r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

10 lat temu pokazano pierwszego iPhone'a. Kiedy zobaczymy ostatniego iPhone'a?

Strona główna AktualnościBIZNES

10 lat temu Steve Jobs pokazał pierwszego iPhone’a. Jego marketing był czystym szaleństwem. W świecie podzielonym między Nokię, Motorolę i kilku innych producentów komórek, mających świetne układy partnerskie z telekomami, szef Apple’a zaryzykował – i nie bacząc na świat, wprowadził na rynek sprzęt, jakiego nikt wcześniej nie widział. Na tylko jeden rynek, rynek amerykański, do oferty tylko jednego operatora, AT&T, a że był szaleńcem wielkiej klasy, to wygrał świat. Dzisiaj, 10 lat później, zamiast wielkiego szaleńca mamy wielkiego nudziarza, pod którego wodzą iPhone rok po roku traci magię, jaką obdarzył go Jobs – i który przywiązany do wizji produktu z poprzedniej dekady zrobił z Apple przybudówkę do iPhone’a.

Nawet z perspektywy niekompetentnego technicznie finansisty widać, że z Apple jest nietęgo. Firma siedząca na ogromnym kapitale, zgromadzonym w tłustych latach sukcesów sprzed rządów Tima Cooka, z jednej strony jest coraz bardziej uzależniona od sprzedaży iPhone’a, z drugiej zaś coraz gorzej jej ta sprzedaż idzie. Statystyki wyglądają niefajnie: przez cały rok podatkowy 2016 Apple sprzedało 211,9 mln iPhone’ów, które odpowiadały za 63,4% całej sprzedaży Apple – na kwotę 136,7 mld dolarów.

Tymczasem w roku podatkowym 2015 Apple sprzedało 232,2 mln iPhone’ów, które odpowiadały za 63,3% sprzedaży – na kwotę 155,01 mld dolarów. Udział telefonów z jabłuszkiem w rynku się kurczy, nowe modele nie wywołują już takiego efektu „wow”, mówi się nawet, że po raz pierwszy od lat Apple zostało zmuszone do zmniejszenia zamówień na produkcję w Foxconnie. To wszystko zaś wśród głosów krytyki, słyszalnych nawet wśród najwierniejszych wyznawców – Apple straciło swój czar, nie potrafi niczego nowego wymyślić, odgrzewanie kotletów, zarabia tylko na rynkowej inercji.

r   e   k   l   a   m   a

Powiedz „Aaaaa…”

Widać to było dobrze na tegorocznym CES-ie, na którym zapatrzone w siebie Apple przecież się nie pojawia. Gdy wszędzie rozkwita wirtualna rzeczywistość, plotki o nowym iPhonie co najwyżej zapowiadają zastosowanie wymyślonych kilka lat temu przez Sharpa wyświetlaczy IGZO. Gdy Amazon wsadza gdzie tylko może swoją cyfrową asystentkę Alexa, podpisując porozumienia partnerskie z każdym chętnym, firma z Cupertino wciąż gotuje się w swoim kociołku, skazując Siri na Maka i iPhone’a (bo przecież ani lodówek ani aut produkować jeszcze nie potrafi). To samo robi też reszta konkurencji, na czele z Google i Microsoftem: otwierając szeroko swoje platformy Internetu Rzeczy na świat, uciekają Apple do świata, którego Tim Cook nie potrafi sobie wyobrazić.

Jest to o tyle przykre dla fanów Jabłek, że to dziś Siri powinna być tam, gdzie wpycha się Cortana i Alexa. To przecież nie był wynalazek Apple. Cyfrowa asystentka została stworzona przez firmę SRI International, miała być wszędzie, także na Androidzie i BlackBerry, jednak po kupieniu producenta przez Apple’a, te śmiałe plany się skończyły – od pierwszej implementacji na iPhonie 4S, Siri została przykuta na wiele lat do urządzeń z iOS-em, potem trafiła na platformę Apple TV, dopiero w zeszłym roku pojawiła się na Makach. To wszystko – już dziś słyszymy, że znacznie młodsza Alexa lepiej od Siri sobie radzi z rozpoznawaniem mowy.

Takie podejście do sprawy powoduje, że Apple praktycznie nie ma partnerów. Ma wykonawców i podwykonawców, ale poza tym skazane jest na siebie: w całym swoim marketingu porównuje się wyłącznie z sobą, nie ma bowiem też (swoim zdaniem) konkurentów. Zdaniem rynku jest oczywiście inaczej: coraz więcej osób otwarcie rozważa porzucenie MacBooków na rzecz tych nowych ultrafajnych laptopów 2w1 z Windowsem 10 (szczególnie po Creators Update), coraz więcej ludzi zauważa, że flagowce np. Xiaomi, kosztujące połowę tego co iPhone, są wcale nie gorsze na co dzień, coraz więcej deweloperów aplikacji mobilnych zaczyna ociągać się z tworzeniem aplikacji na iOS-a, wydając apki tylko na Androida. Niby co takiego unikalnego znajdziemy dziś w „ekosystemie” Apple? Tego pięknego iPada Pro? Niby fajnie, ale rynek tabletów jako kategorii sprzętu kurczy się dziś nawet szybciej niż pecetów. A może unikatowy walec Maka Pro? Też świetnie, tyle że trzy lata temu, a dziś już niekoniecznie. Smartzegarek – pardon le mot, Apple Watch? No prawdziwe szaleństwo – na poziomie Tima Cooka.

Druga Nokia

Pod władzą tego sympatycznego logistyka (bo czymże jest innym pozycja Executive Vice President of Worldwide Sales and Operations, jaką cieszył się wcześniej w Cupertino), Apple zamieniło się w praktycznie to samo, czym była w 2007 roku Nokia pod władzą dziś już chyba niezbyt pamiętanego Olli-Pekki Kallasvuo. Przypomnijmy nieco sylwetkę tego z kolei nudziarza, który w Nokii siedział od lat osiemdziesiątych: wykształcony jako prawnik, zaczął karierę jako korporacyjny doradca, w 1987 został wiceprezesem działu prawnego, w 1990 promowali go na starszego wiceprezesa działu finansów, w 1992 został wiceprezesem i dyrektorem finansowym (CFO) firmy, potem objął władzę nad amerykańskim oddziałem Nokii, by w latach 2004-2005 dostać rolę głównego menedżera telefonów komórkowych. W 2006 został zaś awansowany na dyrektora zarządzającego (CEO) – i rządził firmą do czasów przejęcia jej w 2010 roku przez człowieka Microsoftu, Stephena Elopa.

Biorąc władzę nad Nokią, pan Kallasvuo dostał firmę, która miała niemal połowę (48%) globalnego rynku telefonów komórkowych, której platforma Symbian S60 cieszya się ogromną popularnością w Europie i Azji. Modele takie jak N95 czy E71 były szczytem smartfonowych marzeń. Zapewne gdyby w tamtych czasach był Facebook i Instagram, modne dziewczęta robiłyby sobie fotki właśnie telefonami Nokii. Nokia cieszyła się też fantastycznymi relacjami z ponad setką telekomów na całym świecie, dzięki czemu oferowane w abonamentach słuchawki miały najczęściej właśnie Nokii logo. Jak zepsuć coś takiego?

A jednak jakoś panu Kallasvuo to się udało. Nie był w stanie dostrzec globalnych trendów, nie zrozumiał tego, czym była premiera pierwszego iPhone’a, zaniedbał rozwój godnego następcy Symbiana – Maemo OS-a, nie potrafił wykrzesać potencjału tkwiącego w fantastycznej przecież Nokii N900. Odchodząc w 2010 roku z Nokii, zostawiał za sobą 31% udziału w globalnym rynku telefonów komórkowych i tylko 12% udziału w nowej kategorii smartfonów. Potem już była tylko równia pochyła, pod władzą Stephena Elopa z Microsoftu firma skupiła się na niekochanym Windows Phone i stoczyła się w 2014 roku do udziałów na poziomie 3% globalnego rynku – by wreszcie odsprzedać swój mobilny dział Microsoftowi.

Lucy in the Sky with Diamonds

Okropny, niesympatyczny typ, najgorszy możliwy szef, a jednak geniusz czarów i marketingu – taki przecież był Steve Jobs, psychodeliczny człowiek widzący trendy na wiele lat naprzód. Zastąpienie kogoś takiego korporacyjnym urzędnikiem, pilnującym by nie zabrakło tego i owego w łańcuchu produkcji i dostaw, to był chyba pomysł najgorszy z możliwych. Apple dysponując potencjalnie wszystkim, co niezbędne by przenieść swój sukces poprzedniej dekady w przyszłość, dzisiaj pod władzą Tima Cooka nie jest w stanie w niczym zaryzykować. Delikatnie ulepsza istniejące produkty. Dodaje dotykowy pasek sterowania do laptopów (będący w praktyce wbudowanym w laptop Apple Watchem) – i ogłasza to rewolucyjną zmianą w interfejsie.

Tymczasem wcześniej Apple ryzykowało nieustannie. Cóż to była za szalona firma, w erze ekonomicznej zawieruchy nie bojąca się zrywać z przeszłością. Czy Tim Cook zdecydowałby się porzucić klasycznego, sprawdzonego Mac OS-a 9 i zastąpić go zupełnie nowym, niekompatybilnym systemem operacyjnym – Mac OS-em X? Czy Tim Cook odważyłby się pójść konkurować z dużymi sieciami sprzedaży, budując własne sklepy Apple Store? Czy potrafiłby wreszcie ubić ogromny swego czasu rynek iPoda wprowadzeniem smartfona, który właściwie czynił iPoda zbędnym?

Jasne że nie. Tim Cook nawet nie potrafi zerwać z wyglądem iPhone’ów. Będzie naprawdę bardzo dziwne, jeśli iPhone 8 nie będzie we wzornictwie przypominał pierwszego iPhone’a. A teraz powiedzmy sobie szczerze – co idąc tą drogą Apple będzie miało do pokazania w roku 2027, czego nie widzieliśmy już w roku 2016?

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.   

Trwa konkurs "Ogól naczelnego", w którym codziennie możecie wygrać najnowsze maszynki systemowe Hydro Connect 5 marki Wilkinson Sword.

Więcej informacji

Gratulacje!

znalezione maszynki:

Twój czas:

Ogól Naczelnego!
Znalazłeś(aś) 10 maszynek Wilkinson Sword
oraz ogoliłaś naszego naczelnego!
Przejdź do rankingu
Podpowiedź: Przyciśnij lewy przycisk myszki i poruszaj nią, aby ogolić brodę.