Abu Simbel – uratowany świadek historii

Abu Simbel, południowy Egipt. Miejsce uznane podobno za jedno z najbardziej jednocześnie suchych i gorących miejsc na Ziemi. Maksymalne temperatury lata przekraczają 40 st. C, a deszcze praktycznie tu nie padają. Podczas naszej egipskiej eskapady wypad do Abu Simbel nie znajdował się w podstawowym programie, lecz występował jako fakultatywny i dodatkowo płatny (90 usd/os.). Ale to nie klimat zainspirował mnie do wyprawy, a świadek wielkiej historii Egiptu: kompleks świątynny, który powstał za czasów XIX dynastii, w XIII w p.n.e (czyli mniej, więcej, w czasach Mojżesza). Czy mogłem sobie tego odmówić?

Wyruszaliśmy z Asuanu chyba przed godziną 5-tą rano. Wstawaliśmy więc mocno przed świtem, co w Egipcie oznaczało, że noc miała się jeszcze bardzo dobrze. Już podczas jazdy, przez szybę okna autokaru, uchwyciłem obiektywem tarczę wschodzącego nad pustynią słońca. Pył pustynny sprawił, że nie raziło nas jeszcze swoim światłem.

reklama

Z Asuanu mieliśmy przed sobą blisko trzysta kilometrów pustyni.

Zrobiło się wreszcie całkiem jasno, a autokar toczył się na południe szosą lekko wijącą się pośród pustynnych wzgórz. I jedyne, co zawsze gdzieś towarzyszyło nam przy szosach, to sieci elektryczne rozpięte na słupach, biegnące w różne strony. Poza tym skały i piasek. Gdzieś po drodze miniemy Zwrotnik Raka.

Za oknami autokaru tylko pustynia. Kilka godzin pustynnych krajobrazów, zanim dobijemy do celu.

Wreszcie drogowskaz kierujący nas do Abu Simbel (Abu Sombel). Wadi Halfa, kawałek dalej na południowy wschód, to już Sudan. My skręcamy w lewo. Nie przyszło mi wtedy do głowy, aby zapytać, ale potem uświadomiłem sobie, że ten podwójny drogowskaz na Abu Simbel i Wadi Halfa pamiętał chyba jeszcze czasy sprzed budowy Wielkiej Tamy. I tak pozostał przez dziesiątki lat chyba tylko dlatego, że aktualność zachowała jego dolna część, wskazująca drogę na wschód do Abu Simbel, ku lewemu brzegowi Nilu. A trzeba pamiętać, że Wadi Halfa znajdowało się przecież na prawym brzegu Nilu (a obecnie zalewu), więc po powstaniu Jeziora Nasera żadna szosa już do niego od zachodu nie prowadziła.

Abu Simbel. Parking przy kompleksie świątynnym. Wyszliśmy z klimatyzowanego autokaru. Na szczęście lekki wiatr łagodził skutki upału. Jednak kilka godzin jazdy w klimatyzowanym pojeździe sprawiło, że wypite napoje, zamiast wyparować przez skórę, zmuszały do skorzystania z miejscowej toalety. Jeden egipski funt ubył mi z kieszeni. Jednofuntowych monet na ten cel miałem przygotowanych znacznie więcej, bo początkowo nie wiedziałem, jakie skutki przynosi na Saharze drastycznie niska wilgotność powietrza. Szybko więc się okazało, że saharyjski suchy upał, trwający od wschodu do zachodu słońca, oszczędził mi tych wydatków, choć podczas pieszych wędrówek piło się kilka półtora litrowych butelek wody dziennie. Na naszych koszulkach nie było jednak nawet śladu potu, bo woda parowała z naszej skóry szybciej, niż można było ją na niej ujrzeć.

Na parkingu autokarowym prawie pusto. Kilka już stojących autokarów wygląda podobnie, jak nasz. Jak go potem odróżnić od innych, bo zapewne będą i następne? Na wszelki wypadek sfotografowałem tablicę rejestracyjną naszego. Przy okazji zauważcie jak wyglądają cyfry umieszczone na tablicy. Te po lewej stronie to nasze cyfry „arabskie”, a te po prawej to obecne cyfry używane przez Arabów. Historycznie rzecz biorąc było tak, że najpierw, skutkiem podbojów Indii w VII wieku, Arabowie zaadaptowali cyfry indyjskie z sanskrytu na potrzeby swojego pisma, a potem Europejczycy te same cyfry indyjskie przejęte od Arabów zaadaptowali na potrzeby pisma łacińskiego. Ewolucja, jaką przeszły oba systemy cyfr, uwidacznia, jak bardzo się one dziś między sobą różnią, z tym, że bliższe pierwowzoru są dzisiejsze cyfry używane przez Arabów.

Okrążamy wyrosły przed nami ogromny masyw skalny. Przed nami widok na Jezioro Nasera, które w latach 60-tych XX wieku powstało skutkiem budowy Wielkiej Tamy Asuańskiej na Nilu. Ten pas wody widoczny na fotografii ma ok. 3,5 do 4 km szerokości i w najbliższej okolicy wydaje się być przewężeniem, bo nieco dalej na południowy zachód od Abu Simbel zalew osiąga nawet 10 km szerokości, a w kierunku północno wschodnim nieregularne brzegi zalewu rozchodzą się na ponad 20 km.

Wraz z podniesieniem się wód Nilu, skutkiem powstania tamy, zalaniu miały ulec ogromne obszary Nubii, na których znajdowało się wiele zabytków z czasów faraonów. Świat ruszył na ratunek, aby zapobiec tragedii utraty najważniejszych z nich. Decyzja o przeniesieniu objęła 24 najważniejsze obiekty. Inne, mniej ważne, zostały potem niestety zalane i być może już dziś nawet nie istnieją, ponieważ (jak nam powiedziano) gatunek piaskowca, z którego je wybudowano, po dłuższym przebywaniu w wodzie ma tendencję do rozpadania się. 

Zanim wody jeziora zatopiły kawał kraju, w latach 1964-1968 przeniesiono na nowe miejsce, wyższe od poprzedniego o 65 metrów, wybudowany za czasów panowania Ramzesa II - wykuty w ogromnym masywie skalnym, kompleks świątynny w Abu Simbel. Z ramienia UNESCO operacją zarządzał prof. Kazimierz Michałowski. Świątynie posadowiono na wzgórzu mającym po zalaniu zostać wyspą, którą połączono z lądem sztuczną groblą. Większa świątynia (na zdjęciu poniżej, to ta dalsza) poświęcona była bogom Amonowi-Re i Re-Horachte. Mniejsza świątynia (bliżej) została poświęcona bogini Hathor oraz żonie Ramzesa II, Nefertari.

Aby przenieść świątynie, masyw skalny precyzyjnie pocięto na „małe” bloki, które później, jeden po drugim, przewożono do nowej lokalizacji i tam poskładano w całość, jak wielkiego puzzla 3D. Dla zobrazowania ogromu robót dodam, że skalnych bloków było ponad tysiąc (czytałem też o 2 tysiącach), a pojedyncze bloki ważyły ok. 20-30 ton. Zachowano orientację w stosunku do stron świata oraz usytuowanie oderwanych od masywu przed wiekami kawałków rzeźb. W ten sposób głowa Ramzesa II oraz fragment jego korpusu leżą znowu tak, jak dawniej. Na następnej fotografii widać front świątyni z ogromnymi czterema posągami siedzącego faraona, przedstawionego w jego czterech okresach życia.

Ponieważ fotografowanie we wnętrzu świątyni było zakazane, jedyne, co mogłem zrobić, to to, że stojąc metr przed progiem zagłębiłem zooma w ciemną czeluść. Faktycznie stałem na zewnątrz, więc policja turystyczna nie miała się o co przyczepić. Gdy jaskrawe światło słoneczne zniknęło z obszaru pomiaru ekspozycji, owa czarna czeluść ujawniła swoje szczegóły tak, jakbym poświecił sobie lampą. W polu widzenia ukazało się centrum sanktuarium. Niestety, z tej perspektywy nie było widać wielu szczegółów wnętrza.

Po lewej i prawej stronie stały w szeregach kamienne postacie Ramzesa II.

Na zewnątrz świątyni widać, z jakim pietyzmem przeniesiono z pierwotnej lokalizacji wszystkie rzeźby i hieroglify.

Liczne posągi Horusa dowodzą jak wielką czcią był otaczany.

Poniżej widoczna jest zasada kompozycji obowiązująca w rzeźbie, w myśl której, aby wykazać wielkość majestatu faraona, postacie innych osób (żony i dzieci faraona) są ukazane, jako nieproporcjonalnie małe w stosunku do władcy. Ten sam styl widzieliśmy już w Tebach (Karnak).

Reliefy przedstawiające parę królewską. Widoczne w kilku miejscach kartusze zawierają imiona faraona.

Nad głównym wejściem do świątyni zachowały się miejsca widocznych spojeń, pierwotnie pociętych fragmentów masywu.

Świątynia Hathor. Tu też widać (nad posągami) ślady spojeń składanych bloków.

Posągi pary królewskiej po lewej stronie od wejścia,

i po prawej stronie.

Na sześć posągów zdobiących front świątyni, cztery przedstawiają Ramzesa II, a dwa Nefertari, jego żonę. Wyraźnie widoczne w tym miejscu odejście od zasady dominacji wielkości posągów faraona tłumaczone jest przez historyków wielkim szacunkiem, jaki żywił faraon do swej małżonki.

Półtorej godziny w Abu Simbel i wracamy do Asuanu. I jeszcze jeden rzut oka na Jezioro Nasera.

Autokar wiezie nas tą samą drogą, którą pokonywaliśmy rano. Palące promienie słońca na Saharze, mimo, że nie było jeszcze południa, wywołały fatamorganę. Miraż w widoczny sposób sfałszował obraz odległych miejsc, imitując jakby odbicie światła od niedalekiego jeziora, które w rzeczywistości przecież nie było. Poniżej dwa zdjęcia fatamorgany. Teraz widać, jakim niebezpieczeństwem dla spragnionych wody, przemieszczających się przez pustynię karawan, było owe złudzenie jeziora, względnie rozlewiska. Załamanie światła, będące w istocie widokiem błękitu nieba, w rozgrzanych warstwach powietrza przenosiło „widok wody” w dół, lokując go w piaskach pustyni. Wycieńczeni podróżni brnąc ostatkiem sił gonili złudzenie wody, które albo „uciekało”, albo nagle znikało pozostawiając ludzi wśród suchych, gorących skał i piasków. Kiedyś tylko o fatamorganie czytałem u Sienkiewicza, teraz ją mogłem ujrzeć na własne oczy.

Ale dla mnie było ważne, że mogłem, choć z okien jadącego autokaru, zjawisko to sfotografować. Niestety, nie byłem w stanie zapobiec odblaskom od szyb.


Post scriptum

I

Z opowiadania pilota wycieczki zapamiętałem, że przed dziesiątkami lat dokonano niebywałej rzeczy, demontując, a następnie składając w całość – wielki pomnik historii: kompleks świątynny w Abu Simbel. Użyto do tego przodujących technologii drugiej połowy XX wieku. A mimo to nie umiano powtórzyć pewnego szczegółu konstrukcji zgodnie z zamysłem starożytnych budowniczych. Starożytni wykonali bowiem w skalnej konstrukcji świątyni kanał, który dwukrotnie w ciągu roku (pierwotnie podobno 19 lutego i 21 października, ale spotkałem w literaturze także i nieco odmienne daty) miał pozwalać oświetlić promieniami wschodzącego słońca posągi w centrum sanktuarium. Okazało się, że mimo ogromnego zaangażowania sił i środków, i to w dobie podboju kosmosu, składając kawałki świątyni, odtworzono geometrię wspomnianego kanału z błędem, ponieważ oczekiwane światło ukazuje się obecnie z jednodniowym przesunięciem. Ale w sumie nie warto się czepiać takiego drobiazgu, bo najważniejsze, że pomnik historii został uratowany.

II

Wielka Tama Asuańska miała rozwiązać w Egipcie problemy powodzi i suszy, i w ogóle rolnictwa oraz energetyczne.

Pomagały w jej wznoszeniu władze ZSRR, chcące umocnić swoje interesy w tym strategicznym punkcie świata, w którym swoje cele polityczne usiłowały realizować także inne mocarstwa. Mimo, że Rosjanom się to nie udało tak, jak sobie zaplanowali, to jezioro zalewowe powstało i zapoczątkowało gigantyczny kryzys ekologiczny w tej części Afryki. Namuły płynące z obszaru Nilu Niebieskiego i Białego, które przez tysiąclecia były skarbem dla rolnictwa Egiptu, zostały w Jeziorze Nasera zatrzymane. Od tego czasu rolnictwo egipskie w rejonie dolnego Nilu zostało zmuszone stosować nawozy sztuczne degradując środowisko. Obecnie naukowcy szacują, że być może za kilkadziesiąt lat Jezioro Nasera zamieni się w bagnisty teren, skutkiem nieustającego napływu namułów niemających jak przedostać się przez tamę. Nie można też wykluczyć, że późniejsze powstanie zapór na Nilu Białym i Błękitnym na terenie Sudanu, stało się dodatkowym czynnikiem hamującym napływ namułów. Być może dzięki temu Jezioro Nasera będzie się zamulało wolniej, ale tym skuteczniej Egipt przymuszony został do trwania przy nawozach sztucznych. Jednocześnie wschodni rejon Morza Śródziemnego, nieustannie od tamtej pory, staje się coraz bardziej zasolony, a degradacji ulega delta Nilu, jako, że dociera tu mniejsza ilość wody słodkiej. Nie uwzględniono bowiem całego parowania wody z Jeziora Nasera, którego długość wynosi ponad 500 km (nie licząc parowania z jezior sudańskich).

Potencjalne zagrożenie wojenne czyni Egipt zakładnikiem szantażu. W razie katastrofy samej tamy, której wysokość wynosi 111 m, śmiercią są zagrożone dziesiątki milionów Egipcjan wzdłuż Nilu, od Asuanu do Aleksandrii. Zburzenie tamy spowodowałoby zalanie liczącej tysiąc kilometrów doliny Nilu falą powodziową, która, jak obliczono, jeszcze w rejonie Kairu mogłaby posiadać wysokość 10-11 m. Rozmiar i gwałtowność kataklizmu trudne do wyobrażenia.

Szalony pomysł z Wielką Tamą Asuańską jest jak ten ze sztucznie wywołaną zmianą kierunku spływu wód azjatyckich rzek Amu-daria i Syr-daria dla nawodnienia upraw bawełny, skutkiem czego, niemal zniknęło z mapy Jezioro Aralskie. Ale ten azjatycki „eksperyment” nie spowodował apokaliptycznej katastrofy. Ten egipski takową grozi. Niektórzy obserwatorzy sceny politycznej początku lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia, zauważyli dziwną skłonność władz Egiptu do szybkiego zawarcia układu pokojowego z Izraelem po wojnie z roku 1973. Przyjmuje się, że Izrael już wtedy dysponował swoją bronią atomową. A to rodzi domysły dociekliwych. Oczywiście tylko domysły, bo przecież nikt postronny w tamtych rokowaniach pokojowych nie uczestniczył.

Z mojej egipskiej serii ukazały się dotychczas na blogu:

Egipt – gdy marzenie stało się rzeczywistością

Karnak – egipski sen trwa…

Medinet Habu – trzydzieści pięć wieków

Nad Luksorem

Świątynia Tysiąca Lat - Hatszepsut

Zasypane piaskiem zapomnienia – Edfu, cz. I

Zasypane piaskiem zapomnienia – Edfu, cz. II

Nilem do Asuanu

Kom Ombo - 2 w 1  

hobby

Komentarze