Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Ustawa o prawie autorskim [cz. 3]

I kolejny raz wywiązując się z obietnicy w części drugiej przysiadam do opisania przepisów z Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Tym razem dużo o ochronie praw autorskich. Z tymi osobistymi pójdzie szybko, więc do dzieła!

Rozdział 8. Ochrona autorskich praw osobistych

Rozdział ten składa się z tylko jednego artykułu i mówi, czego może oczekiwać twórca w przypadku naruszenia praw osobistych. Przypominam - jest diametralna różnica między prawami majątkowymi a prawami osobistymi. Szczegóły w częsci pierwszej. Twórca może, w obronie swoich praw wystąpić do sądu (podkreślam fakt, że sam musi wystąpić, z powództwem cywilnym) by ten nakazał zaprzestanie działania, które te prawa narusza. Może także rościć o naprawę skutków naruszenia tych praw (na przykład przez podanie do publicznej wiadomości informacji w odpowiedniej treści i formie). Jeśli naruszenie było zawinione (co oznacza, że naruszający prawo miał możliwość przypuszczać, że prawo to łamie, wobec tego zrobił to z premedytacją [zgodnie z doktryną ignorantia iuris nocet]) twórca może żądać zadośćuczynienia w postaci pieniężnej lub przekazanie tego zadośćuczynienia na wskazany cel społeczny.

Reszta rozdziału dotyczy szczególnych sytuacji po śmierci autora, m.in. o tym kto i w jakiej kolejności może bronić praw osobistych.

Rozdział 9. Ochrona autorskich praw majątkowych

Rozdział ten jest również krótki - dwa artykuły. Ale dużo bardziej niż poprzedni rozbudowane. Zaczyna się od określenia czego autor może się domagać. Kolejny raz podkreślam - ustawa zawsze mówi, że to uprawniony występuje do sądu. Nigdy nie robione jest to z urzędu. A domagać się może:

  • zaniechania naruszenia (sprawa oczywista)
  • usunięcia skutków naruszenia (sprawa mniej oczywista. Popularny przykład: jeśli podmiot wydał własnym nakładem książkę, do której nie miał prawa powinien cały nakład zniszczyć. Nie da się jednak tego sposobu zastosować do wszystkich utworów
  • naprawienie szkody (na zasadach ogólnych, albo przez zapłatę sumy pieniężnej w wysokości dwukrotnej wartości wynagrodzenia, które w chwili trwania rozprawy [a jeszcze dokładniej - dochodzenia do wypłacenia środków. Może być to bowiem kolejna sprawa, po wydaniu wyroku przez sąd w sprawie naruszenia praw]. Wartość ta może wynosić trzykrotność owego wynagrodzenia, jeśli naruszenie jest zawinione)
  • wydania uzyskanych korzyści (chyba też oczywiste)

Dodatkowo, niezależnie czy uprawniony żąda któregokolwiek z wymienionych sposóbów zadośćuczynienia może także oczekiwać:

  • Jednorazowego lub wielokrotnego podania do publicznej wiadomości informacji o naruszeniu (w formie i treści narzuconej przez sąd lub poprzez podanie do publicznej wiadomości części lub całości orzeczenia wydanego przez sąd)
  • zapłaty przez osobę, która naruszyła prawa odpowiedniej kwoty na rzecz Funduszu, o których mowa w dalszej części ustawy. Suma ta powinna być dwukrotną wartością uprawdopodobnionej korzyści odniesionych przez sprawcę. Jednak tylko w przypadku, gdy naruszenie to było zawinione oraz dokonane w ramach działalności gospodarczej.

Następnie zgodnie z artykułem 79, sąd może nakazać osobie, która naruszyła prawa majątkowe do wypłaty stosownej sumy pieniężnej (ustalanej przez sąd) na rzecz pokrzywdzonego, jeżeli naruszenie było niezawinione, a usunięcie skutków naruszenia lub zaniechanie naruszenia byłoby dla osoby naruszającej zbyt dotkliwe. Jak już wspomniałem sąd może również nakazać zniszczenie lub wycofanie z obrotu wszelkich środków trwałych, środków i materiałów służących do wytworzenia przedmiotów objętych ochroną.

Teraz trochę kontrowersji. Oto co mówi artykuł 80 UoPA:

Właściwy sąd (oznacza to sąd działający w miejscu, gdzie sprawca prowadzi działalność lub w którym znajduje się jego majątek) rozpoznaje w terminie trzech dni od dnia złożenia wniosku przez mającego w tym interes prawny następujące kwestie:

  • Zabezpieczenie dowodów oraz zabezpieczenie związanych z nimi roszczeń
  • Zobowiązanie naruszającego autorskie prawa majątkowe do udzielenia informacji i udostępnienia określonej przez sąd dokumentacji
  • Zobowiązanie innej niż naruszający osoby do udzielenia informacji, które mają znaczenie dla roszczeń, o pochodzeniu, sieciach dystrybucji, ilości, cenie

Czy pierwszy i ostatni punkt nie przypominają... tak... na pewno! Te z ACTA! Na całe szczęście polskie prawo przewiduje dodatkowe obostrzenia dla tych przepisów (a ustawa międzynarodowa nieratyfikowana przez ustawę, nie jest ważniejsza od obowiązującej ustawy krajowej) i są one następujące:
Zobowiązać inną osobę niż naruszający można jeżeli

  • stwierdzono, że posiada ona towary naruszające prawo majątkowe
  • stwierdzono, ze korzysta ona z usług naruszających prawo
  • stwierdzono, ze świadczy ona usługi wykorzystywane w działaniach naruszających prawo
  • została przez osobę określoną w poprzednich punktach wskazana, jako uczestnicząca w produkcji, wytwarzaniu lub dystrybucji towarów lub świadczenia usług naruszających autorskie prawa majątkowe, a działanie to ma na celu uzyskanie bezpośrednio lub pośrednio zysku lub innej korzyści.

Niestety, niewiele to zmienia. Na mocy obowiązującego prawa sąd może zażądać zatrzymanie sprzętu, wyłączenie strony (zabezpieczenie roszczeń), informacji od prowajdera i to bez przesłuchiwania kogokolwiek. Na wniosek poszkodowanego. Tak jak w ACTA.

Sąd oczywiście zapewnia zachowanie tajemnicy przedsiębiorcy oraz innych tajemnic chronionych ustawowo przy dopuszczeniu dowodów lub wniosków. Tak jak w ACTA. Na te przepisy można złożyć zażalenie w terminie 7 dni.

Koniec części trzeciej

Nie wiem jeszcze na pewno, ale wydaje mi się, że cykl będzie niepełny bez części czwartej, w której napisze o OZZ i kontroli produkcji nośników. Mam też wielką ochotę napisać o faktach i mitach, jakie krążą wokół ACTA i UoPA (dziś rano w radiu słyszałem oburzonego, na fakt (mit!) o ratyfikacji przez Polskę ACTA bez konsultacji)... Tylko nie wiem, czy jest sens. A trochę mi szkoda czasu na pisanie bez sensu. 

inne

Komentarze

0 nowych
JanStefan   6 #1 01.02.2012 12:44

Bardzo dobra seria ukazująca jak ludźmi jest łatwo manipulować - wystarczy gadać, że ich swobody są ograniczane, a rząd jest nieudolny. Po 60 latach dociera do nich, że zostali zmanipulowali i dziwią się czemu robili z ludzi mydło lub po prostu ich w piecach palili.

Może na wyrost, ale tak to wygląda - ktoś rzuci hasło, wszyscy łapią za broń i nawet się nie zastanowią czy to ma sens.

Pozdrawiam

felixik   3 #2 01.02.2012 13:24

Ja osobiście chętnie z faktami i mitami zapoznałbym się. Bardzo fajna seria. Czyta się ją bardzo przyjemnie i jest na prawdę interesująca.

januszek   19 #3 01.02.2012 16:53

@tfl: Napisz jeszcze u umowach międzynarodowych i ich umocowaniu w polskim prawie. Oczywiście mam na myśli te związane z prawami autorskimi.

tfl   8 #4 01.02.2012 16:58

@Januszek

Tego ma dotyczyc wlasnie wpis o faktach i mitach.

MaRa   8 #5 02.02.2012 10:45

A jeżeli dane są w chmurze obliczeniowej, rozproszonej po 5 kontynentach, to prawo którego kraju obowiązuje?
Dodatkowo, jeśli dane są przetrzymywane w Internecie, to w sposób naturalny ulegają one powieleniu, taka jest specyfika samej sieci. Załóżmy, że zastrzegam swoje prawa autorskie do mojej grafiki. Każda osoba czytająca ten tekst jednak ma jej kopię w pamięci przeglądarki. Ba, serwer obsługujący tą stronę też ją powiela w swojej pamięci. Przechodząc przez serwery pośredniczące też jest powielana.
Ojej, toż to mogę pozwać pół Internetu o powielanie, na które nie wyraziłem przecież zgody.
Więc technicznie to niemożliwe, by w Internecie przestrzegać praw autorskich. Poza Internetem owszem, powinno być przestrzegane, ale w Internecie to niemożliwe. Równie dobrze prawo mogłoby nakazywać ludziom fruwanie w powietrzu, skoro prawo państwowe miałoby mieć pierwszeństwo nad prawami fizyki.
http://www.facebook.com/pages/Deklaracja-Niepodległości-Internetu/232294773522254

tfl   8 #6 02.02.2012 11:13

OK, zalozmy, ze zastrzegles sobie prawo do swojej grafiki. Skad sie wziela w internecie?

To pytanie o chmure... jest, wybacz, niedorzeczne. Prawo nie chroni utworu, ale autora. Ustawa mowi tak:

Przepisy ustawy stosuje się do utworów:

1) których twórca lub współtwórca jest obywatelem polskim lub (itd).

Jakie wiec ma znaczenie, gdzie ten utwor sie znajduje, w jakiej formie?


Reszte az boje sie komentowac.

MaRa   8 #7 02.02.2012 21:17

Nie ważne skąd się wzięła, może sam ją umieściłem. Ważne jest to, że jak coś już dostanie się do Internetu to zaczyna fruwać po całym świecie, włączając dna oceanów oraz orbitę wokołoziemską i tego nie da się powstrzymać, tak już jest skonstruowany Internet. A polskie prawo obowiązuje jedynie na terytorium polskim lub obywateli polskich niezależnie od miejsca przebywania, o ile dany czyn nie jest tam dozwolony przez lokalne przepisy.
Ok, załóżmy, że ktoś napisze program, który SAMODZIELNIE będzie wyszukiwał pliki chronione prawem autorskim (na chybił-trafił, według popularności itp.) i je pobierał oraz udostępniał. Jeśli znajdą się na moim komputerze, to czy ja mam odpowiadać? Przecież to nie ja pobierałem i udostępniałem, nie ja podejmowałem decyzję, to ów program sam to robił. Więc kto ma być ukarany? Programu skazać też nie można, nie jest człowiekiem i nie odpowiada karnie.
Problem nie jest taki znowu abstrakcyjny, bo w Internecie są już autonomiczne programy - boty. Z lingubotami znanymi od 10 lat można wręcz rozmawiać tak jak z człowiekiem, odpowiadają rzeczowo na pytania, posiadają mimikę twarzy itp.
Muzyka i filmy może nie są niezbędne do życia, ale też bardzo ważne, nie można kogoś pozbawiać wytworów kultury, bo go po prostu nie stać. Inaczej zacznie powiększać się grupa plebsu, z prymitywnymi umysłami, coraz bardziej zacofanych, bez perspektyw w życiu. To spowoduje prymitywizację społeczeństwa, wzrost ilości patologii, przestępczości itd.
Internet jest tworem zupełnie innym niż ograniczony świat fizyczny, próby kontrolowania go prawnie wcześniej czy później prowadzą do absurdów. Wręcz Internet jest zapowiedzią nowego świata fizycznego, pozbawionego ograniczeń, ludzie muszą się do tego przyzwyczaić. Przykładowo - powstaną drukarki 3D, każdy będzie mógł sobie wydrukować jakiś przedmiot, a w przyszłości nawet posiłek. Więc jak, ma człowiek płacić z tytułu praw autorskich do posiłku, jak jest głodny i nie ma pracy (bo go automaty zastąpiły)?

tfl   8 #8 02.02.2012 23:35

Po pierwsze - komentujac cokolwiek, wypadaloby znac tresc tego, co sie komentuje. Nie bede specjalnie dla ciebie powtarzal.

Po drugie - zdajesz sie zyc w prozie Dicka i filmach z Willisem. Cos ci fruwa po dnach oceanow, programy podejmuja za ciebie decyzje, internet jest dla ciebie tworem niefizycznym, propagujesz jego niepodleglosc, planujesz sie zywic wydrukiem.

A jeden i dwa to trzy, a trzy to juz powod, zeby sobie dac spokoj z dalsza rozmowa.

MaRa   8 #9 03.02.2012 11:44

@tfl - Niby którędy dane docierają między serwerem a odbiorcą? Są dzielone na fragmenty, każdy fragment obiera swoją drogę, a ta może wieść przez dowolny rejon sieci (dane nie biegną od nadawcy do odbiorcy najkrótszą drogą!). Przesłanie informacji zawsze oznacza jej powielenie, pojawia się identyczna kopia a oryginał pozostaje nienaruszony. Tak działa Internet, nie ma innej opcji.
Zamieszczasz gdzieś fotografię lub film, ktoś to ogląda, więc KOPIA trafia na jego komputer. Stu oglądaczy, to pojawienie się stu kopii materiału (nie wspominając o pakietach krążących przez routery i gatewaye). Więc prawny zakaz kopiowania jest de facto technicznie niewykonalny. Jeśli na ekranie komputera widzisz jakąkolwiek informację, to oznacza, że już została powielona i przynajmniej jej fragmenty przekroczyły granicę państwa. Może sobie pisać "zakaz powielania", ale już powieliłeś, nic na to nie poradzisz. Widywałem w sieci fotografie, których nie wolno było pobierać, ba, były nawet zabezpieczone. Aby obejść zabezpieczenie należało poszukać linku w kodzie strony, albo prościej - nacisnąć klawisz Print Screen. Jak widać, kiedy coś już trafi do sieci, to jest powielane i nie można tego powstrzymać.
Jakie filmy z Willisem? Robot Sony AIBO, o inteligencji niewiele mniejszej niż zwykły pies, był dostępny w handlu już z 10 lat temu. Są prototypowe samochody, które nie wymagają kierowcy, jeżdżą takie po europejskich i amerykańskich drogach. Nawet popularne modele samochodów dostępne w handlu potrafią samodzielnie wracać na pas ruchu (gdyby kierowca się zagapił), parkować i hamować przed pojawiającymi się przeszkodami, mają niektóre funkcje sterowane głosem. IBM, Apple, Microsoft i Google pracują nad wyszukiwarkami semantycznymi - wystarczy zadać pytanie, same znajdują w sieci informacje i tworzą odpowiedź. Są już używane w wewnętrznych sieciach korporacyjnych (pracownicy prowadzą blogi niewidoczne z Internetu, gdy odchodzą na emeryturę lub do innej firmy ich wiedza oraz doświadczenie nie przepadają). Cyfrowa asystentka, sterowana głosem, jest w najnowszych telefonach iPhone. Z lingubotem to od wielu lat możesz sobie porozmawiać choćby na stronie Ergo Hestii, ostatnio wprowadzane są interaktywne hologramy na lotniskach.
Sztuczna inteligencja to nie kwestia odległej przyszłości, już powoli się pojawia. Programy komputerowe same wyszukują informacje, korzystają z nich i tworzą własne dzieła (nawet malują obrazy i piszą wiersze). Drukarki 3D powstają od wielu lat, na razie służą do produkcji prototypów i małoseryjnej, ale w każdej chwili mogą się rozpowszechnić po domach. Synteza żywności też nie jest sprawą niewykonalną, bo to tylko substancje chemiczne.
Że akurat Windows jest zacofany i użytkownicy tego nie dostrzegają, nie znają innej opcji niż klikanie, to inna sprawa.