Skąd spamer ma mój e-mail

Wcześniej pisałem, że spamerzy pozyskują ogromne ilości e-maili z Internetu. Mogą je kupić na aukcji, nawet nasze Allegro oferuje taką możliwość. Dwa miliony adresów za 99zł - właściciel nawet nie kryje się z przeznaczeniem takiej bazy. Lecz zgodnie z powszechnie panującym przekonaniem, że wszystko znajdujące się w Internecie powinno być za darmo, taką bazę e-maili można również znaleźć bezpłatnie.

2 000 000 000 adresów za free

Są w Internecie strony oferujące kompletnie za darmo, ale też bez żadnej gwarancji, niekończące się listy adresów e-mail. Przykładowa poniższa strona oferuje ich dwa miliardy.

Oczywiście mój adres (adresy) też tam jest. Pojawia się wielokrotnie z różnymi serwerami począwszy od gmail.com, poprzez hotmail.com czy yahoo.com, a na nieznanym mi wcale rocketmail.com kończąc. Oczywiście ogromna większość z rzekomo moich adresów wcale nie istnieje, a z pozostałych w większości nie korzystam - istnieją tylko dlatego, że np. przy rejestracji do SkyDrive trzeba było założyć Windows Live ID, a co za tym idzie - skrzynkę na Hotmailu. Tylko skąd ten adres wziął się w bazie?

Postępowanie ze spamem

Tym razem wpis dla początkujących.

Już na samym wstępie trzeba zdać sobie sprawę z faktu, że nie da się oszukać spamu. Gdy adres e-mail wpadnie w paskudne ręce spamerów, można spodziewać się niechcianych wiadomości. Z pewnością ogromna większość użytkowników Internetu otrzymała w swej e-karierze przynajmniej jednego takiego maila.

Przykład nowoczesnego spamu

Pomimo że większość spamu to wciąż przekazywane wprost informacje typu Najtańsze podróbki Rolexa: www.cośtam123.com, można zauważyć, że spam dostosowuje się do trendów powszechnie panujących w Internecie. Chodzi głównie o tzw. social media, czyli Facebooki, Twittery i inne Nasze Klasy. A zatem prywatne wiadomości, nowi znajomi, nowe zdjęcia - takie informacje pojawiają się coraz częściej w spamie.
Wpis powstał, gdyż otrzymałem dziś spam od IQ Elite, serwisu należącego do jakiejś hiszpańskiej firmy. Mail informował o oczekującej na mnie wiadomości w serwisie, o którym pierwszy raz słyszałem, i w którym z pewnością się nie rejestrowałem. Na przykładzie tego listu opiera się niniejszy wpis.

Uzależniony od Google - charakterystyka produktów

Wyszukiwanie informacji w Internecie
Codziennie korzystam z wyszukiwarki Google, żeby znaleźć coś w sieci. Klikam w ikonę domku w Firefoksie i już zaczynam wpisywać hasło do znalezienia. Albo wpisuję je od razu w pasku adresu, i w ogromnej większości przypadków mój ISP przekieruje zapytanie do wyszukiwarki Google. Wyniki pojawią się błyskawicznie, wystarczy tylko wiedzieć czego się szuka i odpowiednio zadać pytanie wujkowi.
A wujek Google nie jest głupi, i potrafi przypomnieć graficznie o ważnych wydarzeniach lub, tak jak niedawno, skromnie uczcić pamięć Steve'a Jobbs'a w stopce. Można za jego pomocą wykonać obliczenia, posługując się wyszukiwarką jak kalkulatorem. Albo szybko przeliczyć waluty lub jednostki. Przydaje się także jako średnio wiarygodny

Komputerowe LEGO na poważnie - pakiet LDraw

Zainspirowany wpisem zahaczającym o klocki LEGO autorstwa Ave5, niniejszym przedstawiam i zachęcam do wypróbowania zestaw narzędzi o sympatycznej nazwie LDraw. W porównaniu z wypuszczonym przez firmę programem LEGO Digital Designer, jest to dużo bardziej rozbudowany, modyfikowalny i zawierający naprawdę nieograniczoną ilość klocków pakiet. Podobnie jak oficjalna aplikacja, ta również służy do budowania z klocków na komputerze - ale jest dużo lepsza. Ten wpis pokaże dlaczego.

W skład pakietu LDraw wchodzą dwa kluczowe programy:
- MLCad
- LDView
oraz kilka dodatkowych narzędzi, m.in. BMP2LDraw służący do nakładania grafiki na "gołe" klocki. Bardzo użyteczna będzie też strona

Niechciany gość w moim systemie

Wstęp do wstępu
Zdarza się czasem, że zaprosimy do swojego systemu niechcianych gości. Zaprosimy przede wszystkim dlatego, że to właśnie my, użytkownicy, jesteśmy najsłabszym ogniwem systemu i jego zabezpieczeń. Wirusy, trojany i inne grzyby atakują nasz system tylko i wyłącznie dlatego, że podjęliśmy jakąś akcję. Najczęściej nieświadomie.
Może to być uruchomienie gierki z oldskulowym serwerem NetBusa, przesłanej mailem przez znajomego. Jest to przykład ewidentnego uruchomienia pliku EXE niewiadomego (lub wiadomego) pochodzenia. Akcja użytkownika może być jednak dużo mniej znacząca. Wystarczy wejść do folderu, w którym znajduje się np. wygaszacz ekranu, czyli plik o rozszerzeniu SCR. System próbuje wyświetlić jego miniaturę i w tym momencie zostaje zainfekowany. Przezorny użytkownik nie otwiera pliku i czym prędzej go usuwa. Na nic to jednak; zło zostało już poczynione.

Oczywistym rozwiązaniem są programy antywirusowe, skanery, firewalle, itp.