Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Jak sobie pograłem w Battlefielda 3?

Na początku zaznaczę, że może nie jestem jakimś wielkim fanem "Pola Walki", a zwyczajnie poprzednia część mi się podobała (i to przy spędzeniu zaledwie dwóch dób w sieci), ale jakoś tak sobie przyrzekłem, że jak tylko wyjdzie trójka, to po prostu (wywieszony jęzor) "muszę jom miec!!11".

I tu już na początku w sklepie spotkałem się z małym zgrzytem, a mianowicie uprzednio zamówiłem preorder w Empiku i do tego któregoś dnia dokupiłem sobie bardzo ładnie wyglądający steelbox. Jednocześnie otrzymałem od miłej pani informację, że gdy kupię to pudełko to dostanę rabat 30zł na preorder. Wielce zadowolony w dniu premiery wszedłem do salonu i pokazując paragon za steelboksa otrzymałem dość nieciekawą informację - a mianowice ów rabat przyznawany jest tylko dla tych osób, które kupią grę bezpośrednio w salonie, a nie przez sklep on-line. Zacząłem się tłumaczyć, że zostałem poinformowany w sposób błędny i pragnę wyjaśnień, ale dla pani przy kasie wszystko wydawało się klarowne i za nic w świecie nie chciała się dać przegadać. Dostałem jedynie propozycję zakupu edycji zwykłej z półki, ale zaznaczyłem, że zamówiłem edycję limitowaną (z dodatkiem "BtK" za free) i ta zwykła mnie nie interesuje. Niestety musiałem się pogodzić z porażką i wyszedłem ze sklepu stratny o 30zł, no ale co tam, zdarza się. Jeszcze większa porażka czekała mnie w domu, ale nie uprzedzajmy faktów.

W domu z podnieceniem odfoliowałem pudełko i przełożyłem dwie płytki do gustownego steelboksa, instalację zostawiając sobie na wieczór. W końcu nadszedł ten czas i bez większych problemów przerzuciłem całość na dysk, męcząc się nieco z Originem. Dość szybko rozkminiłem zasady działania tego programu i sposób w jaki się z niego odpala grę. Jednak samą rozgrywkę zostawiłem sobie na dużo później, zachęcony wymaganiami sprzętowymi tej gry, po lekturze których uznałem, iż nie będzie aż tak źle. Procka mam szybszego o 300Mhz, 1GB RAM więcej, dysk twardy już zupełnie mnie nie interesował bo mam 1.5TB, jedynie karta graficzna zdawała się mieć te same, co wymagane osiągi, ale nie zmartwiło to mnie.

r   e   k   l   a   m   a

Gorsze były za to wspomninia z bety, a mianowicie po kilku minutach grania pojawiały się straszne artefakty i nic praktycznie nie widziałem. Okazało się, że był to problem ze sterownikami, które nadmiernie spowalniały prędkość wiatraczka przez co cały układ nadmiernie się przegrzewał. Tak więc samą betę sobie odpuściłem dość szybko, szczególnie, że ginąłem jak opętany i dochodziło do takiego oto ratio 3/17 albo jeszcze gorzej. Pomyślałem sobie - ta gra w fazie beta nie jest dla mnie.

Ale po minięciu kilku tygodni w końcu zdecydowałem się odpalić Origina a za jego pomocą jakąś mapkę do multi z dodatku "Back To Karkand" a mianowicie była to "Gulf of Oman", którą pamiętałem z demka BFa 2. Klikam join, czekam wieki na załadowanie się planszy i w końcu jest! Uruchomiło się! Biorę klasę assault i lecę kosić przeciwników. Mój uśmiech zszedł z twarzy tak szybko, jak się pojawił. Znikała mi broń, wrogowie i towarzysze spawnowali się kilka metrów ode mnie, tekstury w wyższej rozdzielczości ładowały się przed nosem, a framerate spadał często do 15 klatek. Myślę sobie, że granie w takich warunkach to istne samobójstwo. I nie przeliczyłem się, bo ratio 5/22 zdarzało się bardzo często, a czasami było jeszcze gorzej. Spróbowałem inną mapkę, ale wywaliło mnie z gry. Podszedłem więc do tego po raz kolejny i tym razem ratio było jeszcze bardziej druzgocące. Masakra. Byłem wściekły i zastanawiałem się, jak w ogóle da się grać w ten sposób, gdzie każdy wróg załatwiał mnie serią, dopóki ja go w ogóle ujrzałem.

Multi to nie wszystko, z niesamakiem je wyłączyłem (będąc jednak pełen podziwu dla warstwy graficznej, która faktycznie była wysokiej klasy, nawet jak na niskich detalach). Odpalam single i tu chyba jeszcze gorzej, bo samo intro do gry (to z pociągiem) to jedno wielkie żabkowanie i urywanie się dźwięku co sekundę. Na szczęście kolejna misja działała już tak jak trzeba, ale nie miałem już sił tego kontynować, bo już od początku miałem w głowie single z MW3, które to od pierwszej sekundy wciągnęło mnie dużo bardziej niż nowy BF.

Więc, ludzie, co robić? Przecież w to się nie da zwyczajnie grać. A szkoda. Bardzo szkoda. Bo zawsze, gdy widziałem wymagania na pudełkach to je olewałem, ponieważ byłem pewien, że mój leciwy, bo leciwy, ale jednak zawsze spoko sprzęt sobie z tym poradzić powinien. I teraz w singlu mam za sobą zaledwie 3 misje, a w multi nieco ponad godzinę. Z drugiej strony byłem zawsze bardzo zadowolony z ubicia każdego przeciwnika, ponieważ przy tak niskiem framerate było to niemałe wyzwanie. I wtedy mnie dopadły rozkiminy, że na PC jednak gra mnóstwo osób - to czyli co, każdy ma super sprzęt do uciągnięcia tej gry czy może wszyscy zjeżdżają jeszcze bardziej z detalami? Wychodzi na to, że ja sobie pogram w BFa 3 dopiero na nowym kompie, którego na horyzoncie na razie nie widać, bo wolę wydawać kasę na muzykę i inne gadżety - w tamtym roku w maju był to iPod Touch 4gen, a w tym kwartale planuję dziabnąć Nokię Lumię 800.

I na koniec powiem, że po raz pierwszy (od roku 2006) stwierdziłem, że TAK, mój komputer jest jednak za słaby na nowe gry. A nowy konfig mam zamiar sprawić sobie dopiero po wyjściu next-genów, co by bez sensu nie składać teraz maszyny takiej, na której najnowsze gry i tak nie będą działać. Na dodatek i tak ostatnio mało w gry gram, bo pocinałem w ostatnim kwartale tylko w Modern Warfare 3, Borderlands i Crysisa 2. A teraz w kolejce czeka nowy nabytek: Saints Row 3. Zaś obecnie odpalam sobie dla wspomnień Half-Life 2. Jako gracz się bardzo wypaliłem. Czyżby starość albo kryzys wielku przedśredniego? :P 

sprzęt gry

Komentarze