali minimum), po drugie to odchylenie maksymalne (matrycy względem klawiatury) jest tak małe, że wkrótce pewnie dostałbym jakiegoś ciężkiego skrzywienia kręgosłupa. Po trzecie - 20GB wolnego miejsca na dysku... wystarczy w zasadzie do pracy tylko w jednym wąskim aspekcie mojej obecnej aktywności. Fajny bajer, nie przeczę. Tylko nieco... niepraktyczny. Mosty, o których pisałem mogły okazać się mostami zawieszonymi między elementami, których niestety nie da się połączyć. To nie napój owocowy, żeby dodawać do wszystkiego miętę.

Czy skończyłem historię o ubuntu?

Chyba nie... w każdym razie chciałem postawić ubuntu, przypominam. Nie poszło szałowo, jeśli tak mogę powiedzieć. Doszło już do instalacji via wubi. Ten bezceremonialnie przekonfigurował bootloadera dodając się do listy zainstalowanych systemów operacyjnych, po czym się nie zainstalował, a zmian wprowadzonych nie zrollbackował. Przygotowywałem już sprzęt do oddania, więc sprawdzić chciałem jak tam radzi sobie odświeżanie systemu. Radzi sobie zacnie, można odnieść wrażenie, że wszystko jest idealnie. Oczywiście poza bootloaderem. Ten, mimo że przeprowadzałem pełną konfigurację systemu od nowa, pozostał jak był. Dopiero bcdedit wyprostował sprawę. Od razu też prostuję - użyłem opcji oznaczonej jako "szybka".

Nawiasem mówiąc - uwierzycie, że minęły trzy godziny od uruchomienia nieszybkiego przywracania systemu, gdy obserwowanie procentów na monitorze znudziło mi się tak, że to porzuciłem (a wskazywał wtedy sześćdziesiąt parę procent)? 60gb dysk, format+instalacja systemu z partycji recovery. SIC!

W końcu... koniec!

Przychodzi mi więc pożegnać się ze sprzętem użyczonym mi na testy. Napisałem już, że najbardziej "tęsknił" będę za telewizorem. Prawda jest jednak taka, że najbardziej tęsknił będę za imperatywem do pisania. W związku z tym serdecznie dziękuję redakcji i Samsungowi za danie mi te możliwości.

PS. Szczerze przepraszam zawiedzionych brakiem testów z wykresami i z mniejszą ilością zbędnych treści. Przepraszam tych, którzy zamiast obiektywnych wyników dostali subiektywną papkę. Wolałem po prostu opisać wrażenia z codziennego użytkowania. Dla tych, którzy wolą jednak twarde cyfry przygotowałem coś ekstra:

W ciągu sześciu miesięcy zrobiłem:

  • 7 razy uruchomiłem youtube na telewizorze (raz nie było problemów z zanikającym dźwiękiem)
  • 1 raz wypróbowałem aplikacje dla SmartTV korzystające z kamerki
  • 1 raz wypróbowałem aplikacje dla SmartTV współpracujące z androidem
  • 0 razy wypróbowałem aplikacje dla SmartTV współpracujące z win8
  • 6 razy zabrałem tablet na wyjazd służbowy
  • 5 razy zabrałem tablet i inny sprzęt w wyjazd służbowy
  • 17 razy odezwałem się do telewizora w celu zmiany kanały/głośności
  • 12 razy miałem problem z uruchomieniem tabletu (ze stanu wstrzymania lub wyłączenia)
  • 2 razy uruchomiłem multimedia na telewizorze przez AllShare (niech spłonie w piekle)
  • 1 raz obejrzałem wszystkie mecze fazy pucharowej ligi mistrzów emitowane przez TVP (od półfinałów - wszystkie mecze w ogóle)
  • 1 raz zaobserwowałem, że gdy telewizor ma problemy z połączeniem się przez wifi z internetem tych problemów nie ma leżąca obok konsola
  • 62 razy użyłem słów powszechnie uznawanych za obelżywe w stosunku do twórców programu Cisco VPN Client, ShrewSoft VPN Client oraz programistów interfejsów sieciowych z MS
  • 4 razy nie miałem problemu z połączeniem się przez VPN
  • 1 raz zmieściły się wszystkie ikony jednego z moich erdepowych pulpitów
  • 0 razy zmieścił się mój IDE z rozwiniętymi wszystkimi używanymi przeze mnie oknami na monitorze tabletu
  • 14 razy rysikiem od razu uzyskałem oczekiwaną reakcję systemu
  • 22 razy użyłem rysika zgodnie z jego przeznaczeniem
  • 2 razy formatowałem tablet

Mam nadzieję, że zostaliście usatysfakcjonowani. 

sprzęt

Komentarze

0 nowych
  #1 17.05.2013 13:16

I podobnie bywa z niektórymi książkami... Zapowiadają się świetnie, czyta się dobrze... A koniec rozczarowuje dając wrażenie pisania przez kogoś innego... byle zakończyć, tracąc swój styl i urok. ;]

wajdzik   6 #2 18.05.2013 14:23

Pierwszy akapit jest o PLO? Mam przeczytać, ale nie mogę się zebrać - najpierw wolałem przebrnąć przez całych nędzników (audiobook 55 godzin :P)

tfl   8 #3 20.05.2013 08:17

@wajdzik

Tak, PLO. Serdecznie polecam.