Blog (171)
Komentarze (1.6k)
Recenzje (2)

Kraj, który jest sto lat przed nami...

Strona główna@MaXDemageKraj, który jest sto lat przed nami...
23.04.2014 20:51

Chihiro (lat 27) mieszka od urodzenia w Tokyo – jednym z największych miast na świecie. Uwielbia podróże, teatr i wszystko co można nazwać sztuką. Pracuje jednak w służbie zdrowia i wciąż szuka męża. Tym co odróżnią ją od innych kobiet w jej wieku jest to, że ma smartfona w Windows Phone. Z naszej – polskiej – perspektywy i faktu iż piszę to w 2014 roku wydaje się być to nie tylko mało zaskakujące, ale wręcz normalne. Microsoft urósł i stał się trzecią potęgą w segmencie mobilnych systemów operacyjnych. No może taką mini potęgą. System spod znaku okienek można lubić lub nie, ale używanie go nie jest w żaden sposób haniebne na naszych terenach. Przynajmniej takie można odnieść wrażenie.

Czemu więc sytuacja Chihiro jest przez mnie tak pieczołowicie owijana w bawełnę. Bo nie dość, że jest to Windows Phone 7.8 to, na dodatek jest chyba jedyną osoba z takim telefonem w mieście. A i pozwólcie, że zacytuje sam siebie, sprzed dosłownie kilku linii…

„Chihiro (lat 27) mieszka od urodzenia w Tokyo – jednym z największych miast na świecie.

Kraj, który jest sto lat przed nami…

... to nie jest jednak Japonia.

513300

Bo w kwestii technologicznej można powiedzieć, iż zbytnio nie odstają od tego co mamy u nas. Smartfony w Kraju Kwitnącej Wiśni to nowość równie duża co u nas. Dopiero Apple i ich cudowne iPhony (i to gdzieś w okolicach 3wersji) wprowadziły Japończyków w świat inteligentnych telefonów. Nie, to nie jest żart.

bEhUwbcn

Wiem, iż gdzieś w tyle waszych głów macie obraz niezwykle zaawansowanych telefonów komórkowych i innych urządzeń rodem z przyszłości, których Japończycy używają na co dzień. Jesteście jednak w drobnym błędzie, by nie powiedzieć dużym.

Zacznijmy od tego, że cały kraj pozbawiony jest aktualnie sieci GSM (2G) – struktura komórkowa opiera się jedynie na wyższych technologiach, czyli od 3G UMTS w górę poprzez 3G CDMA do LTE1. Wypas – wszystko praktycznie dzięki temu, że 2G próbowano wprowadzić zanim jeszcze pozostałe kraje rozkręciły się z 1G.

A gdy my już nabraliśmy ochoty na wypasioną telefonię w lepszym standardzie (czyli właśnie popularne GSM) kraj kwitnącej wiśni zaczął wprowadzać 3G. I tak – w tamtym okresie można było powiedzieć, że są sto lat przed nami. Choć dokładniej to chodziło o 10-15 lat.

Jednym z ciekawszych efektów tego był brak SMSów, które znamy w naszym kraju. Krótkie tekstowe wiadomości, istniały owszem na tejże odludnej wyspie, ale w całkowicie odmiennej formie. Od wieków bowiem korzystano z e-maili. Wzięło się to stąd i od samego początku zainwestowano w porządną sieć a w telefonach umożliwiono dostęp do Internetu. Każdy telefon posiadał swoją własną skrzynkę mailową podpiętą pod numer telefonu (coś jak za dawnych czasów w Erze) i to właśnie ta skrzynka pełniła role ichniego systemu szybkich wiadomości.

bEhUwbct

Oczywiście sama usługa bliźniaczo podobna do SMS działa, ale tylko w obrębie pojedynczych operatorów. To tak jakby w Polsce można było wysyłać krótkie wiadomości tylko z Playa do Playa, lub z T-Mobile do T-Mobile.

513307

E-Mailem jednak samym, żyć się nie da – i tu pojawia się kolejna ciekawostka, którą trudno zaobserwować gdzieś indziej na świecie. Rozkwit aplikacji do komunikacji i to jeszcze w erze przed smartfonowej. Japonia nie była by sobą, o ile można ją tak uosobić, gdyby nie wpadła na pokręcony sposób realizacji. Jedną z moich ulubionych wersji programów do komunikacji między telefonami jest produkt firmy Furyu. Ta ognyś niewielka korporacja tworząca tak bardzo egzotyczne w naszym kraju budki do robienia zdjęć, połączyła to razem z komunikatorem i żerując na kulturze „Kawaii” i przeświadczeniu młodych japonek, że najlepiej wychodzi się na zdjęciach w grupie i że te zdjęcia można potem przesłać innej grupie: zarobiła krocie. Wraz z przypływem nowych technologii rozrastało się też portfolio usług – aplikacje na iOS, Androida, wersje z nalepkami. Ot, taki ichni Instagram, tylko że z budkami i lepszą obsługa katakany.

Takich serwisów w KKW jest dużo więcej i większość może się poszczycić ilością użytkowników sięgającą w 5-7 milionów na dzień dobry. Ku zadziwieniu wielu analityków, w dobie smartfonów owe serwisy nie zostały zastąpione ich iOSowymi odpowiednikami - miejsce znalazło się dla wszystkich a wspomniana wcześniej firma Furyu potrafiła sprytnie przenieść się na nowy grunt i wciąż zachęcać użytkowników do korzystania z ich usług, wprowadzając takie udogodnienia jak np. łączenie się z ulicznymi budkami do robienia zdjęć z poziomu aplikacji w smarcie.

bEhUwbcu

Lecz nie tylko psytrykaniem selfów kultura Japońska żyje…

513311

Rzeczą, która zawsze zaskoczy wszystkich maniaków nowych technologii jest to, jak dawno temu telewizja cyfrowa była dostępna w telefonach Japończyków. Odbierano ją od lat i wielokrotnie się przydała – np. podczas tsunami i trzęsień ziemi – a sami mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni nie wyobrażają sobie swoich podręcznych komunikatorów międzyludzkich bez tej „podstawowej” wręcz funkcjonalności. A wszystko za sprawą wprowadzanej niedawno w Polsce telewizji cyfrowej i to nawet na wspomnianych już kilkukrotnie tutaj starych jak świat feature phonach.

Ahhh feature phone - to hasło, które w ustach geeka komputerowego brzmi jak obelga, nabiera innego znaczenia w Japonii. Feature phony pochodzące z tzw. ery Galapagos miały wszystko to, co wymieniłem powyżej i wiele, wieeeele więcej. Nie miały jednak systemów operacyjnych ze znanych nam smartfonów. Aparaty fotograficzne, których rozdzielczości szły w dziesiątki megapixeli zanim Galaxy S2 wszedł na rynek. Możliwość oglądania telewizji, przeglądanie Internetu, kolorowe podświetlenia, podwójne ekrany 5 calowe, odporność na wodę, specjalne aplikacje bankowe – jednym słowem wszystko to, co teraz mamy w swoich smart apkach, oni mieli na swoich feature phonach i do tego przystosowane do ich (z naszej perspektywy) pokracznego języka.

513314

Jedną z cech charakterystycznych, które nie przyjęły się praktycznie nigdzie indziej tak jak w kraju Kwitnącej Wiśni, to tzw. clam shelle, czyli telefony z klapką. Oj, ale przez klapkę mam na myśli taką, która otwiera się na wszystkie strony, odchyla na wszystkie kąty i jeszcze może przekręcić, aby była panoramiczna i łatwo się oglądało na niej telewizję. Popularność clamów wynikała właśnie z wygody – duże ekrany, duża klawiatura, z pomocą której łatwo się wprowadzało katakanę i hiraganę, żyć nie umierać. A jak już coś jest popularne, to wiadomo, że będzie ulepszane do granic bólu. Panasonic, NEC i Sharp tworzyli na rynek Japoński jedne z ładniejszych i bardziej funkcjonalnych telefonów z klapką, jakie w życiu widziałem i wszelkie Nokie, Samsungi i Motorole chowały się i chowają się wciąż. Tam to się po prostu opłacało.

bEhUwbcv

Do dnia dzisiejszego – mimo wielkiej popularności smartfonów – Japończycy nagminnie kupują clam shelle i produkują je na pęczki. Choć tutaj trzeba trochę poszerzyć grono odbiorców i doprecyzować, że wszystkie azjatyckie państwa produkują je na pęczki i to właśnie w tamtych rejonach produkuje się pierwsze klapkowe produkty stojące systemem Android. Ot ciekawostka.

Nastały jednak czasy iPhona i wiele się nie zmieniło. Sęk w tym, że zanim kraj Kwitnącej Wiśni wskoczył na wagon smartfonów minęło trochę czasu. Powodów było mnóstwo – zaczynając od różnic w sieci, kończąc na prozaicznym braku klapki w produkcie Appla, a tego przeciętny Japończyk znieść nie mógł. Sytuacja zaczęła się zmieniać powolutku wraz z nowymi iPhonami i pojawiającymi się bardziej zaawansowanymi telefonami z klapka i z Androidem – a kiedy już nastąpiło przelanie się szali, wszystko poszło jak z płatka.

… i ten moment przespała firma z Redmond. Poważnym problemem jest późne pojawienie się mobilnego systemu Windows, podczas gdy Japonia chciała koniecznie jak najszybciej odbić się od pozostałych i przeskoczyć ponownie do przodu. Tak jak to było z 3G. To zaowocowało wprowadzeniem ciekawych rozwiązań do Sieci (jak np. hot spoty WiFi) – które jednak nie były obsługiwane przez nowy system Microsoftu („Only iOs Or Android”). To doprowadziło do sytuacji gdzie WP8 nie miało nawet najmniejszej możliwości by wejść na rynek i trochę namieszać.

Skutkiem takich właśnie podstaw jest naprawdę zwichrowany rynek mobilny, gdzie Microsoft nie istnieje kompletnie – jedynie stare telefony z Windowsem 7.5 (tak, 7.5!) są dostępne i praktycznie przez nikogo nieużywane a Windows Phone 8 ma 0 procent rynku. ZERO. Gdzie Blackberry i ich super usługi to pełna abstrakcja (0.1 procenta rynku) a z wyjątkiem nowych telefonów od Sony i Samsunga, reszta kraju wciąż kupuje Andoridy 2.3. Sporo wybija się tu iPhone, który dzięki ostrej polityce Apple i zaszczytem bycia pierwszym zaskarbił sobie grono stałych wielbicieli, którzy są na bieżąco z nowościami. To jednak jest niewielka grupa – spora cześć użytkowników telefonów z pod marki nadgryzionego jabłuszka wciąż korzysta z 3GSów.

od http://www.bloomberg.com
od http://www.bloomberg.com

Wszystko oczywiście ulega pewnym zmianom – jak co roku Microsoft obiecuje wielką ofensywę. Pojawiają się coraz to nowsze iPhony a stare są coraz tańsze. Wreszcie rodzime Sony oraz inne mniejsze firmy [1] produkujące telefony, również zaczynają systematycznie przechodzić na Andka4. Więc może coś się zmieni…

bEhUwbcw

Niestety jest jeszcze drugie dno problemu…

Telefon to dla Japończyka coś więcej niż tylko urządzenie do dzwonienia – w sytuacji, gdy nie może skorzystać z pewnych usług, telefon przestaje być funkcjonalny. Usług tych natomiast w Kraju Kwitnącej Wiśni jest sporo – a powodem tego jest to, co zostało wspomniane w poprzednim zdaniu:

Telefon to coś więcej.

Japończycy, gdy nie są w pracy to albo śpią, albo podróżują miejską komunikacją. Chcąc wykorzystać ten czas jak najlepiej w trakcie przemieszczania się metrem, autobusem lub czymś innym, starają się robić wiele rzeczy - wcześniej było to czytanie książek i komiksów. Odkąd powstały japońskie feature phony można było oglądać telewizję, czatować, uczyć się, zarządzać firmą, a nawet czytać książki i komiksy w wersji cyfrowej. Smartfony nie zmieniły tego, stały się naturalnym przedłużeniem takiej sytuacji – to co my teraz doświadczamy w kwestii przywiązania do inteligentnego urządzenia Japończycy już mają za sobą.

A teraz wyobraźcie sobie, że próbujecie wykorzystać telefon, który po prostu nie współpracuje z tym wszystkim i macie już ogromny problem egzystencjalny murowany.

Ucieszyć się można trochę, że wcale nie jesteśmy w tyle - jeśli chodzi o technologię - za legendarnym krajem elektroniką płynącym. Jednak to smutek powinien nas ogarniać, bo wraz z dorośnięciem do tego poziomu nie byliśmy w stanie wytworzyć sobie pewnych cech wykorzystywania telefonów, które wciąż wprowadzają ochy i achy gdy się o nich słyszy. W czym jesteśmy więc gorsi jeśli chodzi o korzystanie ze smartfonów?

513328

Różnica leży głównie w społecznej akceptacji, a raczej nie akceptacji pewnych zachowań. Jeśli wejdziesz do Japońskiego autobusu rozmawiając przez telefon komórkowy, to nie tylko kierowca Cię upomni, ale też nie ruszy z miejsca dopóki nie skończysz rozmowę, przez co wszyscy w środku się spóźnią. I to pod warunkiem, że otworzy ci najpierw drzwi, widząc że rozmawiasz. Tak – rozmowa przez telefon komórkowy w Japonii jest obwarowana kilkoma zasadami. Po pierwsze: to Twoja rozmowa, i inni nie chcą jej słyszeć, więc nie powinieneś ich zmuszać do słuchania jej. Po drugie: rozmowa nie powinna utrudniać innym osobom ich egzystencji. To dotyczy się też oczywiście muzyki, ale to chyba oczywiste.

Próżne kobiety jeżdżące o 6 rano polską komunikacją miejską i obwieszczające wszystkim współpasażerom włącznie z psiapsiółką po drugiej stronie telefonu, że właśnie zerwały ze swoim facetem łatwego życia na wyspie by nie miały.

To oczywiście wierzchołek góry lodowej – wymiana numerów (tak jak wymiana wizytówek) jest pewnym symbolem, spoglądanie na telefon podczas rozmowy z drugą osobą jest niezwykle nietaktowne a o zasadach w restauracji to już lepiej nie mówić – dzwonienie jedynie w kibelku to jedno z wyjść.

Jak już wspomniałem – szkoda trochę, że z tak ogromnej puli zachowań mobilnych przejęliśmy od Japończyków tylko te ciągłe spoglądanie w ekran smartfona w komunikacji miejskiej. Szkoda również, że wpłynie to na nowe pokolenie garbatych ludzi ;)

Mam nadziej, że pamiętacie Chihiro z początku artykułu - naszą koleżankę z Tokyo. Jedną z rzeczy, która zaskakuje mnie zawsze w komunikacji z nią jest to, jak szybko odpisuje na e-maile. Nie ważne czy akurat jest w domu i ogląda telewizję, czy jest w drodze do pracy, czy też na kolacji ze znajomymi. Z wyjątkiem godzin spędzonych w szpitalu, gdzie pracuje, można ją złapać wszędzie i zawsze. Nie przeszkadza jej to, że nie ma nowego Windows Phone, a jej kolegom i koleżankom nie przeszkadza, że 80% ich nowoczesnych smartfonów to stary iPhone lub Andorid 2.3 [2]. Ten kraj już tak ma.

[…]

513335

Adnotacja 1 - Przez mniejszych producentów mam na myśli Sharpa, Panasonic, NEC, Fujitsu ale także operatorów, na potrzeby których tworzone są telefony, czyli np. DoCoMo, który ma chyba coś koło 50% rynku... i sprzedaje kilkadziesiąt milinów telefonów rocznie. Ot, mniejsi producenci ;)

Adnotacja 2 - Ta liczba jest oczywistą przesadą. Pod koniec 2013 roku już połowa smartfonów z Androidem miała wersję 4.0 lub większą. Sęk w tym, że Android to zaledwie 1/3 rynku.

Udostępnij:
bEhUwbdj