Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Anatomia "prawdy"

Nie będę ukrywał, ze ten post jest odpowiedzią na niedawny artykuł FadeMinda pod tytułem Dostęp do repozytoriów Ubuntu będzie płatny dla dystrybucji na ni... (pisanie takich tytułów bez "Czy" na początku uważam za porażkę współczesnej edukacji). Wpis oprócz kontrowersyjnego tematu nawiązuje częściowo do mojego ostatniego posta, więc niejako będzie także uzupełnieniem.

Artykuł FadeMinda jest dla mnie akademickim przykładem jak potrafi rozprzestrzeniać się plotka za pomocą zjawiska nazywanego potocznie "pocztą pantoflową". Niestety staje się to powoli poważnym problemem, co już wcześniej zaznaczyłem w tekście o przekręcaniu słów Stallmana i innych deweloperów Linuksa. W swojej naiwności myślałem jednak, że niektórzy komentatorzy wezmą do serca maksymę "najpierw zajrzyj do źródeł, zanim skomentujesz".

FadeMind pisze:

r   e   k   l   a   m   a
Według doniesień z forum Linux Mint, które powołuje się na artykuł autorstwa Jesse Smith z distrowatch.com, Canonical zmierza zacząć pobierać opłaty za dostęp do serwerów z repozytorium Ubuntu, w obawie przed konkurencją ze strony Linux Mint na rynku OEM.

Na forum Minta rzeczywiście taki tekst się ukazał pod stosownym tytułem, tylko cały wątek jest fragmentem artykułu z Distrowatch, który właśnie temu przeczy. Ale zacznijmy od początku...

Autorka tekstu, pani Jesse Smith, opisała sytuację z niedawną aferą związaną z oskarżeniami Minta o kiepskie aktualizacje bezpieczeństwa. W jednym z cytatów Clementa Lefebvre zauważyła zdawkowo rzucone twierdzenie:

(for other reasons, they're telling us we need a license to use their binary packages)

Postanowiła więc ciągnąć sprawę dalej, pomimo że Clem zaznaczył, że nie może się jeszcze wypowiadać na temat tych negocjacji na tym etapie rozmów. Dla pani Smith nie było to wystarczające i postanowiła swoje obawy potwierdzić u Canonical, którzy ją chyba puścili z kwitkiem. Nasza pani redaktor jednak była uparta i postanowiła jeszcze bardziej pociągnąć Clema za język, czy licencjonowanie pakietów może wiązać się z opłatami za nie.

Clement Lefebvre odpowiedział, że pieniądze nie są żadnym problemem, bo można je obniżyć z sumy liczonej w setkach tysięcy $ do jednocyfrowej, co oznacza nie mniej ni więcej tylko to, że Mint w takim przypadku stworzyłby własne repozytorium, będąc w praktyce uzależniony od Canonical w kwestii kilku pakietów. Rozmowy dotyczyły głównie kwestii licencjonowania tych samych pakietów (w domyśle zrobionych przez Canonical) wobec dostawców sprzętu od partnerów biznesowych współpracujących zarówno z Canonical jak i Mintem. Czyli w zasadzie wątek pod tytułem: "Nie wchodźmy sobie w drogę".

O zastrzeganiu licencji dla pakietu sam Clementa Lefebvre przyznaje:

We don't think the claim is valid (i.e. that you can copyright the compilation of source into a binary, which is a deterministic process). With that said, Ubuntu is one of Mint's major components and it adds value to our project. If we're able to please Canonical without harming Linux Mint, then we're interested in looking into it. As negative as this may sound, this is neither urgent nor conflictual. It's a rare occasion for Canonical and Linux Mint to talk with one another and although there are disagreements on the validity of the claim, things have been going quite well between the two distributions and both projects are looking for a solution that pleases all parties.

Czyli w skrócie: "Nie uważamy, ze można zastrzec sobie prawa autorskie do pakietów binarnych. Współpraca z Canonical układa się jednak dobrze i doszliśmy do porozumienia w wielu jej aspektach."

Artykuł więc jednoznacznie rozwiałby obawy, co niektórych komentatorów tekstu, gdyby go przeczytali (i zrozumieli). Widać jednak chęć hejtowania Canonical i Ubuntu jest ważniejsza. Ale co tam. Pomażmy trochę i zobaczmy jaki wpływ na społeczność miałoby wprowadzenie opłat za korzystanie z serwerów przechowujących repozytoria Ubuntu...

Przede wszystkim zaznaczmy, że to żadna sztuka stworzyć sobie takie repo. Taki na przykład KaOS, stworzył całkiem spore repo rękami kilku osób, więc dla Minta byłby to pryszcz. Tylko po co? Jak napisał w komentarzu @mikolaj_s: "Blokowanie serwerów [przez Canonical] świadczyłoby tylko o bezsilności i braku pomysłu na przyciągnięcie klientów jakością swojego oprogramowania.", co wydaje mi się sensowne. Odnoszę nawet wrażenie, ze fani Minta tylko czekają na taki krok Canonical, aby właśnie im to wypomnieć.

Inna sprawa, że korzystanie z tych serwerów przez Minta jest właśnie w interesie Canonical. Jestem pewny, że ta firma na pewno nie chciałby odciąć użytkowników od możliwości instalacji w Mincie Unity, a zwłaszcza USC na którym zarabia. Nie ulega wątpliwości, że autorskie narzędzia Minta by na tym zyskały, a nawet można byłoby się pokusić o autorską wersję USC, która zbierałaby pieniądze dla Minta. Podobnej sztuczki zresztą Mint już kiedyś dokonał ze sklepem Banshee, podmieniając pakiet i zbierając cały zysk z tego sklepu dla siebie. Canonical w każdym razie odcięłoby się od sporej liczby potencjalnych klientów.

Nawiązuję tutaj oczywiście do mojego poprzedniego artykułu, w którym próbowałem udowodnić podobną sytuację, że aplikacje poza natywnym systemem także mogą generować zysk dla tego systemu. Zauważa to zresztą także Canonical tworząc klienta Ubuntuone także dla Windowsa i OSXa.

Inna sprawa to fakt, że takie obostrzenia są niemożliwe zarówno z punktu widzenia prawnego jak i praktycznego. Pierwsza sprawa to fakt, że autorami tych pakietów jest w większości społeczność i raczej nie w smak byłby im, że Canonical sprzedaje efekty ich pracy. Druga sprawa to fakt, że nie można wydawać czegoś na licencji otwartej i zawrzeć w niej klauzulę o ·płatnościach (licencja windowsowa także takich zastrzeżeń nie zawiera). Trzecia sprawa, że nie można w praktyce podzielić indywidualnych użytkowników od dystrybutorów. Czwarta sprawa to fakt, że niektóre forki niezależne są mniej zmodyfikowane od oficjalnych "smaków" jak np. Kubuntu, Lubuntu itp. Krótko mówiąc: "Się nie da".

Żeby nie być jednostronnym to teraz słówko do fanboyów Ubuntu, którzy gromko krzyczeli w komentarzach, że "to serwery Canonical i mają oni prawo pobierać za nie opłaty". A może zaczniemy pobierać opłaty od użytkowników Ubuntu, bo to oni chyba najbardziej te serwery obciążają? A może by tak przyznać, że Mint także należy do społeczności Ubuntu, tak jak społeczność Ubuntu (i Mint zresztą także) należą do społeczności debianowej. W każdym razie te pakiety są tworzone przez społeczność dla społeczności, a nie dla zysku Canonical. Jeśli więc chcecie popularności Ubuntu, to dlaczego zabraniacie innym z niego korzystać? 

linux oprogramowanie inne

Komentarze