Afera z Brave Browser: zarabiali na podpinaniu reflinków, i to nie po raz pierwszy

Strona główna Aktualności

O autorze

Brave Browser reklamowana jest jako najbezpieczniejsza przeglądarka; wolna od telemetrii i inwazyjnych funkcji o charakterze zarobkowym. Tymczasem...

Przeglądarka Brave może przejmować odnośniki, a następnie dodawać do nich kod polecający tak, aby twórcy mogli zarabiać na przekierowaniach – alarmuje David Gerard, publicysta i ekspert ds. kryptowalut. Gerard zainteresował się sprawą właśnie dlatego, że chodzi o odnośniki do giełdy kryptowalutowej, a konkretniej Binance i jej siostrzanych marek.

Jak zauważa, bez względu na źródło wizyty, czy to z poziomu wyszukiwarki czy bezpośrednio, Brave podmienia nominalny adres na reflink.

Sprawa być może rozeszłaby się po kościach, gdyby nie intrygujący splot wydarzeń. Po pierwsze, powtórzmy, Brave cały czas reklamowany jest jako przeglądarka nieinwazyjna dla użytkownika, a jak się stało, każdy widzi. Po drugie, co jeszcze bardziej podkręca pikanterię, to już recydywa.

W marcu 2020 roku przyłapano Brave Browser na marketingu afilacyjnym platformy finansowej eToro, pomimo braku wymaganej przez amerykańskie i europejskie prawo informacji o tym fakcie.

Podobnie jak wtedy, tak i teraz dyrektor generalny i założyciel Brave, Brendan Eich, postanowił nie owijać w bawełnę i uderzyć się w pierś, choć tylko częściowo. "Tak, mamy partnerstwo z Binance, ale identyfikator pozwala rozpoznać tylko nas, nie konkretnego użytkownika" – w taki lub podobny sposób odpisuje na oskarżenia na Twitterze.

Między prywatnością a etyką

Czy ma rację? Częściowo tak, bo globalnego ID polecającego nie da się powiązać z konkretnymi sesjami. Niemniej, jak już zostało wspomniane, podkładanie reflinków bez ostrzeżenia jest niezgodne z prawem. Zapewne dlatego też na GitHubie szybko pojawiła się oczyszczona wersja Brave Browser. Tylko, ciężko uwierzyć, aby przeglądarka miała teraz szybko odzyskać zaufanie.

Sprawdza się stare porzekadło, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Eich wielokrotnie krytykował model biznesowy największych firm, punktując im skupienie na maksymalizacji zysków. Kreował się wówczas na mesjasza internetu. Teraz sam wpada na nieczystych zagrywkach. Po raz drugi w krótkim przedziale czasowym.

© dobreprogramy
s