Dobre, bo polskie? Nadwiślańskie dystrybucje Linuksa

Mimo upływu kolejnych miesięcy w trakcie trwania mojej przygody z systemami operacyjnymi spod szyldu Pingwiniątka, turystyka linuksowa nadal sprawia mi sporo frajdy. Te rozliczne eskapady chyba niespecjalnie wynikają z naturalnej ciekawości, a już zupełnie pomijalny jest w nich aspekt “edukacyjny” (choć akurat tego ostatniego najbardziej żałuję, bo tym kolejnym “wojażom” nieustannie towarzyszy poczucie bezproduktywnego trwonienia czasu i energii).