ASUS ROG Zephyrus Duo 15 – test. Granie na dwóch ekranach

Strona główna Lab Ultrabooki i notebooki

O autorze

– Słuchajcie, musimy zrobić laptop, który będzie miał wszystko – rzucił przewodniczący zarządu Asusa, Jonney Shih. No dobra, przyznaję bez bicia, że niniejszy cytat jest wytworem mojej wyobraźni. Doskonale jednak oddaje istotę modelu ROG Zephyrus Duo 15, który, jakkolwiek absurdalnie to nie brzmi, faktycznie ma wszystko. Wszystko to, co można wcisnąć do relatywnie smukłej obudowy w 2020 r. Siłą rzeczy nie jest tani, ale niezwykle spektakularny.

ASUS ROG Zephyrus Duo 15 tak naprawdę wyróżnia się w dwójnasób. Po pierwsze, oferuje całą kanonadę komponentów z najwyższej półki. Po drugie, co nawet bardziej rzuca się w oczy, ma nie jeden, lecz dwa ekrany. I w tym aspekcie wyraźnie nawiązuje do ubiegłorocznego Zenbooka Duo, aczkolwiek wprowadza też swoje specyficzne cechy.

Drugi ekran tym razem nie został zamontowany na sztywno w panelu roboczym. Ergonomicznie unosi się wraz z podnoszeniem klapy. Wbrew pozorom ma to ogromne znaczenie, bo pozwala spojrzeć na dodatkowy wyświetlacz nie jak na rozszerzenie touchpada, ale drugi monitor. W dość dziwacznej proporcji, wynoszącej 3.49 do 1, ale jednak. Pomocniczy panel dobrze widać z naturalnej pozycji przy notebooku, więc w zgrabny sposób rozszerza ogólną funkcjonalność sprzętu.

ASUS ROG Zephyrus Duo 15 (GX550L) — specyfikacje:

  • Ekran: główny 15,6’’ IPS, 3840 x 2160 pikseli, Adobe RGB, 60 Hz G-Sync, a także dotykowy 14,1'', IPS, 3840 x 1100 pikseli na palmreście
  • Procesor: Intel Core i9-10980HK (8C/16T)
  • Pamięć RAM: 32 GB
  • Dysk: SSD 2x 1 TB, RAID 0
  • Karta graficzna: GeForce RTX 2080 Super Max-Q, Intel UHD 620
  • Łączność: Wi-Fi 6, Bluetooth, LAN 1 Gb/s
  • Wejścia/wyjścia: USB 3.1 Gen 2, 2x USB 3.1 Gen 1, USB-C z TB 3, HDMI 2.0, RJ-45 (LAN), wyjście mikrofonowe, wejście słuchawkowe, DC-in
  • Bateria: 4-komorowa, 90 Wh
  • Wymiary i waga: 360 x 268 x 20,9 mm; 2,48 kg
  • System operacyjny: Windows 10 Home PL
  • Cena na polskim rynku: 18 499 zł

Specyfikacja techniczna, a właściwie to, co w niej znajdziemy, niejako mówi samo za siebie. Weźmy za przykład 8-rdzeniowy i 16-wątkowy procesor Intel Core i9-10980HK czy najszybszą na świecie mobilną kartę graficzną, choć w wersji energooszczędnej – Nvidia GeForce RTX 2080 Super Max-Q. Do tego m.in. aż 32 GB RAM i 2 TB szybkiej pamięci na dane w macierzy RAID 0. Słowem, créme de la créme współczesnej inżynierii. Bije na łeb nawet znaczną część desktopów.

Jak wprost od jubilera

Urzeka mnie wręcz styl, w którym ASUS rozwija markę Zephyrus. Z powyższego opisu, przyznajcie, czysto leksykalnie wychodzi jakiś transformer. Tymczasem model Zephyrus Duo 15 pod względem estetyki zdecydowanie bliżej ma do XPS-a niż do obwiesiów w robionej Calibrze. I nie jest to, nawiasem mówiąc, pierwszy taki przypadek. Wystarczy przypomnieć sobie Zephyrusa G14, którego swego czasu przyrównałem do MacBooka Pro.

Bardzo elegancka, grafitowa obudowa jest niemalże w całości wykonana z aluminium. Wyróżnia się tylko jej dolna część, która to jednak wykorzystuje stop magnezu. Twardszy, co w tej sytuacji całkowicie zrozumiałe. Zastosowane rozwiązania mechaniczna to istna czołówka. Zawiasy są osadzone głęboko w ramie, przez co prezentują się bardzo solidnie. Równie dobrze pracują, a całość spoczywa stabilnie na czterech masywnych nóżkach. Nic się nie ugina ani nie chybocze. Summa summarum Zephyrus Duo 15 wygląda bardziej jak produkt jubilerski niż konsumencka elektronika, i to przeznaczona ponoć dla graczy.

Wypunktować in minus muszę jedno: odciski palców. Na pewno nie jest to jeden z tych sprzętów, które potrafią ubrudzić się od samego patrzenia, ale mimo wszystko ślady po dotyku zbiera dość chętnie. Widać to głównie pod światło, ale widać. I mnie irytuje. Tym bardziej, że przez porowatą fakturę właściwie nie da się czyścić na sucho. Tylko detergent.

(Nie)ergonomiczny rozgardiasz

Natomiast dużym plusem jest na pewno to, że Zephyrus Duo 15, jak na oferowaną specyfikację, to sprzęt zaskakująco kompaktowy. Ma 20,9 mm grubości i masę nieprzekraczającą 2,5 kg, czyli można zaryzykować stwierdzenie, iż jest wręcz filigranowy.

Niestety, miniaturyzacja zawsze ma swoją cenę, a tu jest ona tym wyższa, że inżynierowie musieli wpakować nie tylko topowe podzespoły i stosownie pojemną baterię, ale też drugi ekran.

Zestaw złączy obejmuje: USB 3.1 Gen 2, 2x USB 3.1 Gen 1, USB-C z TB 3, HDMI 2.0, RJ-45, wyjście mikrofonowe, wejście słuchawkowe oraz zasilanie. Kardynalnych braków może i uniknięto, choć w moim mniemaniu czytnik kart pamięci i jeszcze jedno wyjście obrazu, choćby mDP, na pewno by nie zaszkodziły. Gorzej jest z rozmieszczeniem poszczególnych gniazd, które ewidentnie wynika z ograniczeń kubatury wnętrza, a nie jakiejś przemyślanej wizji.

HDMI oraz LAN są na czole konstrukcji, co wydaje się słuszne, skoro są podpinane najczęściej podczas pracy stacjonarnej. Ale już gniazdo zasilające znajduje się po lewej stronie laptopa, i to w okolicach jego geometrycznego środka. Efekt? Ciągnięcia kabla po biurku nie unikniemy. Z kolei trzy spośród czterech USB trafiły na stronę prawą. Tam, gdzie przy ograniczonej przestrzeni, ewentualny pendrive czy dysk przenośny będą kolidować z myszką. Bardzo chciałbym znaleźć logiczne uzasadnienie takiej właśnie konfiguracji, ale jedyne, co przychodzi mi tutaj na myśl, to cykle składanek z porażkami budowlanymi. Nie wyszło.

Umieszczenie klawiatury i gładzika równolegle do siebie i przesunięcie ich ku krawędzi frontowej to oczywista konsekwencja obecności drugiego ekranu. Jednak to również kolejne rozwiązanie, nad którym warto się chwilę pokłonić. Cechuje się wygodą porównywalną z lotem tanimi liniami lotniczymi, gdy otrzymujesz miejsce pomiędzy dwoma rosłymi mężczyznami, a stewardesa poprosi o wciśnięcie bagażu pod fotele.

Kiedy piszesz, albo trzymasz nadgarstki w powietrzu, albo walczysz z mierzącą circa 1,5 cm krawędzią. ASUS ma tę świadomość, dlatego w zestawie z Zephyrusem Duo 15 znajduje się kauczukowa podkładka. Tyle że jest to kolejny element do noszenia.

Z plusów – sama jakość klawiatury i touchpada jest bliska doskonałości. Klawisze mają nie najwyższy, ale dobrze wyczuwalny skok, a także czytelną informację zwrotną. Nie zacinają się przy szybkim wprowadzaniu tekstu i perfekcyjnie radzą sobie z rejestracją wielu przyciśnięć naraz. Tak samo sprawnie działa gładzik, bez najmniejszych problemów rejestrując gesty i płynnie oddając ruchy palca. W dodatku towarzyszy mu bardzo potrzebny graczowi akcent. Otóż chodzi o przycisk pozwalający go wyłączyć, aby uniknąć przypadkowych reakcji w ferworze rozgrywki. Tak więc wszystko rozchodzi się o podkładkę.

Ponadto, atutem Zephyrusa Duo 15 jest niewątpliwie podsystem audio. Notebook ma dwa głośniki po 4 W każdy. Mimo iż zabrakło subwoofera, dźwięk jest bardzo czysty oraz donośny, a jednocześnie potrafi zaskoczyć głębią, również tonów niskich. Jeszcze lepiej robi się po podłączeniu słuchawek, za co odpowiada wzmacniacz ESS Sabre Hi-Fi. Kolejny plus.

Wyświetlacz, a właściwie wyświetlacze

To temat na dłuższą dyskusję, bo ASUS oferuje dwa warianty ekranu głównego. Świętym Graalem graczy wydaje się panel Full HD o odświeżaniu 300 Hz, jednak egzemplarz testowy został wyposażony w 60-hercową matrycę 4K, a konkretniej AU Optronics B156ZAN03.1.

Matryca ta jest szerokogamutowa. Pokrywa ponad 99 proc. przestrzeni barw Adobe RGB, przy całkowitej objętości gamutu na poziomie około 106 proc. tejże przestrzeni. Kontrast statyczny rzędu 1570:1 i maksymalna jaskrawość sięgająca 405 cd/m² to kolejne istotne zalety, które pozwalają wybaczyć delikatne zaniebieszczenie bieli – 7310 K.

Ciekawym rozwiązaniem jest przy tym obecność multipleksera, dzięki czemu Zephyrus Duo 15 może oferować dynamiczną synchronizację G-Sync i nie rezygnować z oszczędzania energii w systemie Optimus. Pożądaną opcję należy wybrać w BIOS-ie, a sygnał z karty graficznej do matrycy zostanie poprowadzony tak, aby działało albo iGPU, albo G-Sync.

Ja jednak nie zapisałbym się do grona entuzjastów matrycy Zephyrusa. Nie tej konkretnej. Po pierwsze – szeroki gamut to wybór wyłącznie dla osób świadomych, a dokładniej rzecz ujmując, chętnych kalibrować panel pod drukarkę. Zarówno system Windows 10, jak i zdecydowana większość gier projektowane są pod węższą paletę sRGB, wskutek czego wyświetlane są błędnie; mają przesycone, nienaturalne kolory. Po drugie – jeśli już szeroki gamut, to miło byłoby, aby przekuć to w chociaż podstawowe wsparcie dla HDR. Nic z tego. Po trzecie – odświeżanie 60 Hz w sprzęcie adresowanym do zapalonych graczy i wycenionym na 18,5 tys. zł to nieśmieszny żart.

I oto przechodzimy płynnie do punktu kulminacyjnego – matrycy numer dwa. To przede wszystkim ekran znacznie niższej jakości niż główny. Pokrywa około 93 proc. palety sRGB, osiąga jaskrawość 210 cd/m² i ma kontrast 1070:1. Na powyższym zdjęciu tego nie widać, ale fakt jest taki, że dodatkowy wyświetlacz przy głównym wygląda tak, jakby ktoś rozlał na nim mleko. Kolory są wyblakłe, podświetlenie niezbyt równomierne, a czerń ucieka do szarości.

Magia drugiego ekranu

Inna sprawa, że po kilku dniach spędzonych z Zephyrusem Duo 15 jestem w stanie ogłosić wszem i wobec: z praktycznego punktu widzenia, drugi ekran w laptopie to rewelacyjna sprawa. Nie powiem wprawdzie, że laptopy o konwencjonalnej budowie niniejszym stają się archaizmem na wzór kaset VHS, jednak na pewno Screenpad+, jak zwie swoje rozwiązanie ASUS, pozytywnie wpływa na komfort pracy i zabawy. Kiedy? Zaskakująco często.

Przyjmijmy, że grasz właśnie w dowolną grę i jesteś jednym z tych świrów, którzy muszą mieć podawane na bieżąco dane diagnostyczne dotyczące liczby klatek na sekundę czy temperatur procesora i grafiki. Zamiast zawalać pół ekranu nakładką, po prostu wrzucasz to na Screenpad+ i voila. Albo chcesz równolegle z rozgrywką śledzić solucję na YouTubie bądź sam prowadzisz transmisję, podczas której warto śledzić komentarze. Ponownie – bez problemu. Przechodząc na grunt roboczy, pomocniczy ekran świetnie sprawdza się chociażby jako zasobnik plików źródłowych, warstw obrazu lub przybornik. Jako iż jest on widoczny w systemie jako drugi monitor, zakres potencjalnych zastosowań ogranicza jedynie wyobraźnia.

Topowa wydajność pod kagańcem

No dobra, a co to cacko potrafi pod względem obliczeniowym? – zapytacie. Cóż, tu warto sobie przypomnieć o tym, jakie komponenty mamy we wnętrzu. Są to przede wszystkim Core i9-10980HK, a także GeForce RTX 2080 Super Max-Q. Są też 32 GB pamięci RAM oraz dwa dyski SSD 1 TB w macierzy RAID 0. Bateria iście potężna, jednak upakowana w obudowie o grubości ledwo ponad 2 cm, co ma swoje oczywiste konsekwencje.

Na zegarze procesora przy pełnym jego obciążeniu widnieje nie więcej niż 3,5 GHz, co delikatnie odbiega od deklarowanego turbo 4,3 GHz dla wszystkich ośmiu rdzeni. Karta graficzna z kolei osiąga około 1600 MHz. Raz nieco więcej, innym razem nieco mniej.

To wszystko sprawia, że na przykład wynik w benchmarku Cinebench R20 oscyluje w granicach 3,4-3,5 tys. punktów, a PCMark 10 – 4,9 tys. pkt. Realnie tym samym w przypadku procesora mówimy o wydajności zbliżonej do AMD Ryzena 9 4900H oraz Ryzena 7 4800H, które możemy spotkać w notebookach przeszło dwukrotnie, a niekiedy nawet trzykrotnie tańszych niż Zephyrus Duo 15. Co zrozumiałe, bardziej masywne konstrukcje z intelem też są zazwyczaj szybsze.

Żebym jednak nie zabrzmiał nazbyt krytycznie – wydajność Zephyrusa Duo 15 jest w lwiej części sytuacji wystarczająca. Całkowicie. Nie ma problemu, aby wykorzystać pełnię możliwości GeForce'a RTX i pograć z włączonym efektem ray tracingu. W takiej sytuacji zarówno Battlefield V, jak i Shadow of the Tomb Raider osiągają średnio około 60 kl./s w rozdzielczości Full HD.

Mając na pokładzie G-Sync, który dobrze kompensuje spadki klatek, a także decydując się na nieco mniej wymagające scenariusze, można spokojnie bawić się w 4K. W znanym i kochanym Wiedźminie 3 nie udało mi się zanotować ani jednego spadku poniżej 40 kl./s. Czyli, co by nie mówić, zasadnicza funkcja zostaje spełniona: Zephyrus Duo 15 pozwala cieszyć się grami w najwyższej jakości.

Choć trzeba przyznać, że umie przy tym wykonać akustyczny zamach na użytkownika. O ile w spoczynku laptop pracuje względnie cicho, o tyle pod obciążeniem dwa ukryte w obudowie wentylatory promieniowe wyraźnie przyśpieszają. Właściwie to działają tak, jakby chciały poderwać całość do lotu. ASUS chwali się dodatkowo zastosowaniem ciekłego metalu jako czynnika termoprzewodzącego. Rodzi się więc pytanie, co byłoby bez tego. Temperatury rzędu 95°C na procesorze i ponad 50°C na obudowie to tutaj codzienność.

Wcale nie taki przywiązany do kabla

Wiadomo, że wysokowydajne komponenty nie idą w parze z długim czasem pracy w terenie. Niemniej pojemny akumulator 90 Wh w połączeniu z technologią Optimus swoje robią. Po wyłączeniu Wi-Fi i obniżeniu jasności do 40 proc., udaje się zmusić Zephyrusa Duo 15 do nieprzerwanej pracy przez około 9 godz., a filmy na Netfliksie przy maksymalnej jasności oglądać można przez nieco ponad 6 godz. To naprawdę niezłe wyniki. Wydatnie obniża je dopiero uruchomienie wymagającej gry, co nawet z aktywnym limiterem klatek oznacza niespełna 2 godz. zabawy.

Gdybym był bogaty...

Dawno nie miałem okazji obcować z laptopem, który mógłbym zapamiętać na dłużej niż do momentu wręczenia kurierowi przesyłki zwrotnej. Tymczasem ROG Zephyrus Duo 15 taki właśnie jest. Zapada w pamięć, choć nie zawsze w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Nowy Zephyrus na pewno nie należy do produktów idealnych, a korzystanie z niego wymaga odrobiny praktyki. Dziwaczny układ panelu roboczego i chaotycznie ułożone porty nie pomagają w aklimatyzacji, szerokogamutowa matryca 4K stanowi wybór dyskusyjny, a wydajność z uwagi na limity energetyczne i cyrkulację powietrza smukłej obudowy jest co najwyżej niezła. Niemniej jednak, kiedy przełamiesz pierwsze lody, oczom ukazuje się całkiem kompetentna mobilna stacja robocza. Z ogromnym atutem w postaci drugiego ekranu, podkreślmy.

Jakość wykonania stoi na najwyższym poziomie. Osprzęt, taki jak klawiatura, gładzik czy głośniki, to także pierwsza liga. Świetny, jak na reprezentowany segment, okazuje się czas pracy w terenie. Na upartego – brakuje jedynie kamery, którą ASUS usilnie sprzedaje jako opcjonalne akcesorium. Tak czy inaczej, ROG Zephyrus Duo 15 to kawał dobrego sprzętu, w dodatku nietuzinkowego. Pokaż go znajomym, a na pewno nie przejdą obok niego obojętnie.

Niestety, jest też coś, co w większości przypadków skutecznie skreśli ten sprzęt z listy zakupowej, a mianowicie cena. Koszt prezentowanej konfiguracji to 18,5 tys. zł. Model z procesorem Core i7 i grafiką RTX 2070 Max-Q kosztuje zaś 14,5 tys. zł. Jeden i drugi jest zdecydowanie zbyt drogi na kieszeń przeciętnego Polaka, a przy tym niewspółmiernie drogi do oferowanej wydajności. Pozostaną więc raczej głównie ciekawostką na targi. A szkoda.

© dobreprogramy
s