Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Ubuntu 10.10 – pierwsze wrażenia

Postanowiłem opublikować kolejny archiwalny tekst, przedstawiający tym razem nieco szerzej Moje "pierwsze wrażenia" dot. Linuksa. Artykuł był napisany w marcu 2011 i dotyczył dystrybucji Ubuntu w wersji 10.10 - "polski remiks" ("Malinowa Mandarynka"). Warto zauważyć, iż w tamtym czasie efekty uzyskane dzięki narzędziom takim, jak Compiz (plus kilka wtyczek), czy Emerald - miały na Mnie spory wpływ w ocenie "intefejsu Ubuntu" oraz wiązałem je wówczas ściśle z Ubuntu, jako pierwszym Linuksem, z jakim miałem do czynienia "na dłużej". Z biegiem czasu przetestowałem kilka innych dystrybucji i oczywiście nie przypisuję Ubuntu zasług płynących z Compiz chociażby.

Druga istotna kwestia - jeżeli czytając poniższy artykuł, odniesiesz wrażenie, jakobym gloryfikował Ubuntu i/lub krytykował konkurencję: nie było to Moim zamierzeniem, jak również nie jestem zainteresowany głoszeniem, który system jest "najlepszy", lub lepszy od innego. Dla Mnie w wielu kwestiach Linuks jest konkurencyjny względem Windows/MacOSX, nie znaczy to jednak, iż pragnę kogokolwiek "nawracać"; opisane poniżej wrażenia oraz oceny są ściśle subiektywne, choć być może nie zawsze rzuca się to w oczy :) .

"Dawno, dawno temu..."

Jedną z "radości", jakich doświadczałem podczas pierwszych dni z Moim Własnym komputerem było to, iż nareszcie mogłem zobaczyć, co znajdowało się na tych wszystkich płytkach, dołączanych do czytanych przeze Mnie wówczas czasopism komputerowych ("Chip", "Enter"). Używałem wtedy - nowego wówczas - systemu operacyjnego Windows 98 SE (Second Edition), z którym wiele eksperymentowałem, równolegle dowiadując się o istnieniu alternatywnych systemów operacyjnych, dzięki wspomnianym płytom/czasopismom właśnie. Gazety owe - poza "wszechobecnym" Windows - pisały również o egzotycznych wówczas dla Mnie: dystrybucjach Linuksa (głównie RedHat, OpenSUSE), dedykowanym multimediom systemie BeOS, czy OS/2. Wszystko to było dla Mnie "czarną magią", miałem jednak "otwarty umysł" - były to Moje pierwsze doświadczenia z komputerem z dostępem 24 godziny na dobę, z ogromnym apetytem na wiedzę.

Nie pamiętam, czy zdecydowałem się zainstalować "czystego" Linuksa w tamtych czasach, w którymś momencie zetknąłem się jednak z czymś "linuksopodobnym", czego zaleta tkwiła w możliwości przeprowadzenia instalacji z poziomu Windows (być może był to Lindows - dop.późń.). Finalnie jednak alternatywne systemy stanowiły dla Mnie wówczas zbyt "obcy grunt", wymagający zdecydowanie zbyt wiele specjalistycznej wiedzy informatycznej. O systemach owych czytywałem później jeszcze nie raz - jednakże długo było to zainteresowanie czysto platoniczne.

Długo później usłyszałem o dystrybucji Linuksa, aspirującej podobno do bycia "jak najbardziej ludzką", tj. dostępną dla jak najszerszego grona odbiorców, bez konieczności posiadania specjalistycznej wiedzy. Pomyślałem sobie wtedy zapewne, iż jest to mało prawdopodobne, acz szczytne wyzwanie - Linuks już z samej teorii od dawna wydawał Mi się zbyt daleki od przeciętnego użytkownika komputera lub od ideału "Don't make me think" ("Nie każ mi myśleć"), w którym użytkownik oczekuje od systemu operacyjnego, iż będzie po prostu działał, a nie wymagał "łapania się za głowę", zgłębiania kolejnych podręczników, tutoriali, itp. Kojarzony bardziej z hakerami, czy administratorami sieci - zdecydowanie nie był realnym pretendentem, by trafić również "pod strzechy".

W związku z powyższym owa "wyjątkowa" dystrybucja Linuksa - zwana Ubuntu - wydawała się zjawiskiem dość intrygującym. W pewnym momencie miło zaskoczyło Mnie, iż Paweł Wimmer ("dziennikarz prasy informatycznej, ekonomista oraz entuzjasta internetowej edukacji" - Wikipedia) zaczął pisać na Swym blogu o doświadczeniach z Linuksem - z tak interesującego Mnie punktu widzenia przeciętnego użytkownika komputera (tu: "przeciętnego" - tj. wolnego od konieczności zgłębiania "tajemnej wiedzy informatycznej"). Przyznam, iż podszedłem do tych artykułów z entuzjazmem i nadzieją - iż może naprawdę Ubuntu udało się stać owym ideałem. Paweł rozwiał jednak te wątpliwości, choć Moim zdaniem starał się być obiektywny oraz mieć pozytywne podejście/dobrą wolę - w pewnym momencie trafił jednak na trudności, które dla wielu "przeciętnych" użytkowników okazałyby się nie do przeskoczenia. Artykuły Pawła Wimmera zwróciły jednak Mą uwagę na Ubuntu oraz dały do myślenia - iż być może system ten jest bliżej ideałowi, niż się wydaje.

Jakiś czas później tak się złożyło, iż znów usłyszałem o Ubuntu - co zainspirowało Mnie do spróbowania samodzielnej instalacji oraz wypróbowania tego systemu na Własną rękę (zakładając, że sprostałbym zainstalowaniu systemu ;) ). Wyzwanie było interesujące: mogłem po pierwsze zweryfikować, czy i w jakim stopniu Ubuntu kontynuuje owe "zbliżanie się do ideału przystępności dla ogółu", jak i po drugie zyskałem możliwość przetestowania czegoś w sporej mierze dla Mnie nowego, a więc i ekscytującego (mnóstwo nowych, nieznanych możliwości - które wreszcie zyskałem realną szansę poznać). Już po kilku dniach pracy z Ubuntu czuję się oczarowany, a powody owego oczarowania pragnę opisać możliwie detalicznie poniżej.

Instalacja systemu

Przede wszystkim - jako że Ubuntu był dla Mnie bądź co bądź systemem całkowicie nowym, pełnym "niewiadomych", zdecydowałem iż nie warto rzucać się na głęboką wodę i od razu rezygnować z Windows. Co więcej, o ile w przypadku podstawowych (niewyrafinowanych, nie specjalistycznych) zastosowań Ubuntu owszem, mogłoby stanowić całkiem realną, pełną (pozwalającą pożegnać Windows na zawsze) alternatywę, o tyle w Moim przypadku nie zapowiada się na to prędko (brak przystępnego sposobu na uruchomienie używanych przeze Mnie zaawansowanych narzędzi projektowych pod tym systemem). W tym miejscu najważniejszą jest informacja, iż postanowiłem zachować Windows (w Moim przypadku Windows 7), a Ubuntu zainstalować "obok". Moim celem było stworzenie sytuacji, w której - w zależności od potrzeb - będę mógł korzystać tak z systemu Windows, jak i z Ubuntu.

Na początek natrafiłem w Sieci na polską dystrybucję Ubuntu 10.10 o sympatycznej nazwie "Malinowa Mandarynka" :) . Pobrałem obraz ISO 32-bitowej wersji, po czym wypaliłem go na płytkę, którą następnie włożyłem do napędu, restartując komputer. Posiadając aktywną w BIOSie opcję bootowania z płyty CD/DVD, Ubuntu zainicjowało instalator bezproblemowo - i tu pierwsze zaskoczenie, odróżniające ten system od tak dobrze znanego Nam Windows: Ubuntu daje Nam możliwość wypróbowania systemu przed jego instalacją. Nie testowałem tej opcji, stąd napiszę tylko w teorii - iż pozwala ona na nieinwazyjne załadowanie systemu, funkcjonalnego prawdopodobnie w sporej części, do czegoś w rodzaju wirtualnej partycji, być może tworzonej w pamięci operacyjnej Naszego komputera. Dzięki temu możemy od razu zobaczyć, jak w ogóle wygląda ten system i "z czym mniej więcej się je", a jeśli nie przypadnie Nam do gustu, zakańczamy sesję, która nie powinna pozostawić po sobie żadnych śladów.

W Moim przypadku chciałem zainstalować Ubuntu od razu. I tu kolejna niespodzianka: jeszcze zanim wydamy polecenie rozpoczęcia instalacji systemu, mamy możliwość połączenia się z siecią WiFi , dzięki czemu system już na etapie instalacji powinien pobrać aktualizacje. Sam proces instalacji jest w Moim odczuciu prosty nawet dla początkującego użytkownika. Decyzje, które potrzebujemy podjąć, dotyczą wyboru dysku na którym chcemy zainstalować Ubuntu oraz wydzielenia miejsca, jakie chcemy na ów system (oraz programy w nim instalowane) przeznaczyć. Ja wydzieliłem 40GB.

Ciekawostki dot. instalacji Ubuntu na komputerze z już zainstalowanym Windows:

  • po zainstalowaniu Ubuntu przy każdym uruchomieniu komputera będziemy pytani o system (Windows/Ubuntu), który chcemy włączyć,
  • z poziomu Ubuntu będziemy mogli bezproblemowo korzystać z wszystkich dysków/partycji Windows (odczytywać, zapisywać, tworzyć oraz usuwać pliki),
  • z poziomu Windows partycja Ubuntu (powstała poprzez wydzielone na ów system miejsce - j/w) nie będzie widoczna (dostęp do danych z partycji linuksowych pod Windows zapewni Nam jednak przykładowo program Linux Reader - dop.późń.),
  • jeżeli na dysku fizycznym, który wybraliśmy do zainstalowania Ubuntu, znajdowały się wcześniej jakieś dane, o ile w procesie instalacyjnym ograniczymy się do jego wyboru oraz wydzielenia interesującej Nas ilości miejsca, instalator nie naruszy wcześniej obecnych danych;

Pierwsze wrażenia - czyli co zwróciło Moją uwagę

Animowany interfejs użytkownika - przede wszystkim. GUI Ubuntu pełne jest wszechobecnych, interesujących, cieszących oko animacji, z których skorzystamy pod warunkiem, iż zainstalujemy sterowniki karty graficznej (posiadana przeze Mnie wersja Ubuntu sama poinformowała Mnie o przydatności zainstalowania takich sterowników, wskazała je oraz na Moje życzenie pobrała i zainstalowała). Animuje się bardzo wiele rzeczy, w sposób - jak już wspomniałem - interesujący oraz w Moim przypadku płynny (nie zauważyłem jeszcze jakichś widocznych, czy frustrujących zacięć, przeskoków, itp.). Nie dla każdego jednak "graficzne cukiereczki" są tak bardzo istotne, w tym miejscu warto wspomnieć więc o funkcjonalnościach, w które interfejs Ubuntu jest - lub może być - wyposażony. Dla przykładu:

  • dla wielbicieli usability oraz produktywności - Ubuntu potrafi odwzorować znany z Windows 7 mechanizm automatycznego skalowania okien za pomocą odpowiednich skrótów klawiszowych, do postaci zmaksymalizowanej lub zajmującej połowę ekranu po lewej lub prawej stronie,
  • podobnie do Windows Vista/7, Ubuntu potrafi wyświetlać miniatury okien "schowanych" na "pasku zadań" - zwanym w Ubuntu "panelem",
  • Windows 7 w interesujący sposób poszerzył filozofię miniatur otwartych okien, grupując je przykładowo wg typu - w Ubuntu istnieje możliwość aktywowania interesującej alternatywy, w której grupowane są nie tyle miniatury okien, co same okna dowolnego typu, które możemy złączyć w jedno okno (miniatury tak zgrupowanych okien wyświetlą się wtedy po najechaniu na pasek tytułowy "okna-matki"),
  • Ubuntu posiada kilka różnych sposobów prezentowania otwartych okien - w tym również standardowe "Alt+TAB" oraz podobny do znanego z Visty/7 widok trójwymiarowy, w którym "przerzucamy" otwarte okna jedno po drugim - z tą różnicą, iż w Ubuntu nie są to jedyne sposoby, na jakie możemy przełączać okna - prócz tego istnieje przykładowo możliwość wybitnie przejrzystej organizacji otwartych okien (wyłączając zminimalizowane), przypominający Exposé znane z systemu MacOSX,
  • w Ubuntu mamy możliwość pracy na tzw. "wirtualnych pulpitach" (standardowo na czterech), pomiędzy którymi możemy przeciągać okna oraz wygodnie przełączać się skrótem klawiszowym klawisz Windows (zwany w Ubuntu klawiszem "Super")+E,
  • zrzuty ekranu - klawisz PrintScreen wywołuje okno zapisu wykonanego zrzutu ekranu do pliku; aby wykonać zrzut określonego fragmentu ekranu, przytrzymaj klawisz Super oraz przytrzymując lewy przycisk myszy narysuj interesujący Cię obszar na ekranie - kiedy puścisz klawisz myszy, zrzut zaznaczonego obszaru zostanie zapisany z pominięciem okna dialogowego (a więc bardzo szybko) we wcześniej zdefiniowanej lokalizacji (w konfiguracji Compiz),
  • funkcjonalność paneli - klikając na określony, np. górny panel (poziomy pasek, przypominający pasek zadań z Windows) prawym przyciskiem myszy możemy wybrać komendę "Dodaj do panelu...", która wywoła okno z obecnymi dodatkami, które możemy na owym panelu umieścić, znajdziemy tam m.in. aplet do zmiany poziomu jasności ekranu, jak i wiele, wiele więcej;

To oczywiście tylko kilka przykładów, niemalże syzyfową pracą byłoby opisanie pełnej funkcjonalności interfejsu/filozofii Ubuntu. Warto zauważyć, iż obecność "windows-podobnych" funkcjonalności może ułatwić nowym użytkownikom adaptację do nowego systemu.

Efekt codziennej pracy w tak atrakcyjnym środowisku sprawia, iż po pierwsze - obcowanie z komputerem może stać się nad wyraz przyjemne, po drugie natomiast: po doświadczeniach z Ubuntu, Windows może wydać się Tobie... dość "toporny" i "sztywny" ;) .

Ergonomia - Windows 7 Home Premium 32-bit, którego używam na co dzień, na starcie (po załadowaniu się oraz zalogowaniu) zajmuje ok. 33% z 4GB RAMu w Moim notebooke'u. Świeżo zainstalowany Ubuntu na starcie - na tym samym sprzęcie - zajmuje... ok. 6% (!!!). Co więcej, nawet obciążony kilkoma różnymi programami, różnego rodzaju zadaniami - w ciągu dotychczasowych kilku dni testów nie przeskoczył jeszcze windowsowych trzydziestu paru procent zajętości. Co istotne, po pierwsze warto zaznaczyć, iż ów spektakularny wynik Ubuntu osiągnęło z włączonymi animacjami - których, jak pisałem, jest całkiem sporo, a od których Windows jest niemalże wolny; po drugie natomiast nie są to suche liczby: pracując pod Ubuntu, różnica w szybkości jest wyraźnie odczuwalna. Dotyczy to tak całego systemu, jak i w niejednym przypadku konkretnych programów, gdyż - co ciekawe - mamy tu do czynienia z interesującym zjawiskiem: ubuntowe wersje windowsowych programów (np. Skype) są zdecydowanie szybsze i lżejsze. Nie ukrywam, iż jest to dla Mnie jedno z większych pozytywnych zaskoczeń.

Oprogramowanie - system Ubuntu, jak i oprogramowanie działające pod jego kontrolą, są często bezpłatne (pozbawione opłat licencyjnych, oparte na licencji Open Source). Kryje się za tym pewna ideologia, o której napiszę później - w tym miejscu warto wspomnieć o tym, iż "świeżo zainstalowane" Ubuntu, to system wyposażony w narzędzia, których części nie zaznamy na "świeżo zainstalowanym" Windows. Jednym z ważniejszych przykładów będzie pakiet biurowy OpenOffice, zgodny z formatami plików Microsoft Office (w tym najnowszej aktualnie wersji 2011). W praktyce oznacza to, iż korzystając z Ubuntu nie potrzebujesz doinstalowywać niczego, by móc korzystać z profesjonalnych aplikacji biurowych, które w dodatku bezproblemowo otworzą przykładowo format .docx z najnowszego Worda. Plus, jako że OpenOffice również cechuje się wysoką ergonomią, jego składniki uruchamiają się bardzo szybko.

Interesującym, obecnym w Ubuntu wynalazkiem, jest tzw. Centrum Oprogramowania Ubuntu.

Jest ono czymś w rodzaju katalogu programów - tych, które mamy już zainstalowane, jak i przede wszystkim "całej reszty" ;) - podzielonych tematycznie. Możesz tu wyszukać interesujące Cię oprogramowanie oraz zainstalować je w Twoim systemie, i tu wielka niespodzianka dla użytkowników Windows: programy w Ubuntu można instalować zdecydowanie szybciej i prościej. Dla przypomnienia: w Windows instalacja jakiegokolwiek programu wiązała się z przejściem przez szereg ekranów instalatora oraz kilkukrotnym potwierdzaniem (odruchowym już dla wielu klikaniem "Dalej"/"Next", wyborem miejsca instalacji, akceptowaniem licencji, etc.). W Ubuntu jedyne co robisz po odnalezieniu interesującego Cię programu, to zlecasz instalację (klikając przycisk "Zainstaluj"), względnie wpisujesz hasło administracyjne - to wszystko. Dodatkowo karty opisowe niektórych programów dostępnych w Centrum Oprogramowania Ubuntu - poza możliwością zainstalowania danego programu - dają również możliwość zainstalowania dedykowanych dodatków.

O czym warto wspomnieć na koniec, pisząc ogólnie o oprogramowaniu: podobnie do Windows z systemem aktualizacji Windows Update, również Ubuntu posiada odpowiednie mechanizmy, dbające o aktualność Naszego systemu, jak i - uwaga - również zainstalowanych w nim programów. W Windows Update poza aktualizacjami systemowymi mogliśmy ujrzeć co najwyżej te dotyczące pakietu biurowego Microsoft Office, Ubuntu potrafi zadbać o o wiele więcej.

Personalizacja - słowo-klucz Ubuntu, jak i innych dystrybucji Linuksa, albowiem jedną z najważniejszych cech tego systemu jest to, iż jest on wysoce konfigurowalny. W praktyce oznacza to, iż jeśli tylko chcesz, możesz dostosować do Własnych preferencji ogromną ilość rzeczy w Twoim Ubuntu, możesz ingerować w najmniejsze detale opisujące przykładowo konkretne animacje, na jakich używanie się zdecydowałeś/aś, możesz poustawiać bardzo, bardzo wiele parametrów dotyczących praktycznie wszystkiego, i to już na starcie, bez potrzeby instalowania dodatkowego oprogramowania - opcji konfiguracyjnych istnieje tyle, iż aby przyjrzeć się im wszystkim, trzeba dłuuugich godzin i zapału do eksperymentów.

Oczywiście personalizacja interfejsu (wyglądu, funkcjonalności) nie musi Cię interesować i nadal wszystko będzie działać - jednakowoż jeśli postanowisz przykładowo, by zegar systemowy umieszczony był po lewej, a nie po prawej stronie - nie ma problemu, by wprowadzić Twoje preferencje w życie :) . A jeśli w dodatku "ciągnie Cię" do eksperymentów z dostosowywaniem wspomnianego wyglądu oraz funkcjonalności - staniesz się bohaterem dłuuugiej przygody odkrywcy coraz to nowych, płycej lub głębiej zakopanych ustawień, parametrów, suwaczków, konfiguracji, etc. :) - tworząc tym samym naprawdę TWÓJ system, w coraz większym stopniu. Chciałoby się rzec: "Sky's the limit!".

Ideologia

Na koniec kilka słów o ideologii Ubuntu. Jak wspominałem wcześniej, cały system oraz dostarczone z nim oprogramowanie (jak również i to, które odnajdziesz w Centrum Oprogramowania Ubuntu lub na stronach internetowych zewnętrznych producentów), jest zazwyczaj bezpłatne. "Zazwyczaj", tj. w ogromnej większości przypadków. Taka sytuacja rzuca interesujące światło na ten system operacyjny, który przez lata zdążył już 'dorosnąć' i w sporej mierze "oswoić się" z przeciętnym, nie pragnącym wnikać w specjalistyczną wiedzę informatyczną, użytkownikiem komputera. Szczególnie, jeśli porównasz Ubuntu z innymi - komercyjnymi - systemami, rzuci się w oczy zaskakująca prawda: "przecież to wszystko można było zrobić lepiej". Komercyjne systemy będą mogły wydać się Tobie mocno "okrojonymi", ograniczonymi, narzucającymi pewne rozwiązania i nie pozwalającymi na zbyt wielką swobodę (delikatnie mówiąc) w dostosowaniu systemu do Własnych preferencji (co więcej, używając komercyjnych systemów, możesz nawet nie zdawać Sobie sprawy, ile tracisz - dopóki nie "zasmakujesz" Ubuntu). Owszem, Windows lub MacOSX działają - ale nic (niewiele) ponadto. Plus za owe "nic" ("niewiele") potrzebujesz jeszcze zapłacić określoną kwotę pieniędzy, plus kolejny wydatek na potrzebne oprogramowanie (koncepcja komercyjnych systemów, to również koncepcja w której darmowe oprogramowanie zazwyczaj nie jest zbyt ambitne - są oczywiście wyjątki, jednakże w tym modelu za wysoką jakość oraz profesjonalizm przyzwyczajono Nas płacić). Nic dziwnego, iż po latach używania komercyjnego systemu operacyjnego zaczynasz postrzegać "darmowe" - jako "słabe". Ubuntu oraz zgromadzone wokół niego oprogramowanie potrafi na zawsze zburzyć ten obraz w Twoich oczach - jeśli tylko podejdziesz doń z otwartym umysłem i świeżym spojrzeniem. Możesz odnaleźć wiele narzędzi - w tym wiele profesjonalnych programów - dostępnych za darmo, nierzadko już "w komplecie" ze "świeżo" zainstalowanym systemem, a jeśli nie - znajdziesz je posegregowane tematycznie w Centrum Oprogramowania Ubuntu, dostępnym z poziomu systemu (nie musisz więc przedzierać się przez Google/gąszcz stron internetowych, aby odnaleźć ciekawe, darmowe programy).

Moim zdaniem Ubuntu to nie tylko przystępny dla użytkownika system - o czym często wspomina się przy okazji opisywania tego produktu w kontekście innych dystrybucji linuksowych - ale i system niosący ze sobą głębokie przesłanie, swym istnieniem oraz ewolucją pokazując, iż bez intencji "zrobienia interesu na użytkowniku" również można żyć, tworzyć świetną wartość oraz wnosić ją w życie innych ludzi. Jako początkujący użytkownik takiego systemu, po (niemalże całkowitej) przesiadce z Windows czuję się wolny, czuję ogromną swobodę wypływającą nie tylko z ogromnych możliwości Ubuntu, ale i z faktu - iż używając tego systemu nie mam wrażenia, że ktoś chce na Mnie zarobić, choćby wyświetlając reklamy w rzekomo "darmowym" programie. Ubuntu, to zero reklam, zero opłat licencyjnych, zero triali (programów, których można używać za darmo tylko przez dany okres czasu) oraz shareware (wersji demonstracyjnych programów, a więc okrojonych z części funkcji). Dostaję wolny system, tworzony przez pasjonatów i dla pasjonatów (choć nie tylko), system w którym programy rozwijane są głównie z pasji, nie dla pieniędzy. Zero marketingu. Można zapomnieć o przykrych doświadczeniach z zakupem nowego komputera, który okazuje się notebookiem zapchanym demonstracyjnymi wersjami programów, w dodatku pozbawionym płyty instalacyjnej z "czystym" (a więc pozbawionym owych wersji demo) systemem operacyjnym - dzięki czemu po pierwszym uruchomieniu Twój nowo zakupiony laptop jest daleki od szczytu swoich możliwości prędkości działania, choć może nie zdajesz Sobie z tego sprawy.

To jednak nie wszystko. Pozwolę Sobie zacytować:

"U podstaw filozofii Ubuntu leżą zatem następujące zasady:

  • Każdy użytkownik komputera powinien móc w sposób całkowicie wolny uruchamiać, rozpowszechniać, analizować, zmieniać i ulepszać oprogramowanie, którym się posługuje bez konieczności ponoszenia jakichkolwiek opłat licencyjnych,
  • Każdy użytkownik komputera powinien mieć możliwość używania oprogramowania we właściwej mu wersji językowej,
  • Każdy użytkownik komputera powinien móc używać dowolnego oprogramowania bez względu na swoją ewentualną niepełnosprawność oraz bez względu na charakter tej niepełnosprawności;

(...)

Ubuntu jest afrykańską ideologią oznaczającą w skrócie "humanizm dla innych". Wyraża "wiarę w uniwersalne więzy oparte na chęci dzielenia się z innymi, które łączą całą ludzkość".

(...)

Desmond Tutu opisał Ubuntu w sposób następujący: "Osoba wyznająca filozofię Ubuntu jest otwarta na innych, świadoma innych, nie przeraża jej to, że inne osoby są od niej samej lepsze bądź bardziej utalentowane, ponieważ czuje ten rodzaj pewności siebie, który wynika z głębokiego przekonania o przynależności do większej całości" Arcybiskup Desmond Tutu, cytat z "Nie ma przyszłości bez przebaczenia""

(cytaty ze strony http://www.ubuntu.pl/manifest.php )

Jak więc widzisz, za rosnącym sukcesem Ubuntu stoi nie tylko szereg ludzi, ale i człowieczeństwo, które - czasem można odnieść takie wrażenie - zatraciło się gdzieś "po drodze" w komercyjnych systemach, pełnych marketingu oraz hołdujących zasadzie "Nie każ mi myśleć". Stąd też Ubuntu jest również wysoce przyjazne osobom niepełnosprawnym (przykładowo łatwo można powiększyć dowolną część ekranu - przytrzymując klawisz Super oraz kręcąc rolką myszy; można przełączyć każde okno lub cały pulpit w negatyw dla zwiększenia jego czytelności - również odpowiednim skrótem; itd.), stąd programy dla Ubuntu często posiadają polskie wersje językowe - hołdując zgoła innym zasadom: pasji, człowieczeństwa, dostępności, dzielenia się z innymi, wnoszenia dodatniej wartości w życie innych ludzi. Jako idealista, czuję się lepiej wiedząc, że używany przeze Mnie system, to nie "produkt który należy sprzedać", lecz "ideologia, która nabrała kształtu", filozofia będąca bliżej człowieka, niż jakikolwiek marketing. 

linux porady

Komentarze

0 nowych
lukas_gab   2 #1 27.12.2011 01:55

Zalinkuj tapetką ^^

Ave5   8 #2 27.12.2011 11:56

Kiepski przykład z tym Skype i zasobożernością, bo akurat linuksowa wersja jest koszmarnie do tyłu w porównaniu do tej na Win w kwestii dodawanych funkcjonalności. Poza tym przyjemnie się czyta :)

P.S. Próbowałeś kiedyś KDE? ;)

adriano765   5 #3 27.12.2011 12:31

A jak zrobiłeś ten pasek na dole? p.s super to wygląda.

  #4 27.12.2011 15:34

Jak wyżej, proszę o tapetę.

  #5 27.12.2011 15:53

"Osoba wyznająca filozofię Ubuntu jest otwarta na innych, świadoma innych, nie przeraża jej to, że inne osoby są od niej samej lepsze bądź bardziej utalentowane, ponieważ czuje ten rodzaj pewności siebie, który wynika z głębokiego przekonania o przynależności do większej całości"

Tak, zwłaszcza społeczność linuksowa jest otwarta na innych :-)

4lpha   9 #6 27.12.2011 16:04

@bartek46op | 27.12.2011 15:53

Jak trafisz na takiego powerfeniksa, to potem wychodzą uprzedzenia ;)

  #7 27.12.2011 16:14

Za swoją wyjątkową nieuprzejmość nawet nasze polskie forum o Ubuntu dostało baty i nieraz ich forum leżało shaksiorowane ;)

4lpha   9 #8 27.12.2011 16:59

I dobrze, bo tam niewiele jest osób, które pomagają z uśmiechem na ustach.

januszek   18 #9 27.12.2011 17:17

Niezły ten bishop :) vide: http://www.rp.pl/artykul/384870.html :)

  #10 27.12.2011 17:41

@sunbeam96
Ale to jest najczęściej pierwsze forum na które trafiają linuksowi newbie. I na dzień dobry kubeł zimnej wody.

adrian218   7 #11 27.12.2011 17:58

Mógłbyś podać link do tapety ?

tidzejm   4 #13 27.12.2011 19:01

Ave5:
Tak, próbowałem KDE4 w OpenSUSE, bardzo interesujące, być może wrzucę tu tekst również i o tym :) .

Adriano765:
Pasek na dole, to CairoDock.

4lpha   9 #14 27.12.2011 22:35

Tak szczerze, to masz okropny pulpit. O gustach jednak się nie dyskutuje, a ja cenię minimalizm.

Gdy widzę pierdyliardy efektów, tj. wobbling windows, magic lamp, ciarki przechodzą mi po plecach.

Wekmyr   4 #15 28.12.2011 21:30

@sunbeam96: Również lubię minimalizm, ale efekty toleruję dopóki nie wpływają na efektywność pracy.

Te 2 prędkościomierzem (w tym jeden wręcz koncertowo zerżnięty z Visty) zabierają 1/5 ekranu w pionie. I jeżeli "Centrum oprogramowania" jest zmaksymalizowane to podziwiam takie poświęcenie przestrzeni roboczej.

4lpha   9 #16 29.12.2011 02:17

Jak dla mnie po prostu pulpit tidzejma jest przesycony...

Ja nie trzymam na pulpicie żadnych ikon, niczego.