r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Anonimowy BitTorrent bez pijawek – najwięcej udostępniający będą nagrodzeni

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Rozwijany już od ponad 12 lat Tribler może nie jest najbardziej popularnym klientem BitTorrenta, ale jest na pewno najbardziej innowacyjnym. Tworzący go naukowcy z Politechniki Delfijskiej mają jasno określone cele – stworzyć zdecentralizowany system wymiany plików, radzący sobie bez torrentowych witryn oraz zapewniający użytkownikom możliwie dużą anonimowość. Teraz wraz z wydaniem Triblera 7.0 postanowiono zrobić coś z inną poważną niedogodnością BitTorrenta. Chodzi o wysychanie źródeł wskutek działań pijawek, które chciałyby pobrać, ale już same udostępniać zamiaru nie mają. W walce z pijawkami sięgnięto po blockchain, podstawową technologię umożliwiającą działanie kryptowalut.

Dobry obyczaj użytkowników BitTorrenta nakazuje po pobraniu pliku udostępniać go przynajmniej przez czas niezbędny dla wysłania tylu bajtów, ile zostało pobrane – kto tak robi, uzyska przyzwoity stosunek udostępnionego do pobranego (share ratio) na poziomie 1,0. Wiele osób nie dba jednak o dobre obyczaje i natychmiast po pobraniu pliku od kolegów z roju zaprzestaje wysyłania, wyłącza klienta. By się przed tym bronić, wiele prywatnych trackerów wprowadziło regulacje i po prostu wyrzuca tych, którzy share ratio mają poniżej 1,0, a zarazem oferuje dodatkowe korzyści tym, którzy mogą pochwalić się lepszymi wskaźnikami, więcej udostępniają niż pobierają.

A jak sobie poradzić z pijawkami w sytuacji, gdy żadnego centralnego serwera nie ma? W zeszłym tygodniu na Stanford University odbyła się konferencja Blockchain Protocol Analysis and Security Engineering 2018, podczas której wystąpili twórcy Triblera, prezentując technologię o nazwie Trustchain – zaimplementowaną właśnie w jego najnowszej wersji.

r   e   k   l   a   m   a

Zainteresowani Bitcoinem powinni wiedzieć, czym jest blockchain. To łańcuchowa struktura danych do przechowywania transakcji, odporna na modyfikacje, ponieważ każde kolejne ogniwo zawiera w sobie wynik działania funkcji skrótu na poprzednim ogniwie. Blockchain jest rozproszoną strukturą, jego kopię przenoszą niezależne węzły. Taka architektura ma oczywiście swoje problemy – przede wszystkim jest mało skalowalna (każda transakcja musi zostać potwierdzona przez wiele węzłów) i zajmuje bardzo dużo miejsca (obecny blockchain Bitcoina ma już ponad 150 GB).

Zaprojektowany przez holenderskich informatyków TrustChain rozwiązuje te problemy ze skalowalnością i rozmiarami, jednocześnie pozbywając się konieczności przeprowadzania dowodów pracy (Proof of Work), czyli aktywności koparek kryptowalut, służących do m.in. potwierdzenia ważności i spójności blockchaina. W TrustChainie każdy użytkownik przechowuje własny łańcuch zapisów, a kiedy dochodzi do transakcji między dwoma peerami, łańcuchy zostają splątane, a efektywny obliczeniowo algorytm NetFlow pozwala ocenić ważność każdego z nich.

Algorytm ten pozwala więc szybko oszacować wiarygodność agentów w sieciowej społeczności i zapewnić, że ci którzy biorą od niej zasoby, zasoby te w końcu zwrócą – albo zostaną ze społeczności wykluczeni. Dodatkowo jest on odporny na atak Sybil, czyli fałszowanie tożsamości w sieci peer-to-peer za pomocą dużej liczby pseudonimów, wygenerowanych do pozyskania nieproporcjonalnie dużego wpływu na sieć. Jak twierdzą badacze, implementacja TrustChain i NetFlow w Triblerze pozwoliła zidentyfikować nadużywających zasobów sieci, skutecznie kończąc tragedię wspólnego pastwiska.

Udostępnianie swoich zasobów jest bowiem dla Triblera jeszcze ważniejsze, niż w innych klientach BitTorrenta. Tutaj użytkownicy korzystają bowiem z pseudoanonimowości wynikającej z trasowania ich transferów przez innych użytkowników. Kończyło się to jednak powolnymi anonimowymi pobieraniami. Włączenie w to łańcucha zaufania rozwiązuje sprawnie ten problem – tylko ci, którzy udostępniają aktywnie swoje zasoby mogą liczyć na szybkie pobranie pliku. Cała reszta pijawek zmuszona jest odejść.

Warto podkreślić, że użytkownik korzystający z Triblera w domyślnej konfiguracji nie może zostać namierzony i zidentyfikowany po adresie IP. Działa tu mechanizm podobny do Tora – widoczne są jedynie adresy IP tych ochotników, który zdecydowali się włączyć węzeł wyjściowy, prowadzący poza sieć. To co wychodzi na zewnątrz, przepuszczane jest przez ochotników, korzystających najczęściej z komercyjnych VPN-ów. Ale to nie wszystko. Holendrzy stworzyli coś jeszcze bardziej niezwykłego. Wpadli na pomysł samoreplikujących się, autonomicznych węzłów.

Mają to być boty, które wykorzystują algorytmy genetyczne dla zwiększenia szans swojego przetrwania i zarabiają kredyty za pomocą miningu tokenów czyli procesu, w którym pozyskuje się tokeny przepustowości w Triblerze poprzez udostępnianie swojego ruchu sieciowego. Tokeny te można też sprzedać na giełdach kryptowalut za bitcoiny, a za bitcoiny kupić np. dostęp do VPN czy miejsce na serwerze, by zwiększyć swoją liczbę. Taki samonapędzający się system budowy sieci P2P jest praktycznie nie do zlikwidowania – docelowo tworząc to, o czym marzą twórcy Triblera, tj. Internet Zaufania, w którym dzielenie się z innymi jest nagradzane, a tożsamość dzielących chroniona.

Tribler jest w naszej bazie oprogramowania, w wersjach na Windowsa i macOS-a. Na stronie twórców projektu znajdziecie paczkę .deb na Ubuntu, niektóre dystrybucje umieściły Triblera w swoich repozytoriach (użytkownicy Arch i Manjaro mogą skorzystać z AUR-a).

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.