Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Grupa WZor dała nam przedsmak nadchodzącej konferencji Microsoftu – wycieka Windows 10 w kompilacji 10558

Dzień, w którym odbyć ma się kluczowa dla Microsoftu konferencja jest pełen różnorakich spięć w sieci. Z jednej strony mamy grupę osób, które są niezbyt przychylnie nastawione do wyglądu nadchodzących flagowców, a z drugiej znaleźć można użytkowników, którzy ponoć nie widzieli nic piękniejszego – sytuacja ta jest w sumie normalnością. W całym tym zamieszaniu gdzieniegdzie przewijają się jeszcze rozmowy dotyczące Windows 10 Mobile, którego w sumie trapią te same problemy co Lumie – nie każdemu się on podoba. W miniony weekend od tych rozważań postanowiła nas na chwilę odwieźć popularna grupa WZor, która po raz kolejny stoi za wyciekiem testowej, nieudostępnionej przez Microsoft wersji systemu Windows 10. Tym razem padło na kompilację 10558, która w przeciwieństwie do kilku poprzednich odsłon wreszcie przynosi nam długo wyczekiwane zmiany – w końcu zmniejszono dystans dzielący desktopowe i mobilne wydanie.

Problemy

Testowe kompilacje Windows 10 (zresztą wszystkie jego odsłony również) mają to do siebie, że przez jakiś czas po instalacji robią multum rzeczy w tle, przez co wydajność momentami pozostawia wiele do życzenia. Nie inaczej było i tym razem, co spowodowało u mnie jednorazowe zawieszenie się systemu na amen oraz dwukrotnie chwilowe, które ustąpiło w ciągu minuty. Poza tym, znów wystąpił u mnie ten błąd z systemowymi aplikacjami i choć było znacznie lepiej niż ostatnio (dotknął ich mniejszą ilość), o tyle w dalszym ciągu kilka z nich musiałem samodzielnie doinstalować ze sklepu. Z początku powłoka systemu (menu start, centrum akcji etc) również sprawiała problemy i niekiedy nie reagowała na polecenia, aczkolwiek z czasem wszystko ustało i aktualnie nie przejawia żadnych kaprysów.

Interfejs i inne takie

Microsoft z każdą kolejną kompilacją stara się niwelować wady, które wytykane mu są od samego początku „otwartych” prac na Windows 10. Niespójne ikony czy poszczególne elementy systemu dają się co bardziej spostrzegawczym osobom we znaki, przez co często „grożą” oni przejściem na jakże idealnego OS X.

r   e   k   l   a   m   a

Firma bojąc się (meh) odpływu użytkowników miota się od skrajności w skrajność i próbuje nowych rozwiązań. Tym razem padło na bardzo użyteczne menu kontekstowe, które było obiektem krytyki w ostatnich wersjach testowych. Wreszcie zmieniono jego tabletową (zbyt dużą) formę na bardziej przyjazną dla kursora myszki, aczkolwiek wyczuwam tutaj pewną niekonsekwencję.

O ile poprawa faktycznie jest pozytywna w klasycznym scenariuszu korzystania z PC, o tyle przy używaniu coraz popularniejszego dotyku przydałaby się jego poprzednia, przystosowana do niego odsłona. Dziwi fakt, że Continuum tego samodzielnie nie dopasowuje, choć możliwe, że ulegnie to zmianie w kolejnych kompilacjach. Jeśli już jesteśmy przy tym aspekcie systemu, to pochylono się również nad jego wyglądem w menu start. Dodano wsparcie dla ikonek oraz jumplist, dzięki czemu jest ono nie tylko przyjemniejsze dla oka, ale i użyteczniejsze.

Jak zwykle, tak i tym razem zaktualizowano co nieco systemowych ikonek, z czego największym echem w sieci odbiła się nowa grafika symbolizująca Edytor Rejestru oraz bezpieczne usuwanie sprzętu.

Uniwersalne Aplikacje oraz Ustawienia

Oczywiście Windows to nie tylko aspekt wizualny, ale i aplikacje, które stanowią o sile tego systemu. Dlatego też w tej odsłonie pochylono się i nad tym elementem, co zaowocowało udostępnieniem (rychło w czas) aplikacji Skype Video, Messaging oraz Telefon. Co ciekawe, tylko ta ostatnia wylądowała już w sklepie, dlatego też jako jedyna posiada polski interfejs. Jeśli zaś chodzi o ich działanie, to na chwilę obecną nie ma się nad czym rozwodzić – jako tako spełniają swoje funkcje, aczkolwiek ja osobiście powiadomień nie otrzymuję (u niektórych to działa), a i ograniczono się jak na razie wyłącznie do wsparcia dla sieci Skype. W przyszłości powinna się jednak pojawić obsługa wiadomości SMS – sugeruje to chociażby pojawienie się kilku konwersacji w programie Messaging, które znalazły się tam nie wiadomo skąd. Żeby było śmieszniej, nie są to aktualne rozmowy, a jakieś z 2013 roku i to nawet nie wszystkie.

Po raz kolejny zdecydowano się zaktualizować przeglądarkę Microsoft Edge, choć tym razem nie poczyniono żadnych zmian w jej silniku (EdgeHTML). Zamiast tego skupiono się na kilku użytecznych opcjach, takich jak możliwość uruchomienia nowej instancji poprzez kliknięcie środkowym przyciskiem myszy ikonki na pasku zadań oraz podgląd kart. Ponadto narzędzia deweloperskie wreszcie zostały zintegrowane z oknem przeglądarki, lekko posegregowano opcje w ustawieniach, a i nieco zmodyfikowano symbol znajdujący się na przycisku uruchamiającym notatnik. Wszystkie te zmiany wymusiły skok w numeracji z 21.10547 na 22.10558. Na zakończenie warto również wspomnieć co nieco na temat wydajności tejże przeglądarki. Mimo, iż jest zauważalnie (wreszcie) lepiej niż dotychczas i już nie miewa tylu przycinek co kiedyś, to jednak wciąż zdarza się jej zamknąć podczas większego obciążenia. W każdym razie póki co wszystko zmierza w dobrym kierunku.

W ostatnim już akapicie skupimy się na ustawieniach, które to również zyskały ciut usprawnień w opisywanym wycieku. Przede wszystkim przywrócono możliwość instalacji aplikacji na dysku innym, niż tym głównym – ucieszy to na pewno posiadaczy tabletów wyposażonych w slot kart microSD.

W zakładce Aktualizacja i bezpieczeństwo dodano kartę Find My Device, której raczej nie trzeba opisywać – wspomnę tylko o tym, że jak na razie funkcja ta nie działa. W poprzedniej kompilacji udostępniono usługę Windows Spotlight (automatycznie zmieniające się tapety ekranu blokady) posiadaczom Windows 10 w edycji PRO, a tym razem to samo zrobiono względem właścicieli wersji Enterprise i Education – jest to o tyle zabawne, że najtańsza odsłona (Home) posiada ten bajer od samego początku. Kolejna odnotowana nowość umożliwia nam zmianę skalowania systemu w czasie rzeczywistym (Ustawienia > Ekran), dzięki czemu możemy na bieżąco oceniać wykonywane modyfikacje – do tej pory by tego dokonać musieliśmy każdorazowo klikać przycisk Akceptuj. Wisienką na torcie jest dodanie w zakładce Konta spisu wszystkich dodanych przez nas adresów e-mail, których podgląd wcześniej był wyłącznie z poziomu aplikacji Poczta / Kalendarz.

Podsumowanie

Jak widać poczynionych zmian nie ma jakoś szczególnie dużo, aczkolwiek w większości są one próbą zniwelowania najbardziej doskwierających użytkownikom braków. Wiadomo, że lepiej późno niż wcale, jednak tempo ich wdrażania niejedną osobę wprawia w oburzenie. Znaczna część powinna znaleźć się w systemie już w dniu jego debiutu, co skutkowałoby jego cieplejszym przyjęciem przez konsumentów. Tak się niestety nie stało, dlatego też musimy wciąż i wciąż oczekiwać na łatanie niekiedy irytujących mankamentów – no chyba, że zdecydujemy się przenieść do konkurencji, co jednak nie zawsze jest możliwe. Tak czy siak cieszy fakt, iż Microsoft w ogóle dostrzega ewidentne braki i stara się je eliminować – gorzej by było, gdyby nie przejawiał takich chęci.

W świetle poczynionych dotychczas zmian można więc śmiało stwierdzić, że po listopadowej aktualizacji Windows 10 prezentować będzie prezentować się tak, jak powinien w dniu swojej premiery. 

windows oprogramowanie hobby

Komentarze